Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Greczyszyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Greczyszyn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 kwietnia 2017

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn „Obrzęd dziadów. Jak wykonać go skutecznie”




Znając życie, ludzie zaczną góglować słowo klucz „dziady” w październiku z racji zbliżającego się święta o chtonicznej naturze. Pewnie przy tej okazji trafią na niniejszy post napisany w dosyć specyficznym terminie – znajdujemy się na mapie czasu po dziadach wiosennych tuż przed świętem znanym wśród celtyzujących neopogan jako Cethsamhain. Właściwie to mawiają oni „Beltaine”, ale że nazwa Cethsamhain oznacza „przeciwko Samhain” nie zawahałem się jej tu użyć. Dla mnie to i tak Wigilia Majowa, a pewne elementy jej celebrowania w naszej kulturze zachowały się na długo po chrystianizacji; odnotowane zostały przez kronikarzy i folklorystów przy okazji różnych „chrześcijańskich” świąt z okresu późnowiosennego. Mam tu na myśli „Katalog magii” Rudolfa z Rud Raciborskich, wzmianki o święcie Stada, opisy zabobonów z okazji Zielonych Świątek. 

Tak czy siak, jesteśmy kalendarzowo umiejscowieni w okresie silnie związanym z kultem zmarłych w kulturze słowiańskiej, tyle, że trochę bagatelizowanym współcześnie. Na dobrą sprawę oprócz krakowskiej Rękawki, prawosławnej Wielkanocy gdzie raz do roku wspomina się zmarłych pozostają tylko prywatne obrzędy rodzimowierców. O wiosennym kulcie duchów nic się jako tako nie mówi.

Ale dobra, dla kontrastu obrócę to nieszczęsne koło roku o sto osiemdziesiąt stopni chociaż i w tym czasie można dokonać wielu ciekawych praktyk z poczciwymi nieboszczykami. 

„Obrzęd dziadów. Jak wykonać go skutecznie” to niedługa acz wnikliwa propozycja rytuału na jesienne święto Dziadów autorstwa Jacka Greczyszyna. Na początku kilka historii o przeprowadzonych obrzędach, ich efektach i opiniach uczestników. Potem ułożenie święta Dziadów na planie przenikających naszą rzeczywistość kultur. 

Bardzo przypadła mi do gustu krytyka świętowania w wykonaniu rodzimowierców. Na dobrą sprawę również dostrzegam w tym tylko teatr. Bez próby nawiązania bezpośredniej łączności z duchami, czy to widzenia ich przez mgłę oparów kadzideł, czy próbę kontaktu w inny sposób (już nawet tfu, tfu za pośrednictwem środków halucynogennych lub tabliczek Ouija) wszelkie formy scenicznych rytuałów uważam za puste i nie widzę większego sensu ich wykonywania. Trochę na myśl nasuwa mi się scena z jednego odcinka kultowego serialu „Włatcy Móch” podczas której Higienistka wylewa wódkę litrami na grób zmarłego męża, który obserwuje ją z ukrycia z towarzyszem Pułkownikiem i kompletnie nie może pojąć po co ona to robi w ten sposób? Myślę, że rytuały z tej okazji powinny bardziej przypominać obrzęd szamański, czarowniczy niż być tylko spektaklem. W każdym razie trans mile widziany. 

W dalszej części książki następuje opis przebiegu obrzędu, a także porady z jakimi ludźmi powinien zostać przeprowadzony. Kilka opcji, wiele przemyśleń i co da się zauważyć gołym okiem – rytuał ten nie jest taki łatwy do zapamiętania. Trzeba go uważnie przestudiować, żeby nie zrobić czegoś źle. Istotnym elementem jest wywołanie odpowiedniego stanu; wyciągnięcie z rozmowy z duchem wystarczająco dużych korzyści i przede wszystkim o bezpieczeństwo. Odprawienie tego typu obrzędu wiem, że nie jest łatwą sprawą, często wymaga długotrwałych przygotowań i pracy nad sobą.

Jest to oczywiście jedna z propozycji celebrowania dziadów, ale muszę przyznać, że sensowna. Cały rytuał jest oczywiście utrzymany w duchu twórczości Greczyszyna, pojawiają się znane nam alfabety, pojęcia pisane przyjaznym językiem. Oczywiście wykorzystanie ich jest opcjonalne, niemniej żeby dobrze przeprowadzić cały ceremoniał trzeba nauczyć się detali. Dużo teorii i precyzyjne szczegóły teorii i praktyki są głównym atutem tej pracy.

Dla wszystkich miłośników jesiennego święta jest to cenny zabytek literacki. 

Gorąco polecam!

czwartek, 19 stycznia 2017

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn „Biełwica. Obrazowanie”


Zastanawiam się często, co powoduje taką popularność nowych, słowiańskich alfabetów? Czy jest to okoliczność,  że pisma Słowian Wschodnich i Południowych, wyróżniają się innością na tle popularnego na całym świecie alfabetu łacińskiego? Kiedy podróżujemy do krajów, w których mieszkańcy stosują inne abecadła niż nasz intryguje i zaciekawia nas ta egzotyka. Każda kultura jest unikatowa na swój sposób, podobnie jak język i sposób jego zapisu. Tą regułę dostrzegamy w krajach słowiańskich - bułgarska, ukraińska czy rosyjska cyrylica, są unikatowe. Wydawać się może, że Słowianie nie gęsi, swoje alfabety mają. No, ale co z Polską? Jak zwykle i tutaj mamy lukę do wypełnienia, także w związku z brakami w liternictwie. 

Nasze przedchrześcijańskie pismo to już tylko mity i legendy w przeciwieństwie np. do nordyckich run. Do dziś wróżą z nich wiedźmy, masowo wykorzystuje się ich symbolikę i grafikę, a także stosuje np.  do medytacji i innych celów. Kultura masowa i moda na przedchrześcijańskość w Europie powodują, że odnajdujemy je nawet na stylizowanych koszulkach z popularnymi pro - pogańskimi hasłami lub jako motywy zdobiące noszonych na szyjach talizmanów.  

Tytułowa „Biełwica”, zwana także pierwotną, słowiańską runicą, to kolejny, stworzony na nowo słowiański alfabet. W przeciwieństwie do „Głęgolicy”, nie jest ona w pełni autorskim projektem Jacka Greczyszyna. O obiecadle tym, pisał już wcześniej Winicjusz Kossakowski w pracy „Polskie runy przemówiły”, a także Feliks Gruszka, który w rękopisie „Runy słowiańskie”, po raz pierwszy użył tej nazwy. Jako prekursorskie pozycje wyjściowe, inspirujące autora,  „Siwy Jar” podaje także dokonania Joachima Lelewela i Wawrzyńca Surowieckiego. 

Celem tego, krótkiego opracowania jest wykazanie przez autora, że właśnie taki układ znaków jest zdecydowanie lepszy od tych, proponowanych przez jego poprzedników. Greczyszyn wykonał tutaj podobny krok jak Aleister Crowley, który w stworzonym przez siebie zestawie Tarota, zamienił znaczeniem i numerami karty „Sprawiedliwość” i „Siłę”. Zmiana ułożeń pewnych symboli, a także towarzyszące temu opracowanie powoduje, że cały system w sposób istotny zmienia znaczenie. Tutaj również spotykamy tę samą sytuację. Niestety, to zjawisko nie jest  łatwe do wytłumaczenia ludziom, którzy nie czują magii i nie rozumieją określonej symboliki płynącej z kart. Intuicja podpowiada mi jednak, że zmiany dokonane w omawianej w tym poście książce, również fundamentalnie zmieniają pewne schematy i układy. Powoduje to, że praca z nimi staje się łatwiejsza dla odbiorcy, ponieważ biełwica została tutaj zgrabnie i logicznie przekształcona w zwarty, słowiański, ezoteryczny system opracowany na bazie liter. 

Naturalne połączenie biełwicy z duchowością dawnych Słowian, wpływa doskonale na jej jakość. Znakom przypisani są poszczególni bogowie, ich działające siły.  Greczyszyn przedstawia także sposoby wykorzystywania jej we wróżbiarstwie i podaje zwarte metody ich wykorzystania, podobne do tych opracowanych w „Głęgolicy”. 

Kolejne ciekawe opracowanie napisane odchwaszczoną polszczyzną. Podoba mi się stosowane słownictwo, styl , przekaz i ideały. W swoim,  docenionym już wielokrotnie stylu (a może wypada już napisać „siwojarskim stylu”?) autor  pokazuje, że można stworzyć własny system tylko wówczas, gdy zna się doskonale podstawy ezoteryki. Szkoda, że o Zakonie 40i4, autorskim projekcie twórcy niniejszej książki, nie jest w Polsce tak głośno jak o importowanych stowarzyszeniach ezoterycznych, które często gęsto bezkrytycznie przyjmują wzorce zachodnie nie bacząc ile ciekawych koncepcji może dać im polska kultura. 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn „Glęgolica: obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu tudzież pismo głębokiego wnętrza”


Do chwili obecnej,  jedyną znaną mi grupą neopogańską, silnie akcentującą rolę języka w swojej liturgii, był „Klan Ausran” z Łodzi. Stowarzyszenie to w swojej sferze religijnej odwołuje się jednak wyłącznie do praindoeuropejskich wierzeń. Temat przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny, na dobrą sprawę nigdy, nie stał się obiektem szerszego zainteresowania  neopogan, stawiających na pierwszym miejscu naszą spuściznę językową. Aż do dzisiaj …

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn wiele lat temu, dał się poznać jako  autor jednej z pierwszych gier fabularnych, opartych na wierzeniach słowiańskich, pt. „Kruki urojenia” (1995). Kilka lat  później stworzył fenomenalnego i nowatorskiego „Tarota słowiańskiego” (ponownie wydanego jako „Tarot 40i4” w 2009). Jest także autorem publikacji: „Stanice – Chorągwie bogów” (2014), „Glęgolica – Obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu” (2015), „Nadaj herb Swojemu Rodowi. opracowanie herbu i rytuały umożliwiające rozmowę z duchami rodu” (2015). W przeszłości stworzył ramy programowe organizacji Zakon 40i4; opartej na „etnoteurgii”, której herbem była charakterystyczna i niezwykle interesująca plastycznie swastyka, złożona z czterech czwórek, tworzących centralnie biało – czerwoną szachownicę, odwrotną kolorystycznie niż występująca na naszych, lotniczych oznakowaniach wojskowych. Podstawy swojego ruchu zawarł w skrypcie pt. „Stopień ucznia zakonu 40i4. Pierwszy stopień kapłaństwa starożytney bogini Polski”.

W swojej twórczości i działalności, rozwijającej dotychczasowe zainteresowania, Greczyszyn zrobił milowy krok w nowym, prekursorskim  kierunku ezoteryczno – lingwistycznym. Jak mniema przetworzył słowiańskie obiecadła. 

Poza samymi literami, autor przedstawił także możliwości wszechstronnego zastosowania alfabetu, zarówno we wróżbiarstwie, medytacji jak i specjalnie opracowanych  dla niego  rytuałach.

Tym sposobem, autor prekursorsko wypełnił istotną lukę w polskim ruchu ezoterycznym i rodzimowierczym. 

Książka: „Glęgolica: obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu tudzież pismo głębokiego wnętrza”, to bazujący na bułgarskiej głagolicy pierwszy alfabet, stworzony z myślą o Polakach. Drugim, podobnie opracowanym w nowej interpretacji przez Greczyszyna, jest jeszcze „Biełwica”, ale  zajmiemy się nim przy innej okazji. 



Dzieło Greczyszyna cechuje się znakomitą znajomością i adaptacją polskiego słownictwa i wierzeń - obiecadło, liczydło, glęgolica to tylko niektóre, wybrane  przykłady. Stosowany "odchwaszczony" język; rzadko zawierający słowa pochodzące ze słownika wyrazów obcych, dodatkowo naduje mu unikatowego charakteru. Autor na wstępie zwraca uwagę, że Glęgolica jako system duchowy, może zostać odczytany także przez osoby spoza naszego kręgu kulturowego. Następuje tutaj więc swoisty paradoks – choć książka powstała z myślą o Polakach, cechuje ją szeroki uniwersalizm. Tworząc alfabet, autor czerpał inspiracje m.in. z kabalistycznej gematrii, sugerował się badaniami radiestezyjnymi i tematem zaklęć. Silny akcent praktyk, przy zastosowaniu Glęgolicy pada na pola, figury geometryczne, bieguny.

Autor wiedzę czerpał z alternatywnych źródeł historycznych. No i właśnie – nasuwa mi się tutaj pytanie, czy aby na pewno, pisząc o istnieniu dawnych alfabetów wykorzystał źródła najbardziej wiarygodne? Wykorzystywanie pewnych naukowych perełek, jasno wskazuje, że „Siwy Jar” bardzo dobrze przestudiował temat. Można tylko postawić pytanie, czy wnioski wysnute na bazie prac uczonych ocenianych jako kontrowersyjni, są finalnie właściwe? Nie wiemy w końcu na dzień dzisiejszy czy faktycznie Słowianie mieli własne  alfabety i znali pismo? Nauka oficjalnie mówi, że nie. Jak by nie rozsądzać, po prawdzie nie ma to i tak większego znaczenia wobec bezdyskusyjnych walorów książki. 




Greczyszyn wykorzystuje m.in. terminologię z „Księgi Welesa”, podobnie jak postacie „Białoboga i Czernoboga”, czego jednak nie można mieć mu za złe. W ezoteryce występują zupełnie inne reguły, niż w klasycznym, rodzimowierstwie słowiańskim. Opisując pewne zjawiska, można śmiało i bez ograniczeń inspirować się  czyjąś wyobraźnią, mitami, obcymi systemami religijnymi a nawet tylko obiegowymi opiniami, celem wyjaśnienia i zobrazowania mechanizmów działania różnych, niewidocznych gołym okiem fenomenów.

Ezoteryka (choćby oparta na religii dawnych Słowian) a klasyczny neopogański rekonstrukcjonizm (jak np. rodzimowierstwo słowiańskie), są wbrew pozorom oddalonymi od siebie systemami, nawet jeśli cechują je wspólne elementy. W ezoteryce, możemy wykorzystywać pewne terminy, pojęcia, sposoby podziału Wszechświata w trakcie konstruowania zaklęcia, mitu czy rytuału magicznego.  Zastosowane tego w klasycznym rodzimowierstwie, byłoby  zwyczajnie zabawne. 

Bardzo ciekawe są koncepcje biegunów, kątyny i pola mocy – po dogłębnym zapoznaniu się z Tarotem Słowiańskim stwierdzam, że wszystko zachowane jest w starym, niezmiennie bardzo dobrym, słowiańskim i klasycznym stylu Jacka Greczyszyna. Muszę jednak wszystkich przestrzec, że praktyki stworzone przez autora, wymagają silnego zaangażowania; chwila nieuwagi, tracimy wątek i musimy wszystko powtarzać. Niemniej, w mojej ocenie - Alfabet rewelacyjny. Duch Słowiańszczyzny jest obecny w każdej literze! 

Pracę, gorąco polecam wszystkim miłośnikom lingwistyki, ezoteryki i duchowości opartej na Słowiańszczyźnie! 

Polecane linki: 

wtorek, 27 maja 2014

"Stopień ucznia zakonu 40i4"



"Stopień ucznia zakonu 40i4. Pierwszy stopień kapłaństwa starożytney bogini Polski" to krótkie, acz fenomenalne dzieło wprowadzające do czegoś, co możemy określić mianem rodzimego okultyzmu. Użyte przez autora słowo "rodowierstwo" też jest nie byle sobie.

Jak już wspominałem przy okazji "Tarota słowiańskiego", bardzo mało jest stowarzyszeń okultystycznych poszukujących inspiracji w rodzimych, słowiańskich wierzeniach. W końcu mamy krok w lepszym kierunku.

Dla żółtodziobów wstępne przeczytanie "Stopnia ucznia zakonu 40i4" może się wydawać dziwacznym, niezrozumiałym bełkotem, w którym mało można dostrzec sensu. Jednak jeśli ktoś od lat studiował hermetyzm, czarostwo, kwestie polityczne Polski, historię, religie i kulturę przedchrześcijańskich Słowian wówczas szybko dostrzeże płynny przekaz tej książki. Więc jest to lektura dla osób zaawansowanych. Młodzi badacze tematu stwierdzą co najwyżej, że to kolejny Slavic Fiction. Ale nie przejmujmy się opinią nastolatków, ani innych osób, którym wydaje się, że wszystko wiedzą najlepiej, a nie wiedzą nawet 5%.

