wtorek, 7 czerwca 2016

Anna Thulie "Wiccanka"

Może trochę po czasie, ale jak mawiają "lepiej późno niż wcale".

Pod mikroskop wziąłem "Wiccankę" autorstwa Anny Thulie. Jest to chyba pierwsza tego typu wydana w Polsce opowieść przesiąknięta wiccańską tematyką. Nie mogłem zatem pozostać względem niej obojętny.

Akcja "Wiccanki" toczy się współcześnie. Główna bohaterka jest kimś na wzór przeciętnej New Agerki miłującej się w ludowej mądrości nauczonej przez babcię. Oczywiście jak każda szanująca się osoba z tego środowiska ma problem ze znalezieniem sobie faceta na stałe. Nieznana nam z imienia tytułowa postać poznaje go podczas sabatu zorganizowanego przez jedną znajomą na Ślęży. Potem on znika. I cała reszta książki to poszukiwanie go z licznymi kryminalnymi przygodami.

Romansidło dla nastolatek, którym ostro grają hormony. Ale, że dla nastolatek to i sama treść pozostawia sporo do życzenia ...

Cała ta opowieść inspirowana jest głównie eklektycznym czarostwem. Wszystko w typowo komercyjnej wersji.

Mamy tutaj sabat, na który zaproszona zostaje główna bohaterka. Tam panie noszą kiecki, rytuał silnie inspirowany jest pewnym synkretyzmem; celtycko-słowiańska Ślęża, przywoływany jest Kupido, niby w ten sposób odbywa się celebracja Nocy Świętojańskiej. Na stronie 20 występuje jakiś motyw mitologiczny, gdzie Księżyc to mężczyzna a Słońce kobieta. Czy to jest aby na pewno słowiańskie? Bo czy wiccańskie to nawet nie zapytam. 

Termin "wiccanka" jest tutaj nadużyty. No chyba, że potraktujemy go w rozumieniu amerykańskim jako określenie tandetnych praktyk dla ciemnych mas charakteryzujących się pustym synkretyzmem i robieniem wszystkiego na własny autorski sposób. Wtedy pasuje jak znalazł. Nie brakuje też wątków rodzimowierczych i to tych romantycznych zamiast tych bazujących na historii.

A już pisanie, że wicca to religia tolerancji ... Szkoda słów.


A już opis czym jest wicca na stronach 88 i 89 to po prostu makabra. Eklektyzm lat 90. Teraz taka definicja by nie przeszła. Dobra charakterystyka puchatych króliczków, którzy wiccanom co najwyżej robią publiczny obciach.

A już ta wzmianka na stronie 101, że "przemoc jest nam obca" po prostu dobija. Wie Pani ilu wiccan siedzi za przestępstwa w Stanach Zjednoczonych? Nawet Eric Weinar pisał o covenie, w którym jakąś osobę skazano za seks z małymi dziewczynkami.

"WiccaNIE!"

Śmiesznych wątków nie brakuje.

Ciekawe, że ubieranie choinki nawiązywać ma do słowiańskiego kultu drzew. Określenie Ślęży mianem "prasłowiańskiej góry" też nie za bardzo przypadło mi do gustu. Tam dawniej byli Celtowie o czym Pani Thulie przez całą książkę zapomina. A już to, że "uszanowano słowiańską przeszłość" wspomnianej góry powoduje we mnie drgawki.

Ponadto jako inicjowany wiccanin muszę połamać przysięgę milczenia (albo i nie) i zapewnić Panią, że wiccanie nie błogosławią noży poprzez wrzucenie ich do ognia.

Z kolei pentagram to symbol znany w wielu kulturach i pisanie o nim, że jest to prasłowiański symbol uważam za zdecydowaną przesadę ... Zna Pani jakiś przykład pentagramu zachowanego na czymkolwiek jak choćby wazach z czasów przedchrześcijańskich na terenach zamieszkiwanych przez Słowian?

Na końcu jeszcze Pani Thulie podaje jakieś bzdurne encyklopedyczne pierdoły na temat tego czym jest wicca. I powiem krótko - nie są one za dobre.

Wiedźmy spotykają się w czasie pełni księżyca na tzw. "esbatach". Nie wiem dlaczego Thulie pisze "e-sabatach". To by mi bardziej wyglądało na spotkania on-line podczas sabatów ...

Pewne akcenty zbulwersowały mnie jako Silinieza.

Opis ideału faceta. "Żadna tam wiotka trzcina" (s.9)? O Pani Thulie, podpadła mi Pani ostro! Widzę, że nie tylko na wicca zna się pani równie dobrze ... Te wizje brunetów również są okropne. Wprawdzie powoli zamieniam się z wiotkiej trzciny cukrowej w słodkiego misia, ale przyznam, że wiele bym dał, żeby wyglądać tak jak dawniej.

A już te opisy jak mężczyźni powinni pachnieć... Hołduję głównej metaforze powiedzianej przez jednego człowieka dawno temu, że "jak facet nie śmierdzi gównem, to co to za facet?". Oczywiście to tylko metafora - uprzejmie proszę o nie traktowanie jej dosłownie i o nie wyrywanie z kontekstu. Chyba w takiej sytuacji nie jestem ideałem romantycznego ukochanego dla żadnej wiccanki. Zmieniać się w każdym razie nie zamierzam.


Straszne!

Kiedy zamawiałem tę książkę byłem przekonany, że będę mógł ją tutaj polecić z racji tego, że odwołuje się do tematyki wicca. Niestety zawiodłem się. Wszystko jest w niej pokazane od komercyjnej strony, wiedza autorki na temat tego czym jest wicca jest również oparta o powierzchowne źródła. Bardzo się rozczarowałem. No i szkoda ... Nie widzę powodu, żeby reklamować otwarcie książki zawierającej wiele przekłamań, błędów merytorycznych siejących dezinformację w umysłach młodych ludzi, którym się wydaje, że są prawdziwymi wiccanami. No i wszystkim, którzy mogą nabrać wiele błędnych informacji zarówno na temat tego czym jest wicca, jak wyglądały wierzenia dawnych Słowian czy na temat historii góry Ślęży.

Odradzam!

4 komentarze:

  1. Ta fabuła. Tak beznadziejnie sztampowa, że aż warta fortunę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli książkę Thulie czy mój scenariusz? ;)

      Usuń
    2. Scenariusz. Książka nie wydała się być warta fortunę.

      Usuń
    3. W sumie to napisałem go z nudów w pracy. Przyznam, że długo mi to czasu nie zajęło. Podobnie jak cały proces twórczy odbył się bez większych przemyśleń i wysiłku. Tylko inspiracja była oparta o dawne czasy. ;)

      Usuń