Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarownictwo tradycyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarownictwo tradycyjne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2018

Radomir Ristic „Witchcraft and Sorcery of the Balkans”


Wracamy na Bałkany. Coś mi ostatnio trudno stamtąd myślami uciec. W sumie nie obrałem jeszcze kierunku na nadchodzące lato. Tak wiem! Najpierw obowiązki związane z dwuletnim poślizgiem wydawniczym, a potem przyjemności. A może raczej jedna z życiowych pasji jaką jest podróżowanie. Coś się wykombinuje. 

A tymczasem wracamy do Wielkiej Serbii. 

Po przeczytaniu poprzedniej pracy Radomira Ristica nie miałem najmniejszych wątpliwości; wiedziałem, że warto temat drążyć dalej – bałkańskie czarownictwo to wciągające zagadnienie; łączy ono w sobie religię pogańskich Słowian, naleciałości chrześcijańskie, a także inne cuda rodem z etnicznego kotła tamtego regionu. Są także silne podobieństwa do współczesnego czarownictwa z Wielkiej Brytanii. 

Książka „Witchcraft and Sorcery of the Balkans” to najogólniej pisząc składanka wielu esejów złożona w jedną całość dająca ciekawe uzupełnienie poprzedniego dzieła Ristica na temat „braci i sióstr w wierze i w praktyce” z Serbii. 

Dużo zagadnień zostaje tutaj powtórzonych. Znowu spotykamy nagich mężczyzn kowali kujących łańcuchy na kowadle po północy przy pełni księżyca. Czynią to nie mówiąc ani słowa po to by Diabeł nie uwolnił się z nich. A rozkuwa je bez przerwy jak dobrze wiemy z naszych lokalnych wierzeń. Ponownie czytamy o rytuałach ku czci duchów, demonów i bóstw takich jak Tartor czy Muma Padura. 

Są też rzeczy wciągające w bliski acz nowszy klimat. Ristic w kilku rozdziałach czyni w moim odczuciu kolejne porównania bałkańskiego wiedźmiństwa do tego bardziej wyrafinowanego pochodzącego z Wysp Brytyjskich. Czytamy o kotle, stangu, biczu i magicznych nożach. Wszystkie takie znajome i wręcz udowadniające, że pomysły starego Geralda nie były bezsensowne jak się wielu neołajkanom wydaje. Jest też trochę o grupowych rytuałach i zasadzie, że w obrzędzie przewodzi najstarszy uczestnik – może w przeciwieństwie do tradycyjnej wicca ma to sens? Diabli wiedzą, nie powiedzą, ale zapytać zawsze warto. Rytuały przewodzone przez „cara” i „carycę” oraz towarzyszącym im „królów” i „królowe” – unikatowe. Chyba wiem dlaczego parze młodej w cerkwiach trzyma się korony nad głowami podczas ceremonii ślubu. 

Jest trochę na temat Lucyfera-Danicy. Myślałem, że Dennica (Zorza) to siostra Słońca i Księżyca. Coś mi nie pasi! Autor dopowiedział trochę o znaczeniu rytualnych masek i muzyki. Żeby wyhodować magiczne dzieciątko matka musi odbyć dobry stosunek seksualny ze smokiem. Potem to już  górki; jak córka to urodzi się wiedźma jak syn to zmajewit – czarownik. 


Ristic opisuje także bałkańskie rytuały związane ze zmarłymi i wykorzystaniem ich regaliów. Dużo jest o magicznych właściwościach kości czy wody, w której obmywano trupy. Autor opisał także istotną rolę młynów, kuźni jako miejsc sabatów. Są też obrzędy uzdrawiania, walk z innymi czarownicami, oryginalne rytuały pochodzenia wołoskiego: De Intorkatura oraz Ku Potula. Dobrym posunięciem jest rozdział na temat bogomiłów i wykazanie ile w ich mądrościach ostało się pierwotnych wierzeń słowiańskich. Zdziwiło mnie podanie o Kowalu i Diable, który poprosił o naukę rzemiosła. Jakby się całej historii dobrze przyjrzeć to spotykamy kolejną, tym razem serbską odsłonę legendy o czarnoksiężniku Janie Twardowskim. Rytuały z przywołaniem Rodzanic ... Poznajemy ich nową rolę, całkiem sensowną. 


Pełno ciekawostek, dużo wiedzy, praca napisana prostym językiem. Koniecznie do przeczytania polecam polskim wiedźmom i rodzimowiercom (znajdziecie coś dla siebie)!

czwartek, 1 marca 2018

Vivianne Crowley "Zasady wicca. Jedyne wprowadzenie, jakiego ci potrzeba"


"Zasady wicca. Jedyne wprowadzenie, jakiego ci potrzeba" to krótka, acz sensowna prelogomena do tematu współczesnego czarownictwa. Celowo użyłem tego pojęcia mając na względzie treść. Choć w tytule pojawia się ukochane przez wiedźmy pojęcie "wicca" autorka jak to zazwyczaj bywa przedstawia czytelnikom tylko przedsmak tego, co może ich czekać kiedy wstąpią do covenu wicca tradycyjnej. A wtedy to dopiero robi się smakowicie ... Ślinka cieknie na samą myśl! 

Tak więc znana, gardneriańska arcykapłanka raczej opisuje coś co nazwalibyśmy czarostwem eklektycznym, bo żeby nauczyć się samej wicca to niestety musimy krwi napsuć jakimś arcykapłanom. Tutaj jednak wszystko wydaje się być krótkim, przed-przed inicjacyjnym kursem.

Crowley omawia podstawowe rzeczy - święta, przykłady wizualizacji, pracę z czakrami, żywioły, obala niektóre mity na temat samych czarownic i ich rzemiosła. Duży akcent pada na argumentację przyjętych założeń, to zaś sprawia, że autorka przedstawia temat od bardzo przystępnej strony. 

Oczywiście nie chcę się tutaj wdawać w polemikę; nie z wszystkim mogę się rzecz jasna zgodzić, pewne poglądy mi nie odpowiadają podobnie jak postrzeganie całego świata, które choćbym chciał to przyjąć nijak nie potrafię. 

Zasadniczo są to rzeczy podstawowe, więc trudno tu w cokolwiek się zagłębiać. Może kilka potknięć bym znalazł, np. Parwati czy Paszupati to hinduski pan zwierząt? Pewne rzeczy też nie są jasno powiedziane, oczywiście domyślam się o co chodzi, ale podejrzewam, że osoby z zewnątrz, które nigdy nie przeszły wiccańskiej inicjacji mogą to zrozumieć trochę na opak.

Podoba mi się to, że arcykapłanka pisząc tę pracę wykorzystuje klasykę dzieł religioznawstwa, psychologii i posługuje się ogólną wiedzą, które wiedźmy przekazują w swoich rodzinach. Zaintrygował mnie wątek śmierci i kultu zmarłych w Irlandii. 

Myślę, że książeczka powinna znaleźć się w "magicznej biblioteczce" każdej osoby zainteresowanej tematem wicca. Polecam!

środa, 14 lutego 2018

Shani Oates "Tubal's Mill. The Round of Life"


Nie tak dawno temu znalazłem ciekawy wywiad na YouTube z Shani Oates, głową Clanu Tubal Cain. Zachwycił mnie on do tego stopnia, że postanowiłem trochę zagłębić się w ten nurt tzw. czarownictwa tradycyjnego. 

Chyba trzy tygodnie męczyłem się z tą publikacją, czytając średnio dziesięć stron dziennie. Przyznam, że było to ciężkie doświadczenie. Autorka sprawia wrażenie przedstawicielki osaczonego trendu współczesnego czarownictwa, która usilnie próbuje przeciwdziałać wszystkim plotkom, jakie na jej klan spadły. Wykorzystuje w tym celu swoją wiedzę środowiskową, filozoficzny język i powszechnie znane informacje. 

Przyznam, że na bezsenne noce jak znalazł (a co gorsze ostatnio w robocie mam same dniówki, pomimo tego, że dostaję dodatek za pracę w godzinach nocnych, ale nie będę się upominał w firmie. Nieważne). 

Oates obala wiele historii. Jak zwykle łupnia dostają takie postacie jak Ronald Hutton czy Ethan Doyle White. Najwięcej krytyki poświęcono Johnowi z Monmouth; autorka kwestionuje całkowicie historię o istnieniu Royal Windsor Coveenu dowodząc, że był on tylko zmyślonym efektem pogłosek. Zaciekawiły mnie ataki na tradycje, które wyrastają z klanu: 1734, Ancient Keltic Church, Y Plant Bran czy Regency. Tutaj gołym okiem dostrzegam wojnę o sukcesję, typową dla okultystycznych środowisk po śmierci charyzmatycznego lidera. "Każda sroczka swój ogonek chwali" jak mówi znane nam powiedzenie i dokładnie widać to w "Młynie Tubala"; Oates koniecznie chce udowodnić, że jej Clan Tubal Cain właściwie odwzorowuje nauki Cochrane'a a pozostałe tradycje zboczyły z właściwego kursu. Ale w to nie będę wnikał, bo to jej opinia jako wyznawczyni, do takiego "emicznego" poglądu ma pełne prawo.  

Dużo znanych nazwisk i rozszyfrowań puzzli historii. Pracę tę równałbym poziomem z dziełami Heseltona, który odkrywa przeszłość wicca; Oates robi to samo z Clanem Tubal Cain. Dowiadujemy się o wpływie pewnych postaci, o tym, które były znaczące, a które nie. Poznajemy kolejne teologiczne myśli i strukturę organizacyjną współczesnej wersji klanu. 

Jedynym  minusem książki jest ten filozoficzny, usypiający język. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo ważna pozycja, warta uwagi, znacząca i uzupełniająca wiele luk. Dlatego wszystkim sympatykom tematu serdecznie ją polecam!

czwartek, 18 stycznia 2018

Georgi Mishev "Thracian Magic. Past & Present"


Nie muszę chyba specjalnie udowadniać, że moje zeszłoroczne spacery po księgarniach w Warnie spełzły na niczym. Choć półki przepełnione były literaturą z nurtu New Age; głównie kabałą, astrologią, przepowiedniami, tak znalezienie książki o (nawet eklektycznej) Уика okazało się być niespełnionym marzeniem.

Nie ma się co poddawać. Stwierdziłem, że sobie to zrekompensuję w inny sposób. 


Biegałem po muzeach, starając się znaleźć jak najwięcej zabytków z czasów trackich. Kupiłem sobie srebrną rozetę z Pliska na targu w Słonecznym Brzegu. Właściwie tylko zwiedzanie kopców mnie ominęło (no za wyjątkiem trackiego wybudowanego ku pamięci króla Władysława Warneńczyka). No, ale cóż, leżenie na plaży było ważniejsze. Jak wakacje, to wakacje.


Bułgaria to bardzo specyficzny kraj o tyle, że łączy on w sobie wiele cech innych obszarów, które dane mi było zwiedzać. Flora identyczna jak w Polsce. Budownictwo identyczne jak w Nowej Hucie (a przynajmniej w Warnie) - czuć ducha minionej epoki. Kurorty powoli zaczynają przypominać te śródziemnomorskie, choć nie brakuje i budownictwa z epoki Bloku Wschodniego. Ludzie z urody przypominają Turków (może nawet Greków?). Kulturowo są Słowianami - mówią zrozumiałym dla mnie językiem. Co ciekawsze swoich przodków doszukują się m.in. w starożytnych Trakach.


Tak więc Bułgaria to ciekawy przesmyk kulturowo-mentalny pomiędzy wieloma przestrzeniami. Chcąc zgłębić magię z tego kraju nabyłem książkę autorstwa Georgi Misheva. Może ze słowiańska wypadałoby pisać Jerzego Miszewa? "Thracian Magic. Past & Present" ujrzała światło dzienne przy współpracy z wydawnictwem Avalonia.

Choć spodziewałem się komercyjnego podręcznika magii ku swojemu zaskoczeniu trafiłem na świetną pracę napisaną z punktu widzenia antropologa. Miszew zebrał w całość dużą ilość materiału spisanego przez innych badaczy by z przyzwoitą krytyką opisać zabiegi magiczne, które zachowały się w ludowych praktykach Bułgarów, zamieszkujących wiejskie tereny.

Czytając "Tracką magię" starałem się mieć na względzie informacje o praktykach znanych na Bałkanach, które opisał Radomir Ristic. I faktycznie znalazłem kilka paraleli - popularne palenisko w chałupie, wokół którego się wszystko odbywa, nad ogniem łańcuch, a na nim czaszka jako łącznik.

Jest też kilka nowości unikatowych dla bułgarskiego czarownictwa. Baiachi to czarownicy a baiachki  to czarownice. Wiedzę magiczna przekazuje się na ogół przedstawicielom tej samej płci. Kobiety po menopauzie mogą przekazywać nauki dziewczynkom przed pierwszą miesiączką. Chłopcy wtajemniczani byli przed pierwszym seksualnym stosunkiem. Niekiedy nauczyciel przerywa praktyki magiczne po przekazaniu całej swojej wiedzy krewnemu-adeptowi. W jednych rodach wiedzę przekazywało się młodszym dzieciom, w innych najmłodszym.

Inicjacja magiczna odbywa się nad rzeką (jako sferą graniczną) lub nad paleniskiem, klęcząc na miotle. Ma to swój klimat! Podobnie jak samoinicjacja bułgarskich czarownic kąpiących się nago w wodzie przy młynie. A już narzędzia wiedźm: nóż z czarną ręką (znajome), nabieranie wody ze źródła po cichu i zakrytej zanoszenie do miejsca obrzędu (kurcze, jeszcze bardziej znajome), szczęka lub kość z prawej, przedniej kończyny owcy, czaszka psa, wołowa lub końska podkowa, sablekalo (pierzasta skóra węża), łańcuch z paleniska, grzebień, kość bastarda czy oakum (włókno konopne) wpisują się w bałkański klimat.

Miszew ponadto opisuje historię misteriów trackich. Dokładnie przedstawia co z dawnej religii zachowało się w wierzeniach ludowych i w tamtejszym prawosławiu. Ciekawie przedstawia rytuały z przywołaniem samodiw, podobnie jak samo pochodzenie tych żeńskich demonów. Uwagę przyciąga kult św. Mariny, która zachowuje dużo cech pogańskich bogiń.

Zastanawiałem się jak autor ustosunkuje się do słowiańskich naleciałości w kulturze bułgarskiej. Ku mojemu zdumieniu dobrze wybrnął z udowadniania, że dawne, plemienne wierzenia Słowian odgrywają nikłą rolę w tej materii. Oczywiście na upartego można by doszukiwać się naleciałości lub paraleli z praktykami ludów sąsiednich m.in. Serbów, ale osobiście uważam, że Miszew świetnie udokumentował i udowodnił, że to jednak grecko-tracka kultura stanęła u podstaw magii bułgarskiej.

Uważam jego pracę za jedną z lepszych w tym gatunku. Napisana ciekawie, przystępnie, z dużą ilością źródeł jest wiarygodną pozycją na temat czarownictwa. Gorąco polecam!

piątek, 29 grudnia 2017

„The Paganism Reader” edited by Chas S. Clifton and Graham Harvey



Kiedy będę już wielki, bo na razie jestem co najwyżej wysoki (no może dwa metry w stanie spoczynku to nie wiele, ale jak wiadomo, człowiek jest z rana wyższy około centymetra niż z wieczora) i będę na studiach prowadził kurs z wicca, to zmuszę swoich nieszczęsnych studentów do przeczytania książki „The Paganism Reader”. 

Jestem bezlitosny! Będę oblewał najpiękniejsze studentki! Jak to dlaczego? Żeby móc się z nimi zobaczyć na sesjach poprawkowych. Od przybytku głowa nie boli. A przynajmniej tak mawiają ... 

Dlaczego akurat tę książkę? „The Paganism Reader” pod redakcją Chasa S. Cliftona i Grahama Harveya to antologia głównych tekstów, które przeczytać powinna każda osoba interesująca się poważnie tematem współczesnego pogaństwa. Są tutaj wykrojówki z klasyki literatury (m.in. Księga Jeremiasza, „Jemioła” Piliniusza Starszego, anonimowe dzieła: „Hymn do Matki Bogów i Hymn do Księżyca”, „Piorun – perfekcyjny umysł”, fragment listu do księdza Juliana Apostaty), teksty, na bazie których powstała wicca lub, które miały duży na nią wpływ  (m.in. Apulejusz, Charles Leland, Aleister Crowley, Rudyard Kipling, Margaret Murray, Kenneth Grahame, C.R.F. Seymour, Robert Graves), prace autorstwa pierwszych wiccan i ich najbardziej znanych kontynuatorów i naśladowców (m.in. Gerald Gardner, Robert Heinlein, Paul Huson, Hans Holzer, Raymond Buckland, June Johns, Doreen Valiente oraz jej dzieło napisane wraz z Evanem J. Jonesem),  teksty na temat późniejszego pogaństwa (m.in. Michael McNierney, Heather O’Dell, Judy Harrow, Tony Kelly, Asphodel Long, Marion Bradley, Wren Sidhe). Do tego doszła jeszcze klasyka literatury pogańskiej zarówno w starej, jak i w nowej wersji (m.in. Marie Heaney, fragmenty z Eddy), rozważania na temat pogaństwa autorstwa redaktorów, teksty o wróżkach faeries Gordona MacLellana i o Genuis Loci Barry’ego Pattersona. Jednym równoważnikiem zdania pisząc: wszystko co najważniejsze oraz kilka pobocznych uzupełnień. 

Dobre odświeżenie tematu dla kogoś, kto nie raz czytał klasykę pogańskiego gatunku. Nowościami jak dla mnie były filozoficzne rozważania w tekście McNierney’ego, choć męczą jak to z ta nauką bywa. To co napisał C.R.F. Seymour jako jeden z pierwszych wydaje się być powtarzane w następnych dekadach przez kolejne pokolenia czarownic. I pomyśleć, że takie truizmy znane były już prawdopodobnie w Covenie z New Forest. Ciekawie wypada nieżyjący już Raymond Buckland, którego poglądy ewidentnie ewoluowały (lub może powinniśmy z perpektywy osób inicjowanych w wicca tradycyjną pisać „de-ewoluowały”) od ścisłej ortodoksji do ostrego liberalizmu. Feministyczna tealogia jak zwykle pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pozostawię temat bez komentarza. Podobają mi się ciekawe uwagi Chasa S. Cliftona na temat pogaństwa miejscowego i pogaństwa przodków. Stały problem amerykańskich wiedźm. Choć przyznam, że polskie czarownice też potrafią imponować (a przynajmniej mnie) swoim „sercowym pogaństwem”. Ale militarni poganie i ich problemy na temat zabijania i wojen opisani przez Harrow ... Obłuda jakiej mało. Chyba jestem zbyt inteligentny, żeby nabrać się na ich moralne problemy i ocenę sytuacji. 

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tematu neopogaństwa, neopogan oraz badaczy. 

Kupić, przeczytać, położyć na półce! No i korzystać w miarę potrzeby od czasu do czasu.

sobota, 14 października 2017

Radomir Ristic „Balkan Traditional Witchcraft”




“Pogańska w żyłach płynie krew,

Kapłanki, wino, taniec, śpiew

Zasadę w życiu mam full fill –

if You harm none do what thou wilt”

Fragment utworu pt. “Wiccanica”, który już tutaj raz zaprezentowałem. Tak gwoli przypomnienia, po moich tegorocznych wakacjach w Bułgarii czuję stale klimat Bałkanów.


Po ciekawym wykładzie znanej artystki, Mariny Abramovic możemy kontynuować temat z jednej strony nam daleki, z drugiej bardzo bliski. 

Z dumą mogę w końcu to napisać - jestem wśród swoich! Odnalazłem coś, czego stale szukam - magię Słowian, którą można zaadoptować do współczesnego czarownictwa. A może nawet nie musimy iść w stricte wiccańskim kierunku? Może pójdziemy w stronę SlavicCraft? Letz fajnd ałt! Jakkolwiek mało słowiańsko by to zabrzmiało:

In the most potent and powerful names of Tartor and Muma Padura!

Wiem, ale nie tylko gimby „nie wiedzo o co ranuje...”

Praca „Balkan Traditional Witchcraft” Radomira Ristica to opis czegoś co zaliczylibyśmy do jednej z podgrup współczesnego czarownictwa znanego jako czarownictwo tradycyjne. Pod lupę wzięty został bałkański obszar geograficzno-kulturowy. Autor opisał głównie praktyki Serbów, Wołosów (głównie Arumunów), ale wspomina także o innych Słowianach (Chorwatach, Bośniakach, Bułgarach, Słoweńcach) i pozostałych mieszkańcach tego regionu (m.in. Albańczyków). Na piedestale stoją Serbowie. 

Praca pełna ciekawostek. Nie wiedziałem, że południowosłowiańsie czarownice były też wampirzycami. Może współczesne fluffy bunny gothki nie są tak oryginalne jak im się to wydaje. Dzięki Risticowi poznajemy bałkańskie miejsca sabatów czarownic: Klerk, Slivnicę, Grintavec czy Rogaskę. Już chyba wiem gdzie się wybrać w przyszłe lato na wakacje. Pierwszy raz spotkałem się z opisem rytuału z wykorzystaniem czarnego kocura, ale nie polecam nikomu go praktykować. Nie wiedziałem, że łowcy wampirów nosili bycze skóry. By wilk nas nie zjadł prosimy go by został naszym „ojcem chrzestnym”. Czarny koń nie przeskoczy nad grobem wampira. By samemu nie stać się wampirem po tym jak inny nieboszczyk nas użarł wystarczy dotyk miotłą z jałowca. Czytamy o pogańskich korzeniach święta Andrzejek, które autor łączy z Welesem. Trudno mu racji nie przyznać nawet z naszego regionalnego punktu widzenia. Jest też ciekawa rozkminka na temat symboliki liczby 44 – niby prezentować ma magiczną liczbę prawosławnych świętych. A więc prawdopodobnie nie tylko rymy do  „bohatery” odgrywały u Mickiewicza ważną rolę. A już najstraszniejszą jak dla mnie ciekawostką było to, że dzieci urodzone w sobotę będą widziały czarownice, duchy i inne tego typu istoty. Kurcze, nie ukrywam, że podobno w ten dzień tygodnia się urodziłem. No czarownicę nie jedną w życiu widziałem. Z duchami bywało różnie. A już historie o nagich kowalach w liczbie dziewięciu kłujących razem amulety czy nagich kobiet odprawiających rytuały płodności nasuwają pewne skojarzenia. Podobnie jak rytualne tańce w prawą i w lewą stronę. Historie o sabatach, na czele których stał człowiek z żółtą brodą. Albo postać ubrana na zielono z czerwoną czapką ... Dawniej miałem problem z pogodzeniem pewnych zachodnich wzorców czarownictwa z lokalnym słowiańskim pierwiastkiem duchowym, teraz widzę, że wszystko do siebie pasuje jak ulał. Czyżbyśmy mieli podstawy do stworzenia nowego religijnego systemu?

Przejdźmy do meritum sprawy. Widzimy siebie w drewnianej chacie, gdzie na środku znajduje się palenisko, a nad nim łańcuch. Siedzimy przed ogniem nago, przypięty mamy tylko pasek, a na nim przyczepioną kusturę; rytualny nóż z czarną rękojeścią zrobioną z rogu barana. Na łańcuchu widzimy głowę koguta. Nasze rekwizyty rytualne oczekują nas w torbie zrobionej z koziej lub rzadziej owczej  skóry (alternatywa dla „magicznej szafeczki”, o której istnieniu nie tak dawno temu się dowiedziałem ...).

No cóż, nie mam w domu paleniska, a przed mikrofalówką robić tego samego nie zamierzam. No na upartego może, włożę kogoś do kuchenki na tradycyjne, trzy zdrowaśki i na wszelki wypadek ustawię czas grzania na 20 minut. Mkrofale robią swoje w takiej magii ... A już tak zupełnie poważnie. Interesujące są szkoły magii prezentowane przez Radica. Branie pod uwagę tylko dwóch z czterech kierunków świata, silny synkretyzm kulturowy i religijny. Autor niejednokrotnie porównuje praktyki bałkańskie ze znanym nam współczesnym, zachodnim czarownictwem co w moim odczuciu jest olbrzymim plusem dla tego przedsięwzięcia. Ma to jednak pewną wadę, np. inicjacje wiccańskie, na które się powołał przypominają te w starogardneriańskim stylu. Od czasów Gardnera wiele się zmieniło. Urocze jest doszukiwanie się wspólnych elementów kultu Boga i Bogini z wicca w kulcie Tartora czy Mumy Paduri. Tyle, że to bardziej duchy natury niż bogowie. Ale gdyby się tak dobrze przyjrzeć im i porównać z Hernem w takiej postaci jakiej znamy go z serialu o „Robinie z Sherwood” w interpretacji Pana Richarda Carpentera to koncepcje gdzieś tutaj się nachodzą na siebie. 

Praca pełna jest ciekawostek, które nam Polakom z jednej strony powinny być jako Słowianom bliskie, z drugiej jako praktyki z oddalonego o ponad półtora godziny lotu samolotem drogi są praktycznie odległe, a przez to bardzo egzotyczne. Uważam dzieło Ristica za jedno z ciekawszych opracowań tematu współczesnego czarownictwa, które dla nas Polaków i dla naszych czarownic może stać się jednym z głównych źródeł inspiracji rozwijania nowej, słowiańskiej duchowości. Lektura obowiązkowa. Także dla wiccan.