środa, 19 lutego 2014

Jacek Stanisław Greczyszyn "Tarot słowiański"







Moi znajomi bynajmniej nie jeden raz prosili mnie o opinię dotyczącą "Słowiańskiego tarota" autorstwa Jacka Stanisława Greczyszyna.

Uznałem, że skoro prowadzę ten blog i temat jest wdzięczny, koniecznym jest poświęcenie temu zagadnieniu przynajmniej kilku zdań.

Zapotrzebowanie na "Tarota słowiańskiego" zaistniało prawdopodobnie w świadomości rodaków już dawno temu. Scott Simpson pisząc w swojej książce "Native Faith. Polish Neo-Paganism at the Brink of the 21st Century" o "Wyroczni słowiańskiej" autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego zidentyfikował ją z "tarotem słowiańskim". I choć z prawdziwym tarotem, nie ma ona wiele wspólnego, to jednak sama idea nawiązania do klasyki musiała z czasem  zaistnieć w umysłach polskich neopogan. 

Coś jest na rzeczy, skoro na konferencji naukowej "Neo-Pagan and Native Faith Movements in the Central and Eastern Europe" organizowanej wspólnie przez Akademię Krakowską im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego i Uniwersytet Jagielloński, na wystawie w gablotkach w Bibliotece Jagiellońskiej, "Wyrocznia słowiańska" pojawiła się w sąsiedztwie "Tarota słowiańskiego" (patrz zdjęcie).


Tak więc "Słowiański tarot" znalazł się w doborowym towarzystwie panteonu zasłużonych dla sprawy Słowiańszczyzny. Nawiasem mówiąc, uważam, że ze wszech miar słusznie, bo jest tego wart.

IDEA

Wiele lat temu, kiedy rozpoczynałem swoją przygodę ze "słowiańską wicca" (jak swój system religijno-magiczny wówczas nazywałem), bardzo byłem łasy na wpływy lokalne, których w podręcznikach pisanych przez wiedźmy (płci obojga) niestety zwyczajnie brakowało. Alergicznie reagowałem na bezkrytyczne przyjmowanie obcych wzorców, nie przystających do geografii występowania zjawiska. Stąd też dystansowałem się do idei głoszonych przez m.in.  wyznawców Asatru (choć wtedy nie znałem takiego pojęcia) czy innych, którzy woleli bogów celtyckich czcić podczas "Ostary", "Beltejn" czy "Jul". Zresztą nawet dziś nie patrzę na to z sympatią ...

 

Jeśli ideę istnienia dwóch pierwiastków: męskiego i żeńskiego w przyrodzie uznam za słuszną, a co za tym idzie koncepcję istnienia Boga i Bogini, to staje się to dla mnie propozycją do przyjęcia. Natomiast bezkrytycznie naśladując modę na "zachodniość" i przebieranie tych dwóch postaci w relikty obcych kultur, uważam za mało kreatywne. Polacy nie gęsi swoich bogów mają.

Nie od dziś wiemy, że Słowianie są bardzo specyficznym ludem i bardzo wiele rzeczy tworzą we własnym, unikatowym stylu. Stąd przełożenie pewnych elementów kultury na nasz świat zarówno religii jak i magii nie jest prostym zadaniem. 

A jednak Jackowi Greczyszynowi to się udało.

Jest oczywistym, że naszą słowiańską świadomością różnimy się trochę od pogan z Wielkiej Brytanii czy innych krajów anglosaskich.



Wielokrotnie wcześniej toczyłem dysputy z innymi rodzimowiercami. Było to o tyle trudne, że moi adwersarze przez  raptem kilka lat ustalili sobie kanon pojęć (np. Światowid ze Zbrucza jako Axis Mundi, chram jako świątynia pogańska), przyjęli go ortodoksyjnie i nie przyjmowali innych argumentów. 

Osobiście uważam, ale się przy tym nie upieram, że pewne pojęcia czy koncepcje, powinny zostać umiejętnie zaadoptowane do czasów współczesnych. Stąd np. termin "kącina" używałem przez długie lata jako określenie miejsca, gdzie odprawiałem swoje rytuały magiczne. Przez myśl nawet mi nie przeszło, że kącina (wiem, rodzimowiercy wolą wschodni termin "chram") to musi być konkretnie np. drewniana altanka jak chcą niektórzy rodzimowiercy ...
W przypadku "Tarota słowiańskiego" autor zastosował podobną do mojej metodę - zaadoptował dawne pojęcia, słownictwo i symbolikę. Sprawiło to, w mojej opinii, że jego kreacja jest bardziej prawdziwa a mi szczególnie bliska. W dodatku bardzo kreatywna i daleka od ustalonych przez rodzimowierców kanonów terminologicznych. 

ESTETYKA


Strona wizualna jest jedną z najmocniejszych stron tarota. W sposób fascynujący połączone zostały współczesna grafika komputerowa z elementami nawiązującymi do dawnej sztuki słowiańskiej. Wyeksponowano w niej najciekawsze wątki z zachowanej wiedzy na temat religii naszych przodków i wskrzeszono je nadając im nowy, magiczny kształt.

Przepełnione bogactwem symboli słowiańskich, barwną kolorystyką oraz współczesnymi kompozycjami, przyciągają uwagę swoją niekonwencjonalnością, urokliwym klimatem i tchnieniem minionych wieków. 


A IMIĘ JEGO 40I4

Za jeden z ciekawszych pomysłów autora uważam zamieszczone w tekście mity Zakonu 40i4. Pewnie przeciwnicy zarzucą mi, że owe historie nie mają nic wspólnego z tradycyjnymi legendami czy wierzeniami dawnych Słowian. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że podania powstałe współcześnie są niejednokrotnie wykorzystywane w trakcie pewnych rytuałów religijnych. Nawet wiccanie posługują się  mitem wiccańskim stworzonym przez Geralda Gardnera podczas jednego ze swoich misteryjnych cykli. Wykreowane i przedstawione tu opowieści są dowodem wielkiej kreatywności i wyobraźni, którą bogowie obdarzyli autora bardziej niż hojnie.

A więc ...


"Tarot słowiański" doskonale łączy elementy rodzimowierstwa słowiańskiego, tarota, poglądów Crowleya, a także elementów kultury słowiańskiej (bukwy, mickiewiczowskie 40i4). Jest pod tym względem unikatowym dziełem. Oprócz rzeczonej "Wyroczni słowiańskiej" nie spotkałem się z niczym równie doskonale scalającym wszystkie te elementy, tak, by nie straciły one sensu, a przekaz był czytelny. Zarówno magia, kultura, religia słowiańska jak i prywatne inwencje autora są tutaj doskonale połączone w spójnym i czytelnym przekazie. 

Gorąco polecam, zarówno tarocistom, rodzimowiercom słowiańskim a także wszystkim słowiańskim czarownikom i czarownicom!

W przyszłości z całą pewnością zrecenzuję tutaj inną pracę autorstwa Jacka Greczyszyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz