niedziela, 23 kwietnia 2017

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn „Obrzęd dziadów. Jak wykonać go skutecznie”




Znając życie, ludzie zaczną góglować słowo klucz „dziady” w październiku z racji zbliżającego się święta o chtonicznej naturze. Pewnie przy tej okazji trafią na niniejszy post napisany w dosyć specyficznym terminie – znajdujemy się na mapie czasu po dziadach wiosennych tuż przed świętem znanym wśród celtyzujących neopogan jako Cethsamhain. Właściwie to mawiają oni „Beltaine”, ale że nazwa Cethsamhain oznacza „przeciwko Samhain” nie zawahałem się jej tu użyć. Dla mnie to i tak Wigilia Majowa, a pewne elementy jej celebrowania w naszej kulturze zachowały się na długo po chrystianizacji; odnotowane zostały przez kronikarzy i folklorystów przy okazji różnych „chrześcijańskich” świąt z okresu późnowiosennego. Mam tu na myśli „Katalog magii” Rudolfa z Rud Raciborskich, wzmianki o święcie Stada, opisy zabobonów z okazji Zielonych Świątek. 

Tak czy siak, jesteśmy kalendarzowo umiejscowieni w okresie silnie związanym z kultem zmarłych w kulturze słowiańskiej, tyle, że trochę bagatelizowanym współcześnie. Na dobrą sprawę oprócz krakowskiej Rękawki, prawosławnej Wielkanocy gdzie raz do roku wspomina się zmarłych pozostają tylko prywatne obrzędy rodzimowierców. O wiosennym kulcie duchów nic się jako tako nie mówi.

Ale dobra, dla kontrastu obrócę to nieszczęsne koło roku o sto osiemdziesiąt stopni chociaż i w tym czasie można dokonać wielu ciekawych praktyk z poczciwymi nieboszczykami. 

„Obrzęd dziadów. Jak wykonać go skutecznie” to niedługa acz wnikliwa propozycja rytuału na jesienne święto Dziadów autorstwa Jacka Greczyszyna. Na początku kilka historii o przeprowadzonych obrzędach, ich efektach i opiniach uczestników. Potem ułożenie święta Dziadów na planie przenikających naszą rzeczywistość kultur. 

Bardzo przypadła mi do gustu krytyka świętowania w wykonaniu rodzimowierców. Na dobrą sprawę również dostrzegam w tym tylko teatr. Bez próby nawiązania bezpośredniej łączności z duchami, czy to widzenia ich przez mgłę oparów kadzideł, czy próbę kontaktu w inny sposób (już nawet tfu, tfu za pośrednictwem środków halucynogennych lub tabliczek Ouija) wszelkie formy scenicznych rytuałów uważam za puste i nie widzę większego sensu ich wykonywania. Trochę na myśl nasuwa mi się scena z jednego odcinka kultowego serialu „Włatcy Móch” podczas której Higienistka wylewa wódkę litrami na grób zmarłego męża, który obserwuje ją z ukrycia z towarzyszem Pułkownikiem i kompletnie nie może pojąć po co ona to robi w ten sposób? Myślę, że rytuały z tej okazji powinny bardziej przypominać obrzęd szamański, czarowniczy niż być tylko spektaklem. W każdym razie trans mile widziany. 

W dalszej części książki następuje opis przebiegu obrzędu, a także porady z jakimi ludźmi powinien zostać przeprowadzony. Kilka opcji, wiele przemyśleń i co da się zauważyć gołym okiem – rytuał ten nie jest taki łatwy do zapamiętania. Trzeba go uważnie przestudiować, żeby nie zrobić czegoś źle. Istotnym elementem jest wywołanie odpowiedniego stanu; wyciągnięcie z rozmowy z duchem wystarczająco dużych korzyści i przede wszystkim o bezpieczeństwo. Odprawienie tego typu obrzędu wiem, że nie jest łatwą sprawą, często wymaga długotrwałych przygotowań i pracy nad sobą.

Jest to oczywiście jedna z propozycji celebrowania dziadów, ale muszę przyznać, że sensowna. Cały rytuał jest oczywiście utrzymany w duchu twórczości Greczyszyna, pojawiają się znane nam alfabety, pojęcia pisane przyjaznym językiem. Oczywiście wykorzystanie ich jest opcjonalne, niemniej żeby dobrze przeprowadzić cały ceremoniał trzeba nauczyć się detali. Dużo teorii i precyzyjne szczegóły teorii i praktyki są głównym atutem tej pracy.

Dla wszystkich miłośników jesiennego święta jest to cenny zabytek literacki. 

Gorąco polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz