Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturyzm & nudyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturyzm & nudyzm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2018

Radomir Ristic „Witchcraft and Sorcery of the Balkans”


Wracamy na Bałkany. Coś mi ostatnio trudno stamtąd myślami uciec. W sumie nie obrałem jeszcze kierunku na nadchodzące lato. Tak wiem! Najpierw obowiązki związane z dwuletnim poślizgiem wydawniczym, a potem przyjemności. A może raczej jedna z życiowych pasji jaką jest podróżowanie. Coś się wykombinuje. 

A tymczasem wracamy do Wielkiej Serbii. 

Po przeczytaniu poprzedniej pracy Radomira Ristica nie miałem najmniejszych wątpliwości; wiedziałem, że warto temat drążyć dalej – bałkańskie czarownictwo to wciągające zagadnienie; łączy ono w sobie religię pogańskich Słowian, naleciałości chrześcijańskie, a także inne cuda rodem z etnicznego kotła tamtego regionu. Są także silne podobieństwa do współczesnego czarownictwa z Wielkiej Brytanii. 

Książka „Witchcraft and Sorcery of the Balkans” to najogólniej pisząc składanka wielu esejów złożona w jedną całość dająca ciekawe uzupełnienie poprzedniego dzieła Ristica na temat „braci i sióstr w wierze i w praktyce” z Serbii. 

Dużo zagadnień zostaje tutaj powtórzonych. Znowu spotykamy nagich mężczyzn kowali kujących łańcuchy na kowadle po północy przy pełni księżyca. Czynią to nie mówiąc ani słowa po to by Diabeł nie uwolnił się z nich. A rozkuwa je bez przerwy jak dobrze wiemy z naszych lokalnych wierzeń. Ponownie czytamy o rytuałach ku czci duchów, demonów i bóstw takich jak Tartor czy Muma Padura. 

Są też rzeczy wciągające w bliski acz nowszy klimat. Ristic w kilku rozdziałach czyni w moim odczuciu kolejne porównania bałkańskiego wiedźmiństwa do tego bardziej wyrafinowanego pochodzącego z Wysp Brytyjskich. Czytamy o kotle, stangu, biczu i magicznych nożach. Wszystkie takie znajome i wręcz udowadniające, że pomysły starego Geralda nie były bezsensowne jak się wielu neołajkanom wydaje. Jest też trochę o grupowych rytuałach i zasadzie, że w obrzędzie przewodzi najstarszy uczestnik – może w przeciwieństwie do tradycyjnej wicca ma to sens? Diabli wiedzą, nie powiedzą, ale zapytać zawsze warto. Rytuały przewodzone przez „cara” i „carycę” oraz towarzyszącym im „królów” i „królowe” – unikatowe. Chyba wiem dlaczego parze młodej w cerkwiach trzyma się korony nad głowami podczas ceremonii ślubu. 

Jest trochę na temat Lucyfera-Danicy. Myślałem, że Dennica (Zorza) to siostra Słońca i Księżyca. Coś mi nie pasi! Autor dopowiedział trochę o znaczeniu rytualnych masek i muzyki. Żeby wyhodować magiczne dzieciątko matka musi odbyć dobry stosunek seksualny ze smokiem. Potem to już  górki; jak córka to urodzi się wiedźma jak syn to zmajewit – czarownik. 


Ristic opisuje także bałkańskie rytuały związane ze zmarłymi i wykorzystaniem ich regaliów. Dużo jest o magicznych właściwościach kości czy wody, w której obmywano trupy. Autor opisał także istotną rolę młynów, kuźni jako miejsc sabatów. Są też obrzędy uzdrawiania, walk z innymi czarownicami, oryginalne rytuały pochodzenia wołoskiego: De Intorkatura oraz Ku Potula. Dobrym posunięciem jest rozdział na temat bogomiłów i wykazanie ile w ich mądrościach ostało się pierwotnych wierzeń słowiańskich. Zdziwiło mnie podanie o Kowalu i Diable, który poprosił o naukę rzemiosła. Jakby się całej historii dobrze przyjrzeć to spotykamy kolejną, tym razem serbską odsłonę legendy o czarnoksiężniku Janie Twardowskim. Rytuały z przywołaniem Rodzanic ... Poznajemy ich nową rolę, całkiem sensowną. 


Pełno ciekawostek, dużo wiedzy, praca napisana prostym językiem. Koniecznie do przeczytania polecam polskim wiedźmom i rodzimowiercom (znajdziecie coś dla siebie)!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Philip Carr-Gomm "Historia nagości"


Ponieważ na okładce książki napisane jest "nie czytać w ubraniu", sugeruję udać się do sypialni lub czytelni. Wkładanie literatury do odzieży i rozprawianie się z nią w ten sposób uważam za bezsensowny pomysł.

Do kupna tej książki wbrew pozorom nie zwabił mnie tytuł lecz nazwisko autora - Philipa Carr-Gomma, znanego druida, głowy OBODu. Wiedziałem, że w tekście znajdę interesujące mnie zagadnienia.

Nie, nie. O to też mi nie chodzi. Co za erotomani czytają mój blog? No dobrze! Niech będzie. Skoro tak na prawdę chcecie zobaczyć moje akty to znajdują się one na tej stronie.

Jedźmy dalej.

Oczywiście książka świetnie omawia lubiane przeze mnie zagadnienie. Nagość! Philip Carr-Gomm jest naturystą od 49 roku życia (a przynajmniej tak deklaruje). Muszę przyznać, że późno zaczął. Ja swoją przygodę rozpocząłem w wieku 15 lat a trwa ona nadal (w tym roku jubileuszowe 18 najcieplejszych w roku sezonów publicznie na golasa!). Tak trzymać!

A już te przygody tam ... Panie z którymi miałem wykłady na studiach, a które na mój widok opuściły galopem plażę. Tego się nie zapomina!

I generalnie uważam, że więcej pań w wieku od szesnastu do dziewiętnastu lat powinno zacząć praktykować to rzemiosło. Noszenie biustonosza w dużym rozmiarze na plaży powinno być surowo karane mandatami dla nastolatek, które kończą lub ukończyły gimnazjum.

Carr-Gomm pisze o wielu aspektach nagości. Politycy, modele, grupy religijne, artyści, aktorzy, aktywiści polityczni. Pomimo, że najświeższe tematy w stylu FEMEN czy gość, który wybiegł nago przed brytyjską królową nie są wspominane wśród przykładów to omówiony został każdy szczegół tej ideologii i wiemy z czym się to je.

Muszę przyznać, że praca Carr-Gomma świetnie uzupełnia się z "Homo nudus" Roberta W. Florkowskiego. Pomimo, że obaj Panowie omawiają "część wspólną historii nagości", to w każdej z ich prac z osobna czegoś brakuje. Florkowski np. nie napisał nic o wicca, naturyzmie chrześcijańskim czy gimnozofii co Carr-Gomm wniósł do świadomości czytelnika. Z kolei Florkowski lepiej przedstawia inne ciekawostki historyczne, które Carr-Gomm omawia bardzo pobieżnie.

Oczywiście jest cały rozdział o wicca. Nawet dobrze napisany. Z reguły temat ten omawiany był na końcu tego typu opracowań, a tu mamy na odwrót - niemalże od niego się zaczyna. Jest to krok w dobra stronę.

Tłumaczenie trochę zawodzi. Pisząc o kupnie "Wioski wiedźm" przez Gardnera autor miał na myśli za pewne sławną "Chatę Wiedźm", XVI-wieczną chałupę, w której potem odprawiano obrzędy. Podobnie jak pewien cytat wskazuje na to, że Budapeszt leży w Bułgarii (s.246) - trochę niejasno jest to napisane.

Spodobało mi się podejście do sprawiających problemy emigrantów-duchoborców:

Komendant policji nakazał ich otoczyć i zagonić do urzędu imigracyjnego, gdzie kazano im się ubrać. Kiedy odmówili, drzwi zabito gwoździami. Rozwieszono też świecące jasno latarnie, które przyciągały komary. Do rana wszyscy mieli na sobie odzież. (s. 123)

Żebym nie znalazł  pomysłu na bisurmanów. A, że zaliczam się do kreatywnych to ...

Dowiedziałem się, że 81% Brytyjek wstydzi się swojego ciała. No jest czego przyznam szczerze. Tylko dlaczego Brytyjki tak chętnie idą z każdym do łóżka, a Polki choć nie mają czego się wstydzić wybrzydzają? Tego nie rozumiem.

Książka fajna - gorąco polecam!

A teraz zabieram się za taniec ze spiralką w wydaniu Gwiezdnego Jarząbka ...

sobota, 6 czerwca 2015

Robert Witold Florkowski "Homo Nudus. Naturyzm w społecznej perspektywie"


Panie i Panowie! Poproszę wszystkich o powstanie, a poczet sztandarowy o wniesienie błękitnej flagi. Prawą rękę kładziemy na sercu. Do hymnu przystąp! 

Skoro już sobie zaśpiewaliśmy i posłuchaliśmy starego przeboju to czas na coś nowszego. Choć socjologiczne drgania nie dostrajają się idealnie z wibracjami fluidów w moim organizmie, to muszę przyznać, że książkę czytało się z wypiekami. Oczywiście, nie z wypiekami od słońca, pomimo, że czytałem ją także na plaży, a upalne dni dodatkowo motywowały mnie do połączenia przyjemnego z pożytecznym.

Książka Roberta Witolda Florkowskiego "Homo Nudus. Naturyzm w społecznej perspektywie" to analiza zjawiska naturyzmu dokonana od chyba każdej możliwej strony. Na pierwszym planie znajduje się socjologia. Mnie osobiście najbardziej wciągnął wątek historyczny. Autor zaznaczył jednak, że historia nie jest jego celem. A szkoda. Gdyby napisał coś o gimnozofii, wicca, naturystach chrześcijanach i kilku pokrewnych tematach uznałbym jego pracę  za rewelacyjną.  

Pozycja pełna ciekawostek. 
  • Chociaż narodziny współczesnego naturyzmu kojarzy się z Niemcami (schyłek XIX/XX w.), nie trudno zauważyć, że już wśród Polaków pojawiały się w tym okresie pierwsze grupy. Pewnie gdyby nie zabory bylibyśmy na kartach historii. 
  • Trochę śmieszy mnie to, że zjazdy naturystów odbywały się w miejscowości o nazwie Rowy. Sama nazwa budzi dziwne skojarzenia w tym kontekście. 
  • Podobają mi się podziały naturystów i ukazanie, że ruch ten nie jest jednorodny. Osobiście pływać czy opalać się nago bardzo lubię, ale już jazdy rowerowe po mieście, czy chodzenie po sklepach nago absolutnie nie leżą mi we krwi. 
  • Nie wiedziałem, że św. Franciszek z Asyżu wygłaszał rekolekcje nago. Co na to naturyści chrześcijanie, albo co gorsza, co na ten temat franciszkanie? 

Ale już pewne znajome tematy zbiły mnie z nóg, jak ten cytowany przez Florkowskiego fragment z fakty.interia.pl: 

Kilku napastników pobiło wczoraj ludzi opalających się na plaży nudystów w podkrakowskim Kryspinowie. Bili i kopali plażowiczów, malowali ich też farbą w sprayu, atakowali mężczyzn, kobiety i dzieci. Trzy pobite osoby zgłosiły się do lekarza. Policja zatrzymała kilku podejrzanych mężczyzn (s. 136)

Czyżby jakaś ciekawa zabawa mnie ominęła? A od 17 lat tam chodzę ... 

Inny fragment nawiązuje do terenów rekreacyjnych nieopodal Krakowa: "Po drugiej stronie zalewu znajduje się plaża naturystów, gdzie wypoczywają między innymi geje i lesbijki" (s. 147)  

Ja tam zbyt wielu lesbijek nie widziałem. A wielbicieli cała masa. Nie wiem ilu się we mnie mogło zakochać, ale jestem łatwo w stanie oszacować ilość złamanych serc w danych procentowych wahających się od 100 do 100. 

Bardzo ciekawą kwestią omówioną przez autora jest terapeutyczne znaczenie naturyzmu. Podobnie jak cenne są jego uwagi na temat tego, jak do nauki podchodzi współczesna moralność namiętnie ją niszcząc i utrudniając. Dużo odsłonięć dziwnych, utartych przez społeczeństwo stereotypów np. tego, że naturyści są rozwięźli seksualnie. Prawdą jest, że na plaży obowiązuje konkretna etyka, a złamanie jej może doprowadzić do niemiłych sytuacji. Podobał mi się opis ruchów, które traktują naturyzm jako pewnego rodzaju komponent filozofii i postaw życiowych i osobiście uważam, że ma to pewien sens. 

Książka świetna, gorąco polecam!

Czas na kolejną dawkę ideologicznej muzyki.