Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studio Astropsychologii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studio Astropsychologii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2018

Linda Howe "Wędrówka Twojej duszy poprzez wcielenia. Poznaj prawdę zapisaną w Kronikach Akaszy"


Dalej idąc tropem tematu Śmierci natrafiłem w sklepie na książkę  Lindy Howe "Wędrówka Twojej duszy poprzez wcielenia. Poznaj prawdę zapisaną w Kronikach Akaszy". O czym to? Wbrew moim oczekiwaniom to stek dennych porad napisanych przez ewidentną neurotyczkę o tym jak radzić sobie ze stresem tyle, że pod pokrywką duchowości. Wchodzimy w Kroniki Akaszy, akceptujemy rzeczywistość, doświadczamy łaski, uwalniamy się od błędnej świadomości. I w sumie w tylu słowach można by tę pozycję streścić. 

Nasze dusze wybierają te sytuacje jako okazje do rozwoju w postaci poszerzenia świadomości i pogłębienia doświadczenia miłości. Poziom świadomości duszy przychodzącej na ten świat determinuje optymalne dla jej duchowego przebudzenia warunki rodzinne i sytuacje życiowe; jednocześnie rodzice w swym otoczeniu reprezentują podobny poziom. Nie jest to rodzaj kary, lecz okazja do przekroczenia starych poglądów. Dusze często wybierają sytuacje ekstremalne pozbawione miłości, by osiągnąć mistrzostwo w miłości do siebie. jest to wybór charakterystyczny dla starszych dusz (s. 124).  

To ja muszę mieć bardzo starą duszę. Zastanawiam się tylko jak dusze się rodzą i jak umierają? Na czym polega to, że jedne są starsze, a inne młodsze? 

A już to "mistrzostwo w miłości do siebie" - to raczej prędzej doprowadzi do nienawiści do siebie. Tudzież próżnego egoizmu, który też będzie zawierał pewne nienawistne siły względem samego siebie.

Co to w ogóle za brednie? 

Napisała to Pani, która ma partnerkę i wychowała syna. Widać gołym okiem, że problemy z psychiką nie mogły być jej obce, a sama książka to sposób na radzenie sobie z problemami przez osobę po przejściach. Nic nie bierze się z niczego. Zwłaszcza współczesna duchowość. 


Wbrew wszelkim Internetowym mądrościom przypisywanym różnym autorom, duchowość to często sypanie soli na gojące się rany. Może wbrew pozorom bardziej zaszkodzić niż pomóc. 

Muszę poszukać lepszych książek o reinkarnacji, śmierci i sensie życia, bo w końcu umrę z nudów i doświadczę wszystkiego "na martwo" (no bo przecież nie "na żywo") nie znajdując odpowiedzi na zadane sobie pytania w stosownym czasie. W tym konkretnym przypadku przynajmniej człowiek chcąc nie chcąc skonfrontuje się z tym czego próbuje się dowiedzieć, nawet jeśli się nie dowie. Ironia losu.

Nie polecam!

sobota, 26 sierpnia 2017

Claire „Miejskie wiedźmy. Magiczne rytuały, talizmany, miejsca mocy”


Na dobrą sprawę tytuł „Wiejskie wiedźmy” też by doskonale pasował. W końcu rośliny rosnące w dużych aglomeracjach jak i za rustykalnymi oborami są takie same. No może z zaznaczeniem, że na wsi więcej jest łąk i za pewne też lepszy wybór.

Kolejna praca Pani Claire, którą miałem okazję przeczytać nie wiele różni się od omawianej wcześniej „Magii wiedźm”. Na dobrą sprawę gdybym przekopiował stary post i wkleił go tutaj to tak na prawdę treść pasowałaby jak ulał. No może tym razem nie było czarów ze spłuczką od kibla, ale kilka pomysłów równie ambitnych się znalazło jak choćby rytualna libacja przed jakimś urzędem. 

Kilka porad Claire uznałbym za warte uwagi. To był chyba jedyny pozytywny atut tej pracy. Niestety większość rytuałów i pomysłów, na które podli, inicjowani (lub byli) wiccanie patrzą co najwyżej zgryźliwie kątem spojówki uważam za stratę czasu, albo co najwyżej formę drobnego relaksu. Dla rozrywki można, ale na pewno nie dla wyższego celu. 

Nic wartego szerszej uwagi. Denna komercha à la Studio Astropsychologii - specjalność zakładu. 

Nie polecam! 

piątek, 30 grudnia 2016

Vadim Tschenze "Sekrety szeptuch. Ludowe sposoby uzdrawiania"


Dobrą odskocznią od pogaństwa i magii zachodniej jest temat szeptuch i szeptunów, a więc lokalnych uzdrawiaczy, wiedźm i znachorów. Główną zaletą prac ich autorstwa jest to, że nie trzeba szukać orientalnych roślin, wymyślać nowych rytuałów, skoro mamy wszystko w lokalnym, tradycyjnym i sprawdzonym przez stulecia wydaniu.

Wszyscy co mnie znają wiedzą, że wolę opierać szczegóły swojego światopoglądu czy praktyk o źródła lokalne, gdzie tylko jest to możliwe. Nie lubię bezmyślnego kopiowania wzorców zachodnich tam gdzie nie są one potrzebne. Żyjemy w innej strefie klimatycznej, mamy inną historię, mentalność, język czy nawet podejście do wielu rzeczy. Stąd tłumaczenie zaklęć brytyjskich nie zawsze odda nam to co powinno, o ile w ogóle to zrobi.

Pierwszy raz w życiu przeczytałem książkę w pełni poświęconą tematowi szeptuch. Jedno podstawowe pytanie jakie nasunęło mi się na myśl brzmi: "czy są to antyczne metody praktykowane przez stulecia czy kolejny synkretyczny zlepek wszystkiego w nowym komercyjnym wydaniu?" Niestety obawiam się, że odpowiedzią jest "pół na pół".

Autor opisuje całe mnóstwo zabobonów, praktyk magicznych, zielarstwa i medycyny niekonwencjonalnej. Jest też trochę o czakrach i pokrewnych zagadnieniach.

Generalnie czyta się to dobrze, choć owe leksykony ziół i chorób lekko przynudzają ...

Główną zaletą pracy Tschenze sa opisy rytuałów. Od razu czujemy ludowy klimat, a magia, która często wymaga zdobywania niedostępnych łatwo rekwizytów staje się nam bliska. Do tego klimatyczne świece, cmentarze, ikony ... Żyć nie umierać!

Gdyby tak jeszcze ową pracę odrzeć z naleciałości prawosławia, a zastąpić je czystym pogaństwem to mielibyśmy prawdziwą słowiańską księgę cieni. No, może inne elementy też trzebaby odjąć, żeby było całkiem słowiańsko, ale z drugiej strony nie budujmy niepotrzebnych granic. Wszystko co użyteczne powinno nam wejść w zakres wiedzy.

Zbyt duża zabobonność, śmieszne rytuały trochę psują jakość tej pracy. Trzeba umieć oddzielić trutki mysie od szczurzych, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Trochę w tych przesądach prawdy jest, ale na pewno nie aż tak wiele jak chce autor (no chyba kluczem wrzuconym do rzeki migreny nikomu nie wyleczę [??????]).

Ciekawa książka, jakość po obdarciu z zabobonów, prawosławia, New Age pozostawiam dla Waszej własnej oceny!

sobota, 18 kwietnia 2015

Diane Ahlquist "Księżycowe zaklęcia. Jak korzystać z faz Księżyca, aby osiągnąć to co chcesz"


Diane Ahlquist "Księżycowe zaklęcia. Jak korzystać z faz Księżyca, aby osiągnąć to co chcesz" to kolejna komercyjna chała. Zasadniczo nie wiele różni się od recenzowanej na "Agōgē Ræderze" książki autorstwa Sorayi: najpierw trochę teorii, którą i tak już wszyscy znają, a potem ponad 50% zawartości tekstu stanowią wykreowane przez autorkę rytuały, a niemalże każdy z nich ma identyczną strukturę. Na końcu jeszcze odrobina astrologii i horoskopów. 

Gdyby zamiast powielania tych samych zdań w kółko w każdym kolejnym rozdziale czy zaklęciu napisany został jeden ogólny schemat rytuału, a w pewnych jego fragmentach zrobione kropeczki z odnośnikami, następnie wstawiona tabela, w której odpowiednio w rubryczkach do odnośników dopasowany zostałby konkretny cel rytuału, a obok kamienie, kolory, zapachy, dni tygodnia, afirmacje i ewentualne uwagi, to książka byłaby o 3/4 krótsza. Dużo drewna by się niepotrzebnie nie zmarnowało, podobnie jak i tuszu. No, chyba, że autorka miała w kontrakcie konkretną ilość stron i nie wiedziała jak rozwiązać ten problem? Przypomina mi się dowcip o człowieku, który napisał kilka tomów książki o kowboju, który jechał na koniu; a na każdej stronie było napisane w kółko: "... patataj, patataj, patataj, patataj, patataj, patataj, patataj, patataj, patataj, patataj ..."

Typowy twór Wydawnictwa Studio Astropsychologii. Nudne, a nawet wyjątkowo nudne. Często-gęsto zaklęcia bardziej przypominają wzmacnianie siebie psychologicznie, pewną formę psychodramy niż jakąkolwiek formę oddziaływania na rzeczywistość dookoła. Nie czaruj, zrób spektakl przed samym sobą. Na pewno pomoże ... Pewne przekonania na temat magii i "wicca" Ahlquist również powalają mnie z nóg, jest ona typową znawczynią tematu od eklektycznej strony ... 

Nie polecam. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Ellen Dugan "Praktyczna magia dobrobytu. Rytuały na bogactwo"


Ellen Dugan "Praktyczna magia dobrobytu. Rytuały na bogactwo" to kolejna nic nie warta książka traktująca o tym, jak to autorka pracowała w kwiaciarni, nie mogła znieść dłużej upierdliwego fachowca czy jak to jej córka niespodziewanie została przyjęta na studia. A w międzyczasie kilka praktycznych rytuałów na przyciąganie pieniędzy. Z jakimi bóstwami, kamieniami, roślinami, kolorami, planetami etc. Kilka truistycznych porad niczym z "Przyjaciółki". Prace Dugan są beznadziejne, oprócz tego, że nihili novi, to miejscami w których autorka próbuje udawać intelektualistkę w kwestiach magii wyższej szybko wychodzi szydło z worka. Może to kwestia tłumaczenia, choć nie wydaje mi się, żeby tak do końca było. 

Ależ ja się poświęcam czytając te gnioty ... Ale czuję, że z pewnych względów muszę to robić... 

Jako przykład mądrości tej książki podam definicję wicca ze słowniczka zamieszczonego pod koniec:

wicca - neopogańska religia ziemi. Jej wyznawcy nie chcą nikogo skrzywdzić. Wiccanie żyją w rytmie pór i cykli roku, a w boskości dostrzegają zarówno to, co męskie, jak i to, co żeńskie. (s.238)

Ziemi? Kult krwi, rasy i ziemi, czy może pożywka dla agroturystów, bo już sam nie wiem o co chodzi? A to, że wyznawcy się chcą nikogo skrzywdzić brzmi wyjątkowo interesująco. Z tym niekrzywdzeniem to już lekka przesada, wiccanie uwielbiają się krzywdzić zwłaszcza na przemian... 

Nie polecam! 

niedziela, 5 kwietnia 2015

Kamila Ryszkowska "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości"


Początkowo obawiałem się wziąć do ręki książkę wydaną przez Studio Astropsychologii, znając efekty działalności rzeczonego wydawnictwa, jednakże ku mojemu zaskoczeniu okazało się to przyjemnym doświadczeniem. 

Książka Kamili Ryszkowskiej pt. "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości" to sympatyczne wprowadzenie do tytułowych metod uzdrawiania. Pod warunkiem jednakże, że uznamy je w pełni za ludowe, bo miejscami zastanawiałem się, czy autorka nie wykroczyła przypadkiem poza ten obszar? Wykorzystywanie gestu trójkąta, magii świec, tarota, daru jasnosłyszenia zdecydowanie wskazują na szerszą znajomość tematu ezoteryki.  

Na pierwszy rzut oka widać, że książkę tę pisze osoba doświadczona w magii, czująca i znająca temat w przeciwieństwie do wielu młodych dyletantek, które pozując na autorytety próbują się sprzedać jako ezo-gwiazdy. Opisując swoją biografię, silne i traumatyczne przeżycia Ryszkowska stosuje bardzo przyswajalną formę narracji; kieruje czytelników w stronę własnych przemyśleń i doświadczeń, a nie jak to czasem bywa w tego typu literaturze "wybierz sam z kilku podanych opcji, bo jest ich wiele a ja nie wiem, którą Tobie drogi czytelniku doradzić". 

Sympatyczne wprowadzenie, pisane bardzo przystępnym językiem. Autorka położyła silny, acz skromny nacisk na własną wiedzę i talent, nie próbuje się kreować na eksperta od wszystkiego. Zawęziła treść do pewnych tematów, co dodatkowo utwierdza mnie osobiście w przekonaniu, że zna dobrze prezentowane przez siebie metody terapii i wie o czym pisze. Pod pewnymi względami "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości" trochę przypomina mi książki autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego; pisane z konkretami, na bazie własnych życiowych doświadczeń i dokonywanych eksperymentów, z dobrze przedstawionymi instrukcjami i schematami rytuałów.

Drobną uwagą z mojej strony jest tylko to, że autorka czasem wspomina o wicca, nie zaznaczając, że chodzi konkretnie o jej eklektyczną postać, co jednakże nie wpływa negatywnie na zawartość pracy. 

Gorąco polecam! 

środa, 26 listopada 2014

Melanie Marquis "Sekrety współczesnej wiedźmy. Jak stworzyć własny system magiczny i skutecznie z niego korzystać"


Melanie Marquis "Sekrety współczesnej wiedźmy. Jak stworzyć własny system magiczny i skutecznie z niego korzystać" to książka napisana przez eklektyczną wiccankę, w której autorka przedstawia rozmaite teorie na temat tego, jak działa magia i jak ją stosowano w różnych kulturach. No i rzecz jasna jak jej używać dziś wyciągając wnioski z doświadczeń innych. 

Stwierdzam, że byłby to kolejny element indeksu ksiąg zakłamanych, ale Marquis nie pisze nic o powielanych w setkach książek instruktażach rytuałów czarostwa. Akcent pada na teorię i historię. Dużo opisów magii rozmaitych ludów, plemion czy tradycji. Przepisy i porady na zaklęcia "poza kręgiem mocy": magia sznurów, magia gwoździ, magia styczności, magia homeopatyczna, maski, wabienie, odczynianie etc. 

Na dobrą sprawę osoby, które znają temat specjalnie się nie zachwycą niniejszą lekturą, ale same ciekawostki mogą sprawić, że czytelnik (a właściwie czytelniczka, bo tłumacz, który też fachowcem jak widać czasem w tekście nie jest, adresuje ją do pań) lekko wzbogaci swoją wiedzę albo sprawi sobie krótką powtórkę ze znanych dziedzin świata magicznego. Ciekawostki o zaklęciach Słowian sprawiły, że autorka pozytywnie u mnie zapunktowała. Trochę mnie (roz)smucił rozdział o magiji grupowej .... Wzruszają mnie też porady o tym, żeby nie krzywdzić zwierząt. 

Nie jest to jakieś arcydzieło, ale jako ciekawostka pójdzie. Jak na Studio Astropsychologii to naprawdę olbrzymie osiągnięcie ... 

Czy polecam? Tak w połowie. 

niedziela, 31 sierpnia 2014

Michael Furie "Magia z supermarketu"


Przeglądając w Empiku książkę Michaela Furie pt. "Magia z supermarketu. Jak przygotować zaklęcia, napoje i eliksiry z tego, co masz pod ręką" dostrzegłem w niej rekomendacje Geriny Dunwich i Raymonda Bucklanda. Od razu  wiedziałem, że będę musiał rozprawić się i z tą pozycją. 

Cudów się nie spodziewałem. Intuicja mnie nie myliła. 

Pisząc krótko, jest to taki sam gniot jakie na przestrzeni lat napisali pozostali, znani klasycy gatunku (np. Abyss, Antonik, Cunningham, Dunwich, Puziewicz, Sabin etc.). Książka z magicznymi poradami dobrymi dla kur domowych, które swoją duchowość traktują po najniższej linii oporu. Magiczne eliksiry, potrawy, proszki. Miejscami miałem wrażenie, że czytam zwykłą książkę kucharską.  

Od Studia Astropsychologii wiele wymagać nie można. W szczególności nic mnie tak nie śmieszy jak przypisy w książce, w których zamiast informacji dotyczących tekstu odnajdujemy wzmianki, gdzie można dany składnik czy talizman nabyć... Wprawdzie jestem zwolennikiem pełnego liberalizmu gospodarczego, ale uważam też, takie nachalne reklamy można ciekawiej w książce zamieścić, jeśli już w ogóle planuje się to robić. Najlepiej na samym końcu. 

Dobrze wiedzieć, że rytualny chleb czasem nazywa się "bannock" w niektórych tradycjach. O tym nie wiedziałem. A może wiedziałem, tylko zapomniałem ... Coś mi świta ... Auć ... Dobra, nawet bardzo ... Wielkie auć ... 

Ciekawa porada dotycząca właściwości cebuli jako środka przeciwbólowego. Pamiętam ulubioną kwestię moich rodziców przed każdą szkolną wywiadówką: "smaruj dupę cebulą!" Już chyba wiem skąd się to wzięło. Ile czasem w ludziach pogaństwa wbrew wszelkim deklaracjom ... 

Zaś przepis na Owocową Sałatkę Przywracającą Szczęście zbił mnie z nóg. Czasem mój organizm niczym konkretnych suplementów domaga się np. tego, żebym ubrał się w odpowiedni kolor. Np. kiedy zbiera mi się na doła intuicja podpowiada czerń. Kiedy mam rzadki kontakt z ludźmi, intuicja podpowiada żółty. Kiedy jestem wypruty po poprzednim dniu, intuicja podpowiada siwy. Obawiam się, że porady autora tej książki mogą wywołać u mnie podobne reakcje, tyle, że w tym przypadku z jedzeniem. Tu zjeść to, tam zjeść tamto etc. Lepiej się nie zagłębiać.

Vanitas Vanitatum et Furie Vanitas! Nie polecam! 

sobota, 16 sierpnia 2014

Scott Cunningham "Sztuka wróżbiarstwa dla początkujących"


Kto z nas nie chciałby poznać szczegółów swojej przyszłości? Fakt faktem, czasem strach się bać myśląc o tym, m.in. jak będzie wyglądać Europa za dwadzieścia lat (o ile coś wcześniej się nie wydarzy)? Co będzie, kiedy dobijemy wieku sześćdziesięciu lat a zlikwidowany zostanie system emerytalny? A może nie pójdziemy myślami aż tak daleko, bo w końcu prawdopodobieństwo, że wcześniej umrzemy na raka jest duże w dobie "rozwoju cywilizacji" ...

A książka Cunninghama to dosłownie sposób na diagnozowanie przyszłości z wszystkiego. Nie opisał może ekranomancji (wpatrywania się w ciemną przestrzeń monitora od laptopa) czy kataromancji (wróżenia z kształtu smarków z nosa wydmuchanych w chusteczkę), ale tak to jest prawie wszystko, co do tej pory można było spotkać w tego typu literaturze: Tarot, I Ching, lustra, woda, chmury, dym etc. Cała książka to idealna pożywka dla wszelkiej maści neurotyków, którzy omeny dotyczące przyszłości widzą na dobrą sprawę we wszystkim kiedy tylko otworzą oczy. 

Kilka ciekawostek może da się wyłowić, np. to, że pławienie czarownic, znana metoda chrześcijańskich inkwizytorów wywodziła się z magicznych praktyk babilońskich. Interesujące są informacje o "baru". 

Dużo minusów, jak to u Cunninghama bywa. Jak zwykle komercyjne dzieło o wszystkim. Przy okazji hippomancji opisał Germanów, ale o Słowianach ani słowa. Typowe. Mini słowniczek na końcu książki pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza przy pojęciu "czary", "kabała" czy "prognoza". Zadziwiło mnie też to, że symbole powinny ukazywać się w szklanej kuli, a nie w głowie wróżącego. WTF? 

Generalnie gniot jak każdy inny tego autora. 

Nie polecam! 

piątek, 14 czerwca 2013

Scott Cunningham "Encyklopedia leczniczych aromatów. Kadzidła, olejki, napary."




Kolejną lekturą na jeden dzień, choć paradoksalnie wydaną w sztywnej oprawie, grubym drukiem na trzystu stronach jest praca Scotta Cunninghama pt.  "Encyklopedia leczniczych aromatów. Kadzidła, olejki, napary".

Dużo tutaj powiedzieć się nie da. Kolejne komercyjne dzieło nadające się do zamknięcia w Indeksie Ksiąg Zakłamanych, ponownie Studio Astropsychologii puściło gniota w szeroką Polskę.

Generalnie książka podaje przepisy na rytualne kadzidła, rytualne mydła, olejki eteryczne, nalewki, saszetki z ziołami i napary. Jest też kilka drobiazgów dotyczących magii kolorów, żywiołów etc. Cenne uwagi dotyczące roślin trujących i czym je w razie potrzeby zastąpić. Dużą ilość materiału Cunningham po prostu przepisał z innych źródeł i dodał własne przemyślenia.

Ciekawe są  kadzidła przywołujące duchy, maści na latanie (jak zwykle proporcje składników nie są podane dokładnie, przez co nie wiadomo, jak je sporządzić, żeby uniknąć zbędnej śmierci). Dlatego lepiej to znać od strony teoretycznej niż praktycznej. A przynajmniej po dokładnym zaznajomieniu się z tą książką.

Tłumaczenie cienkie jak sik komara (np. zwrot "wiccanów"). Słowniczek na końcu książki równie ambitny jak porady z "Przyjaciółki", a już wzmianki o wicca, to po prostu klasyka tego typu gatunku. 

Jedno co mnie zaciekawiło, to fakt, że Cunningham w bibliografii podaje dwie książki dotyczące zielarstwa, jedna autorstwa Francisa Baretta, druga Erica Maple'a. Obie postacie prowadzą do jednej legendarnej, dobrze mi znanej z historii współczesnego czarownictwa. Czyżby?

Nudne, słabe i więcej w tym autopromocji Cunninghama. 

Odradzam.

niedziela, 24 marca 2013

Claire "Magia wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia"


Claire "Magia wiedźm. Rytuały, specyfiki i zaklęcia" to kolejne przesiąknięte New Age'm dzieło, którego głównym celem jest wykształcenie i wytrenowanie współczesnej czarownicy. Oczywiście do głównych jej zajęć należeć będą m.in. palenie kadzidełek, używanie aromatów, medytowanie, magia laleczek, kamieni, wróżenie z kart, radiestezja czy stawianie relikwiarzy poświęconych przodkom. Książka adresowana głównie do kobiet, jak zwykle mężczyźni zostali zdyskryminowani, choć tradycyjnie autorka na początku temu przeczy.

Pierdoły, cuda wianki na kiju, jakich nie brakuje w pracach S. Cunninghama, C. Puziewicz, Silver RavenWolf, , E. Dugan, G. Granta, A.Devine'a, Al G. Manninga, A. Abyssa, G. Dunwich, P. Telesco, F. de Grandis, R. Bucklanda, T. Sabin, T. Thorn-Coyle i innych pięcioramiennych gwiazd wolnej neopoganki.

Szczerze zastanawiałem się nad jednym wątkiem. Książkę napisała (zdaje się) Niemka. Spodziewałem się jakichś elementów wpływowych z tego regionu. Tutaj jednak spotkałem się z typową niemiecką współczesnością, w której wszystko jest prościej podane niż w książkach amerykańskich. Jak widać David Hasselhoff wywarł znaczny wpływ na swój naród niż by się tego wszyscy spodziewali ... Nie zabrakło jednak wzmianek o imporcie elementów z obcych kultur i ignorowaniu własnych wzorców. No to już był klasyczny "postęp". Ale za wiele go nie znalazłem w całej książce. Za to czytałem o czarach z użyciem spłuczki od kibla.

Spotkałem też kilka dziwnych informacji, a nawet nazwy pewnych roślin są jak dla mnie niezbyt kompatybilne z pracami polskich autorów. Jestem  przyzwyczajony do innej nomenklatury, a pani Claire wprowadziła mi zamęt. 

Podobają mi się te przypisy, w których tłumacze polecają inne książki związane z tematami omawianymi w poszczególnych rozdziałach. Rzecz jasna wszystkie są wydane przez wydawnictwo Studio Astropsychologii. Zbyt wysokie ego ... Mało skromności. 

Odradzam.

środa, 9 stycznia 2013

Scott Cunningham "Encyklopedia magicznych roślin. Drzewa, kwiaty, zioła."


Kupując tę piękną, oprawioną w grubą oprawę książeczkę jak zwykle spodziewałem się czegoś lepszego. Siliniezie, nie! Nigdy nie osądzaj książki po oprawce. A już w tych czasach z całą pewnością. 

Tym razem mój błąd dotyczył tego, że spodziewałem się zielarstwa w dokładniejszym opracowaniu. Ku mojemu zaskoczeniu wpadł mi w rękę podręcznik zabobonów, których miejscami wolałbym nawet nie próbować. 

Encyklopedia roślinek i ich właściwości. Jakie tutaj perełki zostały ujawnione milionom czytelników? 

