Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaństwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2018

Dion Fortune "Mistyczna kabała"


To uczucie, kiedy kupisz sobie książkę, a przez kilka lat leży ona na półce, bo co chwila wpadają inne nowości w to samo miejsce, a ty przez co nie masz kiedy zacząć. Nadeszła wiekopomna chwila! Z "Samoobroną psychiczną" autorstwa Dion Fortune zapoznałem się dawno temu. Czas przyszedł na "Mistyczną kabałę". 

Ogólnie jest to bardzo wyczerpująca pozycja przedstawiająca każdy detal w tym dziwnym systemie religijnym. Przyznam, że obok pracy Fratera Barrabbasa uważam ją za jedną z lepszych, z którymi miałem okazję się zapoznać. Jest ona świetnie dopasowana do pogańskiego światopoglądu. Nie jest dla mnie też tajemnicą, że z prac Fortune korzystał Gerald Gardner tworząc swoją religię wica. Nie trzeba więc głowić się nadto żeby dopasować kabałę do potrzeb duchowych politeistów. Z resztą, pisali o tym Farrar i Bone, praktykują to też aleksandrianie, więc krótko pisząc - da się. 

Fortune reprezentuje czasy kiedy okultyzm osiągał swoje apogeum. Reprezentantów tamtej epoki żywię szczególnym sentymentem; w przeciwieństwie do wiedźm naszych czasów oscylowali oni w ciut innym światopoglądzie polityczno-społecznym. To były czasy! Czytając "Mistyczną kabałę" w oczy rzucają się pewne namiętne sformułowania:
Nadmiar dobroczynności to oznaka głupoty, nadmiar cierpliwości to cecha tchórza. Potrzeba nam sprawiedliwej i mądrej równowagi, która zapewni szczęście, zdrowie fizyczne oraz psychiczne wszystkim wokół nas, a także zrozumienia, że ofiary są konieczne, by to wszystko osiągnąć. (s. 254)
Dobrze jest to powiedzieć głośno w czasach współczesnych. Zwłaszcza zwolennikom multi-kulti.
Zmorą chrześcijaństwa jest jednostronność, odpowiada ona za wiele patologicznych zjawisk w naszym życiu narodowym i osobistym. Jednak nie możemy zapominać, że chrześcijaństwo jest odtrutką na świat pogański, śmiertelnie zatrutego własnymi jadami. Potrzeba nam tego, co chrześcijaństwo nam daje, ale niestety nie potrafimy się obejść bez tego, czego w nim brak. (s. 244)
I tu się zasadza esencja współczesnego pogaństwa - jest ono dobitnie skażone chrześcijańskimi wpływami, których np. niektórzy rodzimowiercy nie biorą pod uwagę.
Młodzieniec, pozbawiony podniety rywalizacji, opuszcza się w pracy, gdyż niewielu będzie pracować po prostu w imię pracy. Podobnie ma się rzecz z narodami - monopol, pozbawiony bodźca konkurencji, zawsze okaże się nieudolny. Wolne od konkurencji zawody zawsze cierpią na umysłową otyłość. (s. 251).
Socjaliści, kolektywiści z szeregu wystąp! Jakie to smutne, że tak mądrych słów nikt po dziesiątkach lat nie pamięta.
Potulność, miłosierdzie, czystość i miłość stały się cechami idealnego chrześcijanina, a jak słusznie zauważa Friedrich Wilhelm Nietzsche, są to cnoty niewolnika. (s. 250)
Nie mam pytań.  Podobnie jak do kwestii wykorzystywania swastyki w sefirze Kether. Już wiem, dlaczego co poniektórzy zabraniają propagowania tego symbolu.
W żadnym wypadku nie jest to homoseksualizm - zboczony i patologiczny przejaw tego zjawiska, zaburzenie emocji seksualnych, kiedy prawo przemiennej biegunowości jest błędnie pojmowane. (s. 208)
No proszę! A kto we wspomnianych przeze mnie kręgach tak lubi i praktykuje kabałę? Jak to się wszystko wyzuło z pierwotnej nauki. 

Książka bardzo szczegółowa, choć sama autorka miejscami zdradza, że nie poznała pewnych aspektów kabały w pełni. No, ale cóż w oko rzuca się zdobyta i przedstawiona wiedza, która bez najmniejszego cienia wątpliwości przeradza się w wysoką jakość tej książki. Polecam!

niedziela, 18 listopada 2018

Dariusz Andrzej Sikorski "Religie dawnych Słowian"


Aleksander Brückner (Damnatio Memoriae!) wprowadził zamęt do badań nad religią Słowian praktycznie na samym początku istotnej dla  Polaków epoki. Od tego czasu, nasi czcigodni badacze robili co w ich mocy, żeby jak najrzetelniej przywrócić nam obraz wierzeń naszych przodków i udowodnić, że Słowianie czcili bogów tak jak inne ludy. I w sumie szło to wszystko w dobrym kierunku, przez ostatnie lata nawet Brückner doczekał się ostrej krytyki swoich osiągnięć. Wydawałoby się, że uda nam się w końcu odnaleźć zaginione. Tylko, że z kolei teraz na drodze pojawia nam się praca Dariusza Andrzeja Sikorskiego "Religie dawnych Słowian", która znowu wprowadza ferment do całokształtu. 


Autor nie tyle rozwodzi się nad samą religią Słowian co raczej podchodzi krytycznie do źródeł i sposobów badań interesującego nas zagadnienia. Ma to swoje plusy. Dziś bardzo często powielamy jakieś znaleziony w sieci informacje i bezkrytycznie budujemy puzzle historii, z czego czasem wyjdzie coś sensownego, a czasem nie. 

Ciekawe, że rodzimowiercy słowiańscy drą łacha z TurboSłowian, ale tak na prawdę chyba nikt z nich nie miał w ręku oryginalnych źródeł, na których bazowała w późniejszych latach nauka. Odpisy, kopie cytowane w pracach badaczy ... to wręcz pokazuje, że wiedza o oryginale nie jest łatwa do zdobycia, a przez to jej nie znamy. Wszyscy czytamy tylko opracowania, w których są cytaty, ale nie wiemy jak z tym było na samym początku. 

Sikorski bardzo krytycznie podszedł do tego tematu. Zwrócił uwagę, że bardzo często informacje z jednych źródeł są prawdopodobnie kalką innych.Tylko czy aby tak było na pewno?

Tym sposobem znowu powracamy do punktu wyjścia w rozważaniach nad kultem Peruna i Swarożyca. 

Książka naturalnie ma też pewne minusy. Widać, że autor na piedestale ustawia wyjściowych, starych badaczy i mało odnosi się do wielu innych, mniej znanych współcześnie źródeł. W oko rzuca mi się także ogląd na sprawę typu - nie mamy informacji o kapłanach z terenów obecnej Polski, znaczy to jednoznacznie, że owych kapłanów musiało tu nie być. Brak źródeł nie wyklucza przecież istnienia jakiegoś fenomenu religijnego. Autor uważa, że chrześcijaństwo było atrakcyjniejsze dla ludzi od pogaństwa, które zakładało, że życie kończyło się wraz z momentem śmierci, co najwyżej po zgonie ludzie zostawiali upiorami lub innymi demonami. Na pewno istniała jakaś wizja życia po śmierci, w końcu dusze czczono i wierzono, że powracają. Słabo chce mi się wierzyć, że chrześcijaństwo było atrakcyjniejsze. Jeśli już to jedynie dla elit. Dziwi mnie też fakt, że autor twierdzi, że w późnym średniowieczu mało było już przeżytków pogaństwa. Niektórzy spekulują, że Polacy byli chrześcijanami nie wcześniej niż w XV w. Wcześniej wiarę tę wyznawały tylko elity. Ile w naszych czasach zachowało się dawnych zwyczajów? Mam uwierzyć, że pewne obyczaje znane w różnych częściach Europy (jak toczenie jajek z góry) są przypadkowe? A ile elementów kultu Welesa znajduje w kulcie świętego Mikołaja Borys Uspienski na Wschodzie? 

Pewne rzeczy mnie zaskoczyły. Teraz już wiem, że "kąciny" to za pewne nie tylko określenia świątyń, ale generalnie "domów". Przynajmniej w kwestii innych wyrazów jak np. chram pozostanę semper fidelis swoim założeniom. Zaciekawiła mnie wzmianka o kulcie bogini "Trigli". Gdyby powiązać to z kultem Matki Boskiej Trzykroć Przedziwnej z Góry Chełmskiej to znajdziemy dowody na to, że Trzygłów był kobietą ... Tego już inne źródła nie potwierdzają (kojarzy mi się to z Białoboginią i Czarnogłowem stworzonymi przez Czesława Białczyńskiego). Pozostaje mieć nadzieję, że to inna postać - triady bogiń są znane, głównie w wierzeniach celtyckich. Choć i u nas Zórz, rodzanic nie brakuje.

Ostry wstrząs mózgu dla rodzimowierców słowiańskich.

Niemniej warto zapoznać się z treścią tej książki.

Polecam! Ale też nie warto czytać bezkrytycznie.

czwartek, 11 października 2018

R. Andrew Chesnut "Santa Muerte. Święta Śmierć"


... Czary to broń słabych, magiczna próba przejęcia przez pozbawione władzy i pieniędzy jednostki kontroli nad wydarzeniami, otoczeniem i pozostałymi ludźmi, których nie da się kontrolować w innych sposób. [...]" (s. 141)

Dawniej zastanawiałem się, co to za dziwne wyobrażenia Maryi są w niektórych kościołach na filmach. Teraz już wiem, że to nie Maryja lecz Santa Muerte czyli Święta Śmierć. Wielkie Brawa! 


Interesująca religia rodem z Meksyku i okolic. Zasadniczo porównać ją można z europejską adoracją św. Guineforta we Francji, św. Mikołaja w Rosji czy np. św. Demetry w Grecji. W Polsce pewne podobieństwo dostrzec można w kulcie Matki Boskiej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej. Oczywiście mam tu na myśli nie samą postać lecz pewien unikatowy charakter wierzeń  - jest to dosyć specyficzne połączenie pogańskiego bóstwa z późniejszymi naleciałościami chrześcijańskimi dającymi w sumie oryginalną, synkretyczną postać. W tym konkretnym przypadku czczoną jako anioł śmierci. 


Przypisuje się jej niezwykłą moc i skuteczność w spełnianiu próśb. Opiekuje się więźniami, przemytnikami, handlarzami narkotyków, spełnia miłosne życzenia, karze niewiernych kochanków, wzbogaca czy uzdrawia. Niezwykła postać o olbrzymiej popularności. 


Chesnut opisuje nie tylko jej kult, ale również historię, relacje wiernych, skandale związane z powstaniem jej Kościoła. Co złożyć jej w ofierze? Kiedy się do niej modlić? Kim są jej najgorętsi wyznawcy? O tym wszystkim w niniejszej lekturze.

Zdziwiły mnie trochę te historie. Nigdy nie podejrzewałem, że handlarze narkotyków są tak religijni i to w tak specyficznym kierunku.


Cała ta cześć Białej Siostry jak ją czasami się nazywa przypomina mi do złudzenia pogaństwo współczesne - ołtarze, ofiary, modły, zaklęcia ... Autor próbuje wykazać, że to Ponury Żniwiarz stoi u legendarnych początków adoracji Potężnej Pani lub przynajmniej wywarł na to największy wpływ. Moim zdaniem ewidentnie czuć w tym wszystkim boginię Mictecacihuatl o czym książka także napomina. Tak jak Europejczycy nie rozstali się ze swoimi dawnymi bogami czyniąc z nich świętych tak i Meksykanie zachowali swojego anioła przez kolejne stulecia, a teraz w dobie współczesności pozwalają jej wraz z innymi ludowymi świętymi wysuwać się na piedestał. Chesnut poświęca także trochę uwagi jej męskim odpowiednikom - Reyowi Pascualowi i San La Muerte, wielbionym w sąsiednich krajach. Mamy kolejny dowód na to, że ludziom ciężko się rozstać z religią przodków. 


Książka świetna pomimo, że autor co chwila powtarza w niej te same zdania. Niemniej gorąco ją wszystkim polecam!

piątek, 21 września 2018

Paweł Szczepanik "Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity"


 " [...] leciał książę ciemności z nieba, z nim 9 zastępów aniołów od lewicy, którzy się odtąd z woli Boga Ojca stali ciemnymi duchami, czy diabłami (...)" 
Fragment pochodzący z pracy Oskara Kolberga cytowany w omawianej w niniejszym poście książce na stronie 47.

No trudno żeby cokolwiek z lewicy nie było ciemne ...

"Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity" Pawła Szczepanika to jedna ze świeżych wycieczek po religii dawnych Słowian. Choć tytuł sugeruje, że na piedestale staną zaświaty, praca wbrew pozorom porusza wiele ogólnych kwestii na temat wierzeń naszych przodków. 

Na samym początku powtórka z teorii mitu. Stare, dobre nazwiska od Cassirera po van Gennepa. Dalej autor przechodzi do popularniejszych zagadnień - jaja kosmicznego, boskich postaci, mitu wyłonienia etc. Wszystko po kolei jak bogowie przykazali. 

Osobiście wrogiem jestem tezie Witczaka, który widzi w Nyji boginię zaświatów nie zaś męskiego boga. Myślę, że Długosz nie bez powodu stosując interpretatio romana przyrównał go do Plutona a nie do Prozerpiny. Ponadto używał słowa "deum" a nie "deam". W innych źródłach też mówi się o "bożku" a nie "bogini". Szczepanik przyjął opcję "żeńską", co niespecjalnie przypadło mi do gustu. Ponadto już w następnym rozdziale autor pisze o Marzannie i wyszczególnia jej cechy jako chtonicznej bogini. Czyżby więc dwie panie piastowały te same urzędy? Z tym nie mogę się zgodzić. 

Zainteresowała mnie wzmianka o wielkim, czarnym kogucie jako wierzchowcu diabłów i czarodziejów. Coś czuje, że to kolejne echo pogańskich wierzeń znajdujące swoje odbicie w lokalnej wersji legendy o Diable i Kowalu czy w dziejach mistrza Twardowskiego. Ciekawe są też rozważania na temat rytualnych masek.


Książka oparta jest o znane i mniej znane opracowania naukowe. Z tego co zauważyłem Szczepanik nie pomija żadnych ważniejszych teorii - odnosi się do większości znaczących tez. Nie szczędzi też niektórym z nich krytyki. W przypadku Aleksandra Brücknera jest to rzecz jasna wręcz wskazane i obligatoryjne w pracach z XXI w. Nie brakuje tradycyjnych porównań do mitów innych ludów. 

Co zaś do osobistych tez autora, to myślę, że miejscami na siłę brnie on w kierunku, w którym już żadna osoba błądzić nie zamierza. Pewne rozważania uznałbym za zbędne, choć oparte na ciekawych źródłach przeanalizowanych z ciekawych horyzontów.

Dużo solidnego materiału, dobra kompilacja. Obowiązkowa lektura dla wszystkich słowianofili, religioznawców, rodzimowierców oraz pogan różnych ścieżek.

Gorąco polecam!

środa, 18 lipca 2018

Adam Węgłowski "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności. Naga prawda o antycznej sztuce kochania"


No dobra, to teraz trochę o seksie! 

Za dużo na blogu piszę o pogaństwie, stąd uznałem, że trzeba lekko zmienić treść i zwiększyć o 40% tematykę pogaństwa. Od przybytku głowa nie boli, jak mawiają. 

Adam Węgłowski "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności. Naga prawda o antycznej sztuce kochania" to kwestia seksu i seksualności w starożytności. 

 Ciekawostek historycznych.pl co nie miara! Seks z osłami, kozami, chłopcami, mężczyznami, cudzymi żonami ...

O sympozjach: 

... Uczestniczyli w nich mężczyźni, jednakże bez swoich żon - za to bawiąc się akrobatkami, fletnistkami, kurtyzanami i pięknymi chłopcami. [...]" (s.24)
Matko Ziemio Wilgotna! Sodomia i Gomoria. I co na to radykalni, prawicowi poganie? Mam oczywiście tutaj na myśli tych, którzy często uważają homoseksualizm za zjawisko nienaturalne i otwarcie głoszą, że takie osoby nie powinny czcić dawnych bogów, bo swoim zachowaniem przeczą naturze. Z tego wynika, że co poniektórzy mają ciekawy poziom znajomości tematu religii Europy przedchrześcijańskiej. Gorszy wniosek się nasuwa - katoliccy księża molestujący ministrantów na zakrystii są bardziej pogańscy w swojej filozofii życia od niektórych pogan, którzy stoją światopoglądem w zgodności z oficjalnym nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego i uparcie głoszą, że homoseksualizm jest "zły i/lub nienaturalny". Świat paradoksów! 

Nie wiedziałem, że Achilles porwał i zgwałcił trojańskiego księcia Troilosa. O jego romansie z Patroklesem (nie kuzynem jak chce tego współczesność, tylko partnerem) już mi wiadomo było. Nie wiedziałem za to, że zakochał się i zgwałcił zwłoki królowej Amazonek Pentezylei ... 


Węgłowski zwraca także uwagę, że przecież pojęcia takie jak kompleks Edypa, Elektry, Orestesa i wiele innych to twory dawnej, antycznej cywilizacji. Tak więc pewne fenomeny były w niej bardzo dobrze rozpowszechnione. Królowa Pazyfae i buhaj przebijają wszystko. 

Tresowanie 12-letnich nastolatek na żony przez starszych o 10-20 lat mężów w kulturze greckiej pokazuje pewne różnice w obyczajowości dawnej kultury patriarchalnej. Porzucanie dziewczynek po narodzinach powodowało niż demograficzny wśród przedstawicielek tej płci ... No nie dziwi mnie to. Ale tak postępowano w wielu kulturach m.in. w Chinach. Z resztą jest to omówione w dalszej części pracy:
... Były wśród nich i niechciane dzieci. Częściej dziewczynki niż chłopcy (bo ci w przyszłości nie wymagali wyposażenia w posag). Takie niemowlaki po prostu porzucano. Traktowano przedmiotowo, jak zbędne rzeczy. Ateńczycy, Koryntyjczycy czy Rzymianie nie zachowywali  nawet takich pozorów jak w osławionej Sparcie, gdzie porzucano "niedoskonałe" dzieci w górach Tajgetu - oni po prostu pozostawiali maluchy przy drogach, w lesie, w glinianych garnkach, na śmietnikach. Bywało, że takie dziecko znajdował ktoś litościwy i traktował je jak własne. Bywało, że znajdował je ktoś chciwy i wychowywał na tanią niewolnicę, przeznaczoną do prostytuowania się dla swego właściciela. [...]" (s. 60)
I to po raz kolejny przychodzą mi na myśl współcześni poganie, którzy walczą z aborcją czy z prawem do aborcji dla matek dzieci z Zespołem Downa etc. A poganin wieki temu jak miał dziecko, które mogło mu tylko wadzić w życiu po prostu się go pozbywał. Bez wyrzutów sumienia.

Przypominają mi się czasy podstawówki, kiedy dzieciaki przeżywały narodziny nowego grona chomików, z których jakiś rodził się mniejszy i był zjadany przez matkę lub odtrącany. Takie jak widać są prawa natury. Dzieci niechciane, niepełnosprawne, chorowite. Ba! Czasem nawet pozbywano się tych zdrowych kiedy np. wiadomo było, że zima będzie sroga, jedzenia nie wystarczy ... Dziecko do morza i chlup ... Po sprawie. Niektórzy tego nie uczynili, a potem na efekty nie trzeba było długo czekać.


Tak czy siak, czekamy na kolejny sezon.
... Gdyby więc zawierano związki między osobami w podobnym wieku, połowa chłopców zostałaby z niczym! [...] (s. 39)
Straszne! To kogo oni bili na podwórku?

Podobnie jak widzę, że prawo pierwszej nocy nie jest chyba czymś oryginalnym. Młodożeńca w Rzymie w czasie nocy poślubnej wyręczali koledzy. Myślę, że poganie teraz powinni pomyśleć o wznowieniu tej inicjatywy. Tylko, że wtedy panny młode miało około 12 lat - więc jakieś unowocześnienia będą niezbędne.

Co ciekawsze w dalszej części książki autor  zwraca uwagę, że poglądy na aborcję, homoseksualizm też różnie wyglądały i trudno się doszukiwać jednego generalnego konsensusu. Inaczej filozofowie, inaczej społeczeństwo etc. Nawet na niektórych świątyniach były hasła przeciwstawiające się przerywaniu ciąży.

I to pokazuje jasno, że w neopogaństwie zdania również mogą być w wielu tematach podzielone, a nie opierać się o jedną, jedynie słuszną odgórną interpretację. A wywalanie na wierzch jednym, że są bardziej lub mniej pogańscy od drugich zakrawa na kpinę.

W dalszej części książki dowiadujemy się o miłosnych uniesieniach Solona do młodych chłopców i seksualnych inicjacjach młodych na Krecie. Po prostu niemalże jak w Sambii ... Ciekawi też fakt, że erastesi nie mogli wykorzystywać eromenosów w klasyczny, seksualny sposób. Dziwne, ale wychodzi na to, że jednak nawet pederastia czy efebofilia rządziły się swoją regułą. I wychodzi na to, że ludzi czasem nawet za homoseksualizm krytykowano, a za pederastię nie. Wszystko według pogańskich reguł. Generalnie stosunek dwóch mężczyzn był źle widziany, a pasywność seksualna pogardzana, ale nie mężczyzny i chłopca w niekonwencjonalny sposób. Lecz też nie zawsze.

Na zdjęciu arcydruid Arrenomix.

Trudno we wszystkim o jakąkolwiek regułę. Moda się w końcu zmienia co parę lat, co tu dopiero mówić o kilku stuleciach?

Historie cesarzy biją wszystko na głowę. Warto mieć na względzie, że ojciec Aleksandra Wielkiego też przebierał w przedstawicielach płci obojga. Nie różnił się więc dużo od swego syna. Rozmaite seksualne wybryki Juliusza Cezara, Galby, Heliogabala czy Kleopatry z wibratorem z pszczołami ... Perwersji co niemiara. 

Książka nadzwyczaj interesująca i pokazują antyk od pomijanej strony. Od tej pory oglądając filmy o filozofach i ich uczniach, władcach i dworach będę miał na względzie cenzurę obyczajową. 

Polecam!

sobota, 30 czerwca 2018

Witold Vargas, Paweł Zych "Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik"


"Był taki kowal, Maciek się zwał co z diabłami żył za pan brat. Nie żeby je specjalnie lubił, ale jak przyszło komu figla spłatać, żeby mu w pięty poszło, zawsze mógł na nie liczyć, a i lepszych kompanów do kielicha trudno było znaleźć."
(s. 108) 

Może zostanę kowalem? W sumie to każdy jest kowalem swojego losu. 

"Ja chciałem wytwarzać złoto, chciałem zdobyć kamień filozoficzny, ale nie udało mi się. Taki ze mnie czarownik, że ja nie nauczyłem się swojego fachu, a wy tak!"
(s. 170) 

Oj! To powinno być moje motto-metafora. Choć jeszcze nie wszystko poszło na marne. Wojna trwa, piłka w grze.

"Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik" to kolejny zbiór legend, podań i bajek z terenów Polski podanych w formie krótkich opowiadań wzbogaconych o barwne ilustracje. Jak to bywa w pracach Witolda Vargasa i Pawła Zycha poznajemy mało znane historie z naszego folkloru, które powinny być znane każdemu, polskiemu dziecku. Jak to my Polacy nie potrafimy się dobrze promować, a mamy czym ... Pisałem to wielokrotnie. Tutaj na piedestale stoją panowie machający młotami w kuźniach, ale także i górnicy i inni czeladnicy. Wreszcie panowie od magii na piedestale - dobrze jest!


A jakie ciekawostki poznajemy?

Urocza legenda o żelaznym moście, na którym bój toczą chrześcijańscy rycerze z pogańskimi wojownikami ... To powinno być w herbie pogan z Zakopanego. Istny Ragnarök! Kibicuję poganom. Nie wiem co na to kibicerki? 

Przytoczona została znana nam wszystkim historia o Diable skutym 12 łańcuchami pod ziemią, który wysyła inne, pomniejsze diabły na swoje usługi. Czuć przeżytki starej religii na kilometr. 

Wzruszają mnie historie o Cyganach - zwłaszcza ta, która rzekomo stanęła u podstaw powiedzenia "kowal zawinił, Cygana powiesili". Po swojej konfrontacji z tą nacją uważam, że to najlepsze rozwiązanie. 

Ciekawych pogańskich wątków można doszukiwać się w legendzie katolickiego świętego Eligiusza.  Ale już tak nie bluzgajmy na to okropne chrześcijaństwo bowiem okazuje się, że w polskich legendach Jezus nie tylko podróżował jak Aleksander Macedoński w dawnych rękopisach, ale też potrafił za pomocą młota zamieniać stare, brzydkie baby w piękne i młode ... To jest dopiero alchemia - znacznie lepsza niż zamiana ołowiu w złoto. Nawet chirurdzy plastyczni nie osiągną tego w pełni. Ja już się raczej nie nawrócę, choćby nie wiadomo jaki cud mnie w życiu spotkał ...

Zastanawia mnie ten kult figurek diabłów omawiany w legendach. I palenie im ogarków zamiast dwóch świec. No cóż, może i dawna tradycja uległa lekkiej transformacji z czasem ...

Wciągnął mnie też wątek kożuchów zakładanych na lewa stronę. Nie od dziś wiemy, że np. zimowy Gwiazdor takowy nosi. Jest to więc ewidentnie jakieś echo dawnych wierzeń ze słowiańskiego kultu.


Dużo spostrzeżeń mam co do popularnej legendy o Kowalu i Diable. Jak wiemy ma ona swoich kilka wariantów. Wspomina o niej Radomir Ristic przy okazji serbskiej wersji. W Irlandii znamy ją jako historię o Chciwym Jacku, którą wiąże się ze świętem Hallowe'en. Podobnie jak historia o papieżu Sylwestrze II.


Widzimy gołym okiem, że w polskim folklorze również ona występuje, co ciekawsze jej echo przetrwało w kilku historiach (co dzięki książce Vargasa i Zycha mamy jasno potwierdzone), z czego najpopularniejsza zdaje się być legenda czarnoksiężnika Jana Twardowskiego. Autorzy pomijają tylko fakt, że u genezy tej ostatniej wersji stać może także historia Johna Dee. Tak czy siak mamy tutaj ewidentnie nałożenie się na siebie kilka wątków w jedną całość. A w końcu ta legenda jest prawdopodobnie znacznie starsza. Ciekawe, że autorzy przytaczają tylko niektóre wersje przygód Twardowskiego. Jedna z nich nie do końca jasno została przedstawiona, jakby nie wiadomo było czy bohaterem jest Jan Twardowski i jego ojciec Mikołaj, czy Jan Twardowski i jego syn (?). W każdym razie dzięki autorom poznajemy więcej ciekawych wątków z tej szlacheckiej opowieści.

Książka rewelacyjna, na jeden dzień rozrywki jak znalazł. Dużo pogańskich wątków ukrytych pomiędzy wierszami, które nie trudno amatorom tematu wyłonić. Polecam gorąco!

I niech Was Piekło pochłonie!

środa, 21 lutego 2018

Aleksandra Archangielska „Pagan Tarot czyli tajemnice talii pogańskiej”



Jak pogańskiej to nie możemy przejść obojętnie. A już ta okłada mówi sama za siebie: „kup mnie i przeczytaj. A potem skop na blogu”. 

„Pagan Tarot czyli tajemnice talii pogańskiej” to jak wskazuje tytuł dokładne opracowanie jednej ze współczesnych wersji kart Tarota. Czy jednak aż tak dokładne to bym polemizował. Urocze jest np. to, że w książce znalazły się czarno-białe obrazki przedstawiające Wielkie Arkana, a przy okazji omawiania każdej z osobna karty dogłębnie analizowana jest symbolika zawartych na niej kolorów. Na prawdę rewelacyjne! Podobnie jak to, że w dalszej części książki czytamy opisy kart Mniejszych Arkanów, ale już w ogóle nie widzimy jak te karty wyglądają. Dobrze, że oprócz kolorów autorka napisała co na nich widać. Albo czego raczej czytając nie widać ... 

Popularne eklektyczno-newage’owe pierdoły. Porady, których jak zwykle w życiu nie sposób zastosować. Pogaństwo w wersji dla mas, nie dla elit.

No, ale sama estetyka kart bardzo zachwyca. I to jest powód, żeby tę talię nabyć. Śliczne kapłanki, piękne plenery. No tyle, że nie wiem jak z tą kolorystyką jest do końca ... 

Malowidła silnie inspirowane wicca (dlaczego autorka używa pojęcia „wicci” to nie wiem). Oczywiście chyba nie trzeba pisać, że w wicca tradycyjnej wszystko wygląda inaczej niż w eklektycznej, zwłaszcza ta inicjacja na okładce. 

środa, 6 grudnia 2017

Kamil Kajkowski "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian"


Przenosimy się myślami w czasie i w przestrzeni nad teren Bałtyku. Konkretnie do czasów przedchrześcijańskich Pomorców. W podróż zabiera nas praca "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian" Kamila Kajkowskiego. Generalnie jest to kompilacja wcześniejszych artykułów autora wydana  w formie książki. Czytamy m.in. o bogach, rytualnej dekapitacji, dzikach, psach, pochówkach, diabelskich kamieniach, ofiarach z ludzi etc. Na piedestale stoi archeologia i znaleziska z obszaru Pomorza. Kajkowski porusza także inne bliskie fanom dawnej Słowiańszczyzny zagadnienia.

Przyznam szczerze, że od kilku lat trochę opuściłem się w studiach nad religią "Pra-Polaków" więc pewne teorie i źródła, na które powołał się autor były dla mnie poniekąd czymś nowym. Nie jestem w stanie wszystkiego zweryfikować, choć pracę oceniam jako bardzo rzetelną, napisaną na solidnych fundamentach. 

Jedyną wadą jaką dostrzegam w tekście (oprócz nagminnego "niemniej jednak") jest lekkie pominięcie przez Kajkowskiego wielu teorii. Autor jak to bywa (bo inaczej się prawdopodobnie nie da), porównuje znaleziska i informacje z kronik na temat Pomorza do wszystkiego co znamy z innych części Słowiańszczyzny. Jako miłośnik Panteonu Długosza stwierdzam, że nie uwzględnione zostało porównanie Białoboga do lechickiego Jessy i wschodniosłowiańskiego Peruna. Osobiście uważam, że jest to jedno bóstwo, a "biały bóg" to po prostu określenie Jessy. Zdaje się, że ten dualizm dokładnie omawiał Andrzej Szyjewski w "Religii Słowian". Podobnie np. przy Trygławie-Welesie można by trochę popisać o św. Mikołaju jako o folklorystycznej pozostałości po dawnym kulcie. Takie braki trochę osłabiają wartość merytoryczną pracy - autor sprawia wrażenie jakby na siłę próbował stworzyć nowe teorie, pomimo, że wiele starych przekonało zarówno środowisko badaczy jak i rodzimowierców i są na dobrą sprawę nie do obalenia. Jest to jak dla mnie na siłę próba stworzenia nowej wizji dawnej religii naszych przodków. 

Czytało się przyjemnie, choć książki z zakresu archeologii nie wpływają korzystnie na moją grupę krwi. Jest za to dużo ciekawostek na temat historii, religii i obyczajowości przedchrześcijańskich Słowian. Dobre odświeżenie tematu. 

Polecam jako ciekawostkę!

niedziela, 23 lipca 2017

Philip Carr-Gomm „DruidCraft”



Druidrcraft to pomost pomiędzy religią wicca a druidyzmem. Innymi słowy kolejna eklektyczna tradycja wyrastająca na podłożu obu wspomnianych ścieżek. Autor pracy jest głową OBODu, był także inicjowanym wiccaninem, stąd stara się czytelnikom wskazać drogę środka jeśli są miłośnikami współczesnego pogaństwa, a nie wiedzą, którą z religii wybrać.

Poniekąd rozumiem Carr-Gomma. Sam borykałem się pomiędzy wicca tradycyjną a lokalnymi wierzeniami. Czasami inspirację czerpałem z jeszcze innych źródeł. Nie sposób znaleźć coś co byłoby dopasowane dla każdego. Trzeba więc szukać czegoś na wzór własnego systemu, co okazuje się być najlepszym rozwiązaniem. Albo i nie ... 

Zauważyłem, że teraz unika się pojęć takich jak „tradycja X” cz „czarostwo X”, co do niedawna było normą. Najwyraźniej wszelkie „tradycje X” poza dwoma głównymi wiccańskimi powoli zaczęły w odbiorze społecznym nabierać negatywnego wydźwięku. Tak jak w pracy nie ma u mnie „recepcjonistów” tylko są „lobby ambasadorzy”. Teoretycznie to samo, ale brzmi lepiej. Stąd wszelkie trendy typu GreenCraft, ChaosCraft etc.


Philip Carr-Gomm przedstawia kilka opowieści i ogólnie mówi o wszystkim: historii, magii, nauczaniu. Treściwie jak na ponad sto stron. Parę informacji jest sensownych, ale pozostałe 70% zawartości to oczywiste oczywistości. Niemniej w tekście nie znalazłem czegoś co by mnie skłoniło do pisania o tej książce źle. 

Dla fanów ogólnie rozumianego współczesnego czarownictwa i druidyzmu śmiało polecam!