Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patricia Crowther. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patricia Crowther. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

Philip Heselton "Witchfather. A life of Gerald Gardner. Volume II: From Witch Cult to Wicca"



Ciąg dalszy następuje ...

A więc stało. Szczęśliwie dobrnąłem do końca tej podróży. Tym razem jednak było o wiele ciekawiej niż poprzednio. 

Dowiadujemy się znacznie więcej o kształtowaniu się tradycji gardneriańskiej niż to było powiedziane do tej pory. Więcej nazwisk ujawnionych, więcej szczegółów dotyczących historii. Więcej listów i rozważań.

Zaciekawiło mnie to, że jeden z pierwszych gardnerian, Szkot z pochodzenia, działał na rzecz nacjonalistycznej partii Szkocji i nawet opowiadał się za stworzeniem armii przeciwko Anglii. Nie można? A jednak można nawet i to - i znowu mój światopogląd, który wielu osobom wydaje się sprzeczny z wiccańskimi ideałami okazuje się być starą normą. Oczywiście nie mam w zamyśle tworzenia żadnej armii przeciwko Anglii, uprzejmie proszę nie łapać mnie za myśli.

Biografia jest świetnie przedstawiona, coraz więcej szczegółów układających te puzzle w jedną logiczną całość. Do niedawna można było pozostawać sceptykiem w kwestiach poznania całej prawdy na temat powstania religii wicca i jej rozwoju na przestrzeni lat. Teraz wydaje się to być całkiem realne. 



Panie Heselton! Świetna praca, jakich mało na tym świecie. Z czytym sumieniem należą się Panu publiczne pochwały, także wśród wiccan w innych częściach globu. 

Ocena 10/10

Krótko pisząc - należy, a nawet trzeba tę książkę przeczytać.

sobota, 4 maja 2013

Patricia Crowther "Covensense"



Kolejną książką zasługującą na nagrodę Złotego Kotła jest  "Covensense"  Patricii Crowther. Napisana jest ona w formie wywiadu, w którym autorka odpowiada na zadawane jej często pytania. 

Przechodzimy przez klasyczne tematy: Gerald Gardner, astrologia, pentagramy, świat antyku, rytualna nagość, uwielbiane przez czarownice zwierzaki, rozdrapywanie historii czarownictwa i próba ustalenia faktów etc.

Bardzo wciągająca lektura, acz zaznaczam, że należy czytać ją powoli, gdyż liczy się każdy detal. 

Dużo cennych porad, wiele opisów nabytego doświadczenia w pracy w covenie i krytyki pod adresem pewnych postaw czy postaci.  Niektóre kwestie zostały w końcu dogłębnie wyjaśnione np. z tej książki dopiero zapamiętałem motyw ogniska wielu cennych rękopisów z Muzeum Czarownictwa na wyspie Man, którego za zgodą Monique i Scotta Wilsonów dokonał niejaki Angus MacLeod (czyżby to był ten rzekomy "Fian", wokół którego krążą legendy, że pożyczył Aleksowi Sandersowi jeden z egzemplarzy Księgi Cieni?).

Zwróciłem uwagę na jedną sprawę. Otóż zarówno w tej książce jak i w wielu innych pisanych przez pierwsze pokolenie wiccan tradycyjnych, miejscami autorka porusza tematy, od których obecnie większych wiccan się dystansuje. Są one potocznie określane mianem New Age'owych. Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do kontynuatorów, te informacje podawane są w zupełnie inny sposób. Często zawierają jakieś wyjaśnienia z odniesieniem do historii np. palenie kadzidełek poświęconych konkretnym bóstwom. Nie jest to bezsensowny leksykon, ale cenne dochodzenie do pewnych informacji źródłowych.

Są też porady dla kapłanów i kandydatów na wiccan.

Pewne elementy opisywanej tradycji jednak uległy zmianie na przestrzeni lat i tak jak przedstawia to Patricia niekoniecznie musi wyglądać tak samo w każdym wiccańskim covenie. Spoglądając z przeciwnej strony, jak można się domyśleć pewne rzeczy są istotnym rdzeniem praktyk wiccan tradycyjnych. Autorka jak to zazwyczaj bywa, skrzętnie pewne rzeczy poukrywała, żeby niewtajemniczeni nie wiedzieli do końca o co chodzi (wtajemniczeni się domyślą).

Książka świetna, polecam wszystkim sympatykom tradycyjnej wicca.

Polecam też recenzję Jelonka.

piątek, 23 listopada 2012

Patricia Crowther "Witchcraft in Yorkshire"



No to realizując stare przysłowie "dwie pieczenie przy jednym ogniu" - za jednym zamachem przeczytałem kolejne dzieło Pat Crowther pt. "Witchcraft in Yorkshire" (z dodatkiem w tytule"Collectors 35th Anniversary Facsimile Edition", czyli krótko pisząc jedno z nowszych wydań). W przeciwieństwie do wcześniej omawianych dzieł autorki, to nazwałbym broszurą, gdyby nie fakt, że objętościowo lekko przekracza dopuszczalną ilość. Książka ma ponad 70 stron. Mimo to jest typowym dziełem spod ręki starego pokolenia wiccan - czyli jak powszechnie wiadomo, cennego.


"Witchcraft in Yorkshire" od razu budzi we mnie wspomnienia. Tak, urzędując w Anglii przez pół roku plądrowałem okolice West Yorkshire, gdzie rezydowałem. Byłem w Wakefield, Dewsbury, Leeds, Ossett, Huddersfield, Halifaxie, Knaresborough, Morley. Zwiedzałem całą okolicę, kiedy pozwalał mi na to czas i pieniądze. Zawitałem do Nottingham, Manchesteru, ale to już inna historia. Tak więc obszar ten jest mi znany i generalnie miło wspominany, choć uważałem to całe West Yorkshire za totalną dziurę. Wyjątkiem było jedno miejsce, o którym zaraz coś więcej dodam od siebie.

Autorka oczywiście pisze w swojej pracy o historycznych procesach czarownic, znanych wiedźmach z Yorkshire, wspomina o Robin Hoodzie, o Królowej Maja, wywód kończy zielarstwem i właściwościami ziół. Nie brakuje akcentów typu Braterstwo Czerwonej Podwiązki, Matthew Hopkins, sprzedaż wiatrów, familiary, czy szpilki, które wbijano kobietom, żeby sprawdzić czy są czarownicami.

Najbardziej zauroczył mnie temat znanej wizjonerki Mother Shipton, której miejsce urodzenia pojechałem odwiedzić niezwłocznie po tym, kiedy się dowiedziałem, że znajduje się ono w regionie, w którym mieszkam. Pat opisuje legendę tej sympatycznej osoby w pełnej okazałości. Miałem problem z przeczytaniem nazwy "Knaresbourough", ale na szczęście kierowca autobusu okazał się Polakiem i udzielił mi odpowiednich wskazówek. 









To jedyne zdjęcia, które udało mi się wykonać moim telefonem. Petryfikująca Studnia przypominająca ludzką twarz, która potrafi zamienić w kamień (dlatego nie należy się do niej zbliżać, jak mówi lokalny folklor). Nie jest to kłamstwem, bo zawieszone na niej rzeczy kamienieją po kilku miesiącach. A są tam powieszone różne buty, torebki, akcesoria należące do gwiazd i dziennikarzy. Poniżej tabliczka informacyjna. Potem wejście do Groty w której się urodziła, w końcu wewnątrz jej posąg w grocie. Na samym dole muzeum (chyba nie wpisywałem się do Księgi Wieczystej, nie znajdziecie mnie tam). W każdym razie, gdybyście tam kiedyś byli to polecam to miejsce - Grota Mother Shipton.

Inna wzmianka dotyczyła pewnych postaci z Wakefield, a jeszcze inna czarownicy z Huddersfield. Tam też bywałem, stąd sentymenty. Tajemnicza śmierć Robin Hooda na terenie Kirklees też ma swój klimat - w końcu nie raz autobusem tamtędy przejeżdżałem.

W książce dodatkowo zaintrygowała mnie sztuka robienia wywarów z myszy, które znane były jeszcze w latach 30. XX w. Jeden to myszy gotowane w mleku, a drugi to mouse pie (coś jak Hot Apple Pie z McDonalda, albo to co robiła pani Lovett ze Sweeneyem Toddem z ludzi). Nie wiedziałem też, że 28 grudnia to Childermas lub Holly Innocent Day, najbardziej nieszczęśliwy dzień w roku.

A tak to na kilka godzin jak znalazł. Bardzo dobra praca, polecam!

czwartek, 22 listopada 2012

Patricia Crowther "Lid Off the Cauldron. A Wicca Handbook"




Miałem już przyjemność przeczytać autobiografię Patricia Crowther, czego dowody rzeczowe można znaleźć tutaj. Dla niewtajemniczonych przypomnę, że Pat Crowther wraz z mężem Arnoldem byli jednymi z pierwszych gardnerian. Założyli własne linie, a mało tego, z linii Patricii wywodzą się poniekąd wszyscy aleksandrianie, gdyż to właśnie uczennica owej wiccanki, Pat Kopansky (warianty nazwiska są rozmaite, m.in. "Kopinsky", "Kasprzynsky", tak czy tak, widać, że Polacy jak zwykle namieszali nawet przy narodzinach współczesnego czarownictwa, nie wspominać nawet o znanych nazwiskach typu Ashcroft-Nowicki, Buczynski czy choćby Penczak), wprowadziła w misteria czarownic Alexa Sandersa*. 

Książka "Lid Off the Cauldron. A Wicca Handbook" to typowe dzieło uczące współczesnego czarownictwa eklektycznego, jakie mogła napisać osoba ze starszego pokolenia wiccan. Co mam tu na myśli? A mianowicie to, że w przeciwieństwie do marnych, kolorowych, New Age'owych bzdetów z przerostem formy i tabelek nad treścią, które teraz się publikuje, starsi wiccanie pisali podręczniki treściwe - nie brakowało w nich historii, wiedzy o magii rozmaitych ludów, wiedzy o praktykach magicznych swojego kraju i zamieszkiwanych regionów, a także argumentów przeciwko chrześcijaństwu. Dlatego szybko nie zmienię opinii, że lepiej jest czytać książki Geralda Gardnera, Doreen Valiente, Lois Bourne, Patricii Crowther niż to co oferują nam wydawnictwa ezoteryczne.

Co do rzeczonej książki Pat Crowther, to znajdujemy w niej wiele ciekawostek. Na wstępie ładne przedstawienie kobiety w oczach chrześcijańskich apologetów. Na stronie dwunastej znajdujemy ciekawą wzmiankę, aż pozwolę sobie zacytować (w przekładzie własnym):

" ... Odpowiedź jest prosta, czarna magia jest o wiele bardziej ekscytująca, zwłaszcza  kiedy jest odpowiednio przeszyta sensacją pisarzy: seks, rytualne, krwawe ofiary i porwania dziewic (jeśli znajdziesz jakąś) ... [...]"

No i właśnie, Nawet w jednym z muzeów można zobaczyć szkielet z waginą dziewicy. Niektórzy pogardliwie mówią, że to ostatnia w mieście. 

Zaciekawiła mnie wzmianka o Białej Wieży z Londynu, która mogła być siedzibą legendarnego Royal Coven. Ciekawostka o tym, że dawniej podejrzewano, że to Anglia mogła być historyczną Troją, dopóki jeden z badaczy nie udowodnił, że było inaczej. No cóż, Atlantydę też niby odnaleziono na dnie Kuby, ale do dziś panowały pogłoski jakoby miała być nią m.in. Skandynawia. 

Jak zwykle rzucił mi się w oczy angielski szowinizm i stwierdzenie, że Londyn i Wincobank Hill w Sheffield są najstarszymi, stale zamieszkanymi miejscami w Europie. No cóż, z tego co wiem Kraków też ma kilka tysięcy lat historii... 

A tak to mamy stare powtórki i truizmy, typu czym jest czarownictwo, kim są bogowie etc.? Jest krótka historia Geralda Gardnera, acz wyczuwam w tym fragmencie stare podejście do jego nauk.  A tak to zaklęcia, rytuały, wróżenie, świece, astrologia (w czym jak pamiętam Pat gustuje najbardziej od razu po uwielbianych przez nią kotach), święte miejsca, symbolika, runy (acz nie klasyczne), taniec, żywioły etc.  Nowością są autorskie rytuały i wiersze autorstwa Pat i jej męża Arnolda.

Książkę przeczytałem w trzy dni. Gorąco polecam!





*Niektórzy to kwestionują. Najważniejszy jest drugi stopień inicjacji, a Alex otrzymał go prawdopodobnie od innej gardneriańskiej arcykapłanki. 

sobota, 26 maja 2012

Patricia Crowther "High Priestess. The Life & Times of Patricia Crowther"





Ostatnie dni poświęciłem na przeczytanie autobiografii Patricii Crowther "High Priestess. The Life & Times of Patricia Crowther", czyli po polsku "Arcykapłanka. Życie i czasy Patricii Crowther", wydanej przez Phoenix Publishing w 1998 r. Jest to rewelacyjny zbiór wspomnień jednej z najsłynniejszych wiccańskich arcykapłanek. To z linii Pat Crowther wywodzi się wielu znakomitych gardnerian, a także wszyscy wiccanie noszący zaszczytne miano aleksandrian. 

Patricia opowiada swoją przeszłość w sympatyczny sposób. Książka pisana jest prostym, łatwo przyswajalnym językiem. Czytając inne czarownicze biografie spotkałem się z dużą ilością negatywnych przeżyć, głównie chorób, nieszczęśliwych sytuacji, a także wielu niemiłych incydentów jakie miały miejsce w relacjach z Kościołami chrześcijańskimi. Tutaj jest zupełnie inaczej. Oczywiście autorka wspomina o drugiej wojnie światowej, o śmierci męża, o kilku innych smutnych wydarzeniach, jak choćby śmierć paru ukochanych kociaków, które jak przystało na prawdziwą czarownicę, Pat kochała nieziemsko. Czytelnik dostrzeże łatwo, że autorka kładzie większy akcent na miłe wspomnienia, postacie, które poznała czy niezwykłe wydarzenia.

Na szczególne względy Patricii zasłużyły sobie koty i astrologią, która jak widać pełni ważną rolę w życiu autorki, gdyż rolę zodiaku i wpływu gwiazd czy liczb powtarza cyklicznie co pewien czas. Mamy okazję dowiedzieć się o jej przeszłości, zainteresowaniach, podróżach (Grecja, Ameryka, Szkocja, Anglia) czy ludziach, których w ubiegłych latach poznała. Dużo zdobytej wiedzy, oprócz powtarzających się wątków z astrologii, jest trochę o Tarocie, wróżbiarstwie, numerologii, rytuale boskiego króla, duchach, są cytaty z literatury etc.

Najsłodszy niewątpliwie jest rozdział dotyczący Alexa Sandersa. Czytając go miałem niezły ubaw. Autorka tak bardzo go nie lubiła, że na prawdę to co opisuje budzi śmiech - złośliwości nie zabrakło. Ciekawa historia skąd Alex wziął "Księgę Cieni"? Pat twierdzi, że od jakiegoś "Fiana" z Wyspy Man. Inne historie i plotki: jak to Alexa nie lubił Gardner, jak to Alex się popisywał swoimi sztuczkami i nic z tego nie wychodziło ... Słodkie. :)))

Ostatnimi czasy w polskim środowisku sympatyków wicca krążą ploty, że nadawanie drugiego i trzeciego stopnia razem wprowadził Alex Sanders. Z tego co ja słyszałem, to praktykował to sam Gerald Gardner, który dopiero pod koniec życia rozdzielił dwa ostatnie stopnie. Z reguły też nadawał je w tym samym czasie, tylko ponieważ przed śmiercią zdrowie już mu nie pozwalało na wiele, trzeci stopień nadawał kilka dni po drugim. Czy mogło tak być? Jak pisze Patricia:

 "... The Second Degree, or Initiation Proper, took place at Gerald's covenstead on the 11 October 1961, with the Third Degree occuring on 14 October (which just happened to be my birthday, although this was coincidental). [...]" (page 40)
 ... Drugi stopień lub właściwa inicjacja, miały miejsce w siedzibie covenu Geralda 11 października 1961 r. z trzecim stopniem przypadającym na 14 października (co zbiegło się z moimi urodzinami, jednakże to był przypadek... (tł. Siliniez)

To chyba rozwiewa pewne wątpliwości co poniektórych ...

A tak przy okazji innych "mitów środowiskowych", to drugi mit dotyczy inicjacji przez kapłankę na pierwszym stopniu. Jak pisze Pat, kończąc opisywać swoją inicjację 1-szego stopnia:

 " ... After a short rest I was required to initiate Arnold into the Mysteries [...]" (page 21)
... Po krótkim odpoczynku nakazano mi inicjować Arnolda w misteria ... (tł. Siliniez)

Ponieważ Pat nie rozwija szczegółów w swojej książce, m.in. nie podaje dat, wątek ten został omówiony także w publikacji Janet & Stewarta Farrarów:
 
„ … The other exception concerns the only time when a first-degree witch (a brand-new one at that) may initiate another. Wicca lays great emphasis on male-female working partnerships, and most covens are delighted when a suitable couple come forward for initiation together. One rather pleasing method of carrying out such a double initiation is exemplified by that of Patricia Crowther and Arnold Crowther (who were then still only engaged) by Gerald Gardner.
Gardner initiated Patricia first, while Arnold, waited outside the room. Then he put the Book of Shadows into her hand and stood by, prompting her, while she herself initiated Arnold. ‘This is the way it is always done,’ Gardner told her – but we must admit it was unknown to us until we read Patricia’s book.  We like it ; it creates a special bond, in the Wiccan sense, between the two newcomers from the start of their working in the coven.
Doreen Valiente has confirmed to us that this was Gardner’s frequent practice, and adds: ‘Otherwise, however, we did keep the rule that only a second-degree or third-degree witch could initiate’. […]”
 ... Kolejny wyjątek dotyczy tylko sytuacji, kiedy czarownica na pierwszym stopniu (nowa w rzemiośle) może inicjować następną. Wicca kładzie olbrzymi nacisk na męsko-żeńską pracę partnerstwa i większość covenów cieszy się kiedy para przybywa na inicjację razem. Inna rzadka, miła metoda przeprowadzenia takiej podwójnej inicjacji zaprezentowana została przez Geralda Gardnera podczas inicjacji Patricii i Arnolda (który był wówczas zaangażowany) Crowtherów. Gardner inicjował Patricię jako pierwszą, podczas gdy Arnold czekał na zewnątrz pokoju. Następnie przekazał Księgę Cieni w ręce Patricii stojąc, nakłonił ją, a ona osobiście rozpoczęła inicjację Arnolda. "Oto w taki sposób jest to zawsze wykonywane" - Gardner powiedział jej - ale musimy przyznać, że nie było to nam znane do czasu aż przeczytaliśmy książkę Patricii. Lubimy to. Tworzy to szczególną więź, w wiccańskim znaczeniu, pomiędzy dwojgiem nowo przybyłych od początku ich pracy w covenie. Doreen Valiente potwierdziła nam, że była to częsta praktyka Gardnera, i dodaje: "Jednakże, w innych wypadkach, trzymaliśmy się zasady, że tylko osoba na drugim lub trzecim stopniu mogła inicjować" ... (tł. Siliniez)
 (źródło:  “A Witches’ Bible. The Complete Witches’ Handbook.” (Part 2 Principles, Rituals and Beliefs of Modern Witchcraft.  Wydanej także oddzielnie pt. "The Witches’ Way", strony 11-12)

No, nie wiedziałem też, że Gardner chciał poślubić matkę Pat. Ale to już drobny szczegół.

Pod sam koniec jest najwięcej rzeczy kierowanych do kapłanów wiccańskich. Zaciekawił mnie ten cytat:

 "Yet in this so-called 'age of equality' respect for anyone or anything is practically non-existent. This is not good thing. Without respect, especially for oneself, liberation becomes mere escapism, which is something quite different. [...]" (page 193)
... Jeszcze w tej tzw. "Erze Równości" szacunek dla każdego czy wszystkiego praktycznie nie istnieje. To nie jest dobra rzecz. Bez szacunku, zwłaszcza dla siebie, oswobodzenie staje się jedynie eskapizmem, co jest czymś zupełnie innym ... (tł. Siliniez)

Daje do myślenia. 

Książkę obowiązkowo wstawiłbym do kanonu lektur sympatyków wicca. Warto, gorąco polecam!