niedziela, 25 sierpnia 2013

Johann Jakob Bachofen "Matriarchat"





Ostatnio muszę szczerze przyznać, nie mam szczęścia co do ciekawych lektur. Takim przykładem jest "Matriarchat" Johanna Jakoba Bachofena.

Klasyka gatunku, autor żył w XIX stuleciu. Można się domyśleć po dużej ilości informacji i archaicznym języku. Tak, nawet w polskim przekładzie.

Spodziewałem się historii typu dobre Amazonki z okolic Żuław Wiślanych kontra źli szowiniści z Vironii ... Seksmisja II (p.n.e). Ale nie. Jak zwykle trafiłem nie na to co trzeba.

Nie musząc się specjalnie wysilać pozwolę sobie skopiować garść informacji z Mateczki Wikipedii:


Znany przede wszystkim jako odkrywca matriarchatu – badając greckie i egipskie mity i symbole, stwierdził że patriarchalna struktura społeczeństwa nie istniała zawsze. [...]
Bachofen opisał poprzedzające dzisiejsze społeczeństwo matriarchalne, w którym głową rodziny była matka. Decydującą role odgrywał w tym fakt, iż zawsze można w sposób jednoznaczny stwierdzić, kto jest matką dziecka – fakt ojcostwa nie jest już taki pewny. A zatem w owym pierwotnym społeczeństwie matriarchalnym to matka była postacią, do której prowadziły wszystkie szlaki życia społecznego, ekonomicznego, kulturalnego i religijnego – z tego względu była też fundamentem ładu społecznego; oddawano jej cześć jako życiodajnej bogini.
Bachofen przypuszczał, że fazę matriarchalną poprzedzała mniej cywilizowana faza heteryzmu, ugruntowana na naturalnej produktywności kobiety – epoka nieznająca instytucji małżeństwa ani prawa. A zatem matriarchat stanowi epokę pomiędzy najniższą formą kultury i patriarchatem, który ostatecznie zatryumfował, w miarę, jak odkrywano coraz lepsze metody stwierdzania ojcostwa. Zdaniem Bachofena, w fazie patriarchalnej główną postacią życia społecznego był ojciec reprezentujący zasady prawa, rozumu, sumienia oraz hieratycznej organizacji społecznej, wypierającej wartości typowo matriarchalne, takie jak wolność, równość i miłość.
Bachofen powiązał formę produkcji z forma ładu społecznego, dowodząc, iż po epoce zorganizowanych patriarchalnie społeczeństw myśliwych i zbieraczy kobiety znowu zdobyły większe znaczenie dzięki wytwórczości domowej, a zatem że matriarchat powrócił. (za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Johann_Jakob_Bachofen, dostęp 25.08.2013).

Tezy bardzo ciekawe, zwłaszcza, że Bachoffen z olbrzymią wiedzą o starożytności i na bazie bardzo dobrych źródeł był w stanie udowodnić słuszność swoich racji.  Niesamowite taplanie się w starożytnej religii greckiej, filozofii, historii etc. Autor zahacza także o sąsiednie ludy, ale i tak nie odchodzi od kolebki helleńskiej.

Zdziwiły mnie pewne nowości na temat bogów greckich. Mizogin Herakles, dla mężczyzn idol Apollo, dla kobiet idol Dionizos ... To przeczyło moim poprzednim wyobrażeniom, gdzie Apollo widziany był raczej jako pewien narcyz, Dionizos to ideał wszystkich podpitych panów.  Atena, którą mi do tej pory przedstawiano jako "gardzącą mężczyznami", co w "Odysei" miało pewną dziwną lukę, gdyż owa bogini jako archetypowy senex pomaga głównemu bohaterowi - samcowi. Tutaj jak się okazuje, Atena ma pozytywne nastawienie do wszystkiego co męskie. To wiele tłumaczy. Podobno nikt nie czcił Hadesa, a tutaj jakaś wzmianka o Filos. Wszystko staje do góry nogami. Faktycznie polska nauka przechodzi degrengoladę od dłuższego czasu ...

Trochę o sissitiach, dziedziczeniu majątku przez córki, prawu ojców w Rzymie, mężobójstwie, matrylinearyzmie, heteryzmie,  etc. Miejscami się robi ciekawie. 

Z takich ciekawostek:

"... Atena, nie znająca matki, dobrze usposobiona - jak powiada Ajschylos - wobec wszystkiego,co męskie, bogini wzniosła Areopag tam, gdzie koczowały bezmężne, wrogie mężczyznom Amazonki. To, co służyło dawniej religii, teraz poświęcone zostało nowej. Podobnie chrześcijanie lubili wznosić swe sanktuaria w dawnych miejscach kultu pogańskiego, a nawet używali w swym kulcie pogańskich świątyń i przedmiotów liturgicznych. [...]" (s.135)

No tak. Wiele się mówi o tym, jak to chrześcijanie zabrali poganom, ale mało jak to poganie zabrali dzikim babom ... Znowu cenzura obyczajowa by feministek pogańskich nie musieć przepraszać. 

Ciekawe formy antycznego komunizmu:

"...Każdy bierze sobie jedną, lecz korzystają też z kobiet innych mężczyzn i wcale się z tym nie kryją. [...] Gdy Nasamon bierze sobie pierwszą żonę, jest zwyczaj, że oblubienica w pierwszą noc ze wszystkimi po kolei biesiadnikami ma stosunek, i każdy z tych, co ją posiadł, daje jej prezent, który przyniósł z domu. [...]" (s.70)

I pomyśleć, że ludzi bulwersują praktyki ślubne, znane z jednej satanistycznej sekty, gdzie każdy pan musi to zrobić z każdą panią i vice versa. A to stare, jak świat.

Podobają mi się rozważania na temat pań, określanych obecnie brzydkimi słowami. W antyku miało to zupełnie inne znaczenie.  Uroczo się czytało ten fragment.

Trochę trudno się czyta tekst. Dziwne są przypisy i notki. Podział na specyficzne rozdziały powoduje wielki mętlik. Cytaty po łacinie też mogłyby mieć polskie tłumaczenie. Brakuje ich tutaj.

Oczywiście jako gorliwy poganin powiem, że Bachofen podobnie jak jemu bliscy, wybitni ludzie XIX w. kieruje wszystko w dobrą stronę. Niejednokrotnie dostrzegłem aluzje do kultu Bogini, rzeczy występującej w doktrynie religijnej współczesnych czarownic. To o księżycu, to o słońcu, to o energii solarnej przekształcającej się w lunarną etc. Dużo smaczków, które wyłapią wnikliwi.

Na bezsenne noce jak znalazł. Czasami w pewnych fragmentach robi się na chwilę ciekawiej.

Mam mieszane uczucia. Sami oceńcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz