Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doreen Valiente. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doreen Valiente. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

Shani Oates "Tubal's Mill. The Round of Life"


Nie tak dawno temu znalazłem ciekawy wywiad na YouTube z Shani Oates, głową Clanu Tubal Cain. Zachwycił mnie on do tego stopnia, że postanowiłem trochę zagłębić się w ten nurt tzw. czarownictwa tradycyjnego. 

Chyba trzy tygodnie męczyłem się z tą publikacją, czytając średnio dziesięć stron dziennie. Przyznam, że było to ciężkie doświadczenie. Autorka sprawia wrażenie przedstawicielki osaczonego trendu współczesnego czarownictwa, która usilnie próbuje przeciwdziałać wszystkim plotkom, jakie na jej klan spadły. Wykorzystuje w tym celu swoją wiedzę środowiskową, filozoficzny język i powszechnie znane informacje. 

Przyznam, że na bezsenne noce jak znalazł (a co gorsze ostatnio w robocie mam same dniówki, pomimo tego, że dostaję dodatek za pracę w godzinach nocnych, ale nie będę się upominał w firmie. Nieważne). 

Oates obala wiele historii. Jak zwykle łupnia dostają takie postacie jak Ronald Hutton czy Ethan Doyle White. Najwięcej krytyki poświęcono Johnowi z Monmouth; autorka kwestionuje całkowicie historię o istnieniu Royal Windsor Coveenu dowodząc, że był on tylko zmyślonym efektem pogłosek. Zaciekawiły mnie ataki na tradycje, które wyrastają z klanu: 1734, Ancient Keltic Church, Y Plant Bran czy Regency. Tutaj gołym okiem dostrzegam wojnę o sukcesję, typową dla okultystycznych środowisk po śmierci charyzmatycznego lidera. "Każda sroczka swój ogonek chwali" jak mówi znane nam powiedzenie i dokładnie widać to w "Młynie Tubala"; Oates koniecznie chce udowodnić, że jej Clan Tubal Cain właściwie odwzorowuje nauki Cochrane'a a pozostałe tradycje zboczyły z właściwego kursu. Ale w to nie będę wnikał, bo to jej opinia jako wyznawczyni, do takiego "emicznego" poglądu ma pełne prawo.  

Dużo znanych nazwisk i rozszyfrowań puzzli historii. Pracę tę równałbym poziomem z dziełami Heseltona, który odkrywa przeszłość wicca; Oates robi to samo z Clanem Tubal Cain. Dowiadujemy się o wpływie pewnych postaci, o tym, które były znaczące, a które nie. Poznajemy kolejne teologiczne myśli i strukturę organizacyjną współczesnej wersji klanu. 

Jedynym  minusem książki jest ten filozoficzny, usypiający język. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo ważna pozycja, warta uwagi, znacząca i uzupełniająca wiele luk. Dlatego wszystkim sympatykom tematu serdecznie ją polecam!

piątek, 29 grudnia 2017

„The Paganism Reader” edited by Chas S. Clifton and Graham Harvey



Kiedy będę już wielki, bo na razie jestem co najwyżej wysoki (no może dwa metry w stanie spoczynku to nie wiele, ale jak wiadomo, człowiek jest z rana wyższy około centymetra niż z wieczora) i będę na studiach prowadził kurs z wicca, to zmuszę swoich nieszczęsnych studentów do przeczytania książki „The Paganism Reader”. 

Jestem bezlitosny! Będę oblewał najpiękniejsze studentki! Jak to dlaczego? Żeby móc się z nimi zobaczyć na sesjach poprawkowych. Od przybytku głowa nie boli. A przynajmniej tak mawiają ... 

Dlaczego akurat tę książkę? „The Paganism Reader” pod redakcją Chasa S. Cliftona i Grahama Harveya to antologia głównych tekstów, które przeczytać powinna każda osoba interesująca się poważnie tematem współczesnego pogaństwa. Są tutaj wykrojówki z klasyki literatury (m.in. Księga Jeremiasza, „Jemioła” Piliniusza Starszego, anonimowe dzieła: „Hymn do Matki Bogów i Hymn do Księżyca”, „Piorun – perfekcyjny umysł”, fragment listu do księdza Juliana Apostaty), teksty, na bazie których powstała wicca lub, które miały duży na nią wpływ  (m.in. Apulejusz, Charles Leland, Aleister Crowley, Rudyard Kipling, Margaret Murray, Kenneth Grahame, C.R.F. Seymour, Robert Graves), prace autorstwa pierwszych wiccan i ich najbardziej znanych kontynuatorów i naśladowców (m.in. Gerald Gardner, Robert Heinlein, Paul Huson, Hans Holzer, Raymond Buckland, June Johns, Doreen Valiente oraz jej dzieło napisane wraz z Evanem J. Jonesem),  teksty na temat późniejszego pogaństwa (m.in. Michael McNierney, Heather O’Dell, Judy Harrow, Tony Kelly, Asphodel Long, Marion Bradley, Wren Sidhe). Do tego doszła jeszcze klasyka literatury pogańskiej zarówno w starej, jak i w nowej wersji (m.in. Marie Heaney, fragmenty z Eddy), rozważania na temat pogaństwa autorstwa redaktorów, teksty o wróżkach faeries Gordona MacLellana i o Genuis Loci Barry’ego Pattersona. Jednym równoważnikiem zdania pisząc: wszystko co najważniejsze oraz kilka pobocznych uzupełnień. 

Dobre odświeżenie tematu dla kogoś, kto nie raz czytał klasykę pogańskiego gatunku. Nowościami jak dla mnie były filozoficzne rozważania w tekście McNierney’ego, choć męczą jak to z ta nauką bywa. To co napisał C.R.F. Seymour jako jeden z pierwszych wydaje się być powtarzane w następnych dekadach przez kolejne pokolenia czarownic. I pomyśleć, że takie truizmy znane były już prawdopodobnie w Covenie z New Forest. Ciekawie wypada nieżyjący już Raymond Buckland, którego poglądy ewidentnie ewoluowały (lub może powinniśmy z perpektywy osób inicjowanych w wicca tradycyjną pisać „de-ewoluowały”) od ścisłej ortodoksji do ostrego liberalizmu. Feministyczna tealogia jak zwykle pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pozostawię temat bez komentarza. Podobają mi się ciekawe uwagi Chasa S. Cliftona na temat pogaństwa miejscowego i pogaństwa przodków. Stały problem amerykańskich wiedźm. Choć przyznam, że polskie czarownice też potrafią imponować (a przynajmniej mnie) swoim „sercowym pogaństwem”. Ale militarni poganie i ich problemy na temat zabijania i wojen opisani przez Harrow ... Obłuda jakiej mało. Chyba jestem zbyt inteligentny, żeby nabrać się na ich moralne problemy i ocenę sytuacji. 

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tematu neopogaństwa, neopogan oraz badaczy. 

Kupić, przeczytać, położyć na półce! No i korzystać w miarę potrzeby od czasu do czasu.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Philip Heselton "Doreen Valiente Witch"


Powracamy do książek z górnej półki na temat wicca i jej notabli.

"Doreen Valiente Witch" to kolejna biografia jednej z najsławniejszych wiedźm jakie nosiła brytyjska ziemia. Możemy na marginesie dodać, że szanowanej na całym świecie; chyba żadna inna nie wniosła tyle wkładu dla współczesnego religijnego ruchu czarownic co Doreen Valiente. Jak już wspominaliśmy (chyba) kiedyś, Doreen była niczym R2D2 i C3PO dla "Gwiezdnych Wojen" - pojawiła się właściwie wszędzie tam gdzie powstawały legendy - była w covenach Gardnera, Cardella, Cochrane'a, Gryffin. Swoją osobą spaja w jedną całość wydarzenia lat 50., 60. i 70.  Znała wielu wybitnych okultystów i czarowników. 

Co do osoby autora, Philipa Heseltona, to chyba nie trzeba go już przedstawiać - nikt jak do tej pory nie dorównał mu doskonałością prac w interesującym nas zagadnieniu. Jest niewątpliwie  najlepszym historykiem współczesnego czarownictwa jakiego nosiła ziemia. Zasłużył na przydomek "Wielki" lub "Wspaniały".

Nie tak dawno temu pisałem o biografii Valiente autorstwa Jonathana Tapsella. Nie jest ona zła, ale tak na prawdę stanowi ona pewien encyklopedyczny skrót tego co sporządził Heselton. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, jak zwykle dotarł do dokumentów, listów i sporządził znacznie dokładniejszą i lepszą pracę opartą na całej masie źródeł. Zgromadził dowody, które niejako rozwijają wszystko to co wcześniej opisał Tapsell. Ta biografia jest zdecydowanie lepsza od swojej poprzedniczki. 

Zaciekawiły mnie pewne fakty z życia Valiente o których do tej pory głośno nie mówiono. Jej pierwszym chłopakiem był Polak! Nawet brytyjska wiedźma wie co najlepsze. Polacy mają bardzo duży wkład w historię współczesnego czarownictwa, ale że aż tak olbrzymi to nawet nie wiedziałem. Tak trzymać panowie! My wiemy najlepiej jak z kobiety zrobić legendę czarownictwa! 

Zastanowił mnie wątek przynależności Doreen do jednej prawicowej partii politycznej. Wprawdzie Heselton robi wszystko, żeby jej wizerunek ocieplić i dowieźć, że wcale nie była ona zagorzałą miłośniczką idei lansowanych przez tą grupę, tylko starała się jej użyć do innych celów. Jednakże czy tak było na prawdę? Tego nie jestem w stanie powiedzieć znając mentalność pierwszych wiccan, którzy w przeciwieństwie do tych z późniejszych dekad byli zupełnie inni.

Czytając biografię miałem wrażenie, że Doreen była zwyczajną osobą; oczytaną miłośniczką wielu ciekawych tematów. Była bardzo zaangażowana w czarownictwo i poświęciła swojej pasji całe życie. A nawet po śmierci jest jego ikoną. Dla mnie była wręcz wzorem czarownicy pomimo tego, że w późniejszych latach życia prezentowała bardziej liberalne poglądy niż jej bracia z Covenu Bricket Wood. Takie wiedźmy lubię najbardziej - pasjonatki, badaczki, poetki.

Książkę gorąco wszystkim polecam!

środa, 11 listopada 2015

Jonathan Tapsell "Ameth. The life and times of Doreen Valiente"


Kolejna cenna książka, która powinna znaleźć się w każdej domowej Biblioteczce Aleksandryjskiej to praca Jonathana Tapsella pt. "Ameth. The life and times of Doreen Valiente". 

Z pozoru jest to biografia jednej z najwspanialszych czarownic XX w., jak nie najwspanialszej wiedźmy XX w. w ogóle. W rzeczywistości jest to jednak przekrojówka przez epokę tworzenia się rozmaitych covenów i tradycji współczesnego czarownictwa w Wielkiej Brytanii. 

Łatwo zwrócić uwagę, że podobnie jak C3PO i R2D2 pojawiają się we wszystkich epizodach "Gwiezdnych Wojen" stanowiąc wspólny element całości, tak Doreen Valiente pojawiała się niemal zawsze tam gdzie najsławniejsze wydarzenia dla współczesnych brytyjskich czarownic miały miejsce. 

Jak wiemy tytułowa bohaterka była członkiem Covenu Bricket Wood, gdzie przez pewien czas pełniła funkcję arcykapłanki. Przekształciła zawartość rytualnych tekstów "Księgi Cieni", czym wpłynęła znacząco na rozwój tradycji Starego Geralda. Po odejściu była także członkiem Clanu Tubal Cain, Covenu Atho, Covenu Regency oraz Covenu Silver Malkins. Napisała kilka doskonałych książek o czarownictwie, wypowiadała się w mediach, podjęła ciężką próbę znalezienia dowodów na istnienie Starej Dorothy, która według starych, nieaktualnych już informacji inicjowała Geralda Gardnera do Covenu z New Forest. 

Książka to dobre streszczenie tematu, chociaż kilkakrotnie miałem wrażenie, że pewne informacje lekko odbiegają od tych mi znanych (np. z Covenem Bricket Wood nie wiązałbym Eleanor Bone, która przeszła trening na Wyspie Man czy Monique Wilson, która z tym covenem współpracowała w późniejszym czasie, ale szkolenia przechodziła w Szkocji oraz na Wyspie Man). W każdym razie ogólnie jest to dobry opis faktów na bazie stanu wiedzy, jakim aktualnie dysponujemy. Praca ma ponad sto stron, choć nie czyta się jej powoli - ważne fakty rozpisane są szczegółowo, a nad detalami zawsze warto się skupić.

Gorąco polecam!

Zainteresowanym jako przedsmak lub prolegomenę polecam wywiad z autorem książki, który przeprowadził aleksandriański arcykapłan Karagan.

niedziela, 27 października 2013

Philip Heselton "Witchfather. A life of Gerald Gardner. Volume II: From Witch Cult to Wicca"



Ciąg dalszy następuje ...

A więc stało. Szczęśliwie dobrnąłem do końca tej podróży. Tym razem jednak było o wiele ciekawiej niż poprzednio. 

Dowiadujemy się znacznie więcej o kształtowaniu się tradycji gardneriańskiej niż to było powiedziane do tej pory. Więcej nazwisk ujawnionych, więcej szczegółów dotyczących historii. Więcej listów i rozważań.

Zaciekawiło mnie to, że jeden z pierwszych gardnerian, Szkot z pochodzenia, działał na rzecz nacjonalistycznej partii Szkocji i nawet opowiadał się za stworzeniem armii przeciwko Anglii. Nie można? A jednak można nawet i to - i znowu mój światopogląd, który wielu osobom wydaje się sprzeczny z wiccańskimi ideałami okazuje się być starą normą. Oczywiście nie mam w zamyśle tworzenia żadnej armii przeciwko Anglii, uprzejmie proszę nie łapać mnie za myśli.

Biografia jest świetnie przedstawiona, coraz więcej szczegółów układających te puzzle w jedną logiczną całość. Do niedawna można było pozostawać sceptykiem w kwestiach poznania całej prawdy na temat powstania religii wicca i jej rozwoju na przestrzeni lat. Teraz wydaje się to być całkiem realne. 



Panie Heselton! Świetna praca, jakich mało na tym świecie. Z czytym sumieniem należą się Panu publiczne pochwały, także wśród wiccan w innych częściach globu. 

Ocena 10/10

Krótko pisząc - należy, a nawet trzeba tę książkę przeczytać.

wtorek, 8 października 2013

Doreen Valiente, Evan Jones "Witchcraft. A Tradition renewed"


Tym razem autorzy przenoszą nas w klimaty tego co miało miejsce w Clanie Tubal Cain. Rytuały zgoła inne, niż w przeciętnych podręcznikach eklektycznej wicca, są jednak części wspólne. 

Tutaj mamy błogosławienie czaszek z ołtarza, wszelaki wybór rytualnych kosturów, zapraszanie gości na obrzędy, a także okres nowicjatu w covenie. Dziwne funkcje sprawowane podczas rytuałów, kolory szat, role etc. Jest kilka nowości, które warto poznać. A reszta to tradycyjnie rytuały świąteczne, albo wprowadzenia typu: do czego służy miotła lub kociołek? Jest też historia czarownictwa, "Man in black", "summoner" etc. Kilka nowości się pojawiło, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

A tak to książka strasznie mnie wynudziła. Po raz kolejny te same informacje, a nowości nie wiele wnoszące. Z resztą kompletnie nie mam pojęcia, po co ludzi uczyć w książkach rzeczy, które  dobrze poznają dopiero wtedy kiedy przyłączą się do takiego covenu? Strata czasu.To tak jak pisać podręcznik karate, którego jak się człowiek w dojo nie nauczy, to na dobre mu to nie wyjdzie.

Ocena: 3,5 na 10.

wtorek, 1 października 2013

Doreen Valiente "The Rebirth of Witchcraft"



Doreen Valiente "The Rebirth of Witchcraft" to kolejna, fenomenalna praca jednej z pierwszych gardneriańskich arcykapłanek i na dobrą sprawę "Matki Wicca". Tym razem Valiente opisała całą historię czarownictwa, od czasów kontaktów z Gradnerem, po rozstanie, przez Clan Tubal Cain, znajomości z jednym czarnym magiem po współczesne feministyczne czarownictwo. 

Nie brakuje rozdziału o Aleksie Sandersie. Nawet Valiente nie mogła się oprzeć jego wkładowi dla rzemiosła. Za to rozdział o Gardnerze napisała tak jak swojego czasu Pat Crowther o Aleksie. Dużo ciekawostek i nowości. 

Dowiadujemy się kilku informacji na temat Roya Bowersa, podobał mi się wniosek o Starej Dorothy, w akapicie dotyczącym odsunięcia Valiente od roli arcykapłanki ... Dużo jest historii wicca, jak zwykle co z czego do czego przeszło i skąd się wzięło.

Widoczna jest zmiana stosunku Valiente do różnych kwestii. Dawniej obracająca się w kręgu czarowników - konserwatystów czarownica teraz nie kwestionująca dziwnych zmian, które zaszły w wiedźmińskim świecie na przestrzeni dziesięcioleci.

Dużo nie ma co tutaj nadmieniać. Książka jest warta uwagi. Mało kto, jak Valiente potrafiła tak doskonale opisać wszystko to co się działo w Wielkiej Brytanii. 

Warto przeczytać tę książkę. 10/10!

środa, 25 września 2013

Peter Grey "Czerwona bogini"







Znalezienie dwóch banknotów dwudziestozłotowych na chodniku umożliwiło mi kupno zapowiadanego hitu, którym jest "Czerwona bogini" Petera Greya, wydana w bieżącym roku przez wydawnictwo Okultura. 

Muszę śmiało powiedzieć, że opłacało się kasę wydać na rzeczoną lekturę. Po raz pierwszy od kilku miesięcy trafiłem na pozycję, która bardzo mnie wciągnęła swoją treścią. 

Początkowo obawiałem się, że ten hit będzie tylko zlepkiem objawionych w setkach książek truizmów, lecz na szczęście miałem przyjemność się pozytywnie rozczarować. Pewne truizmy się tutaj pojawiają, ale Grey rozpatruje je nieco inaczej niż pozostali komercyjni magowie XXI w.
Może nie skłamię, jeśli napiszę, że robi to w stylu osób, do których nawiązuje w następnych rozdziałach, taki jak Aleister Crowley czy Anton Szandor LaVey. I wychodzi mu to na dobre. Takim przykładem może być kwestia żeńskiej Bogini, którą w próżniejszych epokach uosabia św. Maryja. Inna to np. temat Rogatego Boga, sabatów i czarnych mszy.

Właściwie cała lektura jest o seksie! Motywem przewodnim jest bogini Babalon, ale w rzeczywistości książka jest przekrojówką wielu historycznych tematów. Od starożytnego Bliskiego Wschodu, poprzez templariuszy,  Johna Dee i Edwarda Kelly'ego po współczesnych magów. Mowa oczywiście o najwybitniejszych jednostkach, których nazwiska są nam dobrze znane. Porównanie Lilith i Babalon. Afrodyzjaki, halucynogeny, kabała, gematria, łamanie seksualnego tabu etc. Zagadki, które stworzyła Biblia, po to jak odprawić rytuał ku czci Babalon. Tak więc, poimy róże naszą krwią, zajadamy się "turecką viagrą" czyli rachatłukum i myślimy o przepełnionym miłością seksie. 

Podoba mi się język jaki zastosował Grey (duży ukłon w kierunku tłumaczy, że wiedzieli jak to przełożyć na nasz dialekt). Dużo jest wulgarnych słów, ale nie są one używane pochopnie. Grey pokazuje pewną transgresję kulturową i udowadnia rzeczy, które dla niejednej osoby wydają się niesmaczne. Dużo ciętych ripost.

Z perspektywy osoby zafascynowanej tematem religii wicca, która jest "królową wszystkich religii" gdyż pod względem swej kwintesencji doktrynalnej i kultowej stanowi jakby trzon lub skrzyżowanie największych prawd występujących we wszystkich religiach, muszę śmiało polecić "Czerwoną boginię". Autor niejednokrotnie wspomina o Gardnerze, raz nawet o Doreen Valiente, nawiązuje do wiccańskich założeń. Pomijam już fakt, że myśli wiccańskich jest tam zawartych znacznie więcej. Osoba znająca temat wyczuje je od razu. 

Pojawiają się też kwestie sabatów i co mi się u Greya podoba, czasem jedzie po ludziach, którzy niby są poganami, a w rzeczywistości mają bardzo oazowe charaktery (tak, wiesz dobrze, że o Tobie mówię mój drogi kolego ***).

Dla smaku zacytuję pewien fragment dotyczący historii:


"... Jakub VI stanowił dla Bothwella przeszkodę na drodze do tronu, a że nie udało się mu ani porwać ani usunąć drogą politycznej rozgrywki, hrabia najwyraźniej uciekł się do czarnej magii. W wigilię Święta Zmarłych 1590 roku - w dzień znany wiedźmom jako święto Samhain - czarownice zgromadziły się na sabacie. Dwieście wiedźm przetańczyło noc na grobach cmentarza należącego do parafialnego kościoła w North Berwick, pląsając di diabelskich nut płynących z harmonijki ustnej Gilly. Oprócz hrabiego Bothwella, tylko kilku mężczyzn wzięło udział w sabacie. Zgromadzeniu przewodził Szatan. Opisy przedstawiają go jako:
 dobrze wyposażonego przez naturę czarnego mężczyznę z czarną brodą ułożoną w szpic jak u kozła, o garbatym nosie niczym dziób jastrzębia, merdającego zalotnie ogonem.
 Od razu przychodzi na myśl Bafomet templariuszy, prawda? Czarownice ponoć najpierw ochrzciły kota, potem go torturowały, a następnie okaleczywszy ludzkie zwłoki, przystroiły go potwornościami w stylu odciętych dłoni, stóp i genitaliów, aby na koniec cisnąć go w morską topiel. Cel rytuału? Śmierć króla Szkotów Jakuba VI. [...]" (s.181-182)
Co za poświęcenie? I co by tutaj dużo powiedzieć? Szkoda, że w Polsce nawet kilka wiedźm się nie zgromadzi, żeby podobny urok rzucić na polski rząd. Jak zwykle obciach na cały świat ...

"-"

Jeśli chodzi o minusy książki, to właściwie nie wiele ich znalazłem. Pierwszy główny to taki, że Grey często wspomina o Apokalipsie św. Jana. Nie zwraca jednak uwagi na istotną rzecz. Badacze udowodnili, że obecna Apokalipsa Janowa to najprawdopodobniej trzy odrębne teksty sklejone w jedną całość. Analiza językowa wykazała, że pewnych fragmentów nie mógł napisać prosty rybak, a historia pomyliła go z pewnym innym, natchnionym Janem, pochodzącym najprawdopodobniej z regionu Efezu. Nie zapominajmy, że w owej epoce pojawiła się moda podług której, pisane teksty autoryzowano nie swoim imieniem lecz imieniem kogoś znanego, tak, żeby zapewnić im autorytet. To tak jakbym ja napisał manifest namawiający do podpalenia siedziby naszego rządu, a podpisał się jako np. Ojciec Tadeusz. Grey nie zwrócił na to uwagi.

Drugi błąd jaki mu zarzucam, to ten samo co Nergalowi. Jako następny wyprowadził angielską nazwę Wielkanocy od imienia bogini Isztar. 

No i jak to w XXI w. bywa, nie sposób się z kimkolwiek zgodzić w 100%. Czasem tezy Greya też uważam, że są za mocno podciągnięte pod pewne sprawy. Jest to jednak krok w dobrym kierunku.

A tak to powiem tylko, że książka aż roi się od ciekawostek historycznych, a także, czego np. brakuje u Crowleya, nawiązań do skomputeryzowanej współczesności. Dużo przemyśleń, ciekawy język, dojście do kwintesencji tematu. Ocena książki: + bardzo dobry.

 A teraz czas na muzykę, na której nasz Peter się ewidentnie nie zna dobrze.

sobota, 21 września 2013

Doreen Valiente "Witchcraft for tomorrow"


Kolejna książka, która wzbudza we mnie mieszane uczucia. Na dobrą sprawę podobne, jak recenzowana wcześniej tu na blogu książka Morgany. Mamy tutaj całą stertę truizmów i informacji o tym kim są pogańscy bogowie, jak odprawić magiczny rytuał, jak wyglądają alfabety czarownic, narzędzia rytualne, metody wróżenia, kwestia nagości etc. Czyli krótko pisząc, jest to kolejny podręcznik religii określanej mianem eklektycznej wicca. 

No, problemem jest to, że pisze to na dobrą sprawę "Matka wicca". Jak wszyscy powszechnie wiemy, Doreen Valiente była jedną z pierwszych gardneriańskich arcykapłanek. Mało tego, wniosła olbrzymi wkład w powstanie i rozwój wicca - była autorką wielu rytualnych tekstów, które zastąpiły wcześniejsze twory, splagiatowane z innych źródeł przez "starego" Gardnera. Po rozejściu się z Geraldem była członkiem m.in. Clanu Tubal Cain, Covenu Atho i nurtu The Regency. Tak więc wiedzę w temacie miała olbrzymią, co widać po ilości napisanych książek i rzecz jasna po ich jakości.
 
Informacje z niniejszej pracy są bardzo cenne. Największą ich wadą jest rzecz jasna to, że są one po raz kolejny powtarzane. Valiente trochę poszerza temat (tak, pierwsi wiccanie pisali najlepiej, niejednokrotnie to powtarzam) troszkę wzmiankuje np. o gematrii, podaje też pierwotne, celtyckie nazwy angielskich miast, wyjawia, że słowo "eliksir" wywodzi się z języka arabskiego, a oznacza "kamień filozoficzny".

Na końcu książki znajduje się kolejny zbiór rytuałów dla samotnie praktykujących wiedźm. Najbardziej zachwyca rytuał samoinicjacji. No, ale cóż! Pamiętajmy, że Doreen Valiente należy do weteranek tematu. Przeszła przez praktycznie wszystko, więc jej rad nie należy za bardzo kwestionować.

Uroczy cytat:

"... Jest oczywistym absurdem przysięgać ludziom przestrzegania "sekretów sztuki", a następnie przedstawiać te tak zwane "sekretne rytuały" przed aparatami popularnej prasy." (s.175, tł. Siliniez)

Zadedykowałbym go co poniektórym ...

Mieszane uczucia - treść na poziomie bardzo dobrym, powtarzalność informacji również na poziomie bardzo dobrym. Sami oceńcie! 

czwartek, 29 marca 2012

Doreen Valiente "Charge of the Goddess"


Książka Doreen Valiente "Charge of the Goddess" to opublikowana pośmiertnie poezja, którą autorka napisała w trakcie swojego pogańskiego, czarowniczego życia. Piękne wiersze wraz z komentarzami m.in. Janet Farrar, Patrici Crowther czy Eleanor Bone. Valiente na krótko przed śmiercią w 1999 roku powierzyła wydrukowanie swojej twórczości Johnowi Belham-Payneowi z Centre For Pagan Studies, który wykonał zadanie, dzięki czemu możemy poznać lepiej dzieła znamienitej wiccanki i członkini kilku innych grup czarowniczych (m.in. Clanu Tubal Cain czy Covenu Atho). 

W sumie lektura nie wnosi jakiejś szczególnej wiedzy w zakresie religii wicca i współczesnego czarownictwa. Jest za to ciekawy opis pogrzebu Valiente i historia o sabacie, który odprawiany na zewnątrz znalazł się na linii samochodowego światła, czym naturalnie wzbudził sensację w kierowcy, który następnie wezwał policję ... Dobrze, że coven używał czarnych szat i mógł szybko się stać niewidoczny. ;)

Książka do przeczytania raptem w godzinę. Warto.