niedziela, 12 lipca 2015

Arthur E. Waite "Księga magii ceremonialnej"


"Księga magii ceremonialnej wraz z czarostwem i nekromancją" to książka, która pamięcią przenosi mnie w przeszłość do lektur takich jak m.in. "Księga wiedzy magicznej. Magia Praktyczna. Antologia" Maxa Adlera czy choćby "Praktyka tajemnej wiedzy magicznej" (wybór i opracowanie Krystiana Cipcera). Czyli czytamy o starych, magicznych grymuarach; o tym jak przywoływać umarłych, demony, diabły etc. oraz zmusić je do posłuszeństwa celem uzyskania materialnych korzyści. 

Jest to o wiele lepsze niż literatura fantasy. Znacznie mocniej przenosi czytelnika w świat mitycznych rytuałów niż cokolwiek innego. 

Owszem mitycznych. Bo kto w końcu zgromadzi wszystkie wymagane składniki, narzędzia, wybierze odpowiedni czas i jeszcze ... osiągnie przy tym upragniony skutek w postaci odwiedzin Lucifera Rosocole'a? 

Trzeba być na prawdę wytrwałym, żeby zdać się na coś takiego. A może po prostu i głupim? Ale jakby nie patrzeć grymuary magiczne, bez względu na to, ile w nich prawdy (podejrzewam, że nawet nie jeden promil) wpłynęły znacząco na współczesną kulturę magiczną (jak choćby "Klucz Salomona" na wicca). 

Książka Waite'a to głównie analiza wielu znanych ksiąg z klasyki gatunku, a pod koniec także ich streszczenie. Autor z pewnością siebie pisze o tym, że są to apokryficzne bzdury. Trudno się z nim nie zgodzić. Głową człowiek muru nie przebije. Zwróćmy uwagę, że Waite, współautor znanej talii Tarot to jeden z przedstawicieli okultyzmu schyłku XIX i początku XX stulecia, a więc epoki niezwykle bogatej w magię i czarowników.  

Zwróciłem uwagę na dywagacje na temat białej i czarnej magii. Antek laVey nie był oryginalny w swoich rozmyślaniach. Pojęcie "święty stolec apostolski" niefrasobliwie mi się skojarzyło ... Zaciekawił mnie też motyw Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami reagującym zbyt żywiołowo na pewne praktyki ... Czyżby magowie przestrzegali  w pełni obowiązującego prawa? A niby kto, jak i gdzie od nich będzie tego egzekwować? Czyżby etyka magów ceremonialnych była aż taka puchata jak wiccańskie flafiki? 

Na koniec jeden cytat:

Czarownika możemy zobrazować w sposób tradycyjny - jako biednego wyrzutka, zazdrosnego, ambitnego, który nie radzi sobie z normalnymi przedsięwzięciami; niezdolnego do zarobienia pieniędzy, tęskniącego za znalezieniem ukrytych skarbów i przemierzającego wzdłuż i wszerz okolicę, która rzekomo je skrywa ... [...]. (s.135) 

Co na to stereotyp wiccanina, któremu szajba odbija od nadmiaru pieniędzy? Wychodzi na to, że dawni magowie ceremonialni wywodzili się z warstw biedniejszych. Pytanie tylko czy dawne warstwy ubogich potrafiły czytać, pisać i znały się na egzotycznych roślinach, Biblii i demonach ... A jeśli magia ceremonialna była dla bogatych, to jaki był sens jej praktykowania, skoro owi magowie wszystko mieli i stać ich było choćby na edukację? 

Dużo niedostępnego lub słabo znanego materiału świetnie tutaj streszczonego. Mała systematyka tych grymuarów; dawniej człowiek czytał różne rzeczy, które nie wiadomo skąd pochodziły, tutaj jest wszystko przynajmniej ogólnie poukładane i wyjaśnione co z czego się faktycznie wzięło.  

Książkę polecam! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz