poniedziałek, 22 maja 2017

Jordan Babula "Sabaton. Lwy północy"

"... Z naszego punktu widzenia trasa z Therion i Grave Digger jest szczególnie ważna z innego powodu. To na niej bowiem Sabaton zawitał po raz pierwszy do Polski. I to aż na dwa koncerty - 13 lutego w Klub 38 w Krakowie i dzień później w warszawskiej Stodole." (s. 72)

Zaraz, zaraz. Nie tak hop! Po kolei! 

Ale może od samego początku.  Otwieramy "Pamiętnik czerwonego pantoflarza!" (Black Martens Diary). Poprosimy o reminiscencję!
................................................................................................................
13 luty 2007 r., Kraków 

W końcu wraz z Arkiem dotarliśmy na miasteczko studenckie. Oczywiście kiedy u celu naszej wędrówki sprawdzała nas ochrona grał już pierwszy support. Tak więc chyba jedna czy dwie piosenki nam przepadły. Czułem się stratny, ale to na szczęście wychodziłem z założenia, że to jakiś tam z pozoru zespolik, a nie gwiazda wieczoru. Tradycyjne powitania z szeregiem znajomych, których jak zwykle nie brakowało i pełna świadomość tego, że Klub 38 wypełniony był po brzegi widzami towarzyszyły w pierwszych chwilach po przekroczeniu bram. No i grał sobie pierwszy zespół. Podeszliśmy bliżej wsłuchując się w ich radosną twórczość. Nawet przyjemnie było. W ucho wpadały melodyjne, powermetalowe brzmienia. Zagrali kilka piosenek i nawet mi się spodobali. Szkoda, że człowiek nie znał ich wcześniej. Widownia średnio się bawiła, ale niestety tak to bywa kiedy większość przybyłych na koncert zna tylko główną atrakcję, którą był Therion. Po Sabatonie zagrał jeszcze Grave Digger, który choć uchodzi za klasykę gatunku dla wielu, nie przypadł mi osobiście do gustu (wiem, byli i tacy co przyszli głównie na ten występ). W sumie nawet Arek zgodził się z moją opinią co do wyższości zbroi ochraniającej stopę nad grobowym górnikiem. Już następnego dnia pamiętam, że poszukałem sobie w sieci kilku ich utworów. Najbardziej spodobał mi się "Light in the Black". No i po samym koncercie miałem okazję dowiedzieć się, że zespół nazywa się "Sabaton", a nie "Sabation" jak to błędnie przeczytałem na bilecie ... A i tak nazwę wiązałem z wyrazem "sabat" jak wiem z perspektywy czasu - mylnie.

Po latach mogę śmiało wyznać, że byłem na koncercie Sabatonu zanim stało się to modne. I to jeszcze na pierwszym, który zagrali w Polsce. Kindermetale, całować mój pierścień! 

Oczywiście o zespole długo było cicho zanim nagle media głównego nurtu nie poinformowały o amatorskim teledysku do "40:1" zamieszczonym na YouTube, który przekroczył znacznie przeciętną liczbę wyświetleń. I tym sposobem kosmiczny porządek został odwrócony. Polskie mainstreamowe media pokazały Polsce zespół metalowy. Ba! Nawet wyższy katolicki duchowy Sławoj Leszek Głódź wręczał metalowcom nagrody. Kurcze, ja czekam aż espiskopat wręczy zespołowi Kat statuetkę św. Cecylii za całokształt twórczości. Szok jak potraktowano w Polsce zespół grający metal. Honorowe obywatelstwo, reklama w telewizji, odznaczenia od władz państwa ... 

"Sabaton. Lwy północy" to oficjalna autobiografia zespołu Sabaton. Jordan Babula przeprowadził w niej wywiady z wokalistą Joakimem Brodénem i basistą Pärem Sundströmem. Dodatkowo przestrzeń wypełniają zarchiwizowane wywiady oraz zdjęcia. Wypowiadają się także inni członkowie zespołu. Historia, koncerty, działalność, sukcesy i porażki. Wiem już, którą linią lotniczą nie podróżować.

Sabaton, jak to Sabaton oceniam jako zespół grający dobrze, bo lubię melodyjne kompozycje. Podoba mi się muzyka, nawiązywanie w tekstach do historii. Jako metal-rencista nie mogłem wobec sprawy przejść obojętnie. Dlatego trochę poczytałem sobie o tym jaka to polska publiczność jest zadżebista. Nie nowość to dla mnie, acz muszę przyznać, że trochę się mentalność polskich metali popsuła w młodszym pokoleniu. Słyszałem też plotkę, że najlepiej bawi się Kraków i Śląsk, a najgorzej Warszawa. Trudno to stwierdzić, bo na koncerty i tak przyjeżdżają ludzie z różnych miast, ale chyba coś jest na rzeczy, bo pamiętam w wywiadzie jakiś wątek obił mi się o wzrok w tej kwestii. 

Zafascynowało mnie to, jak Szwedzi postrzegają Polaków, nasz stosunek do historii, wartości etc. I tu chyba faktycznie znowu pniemy się do góry na tle reszty kontynentu, który popadł w totalną degrengoladę świadomościową.

Irytuje mnie to, że biedaki wiecznie muszą się tłumaczyć, że śpiewają o historii, a nie propagują nazizm o co się ich notorycznie podejrzewa. I tu im współczuję faktycznie. Pierdolec społeczny pod tym względem jest ogromny i jest to jedna z gorszych chorób umysłowych XXI w. Pamiętam też jak czytałem o śpiewaniu hymnu w Szwecji. No to już jest dla mnie tragedia skończona. Ten kraj po prostu umarł śmiercią samobójczą ...

Trochę też drażni mnie to, że Polacy koniecznie chcą ze Szwedów zrobić swój narodowy zespół. Wprawdzie Sabaton zaśpiewał kilka piosenek o Polakach (lub tych wydarzeniach, gdzie grali oni główną rolę), no ale do cholery, bądźmy ludźmi. Niech Sabaton śpiewa o całym świecie, a nie tylko pod nas, dla nas, o nas.

Dużo ciekawostek, znajomych nazw zespołów i klimatów bliskich każdemu człowiekowi, który miał serce z metalu.

Fanom tematu polecam! Samo ZUO \m/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz