Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Azarewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Azarewicz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 czerwca 2017

Richard Kaczynski „Aleister Crowley. Prawda ciekawsza od legendy”


Z racji tego, iż Richard Kaczynski zaliczany jest do pierwszoligowych badaczy Aleistera Crowleya i całego jego dorobku nie mogłem przejść obojętnie wobec pozycji „Aleister Crowley. Prawda ciekawsza od legendy” w tłumaczeniu Krzysztofa Azarewicza, wydanej nakładem Lashtal Press. 

Niniejsze opracowanie to ogólne przedstawienie biografii Crowleya, jego twórczości, działalności, osiągnięć, sukcesów i porażek. Ponadto Kaczynski omawia organizacje, w których założyciel thelemy działał, i te, które stworzył. Dowiadujemy się ciekawych szczegółów z życia Mistrza Theriona, poznajemy struktury O.T.O., E.G.C. oraz AA∴. Podobnie jak w przypadku omawianej wcześniej lektury Rodneya Orpheusa „Abrahadabra” pojawia się także opis kilku wspólnych elementów; podstawowych ćwiczeń i rytuałów. 

Podobnie jak autor chyba rzuciłem się na głęboką wodę dawno temu sięgając po „Magiję w teorii i w praktyce”, z której podobnie jak i on nic kompletnie wówczas nie zrozumiałem. Ale cóż, takie były realia minionej epoki. Świat literatury tego typu dopiero się wykluwał, a człowiek kupował co było dostępne. Dziś Internet odgrywa pierwszorzędną rolę, a dzięki niemu możemy lepiej odnaleźć drogę do lektur, które powinno się czytać na początku. Do takich właśnie zaliczam pracę Kaczynskiego. Autor strawnie i metodycznie wprowadza do całego zagadnienia. Przedstawia temat we właściwej kolejności. Bardzo dokładnie opisuje struktury „tajemnych stowarzyszeń”, zwłaszcza stopnie inicjacyjne z ich dokładną charakterystyką. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że po Orpheusie Kaczynski również dobrze instruuje krok po kroku jak należy pojmować, rozumieć i praktykować thelemę. 

Gorąco polecam!

czwartek, 25 maja 2017

Aleister Crowley & Victor B. Neuburg "Opus Lutetianum. Działania paryskie (Liber CDXV)"


IAO! 
(czyli Izyda! Apofis! Ozyrys!)

Zafascynowany czytelną pracą na temat thelemy autorstwa Rodneya Orpheusa postanowiłem zanurzyć się głębiej w bezkresnych otchłaniach Tefnut. Tym razem wydobyłem od Wydawnictwa Lashtal Press "Opus Lutetianum. Działania paryskie (Liber CDXV)" Aleistera Crowleya i Victora B. Neuburga. 

Jak powszechnie wiadomo obaj panowie byli znajomymi Geralda Gardnera, twórcy religii wicca (w sumie to "wica", ale już nie bądźmy tacy detaliczni), najznamienitszej jak dla mnie postaci z tego środowiska. Co ciekawsze cała trójka znała się mimo tego, że Gardner znany był z homofobicznego nastawienia, a zarówno Crowley jak i Neuburg używali sobie życia w gejowskim stylu. Część z tych przygód opisują właśnie "Działania paryskie", z którymi postanowiłem się zapoznać ze względu na osobowość autorów i wpływ jaki wywarli na kolejne dziesięciolecia rozmaitych systemów magicznych. 

Jak zwykle czytelne wprowadzenie Krzysztofa Azarewicza (tytuł mistrza obroniony w dalszym ciągu) sprawia, że możemy iść dalej. I tu niestety jak dla mnie światełko w tunelu lekko się skończyło. Jak zwykle przeceniłem do pewnego stopnia swoje możliwości jeśli chodzi o zrozumienie wyższej crowleyistyki (no może powiedzmy żartobliwie Crowley Studies, by nie rzec Thelemic Studies). Opisane rytuały z udziałem kilku panów wciągają swoją treścią, zastanawiają wnioskami, dają dużo do myślenia, pobudzają wyobraźnię. Nie są one jednak łatwe w odbiorze. Nagminna ilość pseudonimów, stopni wtajemniczenia, wersetów łacińskich, słów greckich i przede wszystkim rozmaitych pojęć zaczerpniętych z wielu religii (głównie Egiptu i Grecji) sprawia, że nad tekstem trzeba ostro pogłówkować. Na szczęście starannie sporządzone przypisy rozświetlają drogę we mgle. Dzięki temu przez lekturę da się przebrnąć rozumiejąc przynajmniej część z tego co mieli do przekazania jej autorzy. 

Rozumiem, że adepci O.T.O. przejdą przez to  znacznie szybciej niż osoby spoza ich kręgu. Ja sam jednak nie podołałbym zadaniu tak łatwo. Crowley jak wiadomo przełamał wiele konwencji, opisał rzadkie doświadczenia, miał niezwykłą wiedzę. Pozostał źródłem inspiracji dla wielu kontynuatorów zarówno thelemy jak i innych systemów. Myślę, że "kod" doświadczeń z Paryża jest czytelny dla wielu osób studiujących temat, pełne zrozumienie tematu pozostaje tylko dla wieloletnich studentów jego dzieł.

Mimo wszystko, uważam tę pracę za ciekawą i polecam wnikliwym umysłom!

piątek, 14 kwietnia 2017

Rodney Orpheus "Abrahadabra"


Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem "Magiję w teorii i w praktyce" Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem - zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem. 

"Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya" Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę - teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei. 

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać - już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii - pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? ... 

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać "magijnych"?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette'a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane. 

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki. 

czwartek, 14 kwietnia 2016

Howard Philips Lovecraft "Grzyby z Yuggoth i inne poematy niesamowite"


O ledwie jedną rzecz modlę się w mym życiu -
Pozostawcie swą starożytną mądrość w ukryciu!
H.P. Lovecraft "Oceanus" (s.50)

"Grzyby z Yuggoth i inne poematy niesamowite" to nieduży zbiór poezji Howarda P. Lovecrafta w tłumaczeniu Krzysztofa Azarewicza.

Na początku tłumacz wprowadza nas w świat poezji wybitnego amerykańskiego pisarza, poety i twórcy mitologii Cthulhu.

Potem czytamy kilka doskonałych wierszy o mitycznych istotach z wyobraźni Lovecrafta, by za chwilę przejść do poezji poświęconej pogańskim bogom. I ta część dziwnym trafem spodobała mi się najbardziej.

Rymowane wiersze, pełne ciekawych wizji, fikcyjnych miejsc i postaci.

Zdumiewa mnie fakt, że Lovecraft za młodu stawiał ołtarze pogańskim bogom. Cóż, nic nie dzieje się bez przyczyny.

A czyta się miło! Polecam!

czwartek, 7 kwietnia 2016

Eliphas Lévi "Magiczny rytuał Sanctum Regnum"



"Magiczny rytuał Sanctum Regnum" to generalnie wędrówka po Tarocie w interpretacji jednego z bardziej znanych przedstawicieli świata okultyzmu, francuskiego maga i masona Eliphasa Léviego.

We wstępie napisanym przez tłumacza mamy okazję zapoznać się ze szczegółową biografią autora książki. Notabene Krzysztof Azarewicz, bo to on dokonał przekładu na język polski, słynie ze świetnych tłumaczeń oraz wstępów, m.in. zapoznałem się z jego prolegomenami do książki o runach Guido von Lista i "Necronomiconu".

Dzięki temu od razu wiem, że Eliphasa Léviego nie wliczę do grona ulubionych notabli okultyzmu, bo był on socjalistą! Jak na sławnego czarownika żył w biedzie, co dyskryminuje go w moich oczach jako potężnego znawcę spraw tajemnych, a zarazem wyjaśnia dlaczego miał takie poglądy polityczne, a nie inne. Swoją drogą czytając "Magiczny rytuał Sanctum Regnum" i widząc jaką filozofię głosił, nie dziwię się temu specjalnie. Wyższe cele, szlachetność, prawdomówność ... Taka czarodziejska paraolimpiada - striptease dla ubogich.

Ciekawa interpretacja Tarota połączonego z kabalistycznym drzewem życia oraz hebrajskim alfabetem wraz z opisami magicznych praktyk. Akurat opisywane rytuały nie należą do moich ulubionych; to ten wspaniały nurt odwołujący się do wykorzystywania nieznanych nikomu mocy z użyciem wyszukanych narzędzi, kadzideł, materiałów, znaków, czasu etc. Wielka operacja magiczna, której nikt przy zdrowych zmysłach nie dokona.

Ale ma to swój urok. Uwielbiam czytać tego typu pierdoły. Jednak nikomu nie poleciłbym ani takiej praktyki, ani takiej filozofii życiowej. Uważam jednak, że książkę należy przeczytać dla ciekawych rozważań, pomysłów i klimatu jakie niosą stare magiczne księgi. Gorąco polecam!

czwartek, 12 lutego 2015

Maria de Naglowska "Światło i seks"


Zaczęło się bardzo ciekawie od dobrego wstępu biograficznego de Naglowskiej autorstwa Krzysztofa Azarewicza. Następnie sześćdziesiąt stron przenoszących nas w odległy wymiar. A w wymiarze tym odrobina filozofii, idei kultu Szatana według Naglowskiej, a następnie opis inicjacji do Zakonu Złotej Strzały. I muszę przyznać, że to ostatnie było najbardziej wciągające.

Filozoficzne poglądy autorki pozostawiam na dalszym planie. Pod pewnym względem rozumiem co miała na myśli, lecz czasem zagłębiając się w jej przekonania miałem identyczne odczucia co w przypadku studiowania pracy Aleistera Crowleya "Magija w teorii i w praktyce" ... Czyli, wiem, że nic nie wiem, ale dostrzegam światełko w tunelu. 

Nieistotne. Czytając opis inicjacji Zakonu Złotej Strzały, organizacji satanistyczno-paramasońskiej przenosiłem się myślami wstecz do znanych mi z własnej biografii wątków. Dostrzegłem także pewne analogie pomiędzy praktykami tejże organizacji a uwielbianymi przeze mnie zaklinaczami koni. Z resztą w samej filozofii de Naglowskiej pojawiają się znajome wątki, znane z prac Paschala Randolpha, a które następnie przedostały się dalej do dzieł Crowleya. Co by tu wiele nie filozofować, wiemy, że w przyrodzie wszystko jest połączone. W świecie okultystów z przełomu XIX/ XX w. z resztą też. 

Dużo tematu seksu i jego funkcji. Pewne poglądy bardzo mnie zaintrygowały:

Wszystkie kapłanki miały długie włosy - było to jedno z kryteriów ich doboru. Każda była blondynką, albowiem Poranna Gwiazda przynależy do arktycznego obszaru północy i nie manifestuje się w żadnej innej rasie. Ciemnowłose kobiety nie powinny czuć się z tego powodu obrażone. Takie jest Prawo, a ludzkie preferencje nie mają nic do tego. (s. 52)

No proszę! Nazi ideologiczny okultyzm! Długo szukałem wątków podobnych do Svarta Orden i epoki Loży Thule ... Najgorsze, że ostatnio coś mnie znowu na brunetki bierze. Przejdzie, kwestia czasu. Widzę, że jest to aż nadto filozofia tej epoki. Zaczynam tę epokę lubić coraz bardziej. 

Na początku kobieta była pozbawiona rozumu, gdyż ten przynależał jedynie do mężczyzny. (s.22)

Nie mam pytań ... 

Duch Święty była kobietą, co nie od dziś wiadomo. Podobnie jak i pewne elementy rytuału widoczne w tradycyjnej wicca.

Książkę warto przeczytać! Pamiętajcie o tym dobrzy ludzie, sataniści, magowie seksualni, erotomani i inni ziomkowie! 

piątek, 20 czerwca 2014

Lon Milo DuQuette "Moje życie z duchami"



Powiem szczerze, że czytając "Magiję enochiańską" byłem średnio zadowolony. Za bardzo w mojej subiektywnej ocenie książka ta wydawała się przeciętnym, New Age'owym podręcznikiem magii. Kiedy jednak niespodziewanie, zupełnie przypadkowo dowiedziałem się o spotkaniu z autorem, które organizowało w moim mieście wydawnictwo Lashtal Press postawiłem niezwłocznie udać się na miejsce by osobiście poznać Lona Milo DuQuette'a. 

Lekturę zakupiłem bez dłuższego namysłu. To chyba była presja sytuacji, ładnej okładki i bogatej wystawy publikacji Lashtal Press na sali, w której miało miejsce spotkanie. Sam autor, mnie jako pierwszemu, podpisał egzemplarz swojej autobiografii przetłumaczonej przez Krzysztofa Azarewicza. Wraz z autografem i uściskiem dłoni DuQuette'a miałem okazję wrócić na swoje miejsce widząc, jak duża kolejka fanów ułożyła się za moimi plecami. No i faktycznie teraz ten fenomen mnie nie dziwi.

"Moje życie z duchami" to książka napisana z dużym poczuciem humoru. Autor opisuje w niej swoje życie, kłopoty jakie go spotykały na przestrzeni lat, a także co nas zainteresuje najbardziej - swoje magiczne doświadczenia. Historia o wylądowaniu samochodem w basenie, problemach finansowych, upodobaniach pacyfistycznych etc., to tylko przerywniki pomiędzy doskonałą historią związaną z rytuałem Orobasa, która po prostu zwala z nóg. Podobnie rytuał egzorcyzmowania smoka Garkona i towarzyszące temu następstwa. Dużo jest złotych myśli, niezwykłe opisy rytuałów i ich efektów. Autor rozwija kwestie magiji enochiańskiej, wspomina o Crowleyu (ja też nic nie zrozumiałem po pierwszym przeczytaniu "Magiji w teorii i w praktyce"), opisuje podstawowe elementy struktury O.T.O., którego jest głową na arenie międzynarodowej. 

Osobom zainteresowanych psychologicznymi aspektami umysłów magów również gorąco rekomenduję tę książkę. Mamy tutaj opisane typowe motywy, które przewijają się w wielu takich biografiach - ultra religijna rodzina, kłopoty ze zdrowiem przebyte w dzieciństwie etc. 

Muszę powiedzieć, że lektura jest bardzo fajna. Na pewno humorystyczny język wywiera duży wpływ na jej jakość. Kto zajmował się jakąkolwiek formą magii, wie, że autor faktycznie opisuje swoje doświadczenia, choć niektóre historie mogą wydawać się czymś dziwnym np. ta o elfach. 

Książkę gorąco polecam! 

czwartek, 24 stycznia 2013

"Adam Nergal Darski Spowiedź Heretyka"



Od razu muszę zaznaczyć, że oryginalne kasety magnetofonowe Behemotha, takie jak "Chaotica" oraz "Thelema 6" pokryte kurzem zdobią moją półkę. Tak więc, trudno będzie uznać ten post za całkowicie neutralny w ocenie. Ale cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, tak więc przez pryzmat własnych pośladków muszę napisać co myślę. Nie mogę inaczej, kiedy tylko słyszę coś co dotyczy czarnych klimatów, roni się łza dla cieniów minionych ... 

"Adam Nergal Darski Spowiedź Heretyka" to długi wywiad przeprowadzony przez Krzysztofa Azarewicza i Piotra Weltrowskiego z nie byle kim, bo z samym Nergalem - liderem, wokalistą zespołu Behemoth. 

Kiedy sam jeszcze hodowałem długi zarost na pustym łbie, pamiętam, jak czytałem w internecie, że Behemoth był pierwszym polskim zespołem grającym black metal. Niestety do dziś nie wiem czy to prawda, gdyż niby pewne zespoły, takie jak Christ Agony grały znacznie wcześniej ... Prawdy prędko się nie dowiem. W każdym razie za moich czasów, Behemoth był bardzo znany. Z poszanowaniem było różnie, gdyż jak to w kręgu największych fanów bywa, Nergal zdradził podziemie i zaczął grać dla szerokich mas, grał pogański black metal, potem połączył to z death'em i nawiązywał do kultu Szatana ... W końcu zaczął lansować okultystyczne treści. 

A tak przy okazji miejskich legend, Nergal niby miał dowodzić jakąś podziemną organizacją neopogańską, którą utrzymywał ze swojej muzyki. Ponoć się rozpadła, gdy Behemoth dokonał zdrady. Za zdradę podziemia muzycy zostali pobici. Po Mystic Festivalu też nie było łatwo. Ponoć cierpiąc na arytmię serca Nergal wyszedł ze szpitala na własne życzenie i będąc na lekach, na uroczystym spotkaniu zespołów po festiwalu, w knajpie Proxima (obecnie chyba jeszcze pod nazwą "Tower Pub" istnieje) zalał się jednym piwem ... I na tym zakończyła się moja wiedzą na temat Behemotha, do czasu aż poprzednia zdrada podziemia okazała się niczym w porównaniu z następną. Nergal przebił wszelkie granice gdy media ujawniły jego romans z Dodą Elektrodą. Od tej pory wszyscy go znali. Ale, że każda reguła ma swój wyjątek, pamiętam, jak na koncercie Dimmu Borgir w 2010 r. w Krakowie, ponoć kiedy padła publiczna dedykacja dla chorującego na raka Nergala, jakiś  młody chłopak na publiczności zaczął się pytać swojego kolegi: "A kto to jest Nergal?" No cóż ... 

Tyle wspomnień i plotek. A co z faktami?

"Adam Nergal Darski Spowiedź Heretyka" to bardzo ciekawy wywiad. Żyjemy w wieku, w którym trudno jest się z kimkolwiek zgodzić w 100%. I podobnie mam w przypadku Nergala. Wiele rzeczy mówi w moim odczuciu rozsądnych, wiele bredzi, a czasem po prostu inteligentnie próbuje wybrnąć z zadanych mu podchwytliwie pytań. 
Czytając na wstępie miałem wrażenie, że przerabiam własną biografię. Tyle w tym wszystkim było podobieństw. Sentymenty do pewnych rzeczy, zdobywanie z trudem dobrej muzyki...

Cóż, jedno czym mnie niewątpliwe pan magister historii zdołował, to fakt, że twierdzi on, że angielska nazwa Wielkanocy "Easter" wywodzi się od imienia bogini Isztar ... Nergalu! Nie ten region, nie ta kultura. Isztar to nie Eostre-Ostara ...

Żałuję trochę, że nie zrobiłem sobie notatek z wywiadu, bo wtedy więcej napisałbym co mnie urzeka w Nergalu, a co mnie odrzuca. 

Dużo jest opisów rzeczy, które mnie osobiście w ogóle nie interesują. Jego życie erotyczne, poglądy na jedzenie, kawę czy podobne kwestie. Ale mniejsza o to. W końcu to o nim.

Z ogólnych minusów, przyznam szczerze, że nie podobają mi się hasła powitalne na koncertach na innym kontynencie, typu "Jesteśmy Behemoth z Europy". Tutaj Nergal obraża moje uczucia patriotyczne za pewne jak i wielu polskich fanów, którzy w końcu widzą w nim wybitego krajana, a on od tak sobie pokazuje swoją europejskość ...  Nie podoba mi się kontynuacja sloganu z płaceniem podatków ... Jest tam trochę znajomości z ludźmi show biznesu, których nie cierpię. Mniejsza o to.

No, nie jestem też fanem anarchii czy chaosu, wolę harmonię i porządek, ale cóż, to akurat mi nie przeszkadza w naszym artyście. Artystów ocenia się po muzyce.

Dużo jest za to mądrych (w moim subiektywnym odczuciu) wypowiedzi. Nergal jawi się jako bezkompromisowiec, który we wszystkim ma własne zdanie. To jest jego główna zaleta, nie stawia sobie barier i nie lubi szufladkowania. Podobają mi się pewne hasła, na które się powołuje m.in.: "Ludzie jedzcie gówno, miliony much nie mogą się mylić!", albo cytat z Bertranda Russela "To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości". Jego krytyczna ocena społeczeństwa polskiego, poglądy na katolicyzm i chrześcijaństwo. Dokładny obraz świętości narodu i miłości do bliźniego ... Podoba mi się stwierdzenie, że wojny w chwili obecnej nie mają charakteru romantycznego tylko polityczny (ja też bym zwiał z kraju, gdybym miał umierać za naszych polityków, gdyby co może znajdzie się dla mnie miejsce w bagażniku ...). Wzruszył mnie opis Ameryki i jej kibli. Aż tak źle być nie może, ale wierzę Nergalowi. Krytyka klaskania w samolocie. Indywidualne podejście do kwestii image'u, ubioru. Traktowanie raka jako walki samej w sobie. No i fragment o Zbyszku Hołdysie:

Świetnie! O to właśnie chodzi z wolnością. On ma swoje zdanie, a ja swoje. I obaj możemy głośno je wyrażać. Nie musimy sobie skakać do gardeł. Tymczasem internet ukrzyżował Zbyszka. Usta próbowali kneblować mu ludzie, którzy rzekomo walczą o wolność. Nie ogarniam tego. (s.298)

Świat jest pełen paradoksów. Tutaj podobają mi się argumenty Nergala co do piractwa nagraniowego czy ACTA. Interesujący był opis choroby i leczenie jej. Najbardziej wciągnęły mnie oczywiście kwestie związane z trasami koncertowymi, spotkaniami z muzykami i generalny metal life.

Książkę zdecydowanie polecam. Choć są tam rzeczy, które mnie osobiście gorszą (tak, tak dobrze myślicie, jestem wrogiem poprawności politycznej i wszystkiego co się z tym pojęciem wiąże), to uważam, że Nergal może być wzorem dla wielu osób. Ma dużą wiedzę, jest inteligentny, nie boi się idiotycznego tabu, które tworzy głupie społeczeństwo (tak w mikro, jak i makro-skali). Wychodzi poza ramy - nie jest takim "true", inspiracje muzyczne czerpie z wielu gatunków muzycznych, podobnie jak i kwestie światopoglądowe. Zuch człowiek. 

Tylko nie bierzcie przykładu z Nergala jeśli chodzi o plan spalenia kościoła. Tym jednak w swojej biografii tak nie zaszpanował, jak bracia  w czerni ze Skandynawii. Ale czy ktoś mówi, że to źle?

Na półce leży ładna Biblia ... Co by tak tu zrobić?

Może włączę sobie "Hidden in a fog", bo to mój ulubiony utwór Behemotha, a Biblia niech pokrywa się kurzem dalej ...