Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteka Aleksandryjska - Polecane lektury o wicca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteka Aleksandryjska - Polecane lektury o wicca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2018

Vivianne Crowley "Zasady wicca. Jedyne wprowadzenie, jakiego ci potrzeba"


"Zasady wicca. Jedyne wprowadzenie, jakiego ci potrzeba" to krótka, acz sensowna prelogomena do tematu współczesnego czarownictwa. Celowo użyłem tego pojęcia mając na względzie treść. Choć w tytule pojawia się ukochane przez wiedźmy pojęcie "wicca" autorka jak to zazwyczaj bywa przedstawia czytelnikom tylko przedsmak tego, co może ich czekać kiedy wstąpią do covenu wicca tradycyjnej. A wtedy to dopiero robi się smakowicie ... Ślinka cieknie na samą myśl! 

Tak więc znana, gardneriańska arcykapłanka raczej opisuje coś co nazwalibyśmy czarostwem eklektycznym, bo żeby nauczyć się samej wicca to niestety musimy krwi napsuć jakimś arcykapłanom. Tutaj jednak wszystko wydaje się być krótkim, przed-przed inicjacyjnym kursem.

Crowley omawia podstawowe rzeczy - święta, przykłady wizualizacji, pracę z czakrami, żywioły, obala niektóre mity na temat samych czarownic i ich rzemiosła. Duży akcent pada na argumentację przyjętych założeń, to zaś sprawia, że autorka przedstawia temat od bardzo przystępnej strony. 

Oczywiście nie chcę się tutaj wdawać w polemikę; nie z wszystkim mogę się rzecz jasna zgodzić, pewne poglądy mi nie odpowiadają podobnie jak postrzeganie całego świata, które choćbym chciał to przyjąć nijak nie potrafię. 

Zasadniczo są to rzeczy podstawowe, więc trudno tu w cokolwiek się zagłębiać. Może kilka potknięć bym znalazł, np. Parwati czy Paszupati to hinduski pan zwierząt? Pewne rzeczy też nie są jasno powiedziane, oczywiście domyślam się o co chodzi, ale podejrzewam, że osoby z zewnątrz, które nigdy nie przeszły wiccańskiej inicjacji mogą to zrozumieć trochę na opak.

Podoba mi się to, że arcykapłanka pisząc tę pracę wykorzystuje klasykę dzieł religioznawstwa, psychologii i posługuje się ogólną wiedzą, które wiedźmy przekazują w swoich rodzinach. Zaintrygował mnie wątek śmierci i kultu zmarłych w Irlandii. 

Myślę, że książeczka powinna znaleźć się w "magicznej biblioteczce" każdej osoby zainteresowanej tematem wicca. Polecam!

środa, 14 lutego 2018

Shani Oates "Tubal's Mill. The Round of Life"


Nie tak dawno temu znalazłem ciekawy wywiad na YouTube z Shani Oates, głową Clanu Tubal Cain. Zachwycił mnie on do tego stopnia, że postanowiłem trochę zagłębić się w ten nurt tzw. czarownictwa tradycyjnego. 

Chyba trzy tygodnie męczyłem się z tą publikacją, czytając średnio dziesięć stron dziennie. Przyznam, że było to ciężkie doświadczenie. Autorka sprawia wrażenie przedstawicielki osaczonego trendu współczesnego czarownictwa, która usilnie próbuje przeciwdziałać wszystkim plotkom, jakie na jej klan spadły. Wykorzystuje w tym celu swoją wiedzę środowiskową, filozoficzny język i powszechnie znane informacje. 

Przyznam, że na bezsenne noce jak znalazł (a co gorsze ostatnio w robocie mam same dniówki, pomimo tego, że dostaję dodatek za pracę w godzinach nocnych, ale nie będę się upominał w firmie. Nieważne). 

Oates obala wiele historii. Jak zwykle łupnia dostają takie postacie jak Ronald Hutton czy Ethan Doyle White. Najwięcej krytyki poświęcono Johnowi z Monmouth; autorka kwestionuje całkowicie historię o istnieniu Royal Windsor Coveenu dowodząc, że był on tylko zmyślonym efektem pogłosek. Zaciekawiły mnie ataki na tradycje, które wyrastają z klanu: 1734, Ancient Keltic Church, Y Plant Bran czy Regency. Tutaj gołym okiem dostrzegam wojnę o sukcesję, typową dla okultystycznych środowisk po śmierci charyzmatycznego lidera. "Każda sroczka swój ogonek chwali" jak mówi znane nam powiedzenie i dokładnie widać to w "Młynie Tubala"; Oates koniecznie chce udowodnić, że jej Clan Tubal Cain właściwie odwzorowuje nauki Cochrane'a a pozostałe tradycje zboczyły z właściwego kursu. Ale w to nie będę wnikał, bo to jej opinia jako wyznawczyni, do takiego "emicznego" poglądu ma pełne prawo.  

Dużo znanych nazwisk i rozszyfrowań puzzli historii. Pracę tę równałbym poziomem z dziełami Heseltona, który odkrywa przeszłość wicca; Oates robi to samo z Clanem Tubal Cain. Dowiadujemy się o wpływie pewnych postaci, o tym, które były znaczące, a które nie. Poznajemy kolejne teologiczne myśli i strukturę organizacyjną współczesnej wersji klanu. 

Jedynym  minusem książki jest ten filozoficzny, usypiający język. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo ważna pozycja, warta uwagi, znacząca i uzupełniająca wiele luk. Dlatego wszystkim sympatykom tematu serdecznie ją polecam!

piątek, 29 grudnia 2017

„The Paganism Reader” edited by Chas S. Clifton and Graham Harvey



Kiedy będę już wielki, bo na razie jestem co najwyżej wysoki (no może dwa metry w stanie spoczynku to nie wiele, ale jak wiadomo, człowiek jest z rana wyższy około centymetra niż z wieczora) i będę na studiach prowadził kurs z wicca, to zmuszę swoich nieszczęsnych studentów do przeczytania książki „The Paganism Reader”. 

Jestem bezlitosny! Będę oblewał najpiękniejsze studentki! Jak to dlaczego? Żeby móc się z nimi zobaczyć na sesjach poprawkowych. Od przybytku głowa nie boli. A przynajmniej tak mawiają ... 

Dlaczego akurat tę książkę? „The Paganism Reader” pod redakcją Chasa S. Cliftona i Grahama Harveya to antologia głównych tekstów, które przeczytać powinna każda osoba interesująca się poważnie tematem współczesnego pogaństwa. Są tutaj wykrojówki z klasyki literatury (m.in. Księga Jeremiasza, „Jemioła” Piliniusza Starszego, anonimowe dzieła: „Hymn do Matki Bogów i Hymn do Księżyca”, „Piorun – perfekcyjny umysł”, fragment listu do księdza Juliana Apostaty), teksty, na bazie których powstała wicca lub, które miały duży na nią wpływ  (m.in. Apulejusz, Charles Leland, Aleister Crowley, Rudyard Kipling, Margaret Murray, Kenneth Grahame, C.R.F. Seymour, Robert Graves), prace autorstwa pierwszych wiccan i ich najbardziej znanych kontynuatorów i naśladowców (m.in. Gerald Gardner, Robert Heinlein, Paul Huson, Hans Holzer, Raymond Buckland, June Johns, Doreen Valiente oraz jej dzieło napisane wraz z Evanem J. Jonesem),  teksty na temat późniejszego pogaństwa (m.in. Michael McNierney, Heather O’Dell, Judy Harrow, Tony Kelly, Asphodel Long, Marion Bradley, Wren Sidhe). Do tego doszła jeszcze klasyka literatury pogańskiej zarówno w starej, jak i w nowej wersji (m.in. Marie Heaney, fragmenty z Eddy), rozważania na temat pogaństwa autorstwa redaktorów, teksty o wróżkach faeries Gordona MacLellana i o Genuis Loci Barry’ego Pattersona. Jednym równoważnikiem zdania pisząc: wszystko co najważniejsze oraz kilka pobocznych uzupełnień. 

Dobre odświeżenie tematu dla kogoś, kto nie raz czytał klasykę pogańskiego gatunku. Nowościami jak dla mnie były filozoficzne rozważania w tekście McNierney’ego, choć męczą jak to z ta nauką bywa. To co napisał C.R.F. Seymour jako jeden z pierwszych wydaje się być powtarzane w następnych dekadach przez kolejne pokolenia czarownic. I pomyśleć, że takie truizmy znane były już prawdopodobnie w Covenie z New Forest. Ciekawie wypada nieżyjący już Raymond Buckland, którego poglądy ewidentnie ewoluowały (lub może powinniśmy z perpektywy osób inicjowanych w wicca tradycyjną pisać „de-ewoluowały”) od ścisłej ortodoksji do ostrego liberalizmu. Feministyczna tealogia jak zwykle pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pozostawię temat bez komentarza. Podobają mi się ciekawe uwagi Chasa S. Cliftona na temat pogaństwa miejscowego i pogaństwa przodków. Stały problem amerykańskich wiedźm. Choć przyznam, że polskie czarownice też potrafią imponować (a przynajmniej mnie) swoim „sercowym pogaństwem”. Ale militarni poganie i ich problemy na temat zabijania i wojen opisani przez Harrow ... Obłuda jakiej mało. Chyba jestem zbyt inteligentny, żeby nabrać się na ich moralne problemy i ocenę sytuacji. 

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tematu neopogaństwa, neopogan oraz badaczy. 

Kupić, przeczytać, położyć na półce! No i korzystać w miarę potrzeby od czasu do czasu.

czwartek, 26 października 2017

“Witches in Holland: A Glance at Wicca in The Netherlands”


Dużo jest książek o wicca tradycyjnej, jej historii, rytuałach, wierzeniach, ale mało jest prac o samych wiccanach. Na pewno wielu z nas chciałoby ich bliżej poznać, dowiedzieć się: co akurat skierowało ich w tym, a nie w innym kierunku? Jak trafili na wicca i jak zaczęła się ich duchowa wędrówka? Jedną z niewielu publikacji na ten temat jest praca Jimahla di Fiosy „Wszystkie dzieci króla”, która zawiera autobiografie wiedźm z wielu krajów. W podobnym stylu napisane są dzieła Maxine Sanders oraz historia czarownicy „Heather” w książce Hansa Holzera. Ku mojej radości kolejna lektura w tym klimacie ujrzała światło dzienne. 

Wkładamy ciżemki, wsiadamy na łopaty do chleba (jak na porządne polskie, pogańskie czarownice płci obojga przystało) i udajemy się z misją dyplomatyczną do swoich sióstr i braci mieszkających w Holandii. Nie zawahamy się poinformować o tym istotnym fakcie wszystkich na Facebooku.  Międzynarodowa Kooperacja Magiczna musi działać, a skoro świat zwyczajny to nie świat baśniowy jak w Harrym Potterze, ktoś musi zadbać o to wszystko. I to właśnie w tym celu odwiedzamy kraj kojarzony z wiatrakami, położeniem pod poziomem morza, tulipanami i wszelkim liberalizmem ...  także tym duchowym. 

Powodów wydania „Niderlandzkich wiedźm: Spojrzenia na wicca w Holandii” dostrzegłem kilka. Pierwszy to 25-lecie istnienia gardneriańskiej linii Silver Circle, której założycielami i jednymi z pionierów rozwoju wicca w Holandii byli Morgana i Merlin Sythove. Drugi powód, to uczczenie pamięci współzałożyciela wspomnianej linii, który odszedł do Krainy Wiecznego Lata na początku 2012 roku. 


Książka ma także jeszcze dodatkowe korzyści – przedstawia nam historię rozwoju wicca w Holandii, tamtejszych wyznawców (gardnerian, aleksandrian i innych) oraz ich opinie na wiele tematów. W końcu pokazuje jak linia Silver Circle i Międzynarodowa Federacja Pogańska przeniosły się do innych krajów szerząc wicca i działając na rzecz współczesnych pogan na całym świecie. Ostatnim, ale często poruszanym tematem w „Niderlandzkich wiedźmach” jest ewolucja wymiany informacji, jak to od periodyków na przestrzeni lat Internet okazał się silniejszy. 


Na początku Morgana Sythove opowiada nam czym jest wicca. Śliczne, poetyckie wprowadzenie skupione na szczegółach, a jednocześnie bardzo przystępne. Dobra robota! Historia o toczeniu jajek wydała mi się bardzo znajoma. W dalszej części wypowiadają się także inni wiccanie. Wywiad z Mauricem i Jetske; aleksandrianami z Alkmaar przeprowadziła wiccanka Jana. Bardzo rzetelne odpowiedzi. Do gustu bardzo przypadła mi opinia arcykapłanów na temat tworzonego w obrębie współczesnego czarownictwa „kultu świętych” jakimi nieraz otacza się czy to Doreen Valiente czy to innych znanych postaci (jeszcze za życia). To samo mnie osobiście irytuje; zwłaszcza ołtarzyki z wizerunkiem Aleksa. Ludzie! To ma być kult Bogini i Rogatego Boga, a nie gardnerianowierstwo czy sandersowierstwo. Oddajmy arcykapłanom to co arcykapłańskie, a bogom to co boskie! Parafrazą jakiegokolwiek religijnego źródła by to nie było ... Następnie czytamy ciekawy esej o współczesnym pogaństwie osoby podpisującej się jako Alder Lyncurium. Dalej Gwiddon Harveston, gardnerianin, koordynator PFI Rosja przedstawia historię Silver Circle; biografię Sythove’ów, parę słów o Eleanor Bone i historii linii, której jest przedstawicielem. Kolejny to esej anonimowego autorstwa opowiadający o doświadczeniach z pozycji arcykapłanów. Bardzo ciekawy. Kilka porządnych zdań o wicca dodaje Marian Green. Marriëlle, aleksandrianka z pierwszego aleksandryjskiego covenu holenderskiego uzupełnia temat o kilka informacji od siebie. Ósmy rozdział dotyczy Merlina Sythove, jego biografii i działalności. Na końcu krótki przegląd zespołów muzycznych i artystów, powiązanych bardziej lub luźniej z pogańską Holandią (The Dolmen, L.E.A.F., Femke Bloem, Maya Fridman). 

Ale, żeby tego nie było za mało – do książki dołączona jest płyta z półtoragodzinnym dokumentalnym filmem. I to również uważam, za olbrzymi plus dla tego przedsięwzięcia. Kilka wywiadów, a w międzyczasie pokazanie wiccańskiego koła roku w pejzażach holenderskich. Występują m.in. Morgana Sythove, Rhianne Sythove, Gwiddon Harveston, Rufus i Melissa Harringtonowie, Nicole Groenendijk, Sietske, Anne, Lady Bara, Jake i Ko Lankester, Jana, Mae, Elenna, Ellen Meuwsen, Geraldine Beskin. Historia poganionej Holandii, powstanie i rozwój PFI. Ponieważ ulwielbiam tego typu dokumentalne nagrania, oglądnąłem z przyjemnością. 

Jako Polacy mieszkający w Polsce powinniśmy zwrócić uwagę jak powinna wyglądać adaptacja wicca w innych krajach. Dobrze jest poznawać historię wicca, wiccan i sytuacji nowego pogaństwa na terenie całej Europy. Z tej racji, że popyt na tego typu źródła uważam za ogromny; gorąco wszystkim polecam zarówno tę książkę jak i film

PS.

I teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko publicznie zrypać polskich wiccan! Dlaczego nikt z Was nie zrobi mi na złość i nie wyda podobnej pracy z autobiografiami? Nawet jeśli pominiecie mnie jako pomysłodawcę to sama idea takiej lektury byłaby genialna. Ciągle te rywalizacje i walki covenów, spory, kłótnie, potem sojusze, potem znowu kłótnie ...  Jest o czym pisać. Gdyby dodatkowo kapłanki pokazały się w pełnym wiedźmim rynsztunku skyclad to myślę, że książka rozeszłaby się niczym świeże bułeczki. Zastanówcie się nad tym! Czekam na książkę z autografami, choć jako były aleksandrianin też mógłbym coś wnieść do niej od siebie.

niedziela, 30 lipca 2017

Chas S. Clifton „Her Hidden Children. The Rise of Wicca and Paganism in America”



Sięgając po pracę znanego badacza czarownictwa, prof. Chasa S. Cliftona żyłem w przekonaniu, że przeczytam ciekawe opracowanie historii i rozkwitu tego niezwykłego konglomeratu religijnego na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Mało jest prac dobrze opisujących historię i genealogię poszczególnych tradycji „ame-wiccańskich”. 

Trochę się rozczarowałem. Nie, nie, nie! O co innego mi chodziło! Różdżka i athame dalej leżą schowane w torbie wraz z innymi rekwizytami. 

“Her Hidden Children. The Rise of Wicca and Paganism in America” to kolejne opracowanie tematu kilku podstawowych wydarzeń i spraw związanych z amerykańską wizją neopogańskiej religii wiedźm; a więc jak wicca wykluła się w Wielkiej Brytanii wraz z kilkoma innymi nurtami. Następnie Ray Buckland i jego rola w popularyzacji ruchu. Potem kilka tradycji, które narobiło szumu wokół siebie, a na końcu jeszcze kilka słów o innych nurtach tamtejszego neopogaństwa. Do tego na piedestał dołożone zostały popularne sprawy omawianej religii w Nowym Świecie – feminizm, religia natury etc. 

Główną wadą książki jest fakt, że została ona wydana w 2006 roku – jak to zwykle bywa od tego czasu wiele rzeczy się zmieniło a informacje zdezaktualizowały. Druga sprawa to omawianie tematów, o których już niejednokrotnie czytałem w wielu innych opracowaniach. Nie wykluczam jednak, że część z tych późniejszych, z którymi się zapoznałem odnosiły się właśnie do omawianej w niniejszym poście książki, zwłaszcza kwestie feminizmu i religii natury. 

W sumie przyznam, że wielu nowych rzeczy się nie dowiedziałem. Z perspektywy tego co czytałem do tej pory lektura jawi mi się jako kolejne wałkowanie tych samych problemów. Jej zaletą jest to, że oparta została o dobre źródła. Clifton nie stroni od humoru, nie kupuje informacji naiwnie bezkrytycznie jak czynią to co poniektórzy autorzy, których przytacza i na co zwraca uwagę. Skompilował całkiem spory kawałek biblioteki. 

Tak więc gdyby ją zaktualizować byłaby wskazanym podręcznikiem akademickim. Póki co mogę ją polecić jako ciekawostkę zaznaczając, że pewne opisane w niej tematy historyczne wymagają lekkiego „apdejta”.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Philip Heselton "Doreen Valiente Witch"


Powracamy do książek z górnej półki na temat wicca i jej notabli.

"Doreen Valiente Witch" to kolejna biografia jednej z najsławniejszych wiedźm jakie nosiła brytyjska ziemia. Możemy na marginesie dodać, że szanowanej na całym świecie; chyba żadna inna nie wniosła tyle wkładu dla współczesnego religijnego ruchu czarownic co Doreen Valiente. Jak już wspominaliśmy (chyba) kiedyś, Doreen była niczym R2D2 i C3PO dla "Gwiezdnych Wojen" - pojawiła się właściwie wszędzie tam gdzie powstawały legendy - była w covenach Gardnera, Cardella, Cochrane'a, Gryffin. Swoją osobą spaja w jedną całość wydarzenia lat 50., 60. i 70.  Znała wielu wybitnych okultystów i czarowników. 

Co do osoby autora, Philipa Heseltona, to chyba nie trzeba go już przedstawiać - nikt jak do tej pory nie dorównał mu doskonałością prac w interesującym nas zagadnieniu. Jest niewątpliwie  najlepszym historykiem współczesnego czarownictwa jakiego nosiła ziemia. Zasłużył na przydomek "Wielki" lub "Wspaniały".

Nie tak dawno temu pisałem o biografii Valiente autorstwa Jonathana Tapsella. Nie jest ona zła, ale tak na prawdę stanowi ona pewien encyklopedyczny skrót tego co sporządził Heselton. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, jak zwykle dotarł do dokumentów, listów i sporządził znacznie dokładniejszą i lepszą pracę opartą na całej masie źródeł. Zgromadził dowody, które niejako rozwijają wszystko to co wcześniej opisał Tapsell. Ta biografia jest zdecydowanie lepsza od swojej poprzedniczki. 

Zaciekawiły mnie pewne fakty z życia Valiente o których do tej pory głośno nie mówiono. Jej pierwszym chłopakiem był Polak! Nawet brytyjska wiedźma wie co najlepsze. Polacy mają bardzo duży wkład w historię współczesnego czarownictwa, ale że aż tak olbrzymi to nawet nie wiedziałem. Tak trzymać panowie! My wiemy najlepiej jak z kobiety zrobić legendę czarownictwa! 

Zastanowił mnie wątek przynależności Doreen do jednej prawicowej partii politycznej. Wprawdzie Heselton robi wszystko, żeby jej wizerunek ocieplić i dowieźć, że wcale nie była ona zagorzałą miłośniczką idei lansowanych przez tą grupę, tylko starała się jej użyć do innych celów. Jednakże czy tak było na prawdę? Tego nie jestem w stanie powiedzieć znając mentalność pierwszych wiccan, którzy w przeciwieństwie do tych z późniejszych dekad byli zupełnie inni.

Czytając biografię miałem wrażenie, że Doreen była zwyczajną osobą; oczytaną miłośniczką wielu ciekawych tematów. Była bardzo zaangażowana w czarownictwo i poświęciła swojej pasji całe życie. A nawet po śmierci jest jego ikoną. Dla mnie była wręcz wzorem czarownicy pomimo tego, że w późniejszych latach życia prezentowała bardziej liberalne poglądy niż jej bracia z Covenu Bricket Wood. Takie wiedźmy lubię najbardziej - pasjonatki, badaczki, poetki.

Książkę gorąco wszystkim polecam!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Philip Carr-Gomm "Historia nagości"


Ponieważ na okładce książki napisane jest "nie czytać w ubraniu", sugeruję udać się do sypialni lub czytelni. Wkładanie literatury do odzieży i rozprawianie się z nią w ten sposób uważam za bezsensowny pomysł.

Do kupna tej książki wbrew pozorom nie zwabił mnie tytuł lecz nazwisko autora - Philipa Carr-Gomma, znanego druida, głowy OBODu. Wiedziałem, że w tekście znajdę interesujące mnie zagadnienia.

Nie, nie. O to też mi nie chodzi. Co za erotomani czytają mój blog? No dobrze! Niech będzie. Skoro tak na prawdę chcecie zobaczyć moje akty to znajdują się one na tej stronie.

Jedźmy dalej.

Oczywiście książka świetnie omawia lubiane przeze mnie zagadnienie. Nagość! Philip Carr-Gomm jest naturystą od 49 roku życia (a przynajmniej tak deklaruje). Muszę przyznać, że późno zaczął. Ja swoją przygodę rozpocząłem w wieku 15 lat a trwa ona nadal (w tym roku jubileuszowe 18 najcieplejszych w roku sezonów publicznie na golasa!). Tak trzymać!

A już te przygody tam ... Panie z którymi miałem wykłady na studiach, a które na mój widok opuściły galopem plażę. Tego się nie zapomina!

I generalnie uważam, że więcej pań w wieku od szesnastu do dziewiętnastu lat powinno zacząć praktykować to rzemiosło. Noszenie biustonosza w dużym rozmiarze na plaży powinno być surowo karane mandatami dla nastolatek, które kończą lub ukończyły gimnazjum.

Carr-Gomm pisze o wielu aspektach nagości. Politycy, modele, grupy religijne, artyści, aktorzy, aktywiści polityczni. Pomimo, że najświeższe tematy w stylu FEMEN czy gość, który wybiegł nago przed brytyjską królową nie są wspominane wśród przykładów to omówiony został każdy szczegół tej ideologii i wiemy z czym się to je.

Muszę przyznać, że praca Carr-Gomma świetnie uzupełnia się z "Homo nudus" Roberta W. Florkowskiego. Pomimo, że obaj Panowie omawiają "część wspólną historii nagości", to w każdej z ich prac z osobna czegoś brakuje. Florkowski np. nie napisał nic o wicca, naturyzmie chrześcijańskim czy gimnozofii co Carr-Gomm wniósł do świadomości czytelnika. Z kolei Florkowski lepiej przedstawia inne ciekawostki historyczne, które Carr-Gomm omawia bardzo pobieżnie.

Oczywiście jest cały rozdział o wicca. Nawet dobrze napisany. Z reguły temat ten omawiany był na końcu tego typu opracowań, a tu mamy na odwrót - niemalże od niego się zaczyna. Jest to krok w dobra stronę.

Tłumaczenie trochę zawodzi. Pisząc o kupnie "Wioski wiedźm" przez Gardnera autor miał na myśli za pewne sławną "Chatę Wiedźm", XVI-wieczną chałupę, w której potem odprawiano obrzędy. Podobnie jak pewien cytat wskazuje na to, że Budapeszt leży w Bułgarii (s.246) - trochę niejasno jest to napisane.

Spodobało mi się podejście do sprawiających problemy emigrantów-duchoborców:

Komendant policji nakazał ich otoczyć i zagonić do urzędu imigracyjnego, gdzie kazano im się ubrać. Kiedy odmówili, drzwi zabito gwoździami. Rozwieszono też świecące jasno latarnie, które przyciągały komary. Do rana wszyscy mieli na sobie odzież. (s. 123)

Żebym nie znalazł  pomysłu na bisurmanów. A, że zaliczam się do kreatywnych to ...

Dowiedziałem się, że 81% Brytyjek wstydzi się swojego ciała. No jest czego przyznam szczerze. Tylko dlaczego Brytyjki tak chętnie idą z każdym do łóżka, a Polki choć nie mają czego się wstydzić wybrzydzają? Tego nie rozumiem.

Książka fajna - gorąco polecam!

A teraz zabieram się za taniec ze spiralką w wydaniu Gwiezdnego Jarząbka ...