środa, 11 stycznia 2017

Ransom Riggs „Miasto cieni”


Ja pierdzielę! Przez ostatnie strony książka zdrowo trzymała w napięciu. Już spodziewałem się nieszczęśliwego zakończenia. Uwielbiam takowe! Już wszystko szło z górki, aż tu nagle ...

No dobra, zacznijmy od początku. „Osobliwy dom pani Peregrine” pojawił się w końcu w kilku wersjach na Cda.pl stąd też nie miałem problemu  z zapoznaniem się z wersją kinową. Oczywiście coś mi zgrzytało, bo Olive i Emma mają swoje umiejętności przydzielone na odwrót (a w polskim dubbingu Enoch mówi podczas sceny na kolacji w kontekście Emmy, że "Olive może nawet wydać się za Jake'a" ...). Podobnie jak w książce doktor Golan to mężczyzna, a w filmie zrobiono z niego kobietę. Lektura też zupełnie inaczej się skończyła niż jej ekranizacja. Duże rozbieżności panie Burton, ale może to i dobrze? Już o scenie, w której Abe wręcza Jake'owi książkę z banknotami, a w niej stare polskie wycofane z obiegu 20-złotówki i oznajmia, że to na podróże nie wspomnę ...

Druga część sagi wciąga w lekko inny klimat; mamy tutaj bajki, osobliwe zwierzęta, wędrówki po wybuchającym Londynie i osobliwą walkę, która na końcu okazuje się ... Dobra nie będę zdradzał szczegółów ciekawskim. Coś Wam się od życia należy. Żywię tylko resztki nadziei na to, że Emma zginie. Za to wystawienie Jake'a mam nadzieję, że ją Riggs zabije w trzecim epizodzie.

Fabuła poszła w zdecydowanie nieoczekiwanym kierunku. Wyobraźnia Riggsa w dużej mierze oddala się od postaci ze świata X-menów, a coraz bardziej czuć w niej rasową historię wymieszaną z baśniowym światem.

Zobaczymy co się stanie dalej!

Czytamy, czytamy ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz