poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Stanisław Primus "Czy Rosja jest barbarzyńcą? Psychoanaliza rosyjskiego ducha"


O Rosji i swoim stosunku do niej pisałem już kilka razy. Nie ma sensu tego powtarzać. Jednakże biorąc pod uwagę fakt, że Rosjanie są bardzo specyficznym narodem pod względem swojej mentalności stwierdziłem, że warto zgłębić temat bardziej. 

Zachowują się tak jakby nie mieli nic do stracenia. Bardzo często mieliśmy okazje oglądać filmy typu "Russian School" na YouTube, w których młodzież pokazuje hardcorowe scenki. Rosyjska ruletka to już stary temat, ale powraca co jakiś czas. Dlaczego tak wielu ludzi tam ginie w okolicznościach, które gdzie indziej się nie zdarzają? Przy turniejach wojów ciągle któregoś wynoszą w worku. Ciekawy naród, którego duszę niewątpliwie ukształtowała burzliwa historia. Niektórzy złośliwie prawią, że Rosja to nie kraj - to stan umysłu. Jak jest na prawdę? Trudno powiedzieć, zanim się tego z bliska nie zobaczy.

"Czy Rosja jest barbarzyńcą? Psychoanaliza rosyjskiego ducha" Stanisława Primusa to niby chęć odpowiedzi na zadane w tytule trudne pytanie. Autor wbrew pozorom próbuje zbadać mentalność Rosjan głównie za pośrednictwem literatów i znanych postaci. Większość analizy to rozmaite listy, twórczość poetów i ich własny stosunek do swojego narodu. 

Nie widzę w wynikach tego niczego nadzwyczajnego, kiedy sam na swój kraj narzekam, ale drażni mnie to kiedy przeciwko mojemu krajowi wypowiadają się jakieś zamieszkały w nim mniejszości. Tutaj też nie dziwi mnie głęboki patriotyzm Rosjan połączony z innymi cechami. 

Gołym okiem widzę, że Primus z niechęcią odnosi się do Rosjan. Pisze grzecznie, ale obiektywizmu w tym wszystkim jest mało. Znowu Rosja zniewolona, a Zachód światły, dobry i wspaniały. Tylko w Rosji wyzywanie kogoś np. od pedałów nie jest tak napiętnowane jak dzieje się to powoli w Polsce, gdzie niby wolność słowa istnieje, a każdy ma prawo do własnego zdania. To tylko pokazuje obłudę całokształtu. 

Złapałem autora na kilku dziwnych wypowiedziach:
Mało kto przecież wierzył w faszystowski mit krwi i rasy (s. 119). 
No i właśnie. Primus niby opisuje rosyjską propagandę i wytyka jej cechy, ale sam sprawia wrażenie jakby dał się na tę propagandę nabrać. Mit krwi i rasy to był w niemieckim nazizmie, a nie włoskim faszyzmie, a samo mylenie tych pojęć to efekt propagandy stalinowskiej ...
Prawie nigdy nie udało się nakłonić potężnego państwa moskiewskiego do jakiegokolwiek wspólnego frontu (s. 167).
A jakie Panie Primus wymieni mi Pan sojusze militarne, które przetrwały dłuższy czas w historii? Na dobrą sprawę długo istniał sojusz ze Związkiem Radzieckim, który się rozpadł w wyniku zmian ustrojowych i po tym jak nasi politycy postanowili wejść w dupę Amerykanom czyniąc z Rosji największe zło. Wychodzimy na tym jak Zabłocki na mydle. 

... jak Gruzja zaatakowana w 2008 roku ... (s.185)

Gruzja została zaatakowana czy to Gruzja pierwsza zaatakowała? 

Rusofobiczna pozycja próbująca na siłę udowodnić jakim to cudem Rosja zła i niegodziwa. Nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Nie polecam!

piątek, 3 sierpnia 2018

Maciej Witulski „Współczesne czarownictwo. Dzieje religii wicca od legendarnych sabatów po wirtualne rytuały”



This is Wiccarmaggeddon! 

A więc stało się! Przez długie lata, polski rynek wydawniczy nie mógł doczekać się solidnego, naukowego opracowania tematu dotyczącego współczesnej religii czarownic, kontrowersyjnie (na ogół) zwanej wicca. Nadeszła w końcu wiekopomna chwila! 

„Współczesne czarownictwo. Dzieje religii wicca od legendarnych sabatów po wirtualne rytuały” Macieja Witulskiego, to pierwsza w Polsce pozycja, która dokładnie i ze szczegółami opisuje historię, ewolucję, legendarne początki wicca oraz to, jak religia ta wpłynęła na kulturę współczesną. Pracę zamyka rozdział omawiający szczegółowo doktrynę, kult i organizację tego konglomeratu religijnego. 

Oczywiście już na pierwszy rzut okiem widać (nie tylko po zamieszczonej bogatej bibliografii), że praca napisana jest na solidnych podstawach. Autor korzysta wprawdzie głównie ze sprawdzonych publikacji książkowych napisanych przez znawców tematu, ale także aby uwiarygodnić swoje tezy, przeprowadził obserwację uczestniczącą w covenie tradycji aleksandriańskiej Świątyni Stella Matutina w Warszawie. Całość uzupełnił o informacje uzyskane m.in. z zamkniętych forów internetowych dla inicjowanych wiccan. Korzystał więc z wielu źródeł, uzyskał informacje od osób które (również) wyznają wicca od samego początku powstania reprezentowanej przez siebie tradycji. 

W książce Macieja Witulskiego, po raz pierwszy w Polsce opisane zostały dokładnie rytuały wicca tradycyjnej. Autor wyjaśnił bardzo precyzyjnie i z gruntowną znajomością tematu, na czym polegają wiccańskie sekrety, przysięga milczenia oraz jakie metody i zabiegi socjotechniczne stosują wiccanie, rekrutując nowych członków. Omówił również drobiazgowo ogólnodostępne  księgi cieni i udzielił wielu wyczerpujących informacji na temat rytuałów. 

Witulski krytycznie podchodzi do źródeł, w żadnym wątku nie przedstawia zagadnienia jednostronnie, czyli tak, jak pragnęliby tego sami wiccanie, natomiast stara się prezentować różne racje. Z dystansem podchodzi do autopromocyjnych zabiegów wiccan, wielokrotnie prezentujących stronniczo i w sposób wyidealizowany swój image w pisanych przez siebie podręcznikach. Jest bezdyskusyjne, że książka ma charakter obiektywnej publikacji  naukowej - autor profesjonalnie podszedł do postawionego sobie zadania, podając wiele punktów widzenia i dowodów na podane tezy. Bez żadnych oporów, dla dobra nauki ujawnia również rozliczne fakty, wstydliwie skrywane przez wyznawców. 

W oczy rzuca się pietyzm z jakim Witulski podszedł do zadania. Autor dokonał wiwisekcji wszelkich kwestii związanych z terminologią i rozwojem współczesnego czarownictwa. Klasyfikuje je i rozbija tradycyjną wicca na elementarne cząsteczki, dokładnie je analizując oraz wskazując na to, co się z czego w tej religii wywodzi. Autor daje to przykład solidnej syntezy źródeł, zahaczając także mocno o sprawy związane z okultyzmem, neopogaństwem, bajkami etc. 

Książka oprócz religijnych rytuałów zawiera wiele ciekawostek z czarowniczych kręgów. O wielu z nich przeciętny sympatyk religii wicca na pewno nawet nie słyszał. Zwyczaje, sposoby odprawiania rytuałów, etc. Autor wyraźnie rozgranicza wicca tradycyjną od eklektycznej i w przeciwieństwie do niektórych badaczy, nie wrzuca wszystkiego do jednego wora. Wyraźnie widać też obiektywizm pracy – Witulski choć jako punkt wyjścia obrał opis praktyk, w których sam brał udział, bardzo często podaje informacje o praktykach i zwyczajach innych covenów, linii i tradycji, które zdobył od wyznawców.

... Podejrzewam, że większość wiccan w Polsce o tej książce nie wypowie się w sposób pozytywny, a wręcz przeciwnie - można się spodziewać, że wyznawcy rozpoczną solidny bojkot i liczne akcje dyskredytujące zarówno publikację jak i osobę autora. Z prostej przyczyny – praca bez znieczulenia wyjawia praktycznie wszystkie informacje na temat podstaw wiccańskich praktyk. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że o ile osoby studiujące źródła anglojęzyczne wiedzą już na ten temat  prawie wszystko, tak Polacy nie mówiący po angielsku, mają wreszcie okazję dowiedzieć się dużo więcej. I do tego w skompresowanym jednym kompendium wiedzy. Spodziewany i sygnalizowany wcześniej przez autora spory opór środowiska, na pewno stanie się faktem, co autorowi jest wyraźnie obojętne. Książka ma charakter pracy naukowej więc jest adresowana wyłącznie do tych osób, które chcą wzbogacić swoją wiedzę merytoryczną, a nie dla przypadkowych, anonimowych członków rozmaitych forów internetowych, których poziom merytoryczny często delikatnie mówiąc, rozbraja. … Karawana jedzie dalej!

Praca nie ma charakteru zamkniętego. Współczesne czarownictwo, to ruch bardzo szeroki, pełen odstępstw od rozmaitych reguł. Nic nie jest oczywiste i ostateczne. Jeśli wierzyć deklaracjom  autora, z uwagi na ograniczenia wydawnicze, musiał mocno skrócić objętość swojej publikacji. Z uwagi na to, nie zawarł w swojej pierwszej książce wszystkiego, co zamierzał i planuje zrobić to w kolejnych wydaniach zostawiając sobie margines i dodatkowy czas na badania. Jak na blisko 350 stron w formacie A-4 uważam, że i tak dopiero od tej książki zaczęła się prawdziwa historia wicca w Polsce.  

Pisanie prac naukowych o wicca, bez powoływania się lub odnoszenia do zawartości tej książki, to już będzie przegrana sprawa. Jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich badaczy, fanów tematu wicca, okultyzmu, neopogaństwa, ezoteryki. Solidna, encyklopedyczna i bogata merytorycznie kompilacja wiedzy o współczesnym czarownictwie. 

Koniecznie trzeba ją przeczytać!  

niedziela, 29 lipca 2018

Dorothy Morrison "Magia słońca na co dzień. 140 rytuałów, zaklęć i afirmacji na pokonanie przeszkód"





" ... Udekoruj ołtarz symbolami ruchu i pionierskiego ducha. Dobrym pomysłem może być ustawienie zdjęć magicznych pionierów, między innymi Geralda Gardnera lub Alexa Sandersa, lub pionierów historycznych, na przykład Amelii Earhardt, Alberta Einsteina lub Bena Franklina [...]"
(s. 110)

Bla, bla, bla, bla, bla, bla bla. Nie polecam! Nie! Nie i jeszcze raz NIE!

środa, 18 lipca 2018

Adam Węgłowski "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności. Naga prawda o antycznej sztuce kochania"


No dobra, to teraz trochę o seksie! 

Za dużo na blogu piszę o pogaństwie, stąd uznałem, że trzeba lekko zmienić treść i zwiększyć o 40% tematykę pogaństwa. Od przybytku głowa nie boli, jak mawiają. 

Adam Węgłowski "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności. Naga prawda o antycznej sztuce kochania" to kwestia seksu i seksualności w starożytności. 

 Ciekawostek historycznych.pl co nie miara! Seks z osłami, kozami, chłopcami, mężczyznami, cudzymi żonami ...

O sympozjach: 

... Uczestniczyli w nich mężczyźni, jednakże bez swoich żon - za to bawiąc się akrobatkami, fletnistkami, kurtyzanami i pięknymi chłopcami. [...]" (s.24)
Matko Ziemio Wilgotna! Sodomia i Gomoria. I co na to radykalni, prawicowi poganie? Mam oczywiście tutaj na myśli tych, którzy często uważają homoseksualizm za zjawisko nienaturalne i otwarcie głoszą, że takie osoby nie powinny czcić dawnych bogów, bo swoim zachowaniem przeczą naturze. Z tego wynika, że co poniektórzy mają ciekawy poziom znajomości tematu religii Europy przedchrześcijańskiej. Gorszy wniosek się nasuwa - katoliccy księża molestujący ministrantów na zakrystii są bardziej pogańscy w swojej filozofii życia od niektórych pogan, którzy stoją światopoglądem w zgodności z oficjalnym nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego i uparcie głoszą, że homoseksualizm jest "zły i/lub nienaturalny". Świat paradoksów! 

Nie wiedziałem, że Achilles porwał i zgwałcił trojańskiego księcia Troilosa. O jego romansie z Patroklesem (nie kuzynem jak chce tego współczesność, tylko partnerem) już mi wiadomo było. Nie wiedziałem za to, że zakochał się i zgwałcił zwłoki królowej Amazonek Pentezylei ... 


Węgłowski zwraca także uwagę, że przecież pojęcia takie jak kompleks Edypa, Elektry, Orestesa i wiele innych to twory dawnej, antycznej cywilizacji. Tak więc pewne fenomeny były w niej bardzo dobrze rozpowszechnione. Królowa Pazyfae i buhaj przebijają wszystko. 

Tresowanie 12-letnich nastolatek na żony przez starszych o 10-20 lat mężów w kulturze greckiej pokazuje pewne różnice w obyczajowości dawnej kultury patriarchalnej. Porzucanie dziewczynek po narodzinach powodowało niż demograficzny wśród przedstawicielek tej płci ... No nie dziwi mnie to. Ale tak postępowano w wielu kulturach m.in. w Chinach. Z resztą jest to omówione w dalszej części pracy:
... Były wśród nich i niechciane dzieci. Częściej dziewczynki niż chłopcy (bo ci w przyszłości nie wymagali wyposażenia w posag). Takie niemowlaki po prostu porzucano. Traktowano przedmiotowo, jak zbędne rzeczy. Ateńczycy, Koryntyjczycy czy Rzymianie nie zachowywali  nawet takich pozorów jak w osławionej Sparcie, gdzie porzucano "niedoskonałe" dzieci w górach Tajgetu - oni po prostu pozostawiali maluchy przy drogach, w lesie, w glinianych garnkach, na śmietnikach. Bywało, że takie dziecko znajdował ktoś litościwy i traktował je jak własne. Bywało, że znajdował je ktoś chciwy i wychowywał na tanią niewolnicę, przeznaczoną do prostytuowania się dla swego właściciela. [...]" (s. 60)
I to po raz kolejny przychodzą mi na myśl współcześni poganie, którzy walczą z aborcją czy z prawem do aborcji dla matek dzieci z Zespołem Downa etc. A poganin wieki temu jak miał dziecko, które mogło mu tylko wadzić w życiu po prostu się go pozbywał. Bez wyrzutów sumienia.

Przypominają mi się czasy podstawówki, kiedy dzieciaki przeżywały narodziny nowego grona chomików, z których jakiś rodził się mniejszy i był zjadany przez matkę lub odtrącany. Takie jak widać są prawa natury. Dzieci niechciane, niepełnosprawne, chorowite. Ba! Czasem nawet pozbywano się tych zdrowych kiedy np. wiadomo było, że zima będzie sroga, jedzenia nie wystarczy ... Dziecko do morza i chlup ... Po sprawie. Niektórzy tego nie uczynili, a potem na efekty nie trzeba było długo czekać.


Tak czy siak, czekamy na kolejny sezon.
... Gdyby więc zawierano związki między osobami w podobnym wieku, połowa chłopców zostałaby z niczym! [...] (s. 39)
Straszne! To kogo oni bili na podwórku?

Podobnie jak widzę, że prawo pierwszej nocy nie jest chyba czymś oryginalnym. Młodożeńca w Rzymie w czasie nocy poślubnej wyręczali koledzy. Myślę, że poganie teraz powinni pomyśleć o wznowieniu tej inicjatywy. Tylko, że wtedy panny młode miało około 12 lat - więc jakieś unowocześnienia będą niezbędne.

Co ciekawsze w dalszej części książki autor  zwraca uwagę, że poglądy na aborcję, homoseksualizm też różnie wyglądały i trudno się doszukiwać jednego generalnego konsensusu. Inaczej filozofowie, inaczej społeczeństwo etc. Nawet na niektórych świątyniach były hasła przeciwstawiające się przerywaniu ciąży.

I to pokazuje jasno, że w neopogaństwie zdania również mogą być w wielu tematach podzielone, a nie opierać się o jedną, jedynie słuszną odgórną interpretację. A wywalanie na wierzch jednym, że są bardziej lub mniej pogańscy od drugich zakrawa na kpinę.

W dalszej części książki dowiadujemy się o miłosnych uniesieniach Solona do młodych chłopców i seksualnych inicjacjach młodych na Krecie. Po prostu niemalże jak w Sambii ... Ciekawi też fakt, że erastesi nie mogli wykorzystywać eromenosów w klasyczny, seksualny sposób. Dziwne, ale wychodzi na to, że jednak nawet pederastia czy efebofilia rządziły się swoją regułą. I wychodzi na to, że ludzi czasem nawet za homoseksualizm krytykowano, a za pederastię nie. Wszystko według pogańskich reguł. Generalnie stosunek dwóch mężczyzn był źle widziany, a pasywność seksualna pogardzana, ale nie mężczyzny i chłopca w niekonwencjonalny sposób. Lecz też nie zawsze.

Na zdjęciu arcydruid Arrenomix.

Trudno we wszystkim o jakąkolwiek regułę. Moda się w końcu zmienia co parę lat, co tu dopiero mówić o kilku stuleciach?

Historie cesarzy biją wszystko na głowę. Warto mieć na względzie, że ojciec Aleksandra Wielkiego też przebierał w przedstawicielach płci obojga. Nie różnił się więc dużo od swego syna. Rozmaite seksualne wybryki Juliusza Cezara, Galby, Heliogabala czy Kleopatry z wibratorem z pszczołami ... Perwersji co niemiara. 

Książka nadzwyczaj interesująca i pokazują antyk od pomijanej strony. Od tej pory oglądając filmy o filozofach i ich uczniach, władcach i dworach będę miał na względzie cenzurę obyczajową. 

Polecam!

środa, 11 lipca 2018

Diane Ducret "Kobiety dyktatorów"


" ... Poza tym Lenin powtarza na prawo i lewo, że nigdy w życiu nie poznał kobiety, która byłaby zdolna przeczytać Kapitał albo rozeznać się w rozkładzie jazdy pociągów czy też grać w szachy. [...]" (s. 114)

Chciałbym być dyktatorem. Pytanie tylko kim wówczas byłaby Pani Dyktatorowa? Lub raczej jak by wyglądała? Jako niekwestionowany przywódca na pewno znalazłbym sobie jakąś wedle upodobań. A nie jestem wymagający. Kryteria wyboru mam dość proste.


Niestety pech sprawił, że nie jestem dyktatorem i nic nie wskazuje, że nim kiedykolwiek zostanę. A szkoda! Dajcie mi władzę i kawałek Sybiru. Już ja to bym porządził! Kraju byście nie poznali; Halloween trwałby w nim przez cały rok. No, wiadomo, że ludzie wiszący na latarniach ulicznych byliby zmieniani w ramach dekoracji co kilka godzin. Nie pozwoliłbym na rozpowszechnianie się chorób i zarazy w swoim państwie. To nie w moim stylu.

Mniejsza z tym. Poczytajmy o innych, wielkich ludziach historii. Dla odmiany weźmiemy sobie na piedestał panie. "Kobiety dyktatorów" autorstwa Diane Ducret to historie sympatycznych dam, które były bliżej lub dalej wokół takich postaci jak Włodzimierz Lenin, Benito Mussolini, Adolf Hitler, Józef Stalin, Mao Zedong, Jean-Bédel Bokassa, Antonio Salazar i Nicolae Ceaușescu.

Nie znałem tych panów od tej strony. Nawet powiem szczerze nie znałem dobrze ich biografii aż do teraz. Ducret świetnie je przedstawia pomijając główne wątki polityczne przez co dowiadujemy się wielu ciekawostek powszechnie nieznanych. Nie wiedziałem np. że Stalin był żonaty z własną, nieślubną córką, a Hitler romansował z bratanicą ... Sodomia i Gomoria na salonach.


Oczywiście śledząc poczynania różnych "gwiazd wolnej politykanki" próbowałem złapać jakiś jeden generalny kod charakteryzujący zarówno panów jak i krążące wokół nich panie. I powiem szczerze - nie przyniosło to żadnych rezultatów. Moje badania spełzły na niczym. Kobiety z tej książki miały bardzo różne charaktery, może trochę cechowała je upartość w dążeniu do celu? Ale to też nie jest żadna reguła.

Ciekawostek pełno. Dowiedziałem się m.in., że Róża Luksemburg była Niemką ... Spodobał mi się cytat Yang Kaihui:

"Lepsze jest nic od niedoskonałości."
Jest wiele dziedzin życia, w których zastosowałbym to hasło jako przewodnie motto. Za to hasło Mao Zedonga, "oczyszczam się w ciele kobiety" jako wymówkę do niemycia genitaliów uważam za bardzo mało przekonywujące. Kompetencje pani Eleny Ceaușescu jako doktora chemii też przykuły moją uwagę:
"Najlepszym dowcipem, jaki krążył w tamtym czasie po laboratoriach Bukaresztu, był jej sposób podania wzoru dwutlenku  węgla - CO2 - który przeczytała, zachowując wszystkie połączenia międzywyrazowe. Rezultat wygłoszony w języku rumuńskim brzmi komicznie: wzór przeczytany w ten sposób daje słowo "cudoi", które oznacza "kutasa". [...]" (s. 268-269)
Dużo ciekawostek choć lektura nudzi średnio co dwadzieścia stron. Da się ją jednak przeczytać.

Do oceny własnej pozostawiam czytelnikom.

sobota, 30 czerwca 2018

Witold Vargas, Paweł Zych "Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik"


"Był taki kowal, Maciek się zwał co z diabłami żył za pan brat. Nie żeby je specjalnie lubił, ale jak przyszło komu figla spłatać, żeby mu w pięty poszło, zawsze mógł na nie liczyć, a i lepszych kompanów do kielicha trudno było znaleźć."
(s. 108) 

Może zostanę kowalem? W sumie to każdy jest kowalem swojego losu. 

"Ja chciałem wytwarzać złoto, chciałem zdobyć kamień filozoficzny, ale nie udało mi się. Taki ze mnie czarownik, że ja nie nauczyłem się swojego fachu, a wy tak!"
(s. 170) 

Oj! To powinno być moje motto-metafora. Choć jeszcze nie wszystko poszło na marne. Wojna trwa, piłka w grze.

"Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik" to kolejny zbiór legend, podań i bajek z terenów Polski podanych w formie krótkich opowiadań wzbogaconych o barwne ilustracje. Jak to bywa w pracach Witolda Vargasa i Pawła Zycha poznajemy mało znane historie z naszego folkloru, które powinny być znane każdemu, polskiemu dziecku. Jak to my Polacy nie potrafimy się dobrze promować, a mamy czym ... Pisałem to wielokrotnie. Tutaj na piedestale stoją panowie machający młotami w kuźniach, ale także i górnicy i inni czeladnicy. Wreszcie panowie od magii na piedestale - dobrze jest!


A jakie ciekawostki poznajemy?

Urocza legenda o żelaznym moście, na którym bój toczą chrześcijańscy rycerze z pogańskimi wojownikami ... To powinno być w herbie pogan z Zakopanego. Istny Ragnarök! Kibicuję poganom. Nie wiem co na to kibicerki? 

Przytoczona została znana nam wszystkim historia o Diable skutym 12 łańcuchami pod ziemią, który wysyła inne, pomniejsze diabły na swoje usługi. Czuć przeżytki starej religii na kilometr. 

Wzruszają mnie historie o Cyganach - zwłaszcza ta, która rzekomo stanęła u podstaw powiedzenia "kowal zawinił, Cygana powiesili". Po swojej konfrontacji z tą nacją uważam, że to najlepsze rozwiązanie. 

Ciekawych pogańskich wątków można doszukiwać się w legendzie katolickiego świętego Eligiusza.  Ale już tak nie bluzgajmy na to okropne chrześcijaństwo bowiem okazuje się, że w polskich legendach Jezus nie tylko podróżował jak Aleksander Macedoński w dawnych rękopisach, ale też potrafił za pomocą młota zamieniać stare, brzydkie baby w piękne i młode ... To jest dopiero alchemia - znacznie lepsza niż zamiana ołowiu w złoto. Nawet chirurdzy plastyczni nie osiągną tego w pełni. Ja już się raczej nie nawrócę, choćby nie wiadomo jaki cud mnie w życiu spotkał ...

Zastanawia mnie ten kult figurek diabłów omawiany w legendach. I palenie im ogarków zamiast dwóch świec. No cóż, może i dawna tradycja uległa lekkiej transformacji z czasem ...

Wciągnął mnie też wątek kożuchów zakładanych na lewa stronę. Nie od dziś wiemy, że np. zimowy Gwiazdor takowy nosi. Jest to więc ewidentnie jakieś echo dawnych wierzeń ze słowiańskiego kultu.


Dużo spostrzeżeń mam co do popularnej legendy o Kowalu i Diable. Jak wiemy ma ona swoich kilka wariantów. Wspomina o niej Radomir Ristic przy okazji serbskiej wersji. W Irlandii znamy ją jako historię o Chciwym Jacku, którą wiąże się ze świętem Hallowe'en. Podobnie jak historia o papieżu Sylwestrze II.


Widzimy gołym okiem, że w polskim folklorze również ona występuje, co ciekawsze jej echo przetrwało w kilku historiach (co dzięki książce Vargasa i Zycha mamy jasno potwierdzone), z czego najpopularniejsza zdaje się być legenda czarnoksiężnika Jana Twardowskiego. Autorzy pomijają tylko fakt, że u genezy tej ostatniej wersji stać może także historia Johna Dee. Tak czy siak mamy tutaj ewidentnie nałożenie się na siebie kilka wątków w jedną całość. A w końcu ta legenda jest prawdopodobnie znacznie starsza. Ciekawe, że autorzy przytaczają tylko niektóre wersje przygód Twardowskiego. Jedna z nich nie do końca jasno została przedstawiona, jakby nie wiadomo było czy bohaterem jest Jan Twardowski i jego ojciec Mikołaj, czy Jan Twardowski i jego syn (?). W każdym razie dzięki autorom poznajemy więcej ciekawych wątków z tej szlacheckiej opowieści.

Książka rewelacyjna, na jeden dzień rozrywki jak znalazł. Dużo pogańskich wątków ukrytych pomiędzy wierszami, które nie trudno amatorom tematu wyłonić. Polecam gorąco!

I niech Was Piekło pochłonie!

czwartek, 28 czerwca 2018

Adam Anczyk "The Golden Sickle. An Introduction to Contemporary Druidry"


Przenosimy się myślami do Wielkiej Brytanii. 

Z resztą nie tylko tam, bo Adam Anczyk zabiera nas w podróż przez otchłanie historii i przestrzeni: czytamy o tym, co na temat starożytnych druidów zachowało się w zabytkach piśmienniczych, głównie wśród rzymskich kronikarzy, poznajemy pra-neodruidyzm jako ruch inspirowany dawną myślą celtycką by w końcu przenieść się do współczesności i poczytać czym jest on dzisiaj w Europie i w Stanach Zjednoczonych. 

Punkt po punkcie Anczyk wprowadza w temat. 

Na pewne rzeczy nie zwracałem dawniej większej uwagi, mam tu na myśli wpływ aleksandrianina Philipa Shallcrassa oraz Isaaca Bonewitsa dla tego nurtu religijnego, cieszę się, że w niniejszej pracy  rozwinięto te tematy. Ponadto powinszować świetnego przedstawienia wielu innych zagadnień z omówieniem szczegółów historii Zakonu Bardów, Druidów i Owatów (czy może Vatów) oraz Ár nDraíocht Féin. 

Generalnie książka wciąga, autor przysporzył starań do opisania tematu od tej strony jakiej jest to możliwe. 

Moją wątpliwość budzi tylko fakt czy Anczyk faktycznie poznał druidyzm dogłębnie czy tylko bazował na dostępnych mu podstawowych źródłach? Pisząc o wicca przyłapałem go na opcji numer dwa. I teraz zastanawiam się czy tu nie ma tego samego; trochę zdradza go styl pisania - nie waha się stosować wesołych anegdot czy może raczej wesołych aluzji (typowe dla badaczy zakrywających coś) czy odniesień do powszechnie znanych tematów popkulturowych m.in. kilka razy czytałem o Panoramiksie (po angielsku Getafiksie). Napisał, że Gerald Gardner należał do Ancient Order of Druid Hermetists. Wiem, że należał do Ancient Druid Order, nie wiem teraz czy to jest to samo? Zastanawia mnie także rozdział na temat celtyckiego rekonstrukcjonizmu, autor praktycznie nie wymienia z nazwy konkretnych grup pisząc jedynie teoretycznie o nich i porównując z innymi, m.in. z rodzimowiercami słowiańskimi.

Ale tutaj nie mam jasnych podstaw do stawiania podejrzeń i oskarżeń. Ponadto zwrócę uwagę, że temat druidyzmu nie jest tak tajemniczy jak temat wicca, którego nie sposób łatwo zbadać. To w sumie działa na korzyść autora. Jak dotąd nie poznałem lepszego badacza druidyzmu w Polsce od Adama Anczyka. Wnioski, które wysuwa sprawiają wrażenie powszechnie znanych - duża ilość badaczy neopogaństwa kieruje je w identycznym kierunku. Książka jest zatem godna uwagi.

Polecam!

piątek, 25 maja 2018

Bartłomiej Grzegorz Sala „Wycie w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy”


„Wycie w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy” to kolejna podróż przez dzieje naszej cywilizacji. Tym razem Bartłomiej Grzegorz Sala na piedestale postawił urocze, sympatyczne ssaki i ich antropomorficzne mutacje znane naszej kulturze. Poznajemy więc najbardziej prestiżowe wilki i wilkołaki z mitologii pogańskich, folkloru chrześcijańskiej Europy, procesów sądowych, filmów i literatury. Dowiadujemy się jak powstają wilkołaki, jak je pokonywać, jak wizerunek wilkołaka ewoluował na przestrzeni wieków. 


Pewną nowością dla mnie były wilki udobruchane przez chrześcijańskich świętych. Zwykle stworzonka te kojarzone były ze złymi mocami. No chyba, że chrześcijański święty był kontynuacją kultu dawnych bogów, tak jak w przypadku św. Mikołaja – Welesa, którego autor niestety pominął. I tu znamy historię jak święty kazał wilkowi zabić człowieka, który podglądał doroczną naradę siedząc na drzewie. 


Zaciekawił mnie wątek wilkołaka z Owernii. Jest to legenda znana w wielu krajach. O ile się nie mylę, nawet poznałem jej wersję z obszaru Cejlonu, tylko zamiast wilka wystąpił tam inny zwierz. Historia w każdym razie ta sama, być może była jakimś importem kolonizatorów wszak nie zostało to do końca rozstrzygnięte. Nie wiem czy akurat przygoda z Owernii stanęła u podstaw tego mitu, w każdym razie spotkałem się z nim w kilku źródłach, nie tylko opisującego fenomen wilkołaków z Europy Zachodniej. 


Zafascynował mnie wyrok wilkodłaka skazanego na resocjalizację ... No cóż, najwyraźniej nie tylko współczesne sądownictwo wykazywało się iście ambitnymi pomysłami.  Osobiście poznałem ludzi, którzy za spalenie przydrożnej kaplicy dostali pracę społeczną do wykonania – kopanie grobów, co ich z resztą bardzo ucieszyło. Widać i ludzia-wilka można ucywilizować. To dopiero zabobon. 


Książka ma głównie dwa minusy:

1) To samo co poprzednio zarzucałem autorowi – za dużo historii, która niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego z tematem pracy (nawet jeśli co poniektórzy uważają ją za majstersztyk!). Poznałem praktycznie całe losy Europy w pigułce - Rzym, Karolingowie i lata późniejsze. Za dużo! Przyznam, że omówienie tematu polonizacji szlachty litewskiej wyjaśniło mi wiele istotnych spraw. Niemniej nie wiele ma to wspólnego z istotami wilkołaczymi. 

2) Na końcu pisząc o filmach autor wymienia tylko kilka głównych dzieł. Pomija cały szereg współczesnej popkultury – sagę „Zmierzch”, wilkołaka z filmu „Van Helsing”, a już „Towarzystwo wilków” ... Trochę tego jest, nawet jeśli uznamy to za słabe i kiczowate. 

Ogólnie jest to bardzo wciągająca lektura pełna ciekawostek. Autor ze szczególnym pietyzmem podchodzi do wątków historycznych. Gorąco polecam!