sobota, 17 maja 2014

"Księga wiedzy tajemnej"



Myślę, że "Księga wiedzy tajemnej" powinna być rozprowadzana za pomocą telezakupów Mango Gdynia (o ile ten interes nadal się kręci, a nie wiem, bo telewizji nie oglądam). Tam właśnie można kupić produkt za mniej, niż jest wart, a podobne rzeczy bez problemu znaleźć w okolicznych sklepach. No to idźmy z duchem czasu i zareklamujmy książkę w należyty sposób:

Po co kupować trzy marne książki za 29 zł, skoro można kupić pakiet - trzy w jednym za jedyne 59 złotych.

I właśnie? Po co? Bo jest to strata pieniędzy i czasu ... 

"Księga wiedzy tajemnej", wydane przez Wydawnictwo Rea, to pakiet trzech beznadziejnych książek o typowo New Age'owej tematyce. 

Zanim przejdziemy do bezpośredniego wyśmiewania każdej z nich, zwróćmy się otwartym, publicznym listem do kilku postaci:

Pani tłumaczko z języka angielskiego, Bogno Piotrowska!
Panie tłumaczu z języka angielskiego, Marcinie Królu! 
Panie redaktorze, Andrzeju Olejniku!
To prawdziwe nazwiska czy tylko pseudonimy, którymi próbujecie Państwo zakryć swoją tożsamość po puszczeniu w świat tak niedopracowanego gniota?
Ja rozumiem, że najprościej jest teraz użyć opcji kopiuj (CTRL+C), następnie wejście na stronę Google Translatora (https://translate.google.pl/#auto/pl/), a następnie wciśnięcie opcji wklej (CTRL+V), by najprościej otrzymać oczekiwany rezultat, jakim jest tłumaczenie tekstu z języka angielskiego na polski, ale uwierzcie mi Drodzy Państwo, że program ten nie poprawia gramatyki, stylistyki i innych rzeczy. 
Oprócz błędów gramatycznych, stylistycznych, ortograficznych, nagminnych braków spacji, powtórzeń wyrazów w zdaniach, nie brakuje nawet błędów merytorycznych. Nie wiem czy to lapsusy językowe czy fakt, że nawet nie pokusili się Państwo o zerknięcie do Wikipedii, celem zweryfikowania pewnych tłumaczonych informacji?
z poważaniem
Siliniez

Taki ciekawy przykład:

Wspomina się także o zainteresowaniu okultyzmem pod wpływem zasłyszanych przez Elżbietę i Abigail opowieściom o voodoo, którymi raczył je Indian Tituba - służący przywieziony przez wielebnego z Barbadosu (s.203).

Gwoli ścisłości - Tituba była kobietą ...  A takich kwiatuszków jest dosyć dużo w tekście.

Pośmiejmy się po kolei z każdej książki. 

JOSEPH TOLEDANO "MAGIA EGIPSKA"

Pierwszą część pakietu stanowi książka o Egipcie. Dużo tutaj powiedzieć się nie da. Informacje jak zwykle podstawowe, nie ukazujące szerszych aspektów magii egipskiej. Podstawy (napisane okropnie z błędami językowymi), zawierające pewne nieścisłości (np. Ozyrys został zabity, zmartwychwstał, a jego syn obejmuje po nim sukcesję tronu ...). Ponieważ nie jestem egiptologiem, nie wypowiem się wiele. Nic rewelacyjnego w każdym razie. 

RAPHAEL YEDIDYA "KABAŁA"

Na początku trochę tradycyjnej, powtarzanej teorii kabały - Drzewo Życia, horoskopy, numerologia etc. A potem wkraczamy w świat zabobonów. No tutaj można drzeć boki ze śmiechu! Czytałem kiedyś podobne brednie, ale już te tutaj przekroczone zostały wszystkie granice. Dobrze, że na początku tego fragmentu wydawnictwo poinformowało, że nie ponosi odpowiedzialności ze efekty tych praktyk. Słuszna postawa. Ale pośmiejmy się trochę i wybierzmy trzy najfajniejsze cytaty:

Przy okazji porodu:

A ostatni ze sposobów jest taki: niechaj mąż rodzącej odda mocz do własnego buta i da żonie do wypicia jedną szklankę tego moczu (s.156).

Przy okazji dzieci: 

W przypadku małżonków, których dzieci umierają w niemowlęctwie, radzi się postąpić tak: zbierz uronione u twego boku przez męża nasienie i podaj odrobinę dziecku narodzonemu z waszego związku, a wówczas na pewno nie umrze (s.134).

I jeszcze ten należący do pierwszej trójki najlepszych:

W przypadku dziecka, które straciło mowę wskutek choroby lub przerażenia, matka powinna włożyć sobie do łona palec prawej ręki i trzymać tak długo, aż będzie ciepły, a następnie szybko włożyć dziecku do buzi (s. 144).
Oczywiście cały rozdział jest pełen takich perełek, których za żadne skarby bym nie próbował. Zastanawiam się czy kabaliści na prawdę je stosują czy tylko chcą to sprzedać "gojom", żeby z nich podrwić?  Wszystko co zdrowe ma być niezdrowe, a już mieszanie pewnych składników i zjadanie ich ... Dobra, pozwolę sobie przemilczeć ten oksymoron, jakim jest żydowska mądrość ...

SORAYA "KSIĘGA ZAKLĘĆ"

I jesteśmy w domu jeśli chodzi o ulubione tematy magiczne. Ale w tym przypadku to jednak klasyczna pomyłka. Soraya deklaruje się być pół-Arabką, pół-Szkotką mieszkającą w Szkocji. Z tejże racji na pierwszy rzut oka wydawało by się, że autorka opisze czarownictwo w typowo brytyjski sposób. Ale nie. Mamy tu typowo ame-wiccański sposób rozumienia tego pojęcia. Ale nie bądźmy aż tacy zdziwieni. W Polsce też mamy prawdziwych wiccan i nie do końca prawdziwych. Tutaj w każdym razie występuje to drugie w wersji popularnej. Ach ta ewolucja religii ... 


Co dużo powiedzieć o książce Sorayi? Typowe dzieło do zamknięcia w Indeksie Ksiąg Zakłamanych. Książka nie wiele różni się od pracy np. Celestyny Puziewicz. Nawet pojęcie "coven" zaadoptowane przez Polaków tutaj jest tłumaczone jako "sabat". Stek New Age'owych pierdół, podstawowych kwestii teoretycznych. A potem rytuały, które jakimś dziwnym sposobem nie wiele różnią się od siebie kolejno.  Schemat mają niemalże identyczny. Wszystkie należy odprawiać o 7.00 lub 19.00. Krótko pisząc - kolejny totalny gniot ze słowem "wicca" w treści. Pewne rzeczy pochodzące bezpośrednio z tradycyjnej wicca również są niewłaściwie tłumaczone na eklektyczny sposób. Beznadzieja ... 

REASUMUJĄC

Napiszę krótko. Nie czytajcie tej książki, chyba, że chcecie sobie wzrok popsuć, albo pośmiać się z żydowskich zabobonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz