Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witold Vargas & Paweł Zych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witold Vargas & Paweł Zych. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 czerwca 2018

Witold Vargas, Paweł Zych "Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik"


"Był taki kowal, Maciek się zwał co z diabłami żył za pan brat. Nie żeby je specjalnie lubił, ale jak przyszło komu figla spłatać, żeby mu w pięty poszło, zawsze mógł na nie liczyć, a i lepszych kompanów do kielicha trudno było znaleźć."
(s. 108) 

Może zostanę kowalem? W sumie to każdy jest kowalem swojego losu. 

"Ja chciałem wytwarzać złoto, chciałem zdobyć kamień filozoficzny, ale nie udało mi się. Taki ze mnie czarownik, że ja nie nauczyłem się swojego fachu, a wy tak!"
(s. 170) 

Oj! To powinno być moje motto-metafora. Choć jeszcze nie wszystko poszło na marne. Wojna trwa, piłka w grze.

"Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik" to kolejny zbiór legend, podań i bajek z terenów Polski podanych w formie krótkich opowiadań wzbogaconych o barwne ilustracje. Jak to bywa w pracach Witolda Vargasa i Pawła Zycha poznajemy mało znane historie z naszego folkloru, które powinny być znane każdemu, polskiemu dziecku. Jak to my Polacy nie potrafimy się dobrze promować, a mamy czym ... Pisałem to wielokrotnie. Tutaj na piedestale stoją panowie machający młotami w kuźniach, ale także i górnicy i inni czeladnicy. Wreszcie panowie od magii na piedestale - dobrze jest!


A jakie ciekawostki poznajemy?

Urocza legenda o żelaznym moście, na którym bój toczą chrześcijańscy rycerze z pogańskimi wojownikami ... To powinno być w herbie pogan z Zakopanego. Istny Ragnarök! Kibicuję poganom. Nie wiem co na to kibicerki? 

Przytoczona została znana nam wszystkim historia o Diable skutym 12 łańcuchami pod ziemią, który wysyła inne, pomniejsze diabły na swoje usługi. Czuć przeżytki starej religii na kilometr. 

Wzruszają mnie historie o Cyganach - zwłaszcza ta, która rzekomo stanęła u podstaw powiedzenia "kowal zawinił, Cygana powiesili". Po swojej konfrontacji z tą nacją uważam, że to najlepsze rozwiązanie. 

Ciekawych pogańskich wątków można doszukiwać się w legendzie katolickiego świętego Eligiusza.  Ale już tak nie bluzgajmy na to okropne chrześcijaństwo bowiem okazuje się, że w polskich legendach Jezus nie tylko podróżował jak Aleksander Macedoński w dawnych rękopisach, ale też potrafił za pomocą młota zamieniać stare, brzydkie baby w piękne i młode ... To jest dopiero alchemia - znacznie lepsza niż zamiana ołowiu w złoto. Nawet chirurdzy plastyczni nie osiągną tego w pełni. Ja już się raczej nie nawrócę, choćby nie wiadomo jaki cud mnie w życiu spotkał ...

Zastanawia mnie ten kult figurek diabłów omawiany w legendach. I palenie im ogarków zamiast dwóch świec. No cóż, może i dawna tradycja uległa lekkiej transformacji z czasem ...

Wciągnął mnie też wątek kożuchów zakładanych na lewa stronę. Nie od dziś wiemy, że np. zimowy Gwiazdor takowy nosi. Jest to więc ewidentnie jakieś echo dawnych wierzeń ze słowiańskiego kultu.


Dużo spostrzeżeń mam co do popularnej legendy o Kowalu i Diable. Jak wiemy ma ona swoich kilka wariantów. Wspomina o niej Radomir Ristic przy okazji serbskiej wersji. W Irlandii znamy ją jako historię o Chciwym Jacku, którą wiąże się ze świętem Hallowe'en. Podobnie jak historia o papieżu Sylwestrze II.


Widzimy gołym okiem, że w polskim folklorze również ona występuje, co ciekawsze jej echo przetrwało w kilku historiach (co dzięki książce Vargasa i Zycha mamy jasno potwierdzone), z czego najpopularniejsza zdaje się być legenda czarnoksiężnika Jana Twardowskiego. Autorzy pomijają tylko fakt, że u genezy tej ostatniej wersji stać może także historia Johna Dee. Tak czy siak mamy tutaj ewidentnie nałożenie się na siebie kilka wątków w jedną całość. A w końcu ta legenda jest prawdopodobnie znacznie starsza. Ciekawe, że autorzy przytaczają tylko niektóre wersje przygód Twardowskiego. Jedna z nich nie do końca jasno została przedstawiona, jakby nie wiadomo było czy bohaterem jest Jan Twardowski i jego ojciec Mikołaj, czy Jan Twardowski i jego syn (?). W każdym razie dzięki autorom poznajemy więcej ciekawych wątków z tej szlacheckiej opowieści.

Książka rewelacyjna, na jeden dzień rozrywki jak znalazł. Dużo pogańskich wątków ukrytych pomiędzy wierszami, które nie trudno amatorom tematu wyłonić. Polecam gorąco!

I niech Was Piekło pochłonie!

sobota, 6 stycznia 2018

Bartłomiej Grzegorz Sala "Legendy zamków świętokrzyskich"


"Legendy zamków świętokrzyskich" Bartłomieja Grzegorza Sali ilustrowane dzięki współpracy z Witoldem Vargasem i Pawłem Zychem to kolejna podróż po polskich dziejach i legendach pełnych duchów, najeźdźców z Północy i Wschodu, królów, możnowładców itd. Autor stosując charakterystyczną narrację przenosi nas na teren Gór Świętokrzyskich; omawia historie zamków, przytacza ludowe podania na ich temat i rozkminia czy mogą być one prawdziwe czy raczej, jak to w tym świecie bywa - na jeden wątek nałożyło się kilka innych. Dodatkowym atutem tej pracy jest to, że po przeprowadzeniu "badań terenowych" Sala nie poskąpił uwag pod kątem zaniedbania wielu zabytkowych budowli i czytając pomiędzy wierszami uważam, że słuszną krytykę pod adresem władz wprowadza.

Spodobała mi się historia "Pioruna". Takie to trochę w popielidzkim stylu rozgromienie wrogów niemniej najprostsze rozwiązania nieraz okazują się być najlepszymi. Legenda o Czerwonym Panku nasuwa mi jakieś skojarzenia z Nyją. Kto wie? Może to echo jakichś miejscowych wierzeń. Nie przypadła mi do gustu historia o Jawornickich. Takiej motywacji to bym w życiu nie chciał. Zaciekawiły mnie też na samym końcu pewne plotki na temat naszego króla Władysława Warneńczyka. Czy faktycznie zginął on pod Warną czy uciekł jak chce tego tradycja? Temat godny dalszego zgłębienia. Jest też kilka zdań na temat zainteresowania kabałą i magią wśród warstw wyższych.

Ciekawe opracowanie, pisane przystępnie, zawierające dużo ciekawostek o mniej znanych kartach historii. Warto o niej zgłębiać wiedzę podobnie jak i o demonologii, bo kto wie, może któregoś dnia uda nam się znaleźć ukryte skarby ... 

Książkę polecam!

czwartek, 4 stycznia 2018

„Księga Smoków Polskich”


Wracamy z wnętrza umysłu na ziemie polskie. Tym razem na piedestał wystawimy sympatyczne lub mniej sympatyczne, jedno lub wielogłowe gady, które terroryzują okolicę, w jakiej się zagnieździły. Dokładnie jak dresiarze. Spotykamy śmiałków, którzy sprytnymi sposobami je pokonali. Najczęściej było to podrzucanie im barana zatrutego różnymi chemicznymi składnikami. 

Już chyba wiem dlaczego trudno spotkać smoka w XXI w. – wszystkie od razu by wyginęły od zatrutego jadła. Nawet dziewice skażone są chemią do tego stopnia, że mają problem z rozrodczością. A co ze smokami wegetarianami lub weganami? Rolnictwo padło w naszym kraju więc czym niby się gadziny mogłyby raczyć? Na szczęście (lub raczej nieszczęście) w naszym kraju są mężczyźni, których trudno od dziewic odróżnić ... może sam wygląd powoduje, że omyłkowo bierzemy ich za dziewice. Te kiteczki na głowach ...  

„Księga Smoków Polskich” to kolejny legendarz z ilustracjami Witolda Vargasa i Pawła Zycha oraz tekstami autorstwa Bartłomieja Grzegorza Sali o smokach, a także ich krewnych: gryfach, meluzynach, olbrzymich niedźwiedziach, pająkach i rybach. Nakładem wydawnictwa Bosz twórcy zabierają nas w świat legend o smoczych królach, śmiałkach, spryciarzach, królach, książętach czy innych „herosach”. 

Niektóre historie wydawały mi się bardzo polskie, kiedy czytając je znajdowałem spore aluzje do baśni, klechd z jakimi zapoznawałem się będąc dzieckiem. Podróżujemy zatem po naszym kraju i jego historycznych obszarach i walczymy ze smokami, próbujemy ukraść im skarby, uciekamy przed wężami, wcielamy się w bohatera Reszka i walczymy ze zbójami, przywracamy do życia umarłych. Rewelacyjny polski folklor opatrzony charakterystyczną, baśniową narracją i ślicznymi obrazkami. 

Warto posiadać egzemplarz w swojej domowej demonotece! Praca do przeczytania na raptem dwie godziny. Gorąco polecam!

niedziela, 27 listopada 2016

Paweł Zych, Witold Vargas "Bestiariusz słowiański. Część druga"


Tytuły mistrzów oficjalnie obronione!

Po raz kolejny Paweł Zych i Witold Vargas nie zawiedli swoich fanów przedstawiając mniej znany świat polskich i sąsiadujących terytorialnie z naszym krajem demonów.

Mumacze, gadzony, bandurki czy sporysze. Jest ich tyle, że nie sposób zliczyć. I znowu zastanawiam się dlaczego wielu polskich neopogan uwielbia tak postacie brytyjskich wróżek fairy, skoro kociotwarzowe małe, tańczące miawki można u nas łatwo spotkać w maju?

Żyjemy w czasach kiedy częściej napotykamy m.in. tramwajniki (demony psujące tory tramwajów, powodujące korki lub opóźnienia w ruchu transport publicznego), meilniki (wirtualne duszki spamujące pocztę elektroniczną, zmieniające hasła lub wysyłające trollujące maile i rozsyłające wirusy), burdelniki (wirtualne demony odpowiedzialne za bałagany na kontach klientów powodujących niesłuszne odcinanie usług za rzekome niepłatności), miry korporacyjne (strażnicy wielkich korporacji, które dobrze hodowane powodują olbrzymie dochody finansowe) czy dziady bankowe (diabły powodujące, że bankomaty pochłaniają karty, wypłacają za mało gotówki, a na wykazie pokazują, że wyjęto jej znacznie więcej ...). Mimo tego nie możemy zapominać jak bogaty był nasz lokalny folklor i jak wiele rodzimej tradycji zanika na rzecz lansowanej przez amerykańskie koncerny filmowe sztucznej popkultury.

Tak więc nie zdradzając wiele zawartości drugiej części (w mojej ocenie najlepiej jak dotąd wydanej serii z ilustracjami) podręcznika do instruktażu relacji człowiek-potwory stwierdzam, że bezdyskusyjnie pojawić się ona powinna w każdej domowej biblioteczce. Gdyby zdarzyło się, że zmarły sąsiad wędrował po klatce schodowej i próbował wyssać krew którejś sąsiadki od razu wiemy co robić

Gorąco polecam!

poniedziałek, 17 października 2016

Witold Vargas, Paweł Zych "Święci i biesy"


"Święci i biesy" to kolejny debiut literacko-artystyczny Witolda Vargasa i Pawła Zycha, czołowych popularyzatorów polskiego folkloru w wersji przyjemnej nie tylko dla wyobraźni, ale także dla oka. Mistrzowski szkic połączony z tekstami zawierającymi całe mnóstwo zapominanego dziś słownictwa dają nam piorunującą mieszankę - każdego czarta porazi swą doskonałością.