Dowiedziałem się, m.in., że w średniowieczu wkładano dziurawiec do ust wiedźm oskarżanych o czary, by zmusić je do składania zeznań. No, bardzo katolicka metoda, rodem w stylu porad ojca Klimuszki ... Teraz kiedy tymczasowo przestałem brać Deprim, który uznałem za dar bogów aż się boję zacząć dalszą kurację ... Jeszcze coś wygadam i będzie. 

Dużo jest drzew, wokół których tańcowały czarownice. Ciekawe, ludowe nazwy roślin, np. "Gówno Diabła" to zarazem "Pożywienie Bogów". Gdzie tu logika? Fajniejsze nazwy to "Przyczaiła się w rowie", "Aspiryna Wiedźm".

Troszkę jest napomnień o religii wicca i o jej tradycyjnej wersji (tutaj definicja przytoczona przez tłumacza z wicca.pl. Jak na mój gust trochę nie pasująca do kontekstu zdania. Cóż, definicja wicca tradycyjnej, a opisywany eklektyzm ... ).

Dalej, czterolistna koniczyna zapewni unik od powołania do służby wojskowej. Gwarancje Cunninghama co do skuteczności pewnych ziół, wprawiają w świat o wiele bardziej bajkowy niż Harry Potter. Np. krokus daje możliwość rozumienia języka ptaków i dzikich zwierząt. Autor przedstawia ciekawy sposób poznania własnego wieku z ziaren kukurydzy. Kurcze, ja wiem ile mam lat, po co to odczytywać za pomocą wróżb? Włóż korzeń lotosu pod język i wymów "SIGN ARGGIS" w kierunku zamkniętych drzwi. Nasz czarodziej Scott gwarantuje, że w cudowny sposób zostaną otwarte. Jeśli dziewczyna nagą stopą dotknie nagietka, zacznie rozumieć język ptaków. Jeśli chcemy zaplanować płeć dziecka to wystarczy, że będziemy nosić odpowiedniego rozmiaru bulwę rzeżuchy łąkowej. 

"... Prawdopodobnie wiedźmy spożywały nasiona selera zanim przystępowały do latania na miotłach. Dzięki temu zachowywały trzeźwość i nie spadały na ziemię. [...]" (s.242)

O kurcze! A co na to członkowie Via Noctura, Cultus Sabbati czy The Way of the Eight Winds? Inna rzecz, która mnie osobiście zadziwiła:

"... Słynne magiczne powiedzenie: Sezamie, otwórz się! jest związane z legendarnym przekonaniem, że ta roślina ma moc otwierania zamków, odkrywania zakopanych skarbów oraz wskazywania tajemnych przejść. [...]" (s.243)

Jakoś to się dla mnie z czym innym kojarzyło ... 

Szałwia służyła do zapewnienia sobie nieśmiertelności. Wystarczy jeść ją co roku pierwszego maja. Wieniec z szarotek włożony na głowę gwarantuje niewidzialność. Za pomocą śliwy daktylowej można zmienić płeć, wystarczy, że dziewczyna zje dziewięć niedojrzałych owoców. Że też pewna, polska partia polityczna zamiast umieścić to jako logo używa marihuany.  Jaką to niewiedzą potrafią się politycy wykazać? ... 

Wilkołaki leczą się tojadem tauryjskim. Żeby utrzymać celibat, wystarczy wstać przed świtem zerwać werbenę wycisnąć z niej sok i wypić. Uwolni nas to od potrzeb seksualnych na 7 lat.

Itd. Itp. pełno bzdur i New Age'owych tez o wibracjach. Generalnie książkę by się dobrze czytało, gdyby informacji było więcej, a Cunningham nie nadrabiał braków wiedzy wymieniając tylko znanych mu bogów z kilku kultur przy okazji każdej rośliny. Może obrazki przy każdej roślince lekko poprawiają jakość tej pracy.

Krótko pisząc, komercyjne bzdety.

środa, 2 stycznia 2013

Raymond Buckland "Wielka księga komunikacji z duchami"



 "Śmierć to jedynie zmiana trybu życia"
Stephen Levine
 
Raymond Buckland bezsprzecznie należy do kultowych ikon współczesnego czarownictwa. Jakby nie patrzeć, wiele zrobił dla narodzin eklektycznej wicca; stworzył nurt Seax-Wicca, rozpropagował samotniczą ścieżkę. Zaczynał jako gardnerianin, przeniósł ten nurt na teren Stanów Zjednoczonych, gdzie założył pierwszy gardneriański coven. Co mnie zdziwiło, tłumacz nawet o tym nie wspomniał w notce biograficznej.  Ray napisał grubo ponad 30 pozycji na temat magii. Żaden temat z tej dziedziny chyba nie jest mu obcy. Mało tego jego książkom towarzyszy silna erudycja, widać, że jest to postać znająca i czująca temat.

Książka "Wielka księga komunikacja z duchami. Jak nawiązać kontakt z drugą stroną" (wyd. Studio Astropsychologii, Białystok 2012) opisuje temat spirytyzmu (zwanego też spirytualizmem) od każdej możliwej strony. 

Początkowo obawiałem się, że Buckland pogubi się w pojęciach, jednak wszystko ładnie usystematyzował, tak, że jest czytelnie podane. 

Mamy to biografie znanych mediów, opisy medytacji, channelingu, typtologię, uzdrawianie, czakry, historię tablicy Ouija etc.  Opisy rozmaitych historii, niezwykłych, znanych oraz mniej znanych postaci. Są biografie m.in. sióstr Fox, Edgara Cayce, Dion Fortune, Emanuela Swedenborga czy Abrahama Lincolna. Fascynująca była historia człowieka rozmawiającego z duchem. Ten drugi nie rozumie, dlaczego jest grzebany skoro przez cały czas żyje i stoi obok reszty uczestników imprezy? Identycznie jak w filmie "Uwierz w ducha".

Ciekawe opisy ćwiczeń, doświadczeń, rytuałów etc. Największą zaletą autora jest to, że naucza jak oddzielać "pewne" doświadczenia od dziwnych wytworów ludzkiego umysłu (to np. a propos channelingu). Zwrócił też uwagę na fałszywych mediów i jak rozpoznawać ich triki. Podobał mi się rozdział o duchach pojawiających się na zdjęciach. Sam chyba kiedyś takie widziałem, ale nikt nie wiedział co to jest. Wszyscy dowodzili jakichś teorii naukowych.  

No dziwi mnie też kwestia cyber-czarownictwa, jak np. komunikowanie się z duchami przy pomocy laptopa, ale cóż? Takie kwestie należą już do codzienności.

Wadą książki jest moim zdaniem nieharmonijne rozmieszczenie treści. Pod koniec każdego rozdziału pojawia się jakś biografia. Zamiast takiej rozsypki, można było poświęcić im jeden odrębny rozdział. Drażnią mnie też cytaty umieszczane na górnych częściach strony, tak, że czytając tekst, człowiek albo przerwie czytanie i przeczyta cytat, albo skończy w jakimś punkcie i potem do niego wróci. No, chyba zdarzyło się też jedno powtórzenie tematu budzenia czakr.

Jeden fragment zapadł mi w pamięć:

Ćwiczenia - twoje własne koło rozwoju
Domowe Koło Rozwoju powinno składać się z sześciu do dziesięciu osób, maksimum dwunastu. Wszyscy powinni być na tyle oddani sprawie, by zobowiązać się do bycia obeznanymi na każdym spotkaniu, chyba, że przydarzy się naprawdę  wyjątkowa sytuacja. Spotkania powinny odbywać się co tydzień; sam dzień tygodnia, jaki wybierzecie, nie jest ważny, powinniście jednak spotykać się zawsze w ten sam dzień o stałej porze i w stałym miejscu. [...] Nowi ludzie nie powinni być wprowadzani przypadkowo. W trakcie początkowych spotkań wszyscy członkowie grupy powinni przywyknąć do swojego towarzystwa, by czuć się w nim swobodnie, wspólnie się rozwijać, a także by umożliwić duchom dostrojenie się i rozwijanie razem z grupą. Każda nowa osoba wchodząca do Koła zaburza harmonię grupy. Nie chodzi jednak o to, byś nigdy nie dopuszczał do grupy nowych członków, ale by nie odbyło się to pod wpływem impulsu. "Goście" również nie powinni być zapraszani, gdyż oni też zaburzają  harmonijną atmosferę wypracowaną w grupie. [...]" (s.307-308)
Ach, te skojarzenia ...
 
 W sumie z podobnymi zagadnieniami spotkałem się w książkach Lecha Emfazego Stefańskiego ("Od magii do psychotroniki" oraz "Ars magica"), a także przy okazji wicca w biografii Geralda Gardnera, oraz w rozmowach z Alexem Sandersem.

Książka git! Polecam wszystkim!