czwartek, 4 kwietnia 2013

Hans Holzer "Confessions of a Witch as told by Heather to Hans Holzer"


Confessions of a Witch to biografia czarownicy Heather, która opowiedziała o swoich losach znanemu badaczowi zjawisk paranormalnych, Hansowi Holzerowi (jak na mój pogańskich węch, jeszcze na tym blogu to nazwisko się pojawi). Oczywiście jak to bywa w bajkach o współczesnych czarownicach, wszystkie dane osobowe uległy znanej modyfikacji, stąd tak na prawdę nie wiemy czyja to jest biografia, ani kim były wiedźmy i inne osoby występujące w tej historii. 

Heather jest amerykańską laską, pełną życia i zapału do chwytania życia za rogi. Jak na prawdziwą wiedźmę z resztą przystało. Pochodzi ona z miasta Landowski. Jak widać Polaków nie brakuje w historii czarownictwa (Pat Kopansky, Dolores Ashcroft-Nowicki, Edmund Buczynski, Christopher Penczak i inni). Nasza bohaterka nie jest Polką, ani nawet nie ma polskich korzeni. Ciekawe jest jednak jak dla mnie to, że miejscowości Landowski nie mogę nigdzie znaleźć w sieci. Widocznie zmiany w informacjach o bohaterach poszły dalej ...

I tak przez pół książki czytamy o jej romansach, podróżach, romansach z szefami, zmianami pracy, romansach etc. W końcu pojawia się ciekawy wątek, jak to zostaje ona zaproszona na rytuał odprawiany przez coven wiedźm. Jest to dla mnie nie byle osiągnięcie. Zastanawiam się czy jest to prawda czy raczej kit serwowany tłumom? Pierwszy raz spotykam się z tym, żeby przedstawiciele tej tradycji zapraszali gości na obrzędy. No cóż, w Ameryce różne cuda się dzieją. Potem poznajemy jej relacje z członkami covenu, jest też kilka historii, które jakby zawierały luki (np. Heather zostaje arcykapłanką, ale nie wiadomo kiedy miała stosowną inicjację na kolejne stopnie, choć przy jej gościnnym udziale na pierwszym rytuale, rzekomo takie miały miejsce). I tak dalej historie rzucanych uroków, problemów z facetami (z tego co się orientuję, dużo wiccanek faktycznie je ma), rytuałów, konfliktów z rodziną jej i jej facetów, kolejnych romansów nieudanych ... I tak przez całą książkę się to ciągnie. Finał opowieści jest mniej więcej podobny do "Absolwenta", w którym bohater porywa pannę młodą z ołtarza. W tym przypadku mamy wiccankę, która nie może wybrać pomiędzy facetem a covenem. Wszystkie idzie w jednym kierunku, ale i tak finał musi być przebijający jak w solidnym romansidle.

Nudne jak cholera. Nie przepadam za romansami. Opisy obrzędów bardziej wciągały mnie w temat, ale tego jest tam stanowczo mniej. 

Polecam wiccankom na bezsenne, samotne noce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz