piątek, 14 kwietnia 2017

Rodney Orpheus "Abrahadabra"


Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem "Magiję w teorii i w praktyce" Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem - zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem. 

"Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya" Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę - teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei. 

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać - już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii - pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? ... 

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać "magijnych"?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette'a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane. 

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki. 

3 komentarze:

  1. Serwus

    Wyrazu szacunku za zacnego bloga. Rad bym zaproponował publikację niektórych waści recenzji na stronie pisma http://ulvhel.wordpress.com - w razie przychylnego rozpatrzenia propozycji proszę o kontakt pod pneumatyk@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!

      Co do mojego zacnego bloga to dziękuję, ale tak na prawdę to nie jest on niczym więcej jak darmową rozrywką, do której podchodzę na pełnym luzie. Zasadniczo to składa się on z bełkotliwych, krótkich opinii, które piszę na szybko po przeczytanej książce. Może posty mają jakieś znamiona recenzji, ale większości z nich nie nadałbym takiego miana porównując je z wpisami z innych blogów, które pisane są starannie z zachowaniem formy. Ponadto niektóre wpisy zawierają ukryte przekazy podprogowe, które wyłapią tylko pewni moi znajomi. Ale jeśli chcesz, śmiało możesz wybrane posty opublikować na swojej stronie z zaznaczeniem mojego autorstwa.

      Pozdrawiam serdecznie i dodaję Twoją stronę do linków u siebie na blogu.

      Usuń
  2. Klawo! Pojutrze się tym zajmę. Miło mi. Z farcikiem!

    OdpowiedzUsuń