Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodnover Fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodnover Fiction. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2018

Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona "Mitologia słowiańska"


"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to kolejna obok "Księgi Tura" Czesława Białczyńskiego czy "Drzewa. Mitów słowiańskich i innych opowieści" Łukasza Wierzbickiego literacka wizja słowiańskich mitów. 

Oczywiście na samym wstępie należy zaznaczyć, że chociaż autorzy twierdzą, że podstawą napisania tej pracy była wiedza na temat dawnej mitologii odtwarzanej przez badaczy to w rzeczywistości dalekie jest to od prawdy. Przykładowo Swarożyc i Dadźbóg to tutaj dwie, inne postacie. Opisane dalej historie zawierają słownictwo importowane (np. chram). Przedstawione w następnych rozdziałach legendy również sprawiają wrażenie widzianych współcześnie, a nie oddających realia starych, pogańskich czasów.

Wniosek nasuwa się sam - jest to kolejna próba zaskarbienia serca rodzimowierców słowiańskich i napisania czegoś pod publikę.

Miłośnikom słowiańskich klimatów polecam, acz zaznaczam, że nie jest to punkt wyjścia do czegokolwiek. Literackie Rodnover Fiction.

wtorek, 16 maja 2017

Małgorzata Saramonowicz "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu"


Na chwilę powróćmy do literatury z dziedziny Rodnover Fiction, bo w sumie jak inaczej to nazwać? W najlepszym razie powieść historyczna przeplatana bajkowymi motywami. "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu" przenoszą nas myślami w czasy króla Bolesława Krzywoustego, klasyczny spór o koronę oraz polityczne intrygi. Co jest charakterystyczne dla niniejszego gatunku autorka również uwzględniła: magiczny, potężny świat pogańskich bogów i kapłanów, chrześcijaństwo jak zwykle licytujące się z własną hipokryzją i obłudą. Tym sposobem Małgorzata Saromonowicz dorównała innym współczesnym pisarzom, takim jak Witold Jabłoński czy Marcin Marchwiński. 

Na dobrą sprawę wszystkie prace wymienionych autorów mogłyby splatać się w jeden cykl gdyby ktoś zechciał je zekranizować; bo w końcu każdy z nich pisze o innej epoce lub innej jej wizji. Motywy pogańskie według własnych wyobrażeń, silny antychrześcijański akcent również są u literatów widoczne. Oczywiście nigdy nie może być tak, żeby Polacy czcili swoich bogów; tutaj mam wrażenie, że pojawia się raz w tekście wzmianka o Nyji, a naczelnym bogiem całej historii jest Trygław. Czy nie jest to jedna i ta sama postać? Podobnie jak zastanawia mnie imię postaci Marii. Czy wówczas nadawano takie imię? Czy je tak samo zapisywano? 

Z wszystkich prac trójki autorów, które miałem okazję przeczytać "Xięgi Nefasa" oceniam zdecydowanie najlepiej. Historia w wydaniu Saramonowicz przedstawia typową walkę o władzę, przedstawiciele duchowieństwa nie występują jako maniacy swojej wiary, a właśnie jako ludzie z cechami typowymi dla owej epoki; nie są "święci" jakby to ich Kościół rzymsko-katolicki określił, a wiedzą na czym świat się opiera. Nie ma wybujałych wizji "walki za wiarę" czy bajdurzenia o historii z punktu widzenia niektórych współczesnych koncepcji.

Polecam!

środa, 9 marca 2016

Marcin Marchwiński "Wierni bogom. Zaginione dziedzictwo"


Co by było gdyby chrześcijaństwo nie zostało przyjęte przez Piastów? Jak teraz wyglądałaby Polska? Jacy byliby Polacy?

Na te pytania stara się odpowiedzieć Marcin Marchwiński w swojej debiutanckiej książce pt. "Wierni bogom. Zaginione dziedzictwo".

Fantastyka rodzimowiercza to nowy gatunek prozy tworzony z myślą o nastoletnich neopoganiątkach by zamiast trzymania rąk pod kołdrą i wizualizowania sobie obchodów Sobótki (czyt. Nocy Kupały) mieli pretekst do ćwiczenia wzroku na literach. Może to i dobrze? Choć myśli o tego typu sprawach trudno odgonić od umysłu. Oczywiście mam na uwadze palenie ognisk podczas świętowania najkrótszej nocy w roku ...

Akcja "Wiernych bogom" toczy się w różnych okresach czasu; miejscami jesteśmy w epoce dawnych Piastów, a miejscami przenosimy się do alternatywnej rzeczywistości jaka istniałaby dziś gdyby ani Mieszko I, ani jego następcy nie przyjęli chrztu.

Chociaż jest to na dobrą sprawę bajka; występują w niej bogowie, demony, książka nie oddaje nawet w połowie tego co moim zdaniem oddawać powinna.

Marchwiński pisze w identycznym stylu co Witold Jabłoński; stworzona przez niego fantastyczna rzeczywistość pełna jest anatopicznego słownictwa; znowu Polacy czczą "Welesa" (zamiast Nyji), "Peruna" (zamiast Jasza Pieruna), chodzą do wschodnich "chramów", świętują "Noc Kupały" (zamiast "Sobótki"). Nie brakuje anachronizmów jak klasyczne zawołanie "Sława!" co wprowadzili panslawiści, a co nie znane było plemionom lechickim. Więc skąd nagle we "Wspólnocie Bałtyckiej" tyle wschodnich lub apokryficznych wręcz naleciałości?

Mało tego autor daje czadu z innymi ciekawymi przedstawieniami alternatywnej rzeczywistości. Pojawia się np. wzmianka o Toruniu, mieście w którym się urodziłem. I wszystko byłoby fajnie, tylko, że nazwę "Toruń" wprowadzili podobno Krzyżacy ... Skoro wszyscy noszą takie ładne, słowiańskie imiona zastanawiam się dlaczego występuje tam np. czart Marcin? Zastanawiam się też, czy polscy badacze używaliby sformułowań w stylu "nota bene", skoro w tej opowieści nie weszliśmy do kręgu kultury łacińskiej? A to, że czeski książę marzył o objęciu władzy nad "północnosłowiańskim ludem"? Trudno wtedy było mówić o jednym ludzie, to byłyby raczej poszczególne plemiona, które w tym okresie mowę nawet zbliżoną miały do języka, którym posługiwano się w państwie Czechów. Opis bogów na stronie 236, jaki przedstawia jedna z bogiń jest dla mnie zbyt New Age'owy:

Nie szukamy fałszywego uwielbienia. Nie wykorzystujemy swoich mocy przeciwko wam. Nie unosimy się gniewem z błahych pobudek. Szybko zapominamy o waszych winach. Nie cieszymy się z waszej krzywdy. Nie pragniemy waszego cierpienia. Jesteśmy cierpliwi i łaskawi. Zniesiemy wiele waszych zachcianek i niegodnych czynów. Wierzymy w waszą chęć czynienia dobra. [...]


Bla, bla, bla ... A krwawe ofiary? A to, że w kulturze było tyle zabobonów, które mogło sprowadzić nieszczęście? A pojęcie "dobra" jak było rozumiane dawniej? Bogowie gniewni nie byli? Swoją drogą ciekawie ma się do tego fragment na stronie 289, gdzie (wschodni) "wołchw" (zamiast lechickiego "trzebiata") prosi boginię, żeby "wybaczyła winy". Owo "wybaczanie win" bardziej mi trąca chrześcijańską wizją świata niż pogańską, ale tutaj mogę się mylić.