Zakon 40i4 to stowarzyszenie, którego założenia doktrynalne, kultowe i organizacyjne przedstawia właśnie rzeczona książka. Autor przejawia w niej inspirację Słowiańszczyzną, dawnymi wierzeniami, językiem, ale nie pomija innych ciekawych zagadnień, takich jak choćby hermetyzm, przekładając go na lokalne warunki. Książka zawiera tłumaczenie fragmentów "Księgi Welesa", opis struktury i poszczególnych stopni inicjacji Zakonu. Bardzo istotny jest "Przekaz", historia Słowian i "Postanowienia".

Jako inicjowany wiccanin stwierdzam, że niektóre fragmenty są wisienką na torcie: 

Nie buduj swego ego faktem uczestnictwa w bractwie. Najlepiej nie wspominaj o tym nikomu. A tym bardziej o rozmowach, ani o osobach, które są członkami bractwa.

 czy np.: 

Po czterdziestu dniach nawiązać kontakt z bractwem w celu ustalenia terminu rytuału dopuszczającego do stopnia Żaka. 

Widać, że autor posłużył się dużą wiedzą pisząc to krótkie dzieło. Inspiracje czerpał z wielu źródeł (zamieszczenie twórczości Zygmunta Rumela uważam za doskonały pomysł). 

Sam pomysł Zakonu 40i4 także uważam za interesujący i liczę no to, że w przyszłości loże tejże organizacji zdominują rynek polskiej duchowości i staną się alternatywą dla cieszących się znacznie większą jak dotychczas popularnością w naszym kraju nurtów Zachodniej tradycji ezotercznej, systemów takich jak tradycyjna wicca, thelema czy choćby nurtów wyrosłych na bazie nauk Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku. 

Książkę gorąco polecam! 

środa, 19 lutego 2014

Jacek Stanisław Greczyszyn "Tarot słowiański"







Moi znajomi bynajmniej nie jeden raz prosili mnie o opinię dotyczącą "Słowiańskiego tarota" autorstwa Jacka Stanisława Greczyszyna.

Uznałem, że skoro prowadzę ten blog i temat jest wdzięczny, koniecznym jest poświęcenie temu zagadnieniu przynajmniej kilku zdań.

Zapotrzebowanie na "Tarota słowiańskiego" zaistniało prawdopodobnie w świadomości rodaków już dawno temu. Scott Simpson pisząc w swojej książce "Native Faith. Polish Neo-Paganism at the Brink of the 21st Century" o "Wyroczni słowiańskiej" autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego zidentyfikował ją z "tarotem słowiańskim". I choć z prawdziwym tarotem, nie ma ona wiele wspólnego, to jednak sama idea nawiązania do klasyki musiała z czasem  zaistnieć w umysłach polskich neopogan. 

Coś jest na rzeczy, skoro na konferencji naukowej "Neo-Pagan and Native Faith Movements in the Central and Eastern Europe" organizowanej wspólnie przez Akademię Krakowską im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego i Uniwersytet Jagielloński, na wystawie w gablotkach w Bibliotece Jagiellońskiej, "Wyrocznia słowiańska" pojawiła się w sąsiedztwie "Tarota słowiańskiego" (patrz zdjęcie).


Tak więc "Słowiański tarot" znalazł się w doborowym towarzystwie panteonu zasłużonych dla sprawy Słowiańszczyzny. Nawiasem mówiąc, uważam, że ze wszech miar słusznie, bo jest tego wart.

IDEA

Wiele lat temu, kiedy rozpoczynałem swoją przygodę ze "słowiańską wicca" (jak swój system religijno-magiczny wówczas nazywałem), bardzo byłem łasy na wpływy lokalne, których w podręcznikach pisanych przez wiedźmy (płci obojga) niestety zwyczajnie brakowało. Alergicznie reagowałem na bezkrytyczne przyjmowanie obcych wzorców, nie przystających do geografii występowania zjawiska. Stąd też dystansowałem się do idei głoszonych przez m.in.  wyznawców Asatru (choć wtedy nie znałem takiego pojęcia) czy innych, którzy woleli bogów celtyckich czcić podczas "Ostary", "Beltejn" czy "Jul". Zresztą nawet dziś nie patrzę na to z sympatią ...

 

Jeśli ideę istnienia dwóch pierwiastków: męskiego i żeńskiego w przyrodzie uznam za słuszną, a co za tym idzie koncepcję istnienia Boga i Bogini, to staje się to dla mnie propozycją do przyjęcia. Natomiast bezkrytycznie naśladując modę na "zachodniość" i przebieranie tych dwóch postaci w relikty obcych kultur, uważam za mało kreatywne. Polacy nie gęsi swoich bogów mają.

Nie od dziś wiemy, że Słowianie są bardzo specyficznym ludem i bardzo wiele rzeczy tworzą we własnym, unikatowym stylu. Stąd przełożenie pewnych elementów kultury na nasz świat zarówno religii jak i magii nie jest prostym zadaniem. 

A jednak Jackowi Greczyszynowi to się udało.

Jest oczywistym, że naszą słowiańską świadomością różnimy się trochę od pogan z Wielkiej Brytanii czy innych krajów anglosaskich.



Wielokrotnie wcześniej toczyłem dysputy z innymi rodzimowiercami. Było to o tyle trudne, że moi adwersarze przez  raptem kilka lat ustalili sobie kanon pojęć (np. Światowid ze Zbrucza jako Axis Mundi, chram jako świątynia pogańska), przyjęli go ortodoksyjnie i nie przyjmowali innych argumentów. 

Osobiście uważam, ale się przy tym nie upieram, że pewne pojęcia czy koncepcje, powinny zostać umiejętnie zaadoptowane do czasów współczesnych. Stąd np. termin "kącina" używałem przez długie lata jako określenie miejsca, gdzie odprawiałem swoje rytuały magiczne. Przez myśl nawet mi nie przeszło, że kącina (wiem, rodzimowiercy wolą wschodni termin "chram") to musi być konkretnie np. drewniana altanka jak chcą niektórzy rodzimowiercy ...
W przypadku "Tarota słowiańskiego" autor zastosował podobną do mojej metodę - zaadoptował dawne pojęcia, słownictwo i symbolikę. Sprawiło to, w mojej opinii, że jego kreacja jest bardziej prawdziwa a mi szczególnie bliska. W dodatku bardzo kreatywna i daleka od ustalonych przez rodzimowierców kanonów terminologicznych. 

ESTETYKA


Strona wizualna jest jedną z najmocniejszych stron tarota. W sposób fascynujący połączone zostały współczesna grafika komputerowa z elementami nawiązującymi do dawnej sztuki słowiańskiej. Wyeksponowano w niej najciekawsze wątki z zachowanej wiedzy na temat religii naszych przodków i wskrzeszono je nadając im nowy, magiczny kształt.

Przepełnione bogactwem symboli słowiańskich, barwną kolorystyką oraz współczesnymi kompozycjami, przyciągają uwagę swoją niekonwencjonalnością, urokliwym klimatem i tchnieniem minionych wieków. 


A IMIĘ JEGO 40I4

Za jeden z ciekawszych pomysłów autora uważam zamieszczone w tekście mity Zakonu 40i4. Pewnie przeciwnicy zarzucą mi, że owe historie nie mają nic wspólnego z tradycyjnymi legendami czy wierzeniami dawnych Słowian. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że podania powstałe współcześnie są niejednokrotnie wykorzystywane w trakcie pewnych rytuałów religijnych. Nawet wiccanie posługują się  mitem wiccańskim stworzonym przez Geralda Gardnera podczas jednego ze swoich misteryjnych cykli. Wykreowane i przedstawione tu opowieści są dowodem wielkiej kreatywności i wyobraźni, którą bogowie obdarzyli autora bardziej niż hojnie.

A więc ...


"Tarot słowiański" doskonale łączy elementy rodzimowierstwa słowiańskiego, tarota, poglądów Crowleya, a także elementów kultury słowiańskiej (bukwy, mickiewiczowskie 40i4). Jest pod tym względem unikatowym dziełem. Oprócz rzeczonej "Wyroczni słowiańskiej" nie spotkałem się z niczym równie doskonale scalającym wszystkie te elementy, tak, by nie straciły one sensu, a przekaz był czytelny. Zarówno magia, kultura, religia słowiańska jak i prywatne inwencje autora są tutaj doskonale połączone w spójnym i czytelnym przekazie. 

Gorąco polecam, zarówno tarocistom, rodzimowiercom słowiańskim a także wszystkim słowiańskim czarownikom i czarownicom!

W przyszłości z całą pewnością zrecenzuję tutaj inną pracę autorstwa Jacka Greczyszyna.