Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Banek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Banek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 czerwca 2013

Kazimierz Banek „W kręgu Hermesa Trismegistosa”





Warto poświęcić kilka dni na szczegółowe przeczytanie książki prof. Kazimierza Banka, która stanowi rozwinięcie opublikowanego wcześniej artykułu tegoż autora.

W centrum uwagi głównego tematu książki pozostaje tajemnicze, synkretyczne, gnostyczne bóstwo, pomimo tego autor porusza wiele kwestii z działalności i życia starożytnych filozofów, magów i wybitnych postaci z rejonu Basenu Morza Śródziemnego. 

Dowiadujemy się ciekawostek na temat przenikania się kultur, życia m.in. Platona, historii Mojżesza, proroków, emigracji Greków do Aleksandrii etc.  Poruszane są zagadnienia ewolucji kultów i bogów m.in. w starożytnym Egipcie. Przekrój przez praktycznie wszystkie państwa tamtego rejonu.

Po raz kolejny nasuwają się myśli ze szkoły podstawowej, kiedy to człowiek na lekcjach znienawidzonej matematyki zastanawiał się dlaczego kwadraty magiczne nazywa się tak nie inaczej? Nie wspomnę już o twierdzeniach Pitagorasa, którego prawdopodobna wiedza i umiejętności przekraczały talenty zwykłych śmiertelników. Dlaczego dzieci się nie uczy, że wielcy starożytni ludzie, byli też potężnymi magami? 

Z ważniejszych tez przedstawionych w tej książce ciekawe są dywagacje autora na temat roli jaką odegrały państwa greckie na rozwój hermetyzmu. Autor przybliża się w kierunku tej teorii, podobnie jak kilku innych naukowców, czyniąc z Grecji kolebkę tegoż systemu w przeciwieństwie do lansowanego przez większość badaczy Egiptu. 

Podobają mi się rozważania autora na temat nauki, tego jak przypadki decydowały o wielkich odkryciach i czym są czasami teorie naukowe.
Sam uważam, że nauka jest skorumpowana i wiele tez powstaje pod publikę, pomimo, że tak naprawdę nie mają one nic wspólnego z prawdą i nawet ich odkrywcy o tym doskonale wiedzą. A wszystko i tak wychodzi po cichu po upływie paru lat. 

Zdziwiły mnie za to rozważania autora na temat bogów i tego, dlaczego np. pozwolili ginąć swoim wyznawcom.
Chętnie polemicznie odbiłbym tę dyskusję w inną stronę (jako gorliwy poganin, powiem w skrócie) – bogów tak naprawdę nie da się zrozumieć.  Tak samo jak pewnych energii, które powstają po śmierci ludzi (np. eksterminowanych masowo w obozach zagłady). Tam, w miejscach, gdzie się to działo coś krąży, ale okiełznanie tego jest niezwykle trudne nawet dla doświadczonych magów, ezoteryków, radiestetów etc. Cóż, człowieka nie można dobrze rozszyfrować, a co dopiero transcendentne byty, które niejednokrotnie podobnie jak ludzie przejawiają chaotyczną naturę i pojęcie ich „jestestwa” jest niemożliwe. 

Ciekawe były rozważania starożytnych o czymś, co jak się powszechnie wydaje  pochodzi z prac Dion Fortune. Otóż, tezy, że wszyscy bogowie są tak naprawdę jednym bogiem i wszystkie boginie to tak naprawdę twarze jednej Wielkiej Bogini znalazło swój oddźwięk wieki temu. Fragment modlitwy do Izydy myrionymos (czyli „o tysiącu imion”):


Gdziekolwiek żyją ludzie na szerokim świecie,
Trakowie, Hellenowie, różni barbarzyńcy,
Twego imienia, które wszędzie szanowane,
Każdy w języku własnym w własnym wzywa kraju,
W Syrii zwą cię Astarte albo Artemidą,
Lub Anają, a w Licji znów Władczynią Leto,
Trakowie Matką Bogów ciebie nazywają,
Hellenowie zaś Herą albo Afrodytą,
Dobrą Hestią i Reą, Łaskawą Demeter,
A Egipcjanie – Thiouis, bo ty jedna jesteś
Wszystkimi boginiami, jakie czczą na ziemi.
(strona 133, cytat za A. Świderkówna, Życie codzienne w Egipcie greckich papirusów, Warszawa 1983, s.129)


Inna ciekawostka z rangi doskonałych dotyczy faraona Amazisa (570-526 p.n.e.):


Posiadał wielkie skarby, a wśród nich złota miednicę, „w której sam Amazys i wszyscy jego goście zawsze myli nogi. Tę wiec miednicę kazał rozbić i z jej materiału sporządzić posąg boga, który ustawił w najbardziej odpowiednim punkcie miasta. A Egipcjanie przychodzili do tego posągu i oddawali mu wielka cześć. Kiedy Amazys dowiedział się o postępowaniu ziomków, zwołał Egipcjan i wyjaśnił im, że posąg zrobiony jest z miednicy, do której przedtem Egipcjanie pluli i sikali, i nogi w niej myli, teraz zaś wielką jej cześć oddają” (cytat za Herodot, II 172). Ten sam Amazis, zanim jeszcze został faraonem, prowadził dość swobodny tryb życia. Kiedy brakowało mu pieniędzy na dalsze zabawy, „krążył po domach i dopuszczał się kradzieży. Jeśli potem okradzeni twierdzili, że posiada ich rzeczy, a on się wypierał, prowadzili go do pierwszej, lepszej, jaką kto znał wyroczni. Jakoż w wielu wypadkach uznawały go wyrocznie za winnego, ale nieraz też był uniewinniany. Skoro więc został królem, tak sobie postąpił: o świątynie tych bogów, którzy uwolnili go od zarzutu kradzieży, nie troszczył się i nic nie dawał na ich wyposażenie, a także nie odwiedzał ich, aby bogom złożyć ofiarę, ponieważ nie są nic warci, a ich wyrocznie zawodzą. Ale o tych bogów, co go jak złodzieja skazali, miał szczególne staranie, ponieważ naprawdę byli bogami i niezawodnych udzielali wyroczni”. (s.178-179)


Jakby to skomentować? Niejedno drzewo obsikałem i na pewno z niejednego drzewa zrobiono papier, meble czy może nawet święte, drewniane figurki…

Wciąga ostatni rozdział, w którym niemalże w pigułkowej wersji Banek przedstawia całą historię współczesnej magii i rozmaitych grup okultystycznych, z którymi współżyjemy w dniu dzisiejszym. Nie zabrakło wzmianek o ukochanej przeze mnie wicca. No, tyle, że autor tutaj powołał się na pracę Renaty Furman, przez co pisząc językiem piłkarzy – strzelił sobie samobója.  Kilka powielanych pierdół się niestety pojawiło.

Książka świetna, oparta na dużej ilości dobrych źródeł. Gorąco polecam!

czwartek, 29 listopada 2012

Hermaion nr 1/2012 "Mity i mistyfikacje zachodniej tradycji ezoterycznej"




Ponieważ każdy wyjątek potwierdza regułę, stwierdziłem, że na "Agōgē Ræderze" napiszę kilka słów nie o książce, ale jej alter ego, jakim jest zbiór artykułów naukowych, stopionych w jedną całość w formie periodyku. 

Hermaion nr 1/2012 "Mity i mistyfikacje zachodniej tradycji ezoterycznej" to zbiór tekstów poświęconych skądinąd wszystkim znanej tematyce magii, okultyzmu, ezoteryki etc. Czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy, a sprzeczne jest z naukami Kościołów monoteistycznych.

Na wstępie Dariusz Misiuna zwraca uwagę na pojęcie "ezoteryka", które zatraciło swój pierwotny sens. Dalej, Kazimierz Banek (znany już skądinąd na tym blogu) wyczerpuje dogłębnie temat Hermesa Trismegistosa. Jacek Sieradzan, którego cenię za dwie książki ("Jezus Magus" oraz "Od kultu do zbrodni") dostrzega magię w dziełach, mentalności starożytnych filozofów i ich kontynuatorów. Piotr Piotrowski, krótko, acz zwięźle przedstawia nam czym jest astrologia? Jak się zrodziła? Jak rozwijała etc.? Jerzy Prokopiuk powalił z nóg kwestiami grzechu. Wspominając o wicca na samym początki, wiedziałem, że warto będzie czytać dalej. Mirosław Piróg z wszystkich tutaj obecnych niesamowicie wprowadził w kwestie uwielbianego przeze mnie C.G. Junga. Kwestie te dalej rozwinął Bartosz Samitowski. Jest trochę na temat mitu (Tomasz Stawiszyński), o Crowleyu (Krzysztof Grudnik), masonerii (Tadeusz Cegielski), Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku (Rafał T. Prinke),  spirytyzmie (Anna Mikołejko), satanizmie (Zbigniew Łagosz, Michał Kihinicki) i paru innych pomniejszych kwestiach.

Ciekawostek całe mnóstwo. Nie wiedziałem np., że Jung miewał wizje. Zaciekawiły mnie kwestie satanistycznych czarnych mszy na warszawskim Żoliborzu przy okazji Czesława Czyńskiego. Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku jest niemalże kolebką wszystkich stowarzyszeń okultystycznych, jakie wyrosły na jego bazie. Dużo nowości się dowiedziałem na temat Zakonu Martynistów. W końcu pojawiają się informacje, wskazujące na to, że w Polsce też się wiele działo, nie tylko widzimy Anglię i tamtejsze grono. Wciągnął mnie wątek kilku nieznanych mi dotąd organizacji satanistycznych: Order of the Nine Angles, Katedrze Czarnego Kozła. Kurcze, tę drugą założył mój rówieśnik. Nie wiedziałem też, że Anton Szandor LaVey znęcał się nad rodziną, co skrzętnie ukrył przed mediami, które zawsze go przedstawiały jako porządnego ojca rodziny (nie pomyślałem, że rozwody mogą na wiele wskazywać). Zaciekawił mnie  stosunek Eliphasa Leviego do polskiego narodu i znajomości z kilkoma osobami z tego kręgu. Także wątek o teoriach spiskowych skłania do refleksji. Gdzieś tam jest ten "hostis otiosus", amoralny nadczłowiek o niemal nieskończonych możliwościach, któremu musi się sprzeciwić grupa bohaterów. Coś w tym jest - przypominają mi się bajki i kompleks Edypa. Może gdzieś tu to zjawisko ma swoje korzenie? Widzenie go autentycznie uważane jest za chorobę psychiczną (szkoda, że akurat z tą tezą się wyjątkowo nie zgadzam). Rozśmieszyła mnie metafora o "inicjacji na raty" (nie gniewajcie się drodzy znajomi, nie powiem którzy, o ile czytacie ten post). A wstęp z publikacji Prokopiuka jest niesamowity:

"... Jak wiadomo, główną bronią duszy przed zakusami Ducha, tyrana czyniącego jej gwałt, jest świadomość ludzka inspirowana przez archetypy animy i Wielkiej Matki, przede wszystkim zaś nasze "ja" zwane niższym, czyli ego. (...) Męski duch narzuca  macierzyńskiej duszy i jej "synowi", ego, pojętemu jako "centrum świadomości" - poza warunkami ontycznymi i epistemicznymi - także surowy kodeks nakazów i zakazów moralnych oraz kryteriów i kanonów estetycznych. (...) Oczywiście, pamiętamy, że nasze "duszne" ego ma także swojego "ojca" czy "starszego brata" - zdemaskowane przez Freuda superego. [...] (s.68)
 A dalej przykłady z Biblii, apokryfów ... Spodobał mi się motyw węża, który pragnie Adamowi odbić Ewę. Stąd nakłania ją do zjedzenia jabłka. Świetne.

Oczywiście wymieniam tylko najbardziej rzucające się w oczy ciekawostki, bo same rozważania i informacje wnoszą wiele do polskiej nauki.

Ten numer wart jest grzechu. Wart jest swojej ceny. Gorąco polecam!

poniedziałek, 13 lutego 2012

Kazimierz Banek "Opowieść o włosach"






Jeśli ktoś chciałby szerzej poznać ukryte przez tysiąclecia znaczenie włosów (tak na głowie jak i na całej reszcie ciała), brody czy paznokci, tak jak to miało miejsce u większości światowych kultur, to gorąco polecam książkę autorstwa prof. Kazimierza Banka pt. "Opowieść o włosach. Zwyczaje-rytuały-symbolika", wydawnictwo Trio, Warszawa 2010. 

Autor opisuje szczegółowo znaczenie włosów na przestrzeni wieków na wszystkich kontynentach. Mamy tutaj włosy opisane m.in. jako symbol mocy, ich znaczenie w mitach, religiach (np. pukle włosów składane w ofierze, włosy jako symbol przysiąg, rytualne postrzyżyny, rola włosów u kapłanów), kulturach (m.in. żałobne strzyżenie lub zapuszczanie włosów, specyficzne fryzury i ich kontrolowanie przez władze w Chinach). Jak widzimy włosy mogły mieć znaczenie pokutne, symbolizować  bunt, dojrzałość płciową, wolność lub przeciwnie np. strzyżenie mogło oznaczać status niewolnika. Dlaczego jedni bogowie mieli brodę i wąsy, a drudzy ich całkowity brak? Czym różniła się symbolika włosów w Egipcie od symboliki greckiej? Jak to jest, że kapłani jednych religii nosili długie włosy, innych golili głowy na łyso? Jak się do tego odniosło chrześcijaństwo? Jakie jest obecnie znaczenie włosów we współczesnej kulturze popularnej? O tym wszystkim  przeczytacie w niniejszym opracowaniu. 

Autor na wstępie przedstawia znaczenie znaków i symboli, kończąc zwraca uwagę, na arbitralność tego fenomenu (jest tu m.in. opisany ciekawy przypadek nieznajomości symboliki pomiędzy Persami i Scytami, który w efekcie pomiędzy Dariuszem I a Idantyrsosem doprowadził do ciekawego rezultatu w bitwie). 

Do ciekawostek wartych uwagi należy niewątpliwie wzmianka o buntownikach chińskich. Cesarz Shun-zhi,  8 lipca 1645 roku wydał dekret o nowej, przymusowej fryzurze Chińczyków, którzy od tej pory nosić mieli specyficzny warkocz na wygolonej głowie. Kto się nie podporządkował - stracił życie. Nie brakowało buntowników. W samym mieście Zhiangin stracono 172 tyś. ludzi, a ich ścięte głowy nabito na kije bambusowe i wystawiono na widok publiczny. Tak, warto na to zwrócić uwagę, gdyż wielu ludzi dostrzega ten fenomen za czasów cara Piotra I Wielkiego, kiedy bojarzy nie obcięli bród zgodnie z wymogiem władcy, poszło kilka tysięcy głów ... Jak widzimy w porównaniu z Chinami, nie jest to żadne osiągnięcie. 

Sam kiedyś nosiłem długie włosy, podobały mi się wzmianki o długich włosach jako symbolu pogaństwa w Polsce i na Litwie (bo np. śmieszne fryzury pogan węgierskich, opisywane w książce, nie przypadły mi specjalnie do gustu i wolałbym się nie inspirować tą kulturą w tym przypadku), o śmierci książąt frankońskich, synów Chrodehildy, którzy zginęli w wieku siedmiu i dziesięciu lat, gdyż matka nie pozwoliła na pozbawienie ich władzy poprzez symboliczne ścięcie im włosów. Także dzielni długowłosi buntownicy w Chinach - chwałą im za odwagę i poświęcenie w walce z systemem. 

Z ciekawostek jakie wyłapałem, zadziwił mnie jeszcze japoński zwyczaj kąpania się matek z dziećmi nawet po tym, jak osiągnęły już dojrzałość płciową (no cóż, jak podkreśla autor swoboda seksualna w Japonii dawniej była normą, przypomina mi to trochę Finlandię i sauny). 

Nie będę zdradzał reszty szczegółów, żeby nie zniechęcać wszystkich do czytania. Książka warta uwagi, świetna powtórka ze znajomości historii, dawnych kultur, wierzeń i praktyk, po opis czasów bieżących.