Sam motyw główny tej książki też nie jest oryginalnym pomysłem. Pamiętam, że wiele lat temu kolega w knajpie streścił mi jakąś inną, podobną pozycję, gdzie akcja toczy się w Skandynawii, która jako ostatnia broni się przed chrystianizacją. Nie wiem, co to było za dzieło, wiem, że była tam m.in. baza wojskowa o nazwie Dimmu Borgir co bardzo mnie zaintrygowało. Tutaj mamy ten jeden z wielu ukochanych przez neopogan motywów - marzenie o niezniszczonych dawniej wierzeniach niepokonanych przodków. Zastanawiam się tylko, jacy byliby dziś neopoganie, gdyby losy historii potoczyły się inaczej? Podejrzewam, że mentalnością najbliżej byłoby nam do Hindusów. Ale kim byliby dziś "neopoganie z buntu", którzy przechodzą na pogaństwo z nienawiści do chrześcijaństwa? Tego nie jestem sobie w stanie wyobrazić.

Warto jednak zwrócić uwagę, że dziś Watykan nie toczy ostrej wojny religijnej z całym światem. Dławi się samobójczą polityką. Nie wiem więc, czy wizja Marchwińskiego, w której Watykan ma swoich szpiegów i próbuje zniszczyć ostatni pogański bastion ma jakikolwiek sens? To raczej romantyzm w stylu Jabłońskiego; wielka walka idei o coś, co w danej epoce odbierane było zupełnie inaczej niż to sobie współcześni wyobrażają. XX i XXI w. to czas wielkich zmian w świadomości ludzi. Europa się laicyzuje (no i islamizuje, ale to raczej rak kultury niż naturalny proces). Czy faktycznie dziś Polska byłaby tak religijnym krajem gdyby chrześcijaństwo nie nadeszło? Podejrzewam, że byłoby podobnie jak w Indiach. Pewnie dużo religii byłoby wśród proletariatu, totalny ateizm u średnich i wyższych grup społecznych, a intelektualny wymiar religia przybrałaby u lepiej wykształconych i zainteresowanych tematem.

Humor zawarty w książce jest średni, podejrzewam, że za dwadzieścia lat nikt z czytających nie będzie wiedział o co chodzi np. z Magdaleną Wtorek. Opisów też jest moim zdaniem mało, język autora również mnie specjalnie nie zachwyca; czasem czytam tego typu książki, żeby poprawić sobie zasób słownictwa. Tutaj jednak mało ich jest.

Taka alternatywna wizja rzeczywistości jakby przerysowana z amerykańskich seriali - wiadomo, kiedy pomysł na scenariusz kończy się po którymś z rzędu odcinku, bohater cofany jest w czasie i zmienia się wszystko wokół niego, albo przynajmniej on walczy o to, żeby rzeczywistość nie uległa owej zmianie. Seria filmów "Powrót do przyszłości", "Terminator" albo gra "Mortal Kombat 9" również przedstawiają ten motyw. Tutaj gdyby jakiemuś reżyserowi podsunąć tę pracę i dzieło W. Jabłońskiego, to nawet nie trudno by było stworzyć zwarty scenariusz do jakiegoś serialu o obrońcach pogaństwa, którzy po sześćdziesiątym odcinku cofają się w czasie i przenoszą do alternatywnego XXI w.

Ale wiadomo, fantastyka pisana dla młodych ludzi musi rządzić się swoim prawem. Mnie osobiście ta książka nie zachwyciła, ale w dobie życia internetowego zbrodnią byłoby nakłonienie młodych ludzi do unikania literatury. Czytajcie podciapki i bawcie się dobrze! Sława!

czwartek, 6 czerwca 2013

Witold Jabłoński „Słowo i miecz”



„…Jeden waleczny król wymazany został, z rzędu panujących…”
Tabula regnum Poloniae (XIV w.)


Pamięć o Tobie nie zginie królu Bolesławie II!   
Czasy króla Bolesława Okrutnego chyba na zawsze pozostaną zagadką dla polskiej historii. Czy faktycznie istniał? Co było powodem wybuchu rebelii pogańskiej w tym okresie? Dla historiografów prawosławnych:

... król Bolesław, rządzący w latach (1034-1038), był królem „obrządku słowiańskiego”. Wywodzący się z Bizancjum obrządek (różniący się kwestiami dogmatycznymi od łacińskiego obrządku rzymsko-katolickiego) miał dotrzeć na ziemie południowej Polski pod koniec IX w. Zapomniany monarcha, zdaniem historyków i teologów prawosławnych, toczył walkę z zwolennikami obrządku łacińskiego. (Marcin Spórna, Piotr Wierzbicki Słownik władców Polski i pretendentów do tronu polskiego, Zielona Sowa, Kraków 2003, s.93)

Dla innych rebelia pogańska miała wybuchnąć, gdyż wprowadzono dziesięcinę, co ludowi się nie podobało, gdyż do tej pory nikt im nie zabierał dobrobytu na rzecz niepotrzebnej religijnej organizacji (zabawne, że też w dniu dzisiejszym taka rebelia nie wybuchnie).
Z kolei w sieci spotykamy informację, którą wszyscy uwielbiają:


Walczący o władzę Bezprym i Bolesław opowiedzieli się po stronie pogańskiego żywiołu na jego czele wypowiedzieli wojnę Kościołowi, sojusznikowi ich politycznych konkurentów. To był zapewne ów straszliwy występek, jakiego dopuścił się Zapomniany. Najprawdopodobniej ustami arcybiskupa gnieźnieńskiego Bossuty wypowiedziana została uroczysta klątwa, która spadła nie tylko na samego władcę, ale także na całą Polskę. Bolesław II prawdopodobnie został skrytobójczo pozbawiony życia i wykreślony z pamięci, a Polska powrót na łono Kościoła okupiła szeregiem ciężkich obowiązków, za cenę których pozwolono księciu Kazimierzowi Odnowicielowi opuścić klasztorne mury i przybyć do Polski.
(http://www.polityka.pl/historia/231607,1,zniknal-wmrokach-sredniowiecza.read, aktualizowana 06.06.2013)


Nie do końca wiadomo co się wtedy działo, sam król Bolesław został pośmiertnie skazany na damnatio memoriae.

Ale to tylko mroki historii. Co z niej wyciągnięto za wnioski?

Literatura i kultura współczesna.
Największy wróg zaściankowego nacjonalizmu, którym jest szerokorozumiany postęp niesie nam wiele cennych informacji na temat zamierzchłej przeszłości. Takim przykładem może być telewizyjny serial „Xena – wojownicza księżniczka” czy książka Witolda Jabłońskiego pt. „Słowo i miecz”. W obu przypadkach poznajemy ciekawe fakty dotyczące historii, religii, mentalności ludzi czy kultury minionych epok… Nie wiem, śmiać się czy płakać? Poradźcie mi coś!?
Podejrzewam, że większość czytelników „Agōgē Rædera” wie (zapewne) o czym traktuje serial produkcji amerykańsko-nowozelandzkiej, dlatego może powiem coś o świeżo przeczytanej lekturze pana Jabłońskiego. 

Pełna jest ona komicznych wątków:

Anatopizmy.
Czyli niewłaściwe umieszczenia pewnych rzeczy w danym miejscu. Tak jak np. Bolesław Prus w „Faraonie” umieścił motyw z wybuchającym prochem, który za pewne nie był znany starożytnym Egipcjanom,  tak Witold Jabłoński nie zawahał się przenieść religii Rusi Kijowskiej na obszar Polski.
Uroczo, że Polacy zamiast czcić Jasza Pioruna, Marzannę, Pogwizda, Niję czczą w  wyobraźni autora Peruna (a jest to neologizm, imię to poprawnie należałoby wymawiać "Pjerun"), Mokosz, Strzyboga (zamiast na Rusi to na Pomorzu) i Welesa. Dobrochoczego też można tutaj spotkać, podobnie jak posążek Jarowita… Zdaje się, że nawet historyczny Kriwe występuje jako Jaćwing, a żył na terenie Prus.

Jakby spojrzeć na to z innej strony –  anachronizmy.
No tak, obecnie wielu polskich rodzimowierców słowiańskich (tak jak bohaterowie "Słowa i miecza") świętuje Noc Kupały (dawni Polacy celebrowali Sobótkę), Jare Gody (zdaje się były to Jaszowe Gody lub coś podobnego), krzyczą „Sława!” jak czynili to panslawiści w XIX w. Świątynie nazywane są wschodnimi „chramami” a nie „kącinami” jak to u nas bywało. Zastanawia mnie też to, że jeden z bohaterów nosi ciżmy. Czy były one już znane w tej epoce?

Imiona.
Tutaj nie chcę się zarzekać, gdyż ekspertem od imion nie jestem, ale zastanawia mnie jedna kwestia: czy poganie (tak Słowianie jak i Bałtowie) nadawali wówczas dzieciom imiona bogów? W książce występuje np. Andaj, Żywia (wcześniej ta sama bohaterka nosi imię Dziewanna). Wiem, że imiona takie jak „Perun” pojawiły się w późniejszych epokach i były faktycznie nadawane potomstwu, ale o ile się nie mylę było to dopiero w okolicach romantyzmu. Słyszałem, że nasza kultura bardzo tabuizowała imiona bogów, wypowiadanie nadaremno pewnych z nich uważano za ciężkie przewinienie (takie przynajmniej ploty wpadły mi w ucho na temat "Gromowładnego").
Ciekawe są też nazwy własne np. zamiast legendarnej Winety jest Wineda, zamiast wyspy Bujan pojawia się Bugaj.

Motywy bajkowe.
Czytając książkę spodziewałem się, że będzie to powieść historyczna. Tymczasem akcja nie różni się wiele od tej z rzeczonego serialu. Idą po lasach, spotykają morę, w chramie ukazuje im się trzygłowy Weles, napada ich stado upiorów, spotykają skrzaty, Chorsa etc. Czyli jest to coś bliżej Xeny.

Fantazja autora na temat religii.
To już mnie zbiło z nóg. Wyobrażenia bogów, przerobienie mitu kosmogonicznego, w którym Czernobóg zastępuje tradycyjnie występującego w tej roli Welesa, a Weles krąży obok. Pojawia się też Białobóg, którego istnienie jest bardzo podważane. Na potrzeby słowiańske przełożony został skandynawski mit o Mjollnirze. Mokosz troista (Żywia-Mokosz), Chors to Książę Upiorów, Patron Skrytobójców, Weles to Strażnik Snów, Strzybóg jest Opiekunem Żeglarzy … i wiele innych pierdół. W świątyni Świętowita znajdują się szerokie okna okryte okiennicami. Ciekawe, czy to, że z relacji historyków wiemy, że kapłan nie mógł w świątyni oddychać, kiedy ją zamiatał wplątuje się w to wyobrażenie autora? Ponadto opis posągu też jest ciekawy, przypomina bardziej interpretację Światowida ze Zbrucza, jak podawał nielubiany i zdezaktualizowany pan Bruckner w „Mitologii polskiej” popierając pogląd pana Szafrańskiego:

Świętowit arkoński miał cztery głowy i szyje, po dwie z przodu i z tyłu, bez czapki; ów posąg zbrucki ma cztery głowy o jednej szyi i pod jedną czapką; wykonanie jego w wapniku bardzo jest prymitywne. Jakiekolwiek jest pochodzenie tego bałwana [...], z Świętowitem, bożkiem rugijskiego słowiaństwa (bałwany tych stron odznaczają się mnogością kształtów, głów i rak), nic a nic nie ma do czynienia. (Aleksander Brückner Mitologia polska [w:] Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1980, s. 325)

Chyba w tej samej świątyni stał posąg trzygłowego, rogatego Welesa (historio co Ty na to?). Ciekawi mnie jeden z guślarzy w czarnym odzieniu, z tego co wiem kapłani preferowali biel (tak słowiańscy trzebiaci/ wołchwowie/ żercy jak i celtyccy druidzi czy hinduscy bramini).
Nie wiem czy Słowianie (a nawet Bałtowie) ofiarowali bogom swoje włosy? Z tego co pamiętam nawet powieściopisarz Kraszewski pisał, że nawet po postrzyżynach były one starannie zakopywane. Wiem, że we współczesnym komiksie z epoki PRLu kapłan je wrzuca do ognia, ale czy faktycznie tak robiono?
Inny motyw kapłana bitewnego, który nie brał udziału w obrzędach czarnomagicznych … A już Ci dawni kapłani to musieli się znać. 
Zaskakuje mnie też wątek biskupa Arona piszącego "Bogurodzicę". Zastanawiam się tylko czy chodzi o tę znaną wszystkim "Bogurodzicę"? Pierwotnie, jak podają źródła, Bogurodzica zwana była nie Maryją tylko Marzą (Marzanną). Czyżby ten biskup pisał coś nieświadomie? 

Historia.
Jak zaznaczył pod koniec autor, książka ta nie ma wiele wspólnego z autentyczną historią. Brawo! Gdyby to napisał na początku, oszczędziłby mi tego spostrzeżenia. Tylko dlaczego na samym końcu o tym wspomina? Bał się, że nikt nie będzie chciał przeczytać?
Jabłoński zdaje się chciał dzieje naszego kraju napisać na nowo ciekawie przedstawiając ówczesnych władców, ich charaktery i wybory. Mentalność tych ludzi też nie bardzo przypomina mi tę epokę. Wydaje mi się, że jest stanowczo wyidealizowana i pokazana jako wielka walka inicjatyw. Reakcja pogańska, która wybuchła w XI w. jest w końcu różnie różnie odczytywana przez badaczy.
Zastanawia mnie wzmianka o tym, że książę Mieszko I  podbijał obce, wolne ludy. Z tego co wiem, jak pisał Paweł Jasienica:

… dla Mieszka I przyjęcie chrztu równało się zakończeniu, ukoronowaniu procesu tworzenia monarchii, który to proces rozpoczął się dawno, w epoce plemiennej. (Paweł Jasienica Słowiański rodowód, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1978, s.110)

Nie wiem też, czy Słowianie składali w ofierze pierworodne dzieci? Wiem, że u Celtów czy w Kaananie tak było.

A tak poza tym …
Brakuje mi wiedzy przyrodniczej. Nie wiem jak długo można oczyścić ptasi łeb z mięsa w mrowisku? Tam bohater robi to bardzo szybko, choć co może zadziałać na korzyść autora, nie jest podane w jaki sposób …

Nie dziwi mnie jednak to, że książka głośno lansowana była na Facebooku. Najwyraźniej napisana została na potrzeby współczesnego rodzimowierstwa (pewnych, konkretnych grup chwalących cudze, nie znających swojego) i kilku napalonych maniaków pogaństwa, którzy nie otrząsnęli się jeszcze z konfliktów rodzinnych, co projektują na sferę religijną jako swój bunt przeciwko Kościołowi i chrześcijaństwu. Pamiętajcie jednak poganie, że obecni księża i zakonnice to tak na prawdę potomkowie pogan z tamtej epoki! Księża nie rozmnażają się przez podział komórek, ani przez pączkowanie. Nie wspomnę już o rozmnażaniu płciowym, bo to (przynajmniej oficjalnie) nie występuje w tym Kościele wśród duchowieństwa od wielu lat.

Mało autentycznych faktów, więcej własnej estetycznej, romantycznej wizji (stąd kult Peruna i Welesa w Polsce). Źli chrześcijanie, porządni poganie … Losy bohaterów też jakby przerysowane z różnych seriali (bynajmniej nie z „Gry o tron”).

Nie polecam.