Tym razem na piedestale pojawili się niektórzy historyczni święci i związane z nimi legendy. Idąc zgodnie z kalendarzem liturgicznym zapoznajemy się z ciekawymi opowiastkami. Autorzy niekiedy rozwijają wątki dodatkowo przenosząc nas w świat legendarnych polskich diabłów i ich sprzymierzeńców. 



Diabły najbardziej przykuły moją uwagę. Myślę, że polscy sataniści, szataniści, lucyferianie czy inni im podobni powinni pomyśleć nad stworzeniem wyjątkowego "Antyliturgicznego Kalendarza" a zamiast świętych patronujących w danym dniu zastąpić ich diabłami. Oczywiście rzeczony projekt nie musiałby zaczynać się z końcem grudnia, a kończyć w styczniu - mógłby iść normalnie od wiosny do zimy zgodnie z naturalnym cyklem. Tylu w naszym folklorze jest diabłów, myślę, że patrona na wszelki dzień znalazłoby się bez problemu. Każdy z nas ma jakiegoś swojego osobistego "złego". Mi tam chyba Rogalec najbardziej przyświeca (no bo przecież nie przyciemnia). Dzień, albo Noc Przeklętego Rogalca. Chyba znalazłem alternatywę do obchodów imienin (!). 

Historie ciekawe, niektóre rodem z pogaństwa pochodzące. Zaintrygowała mnie legenda św. Mikołaja i jego rozmowy z wilkami. 


Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników wierzeń ludowych. Gorąco polecam!

Teraz możemy iść grzeszyć ...

czwartek, 26 lutego 2015

Witold Vargas, Paweł Zych "Duchy polskich miast i zamków"


Po "Bestiariuszu słowiańskim" przyszedł czas na leksykon straszliwych postaci zamieszkujących zamki, miasta, rozdroża, parki, cmentarze, klasztory etc. Kolejna wspólna praca Witolda Vargasa i Pawła Zycha przenosi nas w świat legendarnych duchów, upiorów i innych straszydeł, które z pewnych względów bardziej lub mniej znanych nawiedzają rozmaite tereny Rzeczypospolitej. 

Dzięki temu nasz ludowy folklor posiada ducha w pełnym tego słowa znaczeniu. 

Książka jest po prostu rewelacyjna. Swój największy sukces zawdzięcza nie tylko barwnym ilustracjom ale też językowi, którym napisany został rzeczony leksykon. Autorzy nie oszczędzili sarkazmu, humoru i ludowego słownictwa. Dzięki temu czytelnik jeszcze bardziej przenosi się w klimat staropolskich wierzeń i legend. Na dodatkową pochwałę zasługują zamieszczone czasem uwagi pisane pochyłym drukiem pod niektórymi hasłami. 

Szkoda, że Polacy tak makabrycznie marnują swój potencjał nie tylko w świcie gospodarki, ale też i kultury. Czytając o swoim mieście, nawet nie znałem większości zamieszczonych w leksykonie podań o lokalnych duchach. Uważam, że łatwo można by zwiększyć atrakcyjność turystyczną pewnych miejsc poprzez dodatkowe promowanie historii o związanych z nimi straszydłach. Mam tu na myśli mniejsze miejscowości, bo w większych nie trudno natknąć się na popularny znak drogowy.



A nawet przy okazji pewnych świąt, jak np. Nocy Dziadów warto jest przytoczyć pamięć o niektórych legendach, zwłaszcza upiorach straszących w tym okresie w co poniektórych miejscach. Idealna konkurencja dla Hallowe'en. 

Zatopione miasta, zapadłe pod ziemię klasztory. Duchy zakonników i zakonnic - tego jest u nas wyjątkowo dużo i faktycznie chyba jakiś powód tego być musi. Duchy Szwedów, Niemców, Francuzów, Rosjan, żydów  ... Czego to nasz polski folklor nie zna? Czarownice, alchemicy, przeklęci księża, nieopłaceni rycerze, kabaliści, kochankowie ... Wszystko jak na dłoni. 

Rycerz wykorzystujący umarłych do boju jak Aaragorn w "Powrocie króla". Ksiądz alchemik jako typowy przykład dla wielu współczesnych magów. Upiory wiercące ... 


A już śpiące duchy, które obudzą się gdy Polska będzie w potrzebie ...  Chyba zaspali! A jak nie to już najwyższa pora!

Pewne historie wskazują na powiązania z czasami przedchrześcijańskimi. Zastanawiam się czy postać Jaryły może mieć coś wspólnego z niektórymi jeźdźcami bez głowy?  A to, że pewne podobne historie znane są w kilku miejscach, które w zamierzchłych czasach były ośrodkami kultu pogańskiego ... to przypadek? Nie podejrzewam. 

A książka obowiązkowa dla każdego miłośnika folkloru, tradycji i egregora polskiej ludowości!

PS.
Nie wierzycie na słowo? Zobaczcie sami ...

niedziela, 4 marca 2012

Paweł Zych, Witold Vargas "Bestiariusz słowiański"



Chyba sypnę trochę nacjonalistyczną myślą, za którą większość znajomych mnie krytykuje. A co tam! Raz kozie śmierć! Kocham polski folklor ponad inne. Czytając Benjamina Thorpe'a i jego mitologię wszystkich krajów germańskich niemalże zasypiałem. Za nic mnie nie wciągały historie o trollach, które chciały być zbawione...

Nie można tego samego powiedzieć o naszym, wspaniałym, rodzimym, unikatowym folklorze słowiańskim!

"Bestiariusz słowiański" Pawła Zycha i Witolda Vargasa to rewelacyjnie ilustrowany leksykon demonów z polskiego folkloru. Celowo piszę tutaj folkloru polskiego, gdyż autorzy uwzględnili postacie, które dotarły do nas także z innych ludów, np. bałtyjskie ajtwary, germańskie gryfy czy krasnoludki, średniowieczne diabły, czarownice czy Śmierć (choć ona w tym opisie wykazuje zdecydowanie lokalne tendencje).

Dominują oczywiście rodzime, słowiańskie wierzenia.

Książkę przeczytałem w dwie godziny, poświęcając dodatkowo dłuższą chwilę na każdy obrazek. Uważam, że artysta szkicujący wszystkie wymienione w leksykonie demony przeszedł samego siebie. Rewelacyjne przedstawienie folkloru w duchu polskiego i ludowego szkicu.

Co do treści, przeważają ciekawostki - i to jest najważniejsze. Oprócz głównych motywów zawartych w wierzeniach, nie brakuje "mądrości ludowej" i staropolskiego humoru, aluzji do współczesności. Tutaj jak zwykle wspomina się o czystych łaźniach, w których grasował Bannik, co było unikatowe w skali europejskiej (no i chyba jest do dziś, z tego widziałem przebywając na emigracji  w innym kraju, to nawet inwestowanie w dużą liczbę pracowników sprzątających przynosi mierne efekty - i tak jest brud ... A mało tego wmawia się nam brak wzorowych standardów przez jakieś chochliki brukselskie. Nie dajmy się, u nas zawsze była higiena, gust i poziom).

Pewne motywy zwróciły moją szczególną uwagę, m.in. duch Borowy, którego twarz porośnięta zielonymi liśćmi wzbudza pewne skojarzenia z wierzeniami obecnymi w innych częściach Europy, historie o czarnoksiężniku i czarownicy, diabłach, zwłaszcza Hejdaszu, który z kwiatami na rogach hasa wesoło po polach ciesząc się życiem, albo Homen przypominający Dziki Gon ....

Ciekawe opisy pewnych obyczajów, np. nie wiedziałem, że w Krakowie wykształcił się zwyczaj chodzenia do łaźni publicznych nago, po tym jak zdarzały się kradzieże ubrań ... Albo zwyczaj wyrzucania kurtyzan za burtę, gdy na pokład statku dostały się nielegalnie  ...

Sielanka. Warto poświęcić czas i pieniądze na to dziełko!