środa, 6 lutego 2013

Gemma Gary "Traditional Witchcraft. A Cornish Book of Ways"


Dobra, stwierdziłem, że dla odmiany poza głównym rdzeniem zainteresowań poczytam coś z bocznego nurtu. Tak, tak kornwalijskie czarownictwo.

Kornwalia od dłuższego czasu wydawała mi się pod tym względem ciekawym regionem. Wiadomo, że wielu czarownikom i wiedźmom kojarzy się przede wszystkim z Muzeum Czarownictwa w Boscastle. Grzebiąc w sieci zdobyłem się jeszcze na informacje o niejakim Ros an Bucca Coven. Dzięki uprzejmości YouTube poznałem panią Casandrę Latham, która nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia chodząc w kapeluszu ... No cóż, jakoś trzeba swoje braki uzupełnić. 

A teraz przeczytałem pracę Gemmy Gary "Traditional Witchcraft. A Cornish Book of Ways". Zajęło mi to dwa dni. Większość rzeczy i tak znana mi była wcześniej ...

Czego się dowiedziałem, co już i tak wiedziałem?

Generalnie mam jedną refleksję. Książka ta niby opisuje czarownictwo tradycyjne, jakim ma być kornijskie rzemiosło, jednakże po chwili czytania widać gołym okiem, że nie wiele różni się ona on przeciętnego podręcznika wicca eklektycznej. Ciągle napotykamy na jakieś odnośniki do wicca i lokalne wersje głównie w zmienionym nazewnictwie.

Bucca to nazwa Rogatego Boga w tradycji kornijskiej. Ma on podwójną naturę, jest Gwidder "Biały" i Dhu "Czarny". Autorka przyrównała go do Białoboga i Czernoboga ze słowiańskiej mitologii. Dlaczego czarownice z Zachodu nie zwracają uwagę na to, że jestem bardzo wyczulony na "słowiańskie apokryfy" i dowolność w kwestii "Interpretatio Christiana" ...  Bucca jest męsko-żeński. Najczęściej symbolizuje go stang z czaszką. 

Tak więc oprócz czczonego boga Bucca, mamy tutaj rytuały z okazji świąt: Candlemas, May's Eve, Golowan, Guldize, Allantide, Montol (no tak, dwóch jakimś dziwnym cudem brakuje, na kole roku zwanym "kompasem"). Są trzy stopnie inicjacji, jest nawet rytuał samoinicjacji.

Podobnie jak w przeciętnym skażonym New Age'em podręczniku mamy tutaj kadzidła, oleje, maści, kamienne kręgi i wyjątkowe kamienie. Są magiczne kwadraty, amulety, planety,  i ich działanie na dni tygodnia etc. Nie brakuje wróżebnych jabłek,  wspaniałych rytuałów przynoszących szczęście, ochronnych, miłosnych etc. Dużo zabobonów ludowych, magii duchów, użycia mandragory, kukiełek etc. 

Genralnie książka o pierdołach, jakich w świecie wiele, tyle, że w lokalnej kornijskiej wersji. Rzecz jasna nie w stu procentowej. Większość elementów w rytuałach tak na prawdę to pochodne z innych systemów, tylko w lekko zregionalizowanej wersji. Nie brakuje wpływów wiccańskich, czarownictwa z Essex, magii ceremonialnej i innych światowych fenomenów, które tutaj są dodawane do tradycji, jakby występowały tylko w Kornwalii.

Mi spodobały się tylko dwa wątki. 

Pierwszy potwierdza moją tezę o wpływie Cyganów na współczesne czarownictwo. Oprócz wideł, które widnieją w praktykach wielu nurtów współczesnego brytyjskiego czarownictwa jest wzmianka o bogach: Devel'u i De Develski, i że same te słowa mają dużo wspólnego z wyrazami takimi jak angielskie "Devil" czy hinduskie "dewy".  

Drugi to temat popularnej kłody palonej w zimowe przesilenie. Kłoda Yule, słowiański Badnjak to kornijski Mock.

Czy książkę polecam? Średnio. Uważam, że jest dużo więcej wartościowszych pozycji na ten temat. To jest co najwyżej komercja z dolnej półki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz