wtorek, 5 lutego 2013

Dominika Motak "Nowoczesność i fundamentalizm. Ruchy antymodernistyczne w chrześcijaństwie"



 
 "Wypędzić liberałów i ateistów ze świątyni!" 

Nadchodzą mohery! 

Co tutaj mamy takiego ciekawego? 

Książki Dominiki Motak "Nowoczesność i fundamentalizm. Ruchy antymodernistyczne w chrześcijaństwie" to głównie socjologiczne opracowanie fundamentalizmu, leksyki tego pojęcia, historii w łonie protestantyzmu amerykańskiego, a także bliższego nam kulturowo katolicyzmu. Autorka bardzo akcentuje, że termin "fundamentalizm" w bajzlu, jaki dominuje w literaturze przedmiotu, odnosił się początkowo głównie do ruchów w obrębie protestantyzmu. Ciekawe jest to, że autorka nie chce stosować względem islamu pojęcia "fundamentalizm". Jej zdaniem (i kilku innych badaczy) bardziej odpowiada tutaj pojęcie "natywizm". 
Rzuca mi się w oczy informacja, że niby nie ma opracowań na temat fundamentalizmu judaistycznego, jednak wcześniej autorka podaje jakąś książkę z tym elementem w tytule (strony 9 i 11), ale dobra może to tylko mylący tytuł. Ale dobra, jedźmy dalej ...

A jakie ciekawostki mamy tutaj? 

Podoba mi się teza Samuela P. Huntingtona, jego zdaniem, globalizacja nowoczesnej kultury Zachodu jest nieprawdopodobna, i w przyszłości należy raczej oczekiwać zaostrzenia się konfliktów pomiędzy poszczególnymi cywilizacjami. Super, obrońcy tych wszystkich mniejszości, których tak nie lubię. No o muzułmanach są też ciekawe wzmianki, m.in. taka, że nie traktują oni nowoczesności jako jednego z wielu prądów kulturowych, lecz jako ideologię narzuconą z zewnątrz obcej kultury, z której przyswajają sobie tylko sferę technologiczną. 
Warta uwagi jest przede wszystkim teza Thomasa Meyera, który twierdzi, że fundamentalizm pojawia się tam, gdzie sprzeczności pomiędzy obietnicami nowoczesności, a jej przesadnymi wymaganiami stają się nieznośne. Tak, tak dobrzy czytelnicy! Możemy sobie kupić willę w lesie, tylko czy nas na to stać? Fundamentalizm wyrasta na gruncie "utraconej pewności", no bo w końcu kto z nas by jej nie chciał mieć?

A jakie "perełki" niesie nam historia?

Kolonialiści USA m.in. uznawali się za "Naród wybrany", a ich ich kraj ("Nowy Izrael") miała czekać świetlana przyszłość. Tym się chyba udało.
Podoba mi się określenie papież-mason nadane Leonowi XIII ze względu na podejście do nowoczesności. 
 Dowiadujemy się, o amerykańskich walkach z rządem - o zakazie nauczania ewolucjonizmu w szkołach i o tym, że w późniejszych latach osoby, którym stało to w sprzeczności ze światopoglądem były zwalniane z zajęć szkolnych. Super! Dlaczego nikt mnie nie zwolnił z fizyki, chemii czy matematyki? ... One też były sprzeczne z moim światopoglądem.
Walka Goga z Magogiem miała być wojną Izraela z ZSRR w koalicji z państwami arabskimi. Urocze było to kiedy egzegeci decydowali które fragmenty Biblii należy traktować dosłownie, a które nie ...
Były też prawdomówne zagadnienia. Bob Jones III, na którego uniwersytecie obowiązywała segregacja rasowa, głosił wszem i wobec: 

Bóg stworzył ludzi różnymi i chce, by te różnice zostały zachowane. Współczesna agitacja na rzecz wzajemnego zbliżania ras i zatarcia różnic jest działaniem Szatana" (s.117)
Najbardziej przerażającym fragmentem książki było życie członków Opus Dei ... Zawsze wiedziałem, że Kościół rzymsko-katolicki to państwo w państwie, ale po tym, co przeczytałem tutaj ... Włos się na łysej głowie jeży ... Wiadomym mi był fakt, że same klasztory mają strukturę sekt, bo w końcu ten kto do nich wstępuje ma ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, musi nosić przymusowy ubiór, praktykować określone modlitwy czy medytacje, poznawać wiedzę w oparciu o źródła pochodzące ze środka etc. Ale to już przerosło moje najgłębsze oczekiwania ...

Z relacji członków wynika, że numerariusze, właściwi członkowie Opus Dei nie mogli chodzić do teatru, kina czy na koncerty etc. Mieszkali w zamkniętych wspólnotach, składali śluby czystości etc. Funkcje przywódcze pełnili tzw. "inscriti", kobiety stanowiły oddział żeński o nazwie "numeriae auxiliares". Były tam też mniejsze grupy, które mogły mieszkać z rodzicami czy zawierać małżeństwa. Członkowie OD zobowiązani byli do praktykowania ascezy i pokuty. Umartwienia dzieliły się na dobrowolne i obowiązkowe. Wszyscy celibatariusze i celibatariuszki musieli przez dwie godziny dziennie nosić tzw. pas pokutny (druciany pas z kolcami skierowanymi do wewnątrz, którym opasuje się udo). Raz w tygodniu obowiązywało samobiczowanie się pięciopalczastym skórzanym pejczem (również wskazane nieletnim). Ponadto numerariuszki spały na deskach (zamiast materaca, jak inni członkowie OD). Do praktyk dobrowolnych należał m.in. zimny prysznic. I do tego cytat mistrza Escrivy:

"Błogosławmy cierpienie. Miłujmy cierpienie. Uświęcajmy cierpienie. Wychwalajmy cierpienie." (s.152)

Z innych cytatów nauczanych w OD:

"Należy być "maleńkim", jak dwuletnie, najwyżej trzyletnie dziecko (gdyż starsze dzieci zaczynają już oszukiwać rodziców); trzeba osiągnąć "duchowe dziecięctwo", które "wymaga poddania władz umysłowych". "Trzeba oddać się całkowicie, trzeba wyrzec się siebie we wszystkim. Ofiara musi być całopaleniem". (s.156)
"Nie trzeba dodawać, że pozytywnie waloryzowane cechy przypisywane mężczyznom, podczas gdy cechy "kobiece" należy wręcz zwalczać: "Potrzebna jest krucjata w imię męskości i czystości"; "Bądź silny. Bądź męski. Bądź mężczyzną. A następnie ... bądź świętym"; "Czuły, męski, słaby ... Nie chcę cię takim widzieć" (s.162)

Jest tam też trochę perełek o wyrzuceniu pewnych fragmentów z literatury niemieckiej z programu nauczania podobnie jak i tez o ewolucji, a wprowadzeniu tomizmu jako dobrego elementu wykształcenia. 

A tak poza tym to ... 

Pojawiają się w tekście dwa pojęcia, które warto zapamiętać. Pierwszy to "ilfallibilizm", czyli "wiedza pewna", "nieomylna", która cechuje fundamentalistów. No i chyba nie tylko fundamentalistów, bo w rozmowie o wierze z przeciętnym katolikiem odnoszę wrażenie, że taką ma każdy z nich ...
 Drugi termin to "Disciplum arcani" - przysięga milczenia. Nawet fajnie brzmi i ciekawie mi się kojarzy.
 Fajnym terminem jest też "Kościół elektroniczny", czyli obecność w mediach fundamentalistów kaznodziejów dążących do zdobycia jak największej ilości "zagubionych owieczek".

Książka świetna, i tak nie napisałem wiele z tego co warto by było tutaj zacytować. Autorka zahacza dodatkowo o psychologiczne podstawy fundamentalizmu (nie będę tutaj swojej autobiografii przedstawiał). Uważam, że lektura jest warta czasu, zarówno dla badaczy tematu jak i sympatyków. Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz