wtorek, 17 września 2013

Jurij Wynnyczuk "Legendy Lwowa"



W tej chwili proponuję otworzyć niniejszy link na osobnej karcie. Będzie klimatyczniej się czytało całą resztę.

Pierwszy raz w historii zdarzyło mi się zgóglować tytuł książki i nie znaleźć żadnej okładki. Wiedz, że coś się dzieje Drogi Czytelniku!

"Legendy Lwowa" spisane przez Jurija Wynnyczuka to wspaniały zbiór bajek o czarownicach, diabłach, mądrym królu Lwie, leśnych istotach, duchach, wodnikach etc. Jest trochę o cyganach, żydach i innych historycznych postaciach. 

Bardzo inteligentny humor, już wiem, skąd reżyser Pulp Fiction czerpał inspiracje do swojego filmu.

A książka wprowadza rewelacyjnie w baśniowy klimat. Wspaniała historia o czarownicy, która uratowała swojego męża, który koniecznie musiał w babskim przebraniu polecieć z nią na ożogu na sabat na Łysej Górze. Diabeł w ogóle jakoś się tak ciekawie tutaj jawi - bardzo grzeczny, uczynny etc. Nawet w historii z masłem czart doskonale wie, jak rozgromić konkurencję. Czarownica plująca w pierogi, z której śliny powstawał ser ... Wciągnęły mnie historie lwowskiego maga Grzegorza Liskiewicza, jego podróż łodzią do matki czarta, która przybrała postać ohydnej ropuchy. Historia o jego śmierci też nie lepsza od historii śmierci Robina Hooda. Doskonałe historie o upiorze, pokoje widmo etc. Jedna z czarownic dostaje pocztówkę z zaproszeniem na imieniny Lucyfera ...
Pojawiła się też znana od dolnych krańców Indii po krańce Zachodu Europy historia o wilkołaku, któremu ucięto łapę po czym okazało się, że należała ona do pewnej zamożnej pani.

Jest też potężna moc w bajce o Bzowej Pani:

W tym momencie Bzowa Pani mocniej ścisnęła ramie chłopczyka. Potem zielonooka czarownica z siłą dmuchnęła na Lesia i ten zmienił się w wielką pietruszkę, którą gospodyni od razu wrzuciła do kotła.
- Akurat jednej pietruszki mi brakowało, żeby zupa była smaczna - i Bzowa pani znowu zabrała się za mieszanie wywaru w kotle wielką drewnianą chochlą.
Niebawem zupa zawrzała, do brzegu kotła uniosła się czerwona szumowina. Jeszcze chwila i wszystko wykipiałoby na podłogę. Bzowa Pani w ostatniej chwili zdążyła zdjąć kocioł z pieca, ale kilka kropli i tak wylało. Plamy te swym kształtem do złudzenia przypominały krwawe ślady dziecięcych stóp. (s.148)

 Stary, popularny najwyraźniej na całej Słowiańszczyźnie motyw młyna, w którym robi się mąkę z ludzkich kości. Już w "Krabacie" o tym czytałem, tutaj też Diabły ostro harują.

Nie zabrakło nawet przywoływania Peruna! To już coś. 

Bajki mają na prawdę iście słowiański charakter. Oczywiście spodziewałem się przedstawienia Polaków w czarnych barwach. Wbrew pozorom wiele tego nie ma. Poza jedną demolką zamku i malarzu, którego błazen królewski przechytrzył w sumie nie dzieje się nic niezwykłego. No, za to zastanawiam się o co ma chodzić z tą fantazją zapożyczoną od Polaków?

Rewelacyjnie się czyta. No może niektóre historie faktycznie przynudzają, ale większość mimo wszystko pochłania czytelnika.

Warto! Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz