Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K. Rowling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K. Rowling. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 czerwca 2017

J.K. Rowling "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Newt Skamander"



Kolejny sympatyczny bestiariusz za nami. Tym razem kręcimy się po całym magicznym globie i czytamy o gatunkach smoków, langustniku ladaco, sfinksie, kwintopedzie, chrobotku i wielu, wielu innych zwierzątkach magicznego świata. 

Zastanawiają mnie tylko pewne wątki. Nie wiedziałem, że Skamander ukończył Hogwart, o czym czytamy w jego autobiografii pod koniec. To jakaś ściema? Podobno go wyrzucono za jakąś przygodę ze zwierzakiem (podobną notabene do akcji Hagrida z Aragogiem) pomimo prób interwencji Dumbledore'a. Tak przynajmniej było w filmie. I to jego małżeństwo z Porpetyną wskazuje na to, że chyba romans z Tiną Goldstein nie zakończy się dobrze. Wiemy już co będzie w sequelach ... 

Urocze i klimatyczne, jak cały magiczny świat twórczyni serii przygód o Harrym Potterze. Niezwykła wyobraźnia Joanne K. Rowling po raz kolejny zachwyca i zaskakuje. Lekturka na godzinę lub dwie.  

Polecam wszystkim Potter-maniakom! 

piątek, 26 maja 2017

J.K. Rowling "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz"


Cytując wielkiego człowieka, a mianowicie samego siebie, no może wysokiego, a póki co jeszcze nie wielkiego:

Nawet oglądając "Fantastyczne potwory i jak je znaleźć" człowiek czuje, że to już nie to. Nie ma tej pięknej stylowości, mrocznego zamku ... A zamiast tego Wielka Ameryka rządzona przez brązową Panią Prezydent z turbanem na głowie. Brakuje angielskiego klimatu. (Siliniez "J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne "Harry Potter i przeklęte dziecko"" na "Agōgē Ræder".)
Nic dodać nic ująć. Przeczytałem oryginalny scenariusz filmu pod tym samym tytułem licząc, że znajdę jakieś różnice lub przynajmniej wycięte sceny z wersji reżyserskiej. Myliłem się. Książka to dokładne odwzorowanie filmu w postaci dramatu. No może trochę słownictwo inne niż w polskim dubbingu, ale nie gra to większej roli. Myślę, że książka powinna mi wpaść w łapę przed pójściem do kina. Byłbym mniej rozczarowany. W każdym razie może przed ekranizacją kolejnej historii z cyklu, której fabuła o ile pamięć mnie nie myli wydarzyć się ma we Francji, najpierw sięgnę po wersję książkową, o ile rzecz jasna będzie już dostępna. Oby!

Fani Rowling trzeba, pomimo, że nie jest to stary, dobry Potterowy klimat.

czwartek, 18 maja 2017

J.K. Rowling "Kennilworthy Whisp: Quidditch przez wieki"


"Kennilworthy Whisp: Quidditch przez wieki" to jakby historia najpopularniejszej gry sportowej czarodziejów autorstwa Kennilworthy'a Whispa. Powstanie, ewolucja, najsławniejsze światowe drużyny, chwyty, zasady etc. Na dobrą sprawę niczego nie brakuje.

Nie wiedziałem, że nazwa "Quidditch" wywodzi się od "Queerditch" ... Chyba nie polubię tej gry.

Co innego, że ja na dobrą sprawę żadnego sportu nie lubię. Może tylko walenie się po ryjach uważam za strawne. Ale tutaj widzimy świat czarodziejów, więc i stosunek do tego wszystkiego musi z urzędu być inny.


Taaak ... Gra w piłkę na miotle; narzędziu par excellance każdej czarownicy. Szkoda, że nie dane mi bylo poznać tajników prawdziwej maści latania. Tego będę żałował do końca życia. Chociaż wszyscy co mnie znają wiedzą, że choć ćpuństwa nie toleruję, to ten specyfik chciałbym poznać. Oczywiście w celach poznawczych. Jeszcze pół życia przede mną, a nóż, widelec kiedyś trafi się okazja?


Miotła to nierozłączny atrybut każdej wiedźmy.
Przypomina mi się rosyjska adaptacja wątku Pottera; "Tania Grotter" Dmitrija A. Jemeca, w której wiedźmy latają na instrumentach muzycznych, bo oprócz tego, że potrafią na nich latać to jeszcze umieją na nich grać ... Słodka propaganda.
W naszej polskiej kulturze, jako jeden z nielicznych akcentów lokalnego czarownictwa występuje wątek latania na łopatach do chleba. I to obok pogańskich ciżemek powinien być dla nas reprezentacyjny element w heraldyce. Ktoś to w końcu powinien dostrzec oprócz mnie. Nie ma chętnych? No tak, gdzie się podziały, tamte czarownice ...

Oczywiście osobiście uwielbiam, kiedy w książkach pisanych za granicą nie brakuje polskich akcentów. Pani Rowling pisała już o zawodniku quidditcha Władysławie Zamojskim. Stworzyła postać Jakuba Kowalskiego; mugola (E)-niemaga (US), który jak na prawdziwego Polaka przystało rozpoczął budowę Ameryki zaczynając od małego przedsiębiorstwa. Tutaj poznajemy m.in. polską drużynę Goblinów z Grodziska i jej zawodnika Józefa Wrońskiego. Cóż, może nie jest to gra w ciżemkach na łopatach do chleba, ale można się z tym pogodzić.

Praca fajna i na góra dwie godziny odciąża umysł od innych spraw.

Polecam wszystkim fanom Pottera!

środa, 17 maja 2017

J.K. Rowling "Baśnie Barda Beedle'a"


Idziemy za ciosem. Lekturka, z którą uporałem się może w godzinę. I w sumie dobrze, że Joanne Rowling postanowiła podwoić zyski wydając to krótkie, acz ciekawe dzieło. Jako fan jej twórczości jestem jej za to bardzo wdzięczny.

Intrygująca sceną w filmie "Harry Potter i Insygnia Śmierci I" był moment kiedy Hermiona czyta baśń o trzeci braciach ze zbioru Barda Beedle'a, którą otrzymała w spadku od Dumbeldore'a.

"Baśnie Barda Beedle'a" to kilka czarowniczych bajek z komentarzami nieżyjącego już dyrektora Hogwartu (tak tego zabitego przez Severusa Snape'a), przetłumaczone z alfabetu runicznego przez pannę Granger (właściwie panią Weasley). Czy te motywy były w filmie? A przynajmniej w cyklu książek o młodym czarodzieju? Nieważne.

Wzruszyłem się faktem, że jedna z tych bajek mogłaby być moją historią - "Siliniez o Włochatym Sercu". Jak to brzmi? A już pesymistycznie brzmią uwagi Dumbledore'a:

Skłaniam się do wniosku, że Włochate serce czarodzieja odwołuje się do mrocznych głębi naszej osobowości, do największej i najsłabiej uświadamianej przez nas tęsknoty, jaką budzi w nas magia: pragnienia stanu niewrażliwości na wszelkie zranienia. (s. 79)

Czy ja wiem? To już lepsze dalsze uwagi:

Na przykład młody czarodziej z tej baśni jest przekonany, że zakochanie się w kimś miałoby zgubny wpływ na jego poczucie bezpieczeństwa i wygodne życie, do jakiego przywykł. Miłość jest dla niego upokorzeniem, słabością, uszczupleniem emocjonalnych i materialnych zasobów osoby ludzkiej. (s. 79-80).

Tu już coś jest na rzeczy. To mi się podoba. Szkoda tylko, że bohater bajki tak ciężko kończy swój żywot.

Osobiście miłość odbieram identycznie jak ów czarodziej. Być może to niezdiagnozowany zespół Aspergera daje mi w kość czego nie jestem świadomy. Tyle, że skrycie wierzę, że to czego uczą nas współczesne bajki jest przeciwieństwem tego co powinny. A już przynajmniej te autorstwa Rowling. Kolejnym ciekawym wątkiem w książce było wyjaśnienie terminów "wizard" i "warlock". No, z mojej perspektywy nie są one najlepsze. Ale cóż, są i fundamentaliści, którzy bronią klasycznego nazewnictwa. Chociaż na chwilę obecną "warlock" bardzo mi pasuje.


Bajki urocze. Polecam!

sobota, 1 kwietnia 2017

J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne "Harry Potter i przeklęte dziecko"


Za Voldemorta i Wolę Walki! 

A jakże, a jakże! Zawsze wiedziałem, że Tiara Przydziału posłałaby mnie do Slytherinu. Mam iście ślizgoński charakter i światopogląd, a poza tym lubię zieleń. Na pewno znalazłbym się wśród swoich czarodziejów, co jednak w zwyczajnym życiu rzadko mi się zdarzało ... Do tej pory trafiałem na niezłe szlamówki rodem z lewackiego Zakonu Feniksa. Ale o tym później. Pożyjmy jeszcze chwilę marzeniami. Widzę siebie jak w salonie pod portretem Salazara razem śpiewamy wraz z innymi kolegami i koleżankami stare, popularne pieśni czarodziejów:
    " ... Oh I wish I was in the land of cotton, old times there are not forgotten,
    Look away, look away, look away, Disney Land [...]"
Wszyscy przy tym wznoszą kieliszki z czerwonym winem i wspominają te stare, dobre czasy kiedy parodiując katolicką Świętą Inkwizycję sympatyczni ludzi w szatach ze szpiczastymi, ostrymi kapturami zwani śmierciożercami dokonywali masakr na "tych gorszych". Potem zmiana regionu i przenosimy się do czasów kiedy Francja ostro walczy z islamem:
"Out Your burka now, sia lala la! Out Your burka now, sia lala la! ..."
I wszyscy unisono dają czadu. Święto Lorda Voldemorta ... Jedynego bajkowego czarodzieja na poziomie jakiego było pisane mi poznać ...


"Henryk Garncarz i tajemnice Goralenvolk"

Wszyscy co mnie znają wiedzą, że wobec tematu twórczości Rowling nie pozostałem obojętny. Od czasów studiów przeczytałem całą serię przygód młodego, skaryfikowanego na czole czarodzieja, podobnie jak zachłysnąłem się jej ekranizacją. Właściwie to od filmu o komnacie tajemnic się zaczęło. Co mnie tak urzekło? W sumie wiele rzeczy, ale na pewno na pierwszym planie będzie to muzyka Williamsa, a na drugim estetyka bajkowego świata. Mroczny zamek, stylowe wystroje - zwłaszcza meble, śliczne magiczne rekwizyty. Nawet kostiumy w filmach (zwłaszcza dwóch pierwszych częściach) były rewelacyjne. Wizja alternatywnego świata czarodziejów żyjących pośród mugoli, magiczny faszyzm wodza Voldemorta, a poza tym zwykłe, codzienne życie ... I wszystko to łączy się w jedną całość sprawiając, że Harrego Pottera czytało się jak historię z życia wziętą. 

Książka ma oczywiście edukować młode pokolenie i ryć mu banię o tym, jak to wszyscy są równi, jaka to nietolerancja i wyższość jednych nad drugimi jest zła etc. Dobrze, że przynajmniej z tego co badania psychologiczne udowadniają, większość dzieci woli jednak czarne charaktery. Jest nadzieja. Tyle, że w serii o Harrym Potterze to ci "dobrzy" mają specyficzne cechy: łamią regulamin, kłamią, kradną etc. I bądź tu mądry człowieku, kiedy lubisz bohaterów z przeciwnych stron ... Co z tego Pokolenia HP wyrośnie?

"Przeklęte Dziecko"

No wiec przejdźmy do książki. Oficjalny sequel siódmego tomu w postaci dramatu. Niezłe tam są wątki, trochę nie pasujące do całości gdyby się im tak dobrze przyglądnąć, ale co tam, w końcu to tylko bajka. 

Harry Potter w konflikcie z synem, który co ciekawsze trafia do Slytherinu ... Ale obciach! Mimo tego tytułowe przeklęte dziecko da się lubić (chociaż nie wiem do końca o kogo chodzi, bowiem) - Lord Voldemort ma córkę z Bellatrix? Taki z niego świntuch ... jak na prawdziwego czarnoksiężnika przystało. Podróże w czasie i wpływ na zmiany w rzeczywistości. Przerabialiśmy to niejednokrotnie. Serie filmów: "Powrót do przeszłości", "Terminator", czy choćby "Harry Potter i więzień Azkabanu". Nawet chyba w serialu "Herkules" taki wątek się pojawił (rzecz jasna rodem z "Terminatora"). Ostatnio w grze "Mortal Kombat 9". Nasze marzenia o zmianie rzeczywistości i korekcie błędów ... Niebywałe. 

W sumie to dramat jest usilnym rozwinięciem wątków ze starej serii. Niestety pewne autorskie pomysły scenarzystów wywracają dobry, stary, świat magii Joanne Rowling do góry dnem. Bohaterowie jakby zupełnie inni, relacje również. Czyta się to miło, ale nie jest to już dobra, stara Rowling. 

Nawet oglądając "Fantastyczne potwory i jak je znaleźć" człowiek czuje, że to już nie to. Nie ma tej pięknej stylowości, mrocznego zamku ... A zamiast tego Wielka Ameryka rządzona przez brązową Panią Prezydent z turbanem na głowie. Brakuje angielskiego klimatu. 

Chyba te długie szaliki, różdżki, ceglane ściany, sowy, miotły, szaty Dumbledore'a, szaty uczniów z herbami, stylowe meble sprawiają, że klasyczny Harry Potter mógł się spotkać z pozytywnym przyjęciem. Potem to już tylko wzajemne relacje wysuwają się na plan pierwszy. Tutaj niby autorzy starają się powrócić do zaklęć i ustawienia świata magicznego na pierwszym planie, jednak zbytnie rozwinięcie dalszego życia głównych bohaterów wiele komplikuje. Nie jest to już stary cichy uczeń Potter, tylko rozwrzeszczany urzędas. 

wtorek, 30 sierpnia 2016

Karen Farrington, Lewis Constable "Potterowa Myślodsiewnia. Tajemnice świata magii Harry'ego Pottera"


Tak to się dzieje, kiedy rodzice kupują dzieciom książki. A w tym przypadku to mamy wręcz przecenienie więzi literackich. Wszyscy porządni ludzie wiedzą, że dzieciom się takich prac nie kupuje. To może ich nauczyć uprawiania czarnej magii. Tylko czy istnieje coś takiego jak czarna magia? Wątpię. Magia nie jest ani biała, ani sraczkowata. Jest równie tęczowa jak niektórzy czarodzieje ... 

Mniejsza o to. 

Podejrzewam, że omawiana lektura została nabyta w księgarni za symboliczną złotówkę. I w sumie więcej warta nie jest. Ileż kosztować mogą komercyjne dzieła literackie, które nie sprzedały się w odpowiednim czasie w zwyczajnych księgarniach?

"Potterowa Myślodsiewnia. Tajemnice świata magii Harry'ego Pottera" to krótki przewodnik turystyczny po świecie magii stworzonym przez J.K. Rowling. Właściwie to takie ni to streszczenie, ni to pokrewne tematy - sukces wydawnicze na rynku, trochę o filmach, kilka ciekawostek z życia pani Rowling, trochę łaciny, trochę cytatów, trochę porównań do prac Tolkiena. I w sumie byłby to dobry materiał na krótki filmowy reportaż reklamujący świat czarowników, w którym da się lubić kilka postaci na raz (u mnie są to Lord Voldemort, Lucius Malfoy, Narcyza Malfoy, Bellatrix LeStrange, Severus Snape, Igor Karkaroff, Barty Crouch junior, a nawet po trochu Lupin, Sirius Black, Hagrid, rodzinka Weasleyów, Dumbledore jeden i drugi). Książka ma tylko jedną główną wadę - została wydana zanim wszystkie części "Harry'ego Pottera" tak literackie jak i ich adaptacje filmowe ujrzały światło dzienne. Więc połowa informacji jest już nieaktualna. Pewne informacje też są zbyt komercyjne ... Np. z tego co wiem w Anglii też palono czarownice. Moda na wieszanie przyszła później (to odnośnie zamieszczonego cytatu z książki Jeffreya Russella, którego twórczość potępiłem przy okazji omawiania pracy M. Murray).

Dobrze jednak, że tłumacze pracy zwrócili uwagę na błędy merytoryczne w tekście. Z innej strony pewne ciekawostki wydają mi się kompletnie bezsensowne, jak np. żołnierz imieniem Harry Pottter, który zginął w Izraelu ... Jak się ta zbieżność nazwiska ma do oryginalnego Harrego Pottera? Nijak. A nawet wiemy, że w Polsce pewna historia o Harrym Potterze została napisana dawno temu.

Marna komercha, ale odrywa od świata codziennego.

Warto pomęczyć oczęta jeśli się jest fanem Henryka Garncarza i Tajemnic Wunderwaffe.