Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Rajchel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Rajchel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Diana Rajchel "Samhain. Rytuał, przepisy i zaklęcia na początek pory zimowej"


Czy aby na pewno jest to początek pory zimowej w naszej strefie klimatycznej? W sumie na upartego możemy zgodzić się z tą koncepcją. Dawniej Święto Zmarłych było czasem kiedy cmentarze pokryte były grubą warstwą śniegu, a kobiety zapalając znicze, niejednokrotnie podpalały sobie rękawy od futer. A teraz w Dzień Wszystkich Świętych można nawet wyjść z domu w skórzanej kurtce i czapce z daszkiem. 

Ponieważ Halloween jest moim ulubionym świętem, stwierdziłem, że bardziej zagłębię się w treść książki. Niestety fakt, że przeczytałem ją po czasie lekko zepsuł mi zabawę. No tak, już dawno po Hallowe'enie, Andrzejkach, Barbórce, aktualnie mamy chtoniczne Mikołajki. 

Przyznam, że pewne zagadnienia zainteresowały mnie w opisywanej historii Hallowe'en. Nowością  było np. to, że zwyczaj "cukierek albo psikus" ma w rzeczywistości chrześcijańskie korzenie, a nie pogańskie. Słabo w to wierzę, ale zawsze to jakaś porównawcza ciekawostka. Podobnie jak i w to, że Rajchel obala historię kultu Pomony w tym okresie (autorka podaje dokładną datę 31 października, czego jednak inne źródła nie czynią generalnie podając koniec jesieni), twierdząc że bogini sadów czczona była przez Rzymian w środku lata. Kłamstwem to może i nie jest, ale ta koncepcja późnej jesieni skądś musiała się wziąć, bo często pojawia się w źródłach

Jak to zwykle bywa w tego typu podręcznikach eklektyzmu, wiele informacji musi być kontrowersyjnych. No i adresowanych dla pań. Poczułem się zdyskryminowany. Muszę napisać do jakiegoś stowarzyszenia maskulistów polskich, by pozwali wydawców. Zaciekawiła mnie np. "chrześcijańska" legenda o Starym Jacku (u nas częściej używa się formy "Chciwym Jacku"). Nie jest w końcu tajemnicą, że swoimi motywami przypomina legendę czarnoksiężnika Twardowskiego, a obie prawdopodobnie mają korzenie w jakimś pogańskim micie. Odyn jako bóg burzy (?), Thorze, widzisz i nie grzmisz ... O co chodzi z tym dawaniem cukru dzieciom? Pierwsze słyszę, żebym zamiast cukierków dostać miał cukier. Zastanawia mnie też to, czy dawni poganie sprzątali domy na Samhain? Niekiedy źródła wspominają o tym, że domy miały własnie wyglądać na zimne i niegościnne. Choć może była to tylko kwestia regionu i podejścia do zmarłych - czy ich witamy i zapraszamy, czy odganiamy i odstraszamy? 

Na temat pomysłów zabaw, dekoracji, rytuałów to nawet nie będę się wypowiadał. Dno totalne. Odrysowanie nagrobka zostawię innym. 

Książka generalnie marna jak cała reszta serii "Sabaty".

===

Uwielbiam Hallowe'en! 

Kiedy byłem dzieckiem oglądając telewizję satelitarną uwielbiałem takie postacie jak Dracula, Frankenstein, wilkołaki, mumie, szkielety etc. Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu niż astronauci/  kosmici, drużyna Robin Hooda czy barbarzyńcy.



Pewnego razu pamiętam, że zaintrygował mnie nawiedzony dom wykonany ręcznie w jakimś niemieckim programie dla dzieci. Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z pojęciem Halloween, które wytłumaczyła mi mama. Powiedziała, że: " ... oni mają Święto Duchów. My mamy taką tradycję, że chodzimy na cmentarze, odwiedzamy groby, a oni zakładają maski i wzajemnie się straszą. U nas to jest taka smutna tradycja." Jakby mi ktoś w pysk strzelił!!! To moi rówieśnicy w innych krajach mają tak fajnie, że się przebierają, dostają cukierki, bawią wesoło, a u nas tak beznadziejnie??? Za jakie winy?



Rzuciłem klątwę na własną świadomość. Obiecałem sobie, że kiedy dorosnę będę świętował Halloween w przeciwieństwie do tej szaroburej chujowizny, która mnie otacza. I której nienawidziłem. Wiedziałem, że zbieranie cukierków mnie ominie, ale Hallowe'en we własnym domu? Dlaczego nie? A już nawet wtedy wszyscy dorośli mówili, że kiedyś to święto się u nas przyjmie. Na pewno. Przynajmniej w tym się nie mylili.



Dorastając, co roku kiedy zbliżał się koniec października śledziłem intensywnie pierwsze, pojawiające się w telewizji Hallowe'enowe akcenty. To jakiś teleturniej gdzie prowadzący przebrany był za czarownika z wydrążonymi dyniami w ręce. To znowu jakiś program muzyczny, gdzie wszędzie w dekoracji było pełno dyń. O stacjach anglojęzycznych i niemieckich chyba nie trzeba nic mówić. Maratony zaczynały się w południe. A już te programy pokazujące Hallowe'en w Ameryce. Po prostu patrzcie i zazdrośćcie nam!



Tak mijały lata. Kiedy zacząłem swoje zainteresowania z magią, jasne dla mnie było to, że okres ten jest niezwykły. Przez krótki nawet czas po przeczytaniu jednej z lektur o eklektycznej wicca odciąłem się od idei celebrowania wesołego Hallowe'en uważając, że jest "żałosna maskarada" w przeciwieństwie do święta, które powinno być pełne zadumy. Nie długo trwała ta tendencja. 

Z czasem, kiedy dostęp do muzyki stał się powszechniejszy, kiedy pochłonęła mnie estetyka gotyckich świeczników, zacząłem ostro wracać do czegoś, czego nigdy w sobie nie zgasiłem. I nawet rodzimowierstwo, którym się zachłysnąłem nie wypleniło ze mnie sympatii do Hallowe'en. 

I tak od kilku lat mój pokój jest udekorowany na maksa gotyckimi i Hallowe'enowymi świecznikami, lampionami i specjalnymi lampkami. Nie brakuje wizerunków Jacka Skellingtona, nietoperzy, czarownicy etc. Co roku słucham utworów ze swojej playlisty na YouTube, które uważam za kanoniczne. Część z nich to utwory związane z tym świętem, a część po prostu mi się z nim kojarzy, podobnie jak z tematem śmierci, horrorów. Różne gatunki muzyczne, różne kultury. Co roku playlista wzbogacana jest o nowe utwory.



Uznałem, że pomimo tego, że co poniektórzy stawiają wyraźne granice pomiędzy np. celtyckim Samhain czy słowiańskimi dziadami a komercyjnym Hallowe'en - świat jest tak na prawdę jeden. A to co do nas dociera stanowi jedność z tym czym żyjemy. 

Wszelkie wmawiania mi przez lata, że Hallowe'en jest nam obce kulturowo uważam za brednię z prostej przyczyny - już od kilku pokoleń chowamy się dokładnie na tych samych bajkach co nasi rówieśnicy w innych krajach. Żyjemy tak na prawdę w tym samym świecie, który jest globalną wioską. Muzyka idzie do nas obcojęzyczna z wielu krajów. Filmy docierają również z całego świata. Czy świat wampirów, czarownic, wilkołaków, duchów jest nam faktycznie obcy? Bardziej niż naszym sąsiadom z Zachodu, którzy od lat żyją tą samą kulturą masową? Wmawianie, że to jest nam obce uważam za kłamstwo.



Oczywiście na drodze pojawił mi się problem wpływów lokalnych. No w końcu "Polacy nie gęsi". W Halloween lubię sobie przeczytać fragment "Dziadów". Jeśli w przyszłości uda mi się kupić ładną, drewnianą kraboszkę to na pewno umieszczę ją w dekoracji.

Nie wspomnę już o dniu następnym. Oczywiście "trupie miodki" - nasza tradycja lokalna. Na cmentarz po cukierki, a jakże. W tym roku nawet udałem się na pobliski kopiec pooglądać łuny znad nekropolii. Niestety fakt, że wejście było zamknięte na taras widokowy sprawił, że przyjemność ta mnie ominęła.



Ponieważ Halloween jest tylko raz w roku. Stwierdziłem, że październik będzie dla mnie "Miesiącem Hallowe'enowym". Tak więc już na początku zacząłem lubić rozmaite strony na Facebooku o rzeczonej tematyce. Wieczorami w pracy oglądałem horrory. Nadrobiłem braki z lat minionych. Wiele zaległych serii jest już za mną. Podobnie jak filmy o gotyckim charakterze lub bajki dla dzieci. W minione święto oglądnąłem "Hellraisera" darując sobie tradycyjnego "Shrecka o wielkich oczach" czy "Hokus Pokus". 

A pije co roku tradycyjny sok jabłkowy, nawilżam powietrze olejkiem eterycznym o zapachu tego samego owocu. Ubieram się na czarno, zakładam gotyckie spodnie. Muzyka z playlisty gra. Tapeta na komputerze słodko-mroczna. Słodyczy nakupionych co niemiara.



Cóż tu wiele mówić, Happy Hallowe'en! 

niedziela, 4 października 2015

Diana Rajchel "Mabon. Rytuały, przepisy i zaklęcia na równonoc jesienną"



"W nowoczesnym wydaniu, jeśli tworzycie rytualny orszak z kukłą, możecie ukryć się wzdłuż ścieżki ze swoją rodziną lub kowenem, uzbrojeni w pistolety wodne, a następnie strzelać do kukły i osoby ją niosącej." (s. 63)

Dziękuję! Ustawię tryb "staroświecki". Albo przynajmniej spędzę ten czas na słuchaniu muzyki, przyozdobię na miarę możliwości swój pokój i zjem coś słodkiego. 



Pierdół amerykańskich eklektyczek ciąg dalszy. 

Myślałem, że będzie tragicznie, a jest przynajmniej średnio-nie-najlepiej. Chwała autorce, że poruszyła kwestie nazwy "Mabon" i poświeciła odrębny rozdział Panu A. Kelly'emu, przez co nie będziemy namawiać ją do uroczystego seppuku. Szkoda noża. 

Ale dupereli tradycyjnie co niemiara. Na stronie dwudziestej piątej czytamy o nazwach sabatów, jakie stosowali pierwsi wiccanie. Oczywiście nie wszystkie są zgodne z zaistniałymi faktami. Dowiadujemy się, że Adonis rozgniewał Artemisa. Kim jest ów Artemis? Ja rozumiem, że temat gender jest na topie, ale bez przesady Pani Emilio Niedzieska, która to podpisałaś się pod tłumaczeniem tego tekstu - Artemis (Artemida) to bogini. Zaciekawił mnie kult św. Marcina Archanioła (s. 39), podobnie jak i temat święta "Pogan Pride" (literówka?). Nie mogłem na początku zorientować się kim są "hitenowie", aż w końcu po przeczytaniu tekstu domyśliłem się. W każdym razie przyznam, że dobre posunięcie z tym neologizmem, znacznie lepsze niż "dzikusy" w jednej (lub więcej, nie pamiętam na chwilę obecną) z poprzednich części. 

A tak to porady jak świętować równonoc jesienną dla młodzieży i dużych dzieci. Nic specjalnego podobnie jak i cała reszta tej serii.