czwartek, 25 sierpnia 2016

Margaret Alice Murray "Wiedźmi kult w Europie Zachodniej"




Przeżyjmy to raz jeszcze! Do tej pory pisane było mi tylko zapoznanie się z wersją książki w formacie pdf, ale w końcu jest - Margaret Alice Murray "Wiedźmi kult w Europie Zachodniej" po raz pierwszy drukiem po polsku! Idziemy do przodu na pełnym gazie.

Skoro Wydawnictwo Sacrum zadbało o to, żeby Polacy mogli zapoznać się ze słynnymi tezami brytyjskiej pani antropolog nie pozostało mi nic innego jak natychmiastowe nabycie owawianej w niniejszym poście lektury.

Oczywiście nie widzę sensu, żebym pisał o rzeczach, o których i tak wszyscy wiedzą. Zatem daruję sobie jej streszczanie.

Ze swojej strony zwrócę uwagę tylko na kilka istotnych faktów. Oczywiście, że Murray wywarła duży wpływ na wicca (jaki konkretnie dowiecie się szczegółowo w niedalekiej myślę przyszłości). Nie jest jednak tajemnicą, że jej rola jest wyjątkowo wyolbrzymiana. Gerald Gardner skorzystał z jej tez przy tworzeniu zrębów swojej religii, jednakże innych źródeł wykorzystał - rzekłbym - tyle samo i w równym stopniu. Tak więc z nieznanego dla mnie powodu we wszystkich opracowaniach tematu, gdzie historia wicca jest omawiana, na piedestał wystawia się głównie dzieła Murray, a całą resztę wymienia jako drobne ciekawostki. Nie oceniłbym tego w taki sposób zapoznając się szczegółowo z tematem na przestrzeni lat.

Książki Murray są biblią dla swoistego rodzaju Turbo-Wiccan (tacy odpowiednicy Turbo-Słowian, którzy wierzą we wszystkie bzdury, które swoją niesamowitością dodają niezwykłego klimatu każdej bredni, która zastępuje realną, suchą historię. Po angielsku mówi się na takich "fluffy bunnies", ale polska kultura znajduje więcej terminów do prostszego zrównania ich z ziemią).

Na wstępie Adam Anczyk wprowadza do tematu. Przyznam szczerze, że poważniejszych błędów nie dostrzegłem w jego eseju. No chociaż ze swojej strony nie poleciłbym nikomu czytania Huttona. Ta książka po 15 latach wiele straciła na swojej zawartości, a nawet świeżo po jej wydaniu już na nią co poniektórzy szczekali. Nie wspomnę już o książce będącej jego krytyką autorstwa Bena Whitmore'a. Podobnie polecany przez Anczyka Jeffrey Russell, który też mi niczym nie zaimponował w tej dziedzinie. Przestarzałe farmazony, które obalała m.in. Doreen Valiente jeszcze w latach 80. ubiegłego stulecia. Tak samo zwrot mówiący o tym, że Gardner otrzymał inicjację z rąk Dorothy Clutterbuck. No i owszem, bo niektóre źródła podają, że tak w istocie deklarował, ale jak zwraca nam uwagę Philip Heselton - te zeznania nigdy nie były autorstwa Geralda, a raczej były to plotki stworzone na bazie skrótów myślowych, które stworzyli inni opierając się na przedstawionych przez niego powierzchownie informacjach. A czy rzeczywiście Clutterbuck-Fordham inicjowała Gardnera? Przecież wiemy, że nie. Szpanowanie wiedzą z zakresu książek wydanych wiele lat temu daleko Pana nie zaprowadzi ...

"Wiedźmi kult w Europie Zachodniej" czyta się jak sielankę. Muszę publicznie schwalić Wydawnictwo Sacrum, zwłaszcza tłumaczkę Agnieszkę Kisiel za kawał dobrej roboty. Ogromnym plusem dla książki jest dobry przekład i zamieszczone przypisy.  Tutaj podstawową zaletą są te urocze stenogramy z procesów czarownic. Wiemy, że bzdurne tezy Murray odłożono do lamusa dawno temu, jednakże dzięki niej mamy ciekawą lekturę pełną historii legendarnych sabatów, ofiar z dzieci, ludzi, zwierząt, opisy diabłów i harców podczas spotkań. Obowiązkowa czytanka dla wszystkich miłośników tematu wicca, czarownictwa i Epoki Stosów. Czuć ludowy klimat!

Polecam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz