niedziela, 15 czerwca 2014

"Teonanácatl. Święte grzyby" pod redakcją Ralpha Metznera


"Teonanácatl. Święte grzyby" pod redakcją Ralpha Metznera to fenomenalny zbiór artykułów poświęconych tematyce "ciała bogów" ("małych książąt"), czyli innymi słowy grzybków psylocybinowych, po zażyciu których człowiek miewa niespotykane wizje i doświadczenia. 

Przenosimy się w przestrzeń Meksyku, spotykamy w nim curandosów i curandery, takie jak Santa Maria Sabina (wzmiankowana w największej ilości artykułów). A właściwie to czytamy o tym, jak badacze dobrze się bawili nad projektem zagadnienia grzybów halucynogennych i co wynieśli z sesji praktycznych. Lepsze opisy od Apokalipsy Janowej. 

Książka pełna ciekawostek, dużo dobrych tez naukowych zostało w niej przypomnianych. 
Kiedy do molekuły tryptaminy dodamy podwójną  grupę metylową, uzyskamy dimetylotryptaminę (DMT), niezwykle mocny halucynogen, który naturalnie występuje w licznych roślinach szamańskich oraz w ludzkim mózgu. DMT jest syntetyzowane  w szyszynce. Niektórzy badacze pozwalają sobie sądzić, że DMT lub jakaś jej pochodna odpowiada za bogactwo wizji i marzeń sennych. (s. 32)
No proszę!  I pomyśleć, że niektórzy ludzie walczą z narkomanią, a sami w sobie produkują takie rzeczy. Po prostu czysta hipokryzja.
W jednej z książek (Metzner 1994) zaproponowałem, że występujące w mistycyzmie doświadczenia transcendentalne  można traktować jako poszerzające świadomość, podczas gdy zachowania kompulsywne i nawykowe  można uznawać za fiksujące, zawężające świadomość. (s. 35) 
Chyba jednak będę musiał zacząć brać te grzyby, choć nawyki w sumie pokonałem ...
Wasson i Richardson zjedli sześć par grzybków, które w veladzie są rozdawane zawsze w parach (reprezentujące kobiecość i męskość) i jedzone w skupieniu z twarzą skierowaną w stronę ołtarza. (s. 87)
Ta polaryzacja  w trakcie sesji.... Skądś to znam.



Mieliśmy dwa rodzaje grzybów - męskie i żeńskie. Żeńskie osobniki posiadały znajomy parasol, ale czarny, złowieszczy, gorzki wygląd. Anatomia męskich osobników była tak bardzo falliczna, że nie pozostawiała cienia wątpliwości co do ich płci. (s. 171)
No proszę! Zaczyna to przyćmiewać sławę mandragory. Żeby było śmieszniej, też mają swoje zastosowanie w rytuałach czarowniczych. 

A najlepszy cytat:
Doznałem wglądu w kilka schematów zachowań, które nabyłem w dzieciństwie. Jednym z nich była tendencja do usługiwania innym ludziom, żeby darzyli mnie sympatią. Duchy grzybów zasugerowały mi, że znacznie lepsze i bardziej szczere jest otwarte domaganie się uczuć, których pragnę, tak jak pies przewraca się na plecy, kiedy chce, żeby ktoś podrapał go po brzuchu. (s. 225)
Przyznam, że sama rada jest wspaniała. Żeby to grzyby lepiej wpływały na działanie człowieka, niż on sam.

Dla miłośników ciosania "kotłem i mieczem" też znajdzie się sympatyczny rozdział. Jedna osoba opisuje swoje kontakty z Boginią po zażyciu grzybów. Wprawdzie nie jest to wiccanka tradycyjna, ale doświadczenia opisuje bardzo rzetelnie co wpływa pozytywnie na wizerunek samej eksperymentatorki. Są też podobne, pogańskie elementy w innych opisanych sesjach. 

Słowianie to mykofile, co zostało także przypomniane w tym tekście. Może więc sam kiedyś spróbuję tego typu grzybów? Tylko, gdzie je zerwać? Dobra, póki co skupmy się lepiej na marynowanych pieczarkach, a doświadczenia z teonanácatlem zostawmy sobie na późniejsze lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz