czwartek, 13 grudnia 2012

Marc Augé "Duch pogaństwa"




Zwiedziony uroczym tytułem postanowiłem nabyć tę książkę i w trybie natychmiastowym ją przeczytać. I co tu dużo powiedzieć? Zawiodłem się. Zamiast dywagacji na temat wspaniałego współczesnego odrodzenia dawnych religii trafiłem na typowy naukowy bełkot, z którego nie wiadomo co wynika, w którym nie wiadomo o co chodzi i co się z czym je? Sielanka na poziomie "Świętości" Rudolfa Otto ...

Prawie trzysta pięćdziesiąt stron suchego przekroju przez politykę, Afrykę, Nietzschego, Freuda, Chateaubrianda, Bataille'a etc. Na chwilę tylko ożyłem, kiedy temat zszedł na czarownictwo i tezy znanych osobistości jak Małgosia Murray, Caro Baroja i nawet Jeanne Favret-Saada (której książka czeka cierpliwie na półce, i której czas również nadejdzie). W każdym razie radość nie trwała długo. Zaraz znowu pojawiły się nudy i rozważania. W pamięci utknął mi tylko hawajski wątek białych ludzi, którzy zostali uznani za kanibali bo jedli arbuzy, które miały różowy miąższ. Wątek kanibalizmu, w którym kobiety jadły w przydziale męskie genitalia już gdzieś spotkałem, dlatego nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Zapadł mi w pamięć termin "adorcysta" (przeciwieństwo egzorcysty). Trochę o rytuale boskiego króla się powtórzyło. I kwatit. Same pierdoły filozoficzno-intelektualne.

Autor świetnie pisze o pogaństwie i choć na wstępie wspomniał o współczesnym odrodzeniu tych wspaniałych systemów, to dalej posiłkuje się głównie Afryką i parę razy dla poprawności politycznej przechodzi do Indian i paru innych plemion. 

Pojawił się termin "ekumenistyczny". To słówko wzbudziło moją czujną uwagę, bowiem nie wiem czy zostało właściwie użyte w odpowiednim kontekście (zaznaczam, że termin "ekumenizm" odnosi się do dialogu pomiędzy różnymi Kościołami chrześcijańskimi, dialog między np. chrześcijaninem a poganinem jest "dialogiem międzyreligijnym"). Czasem miałem wrażenie, że tłumacz pomieszał płcie przy niektórych nazwiskach ...

Czy mogę to polecić? Tylko wnikliwym analitykom o mocnych nerwach lub ludziom cierpiącym na bezsenność ... Choć zaznaczam, że książka głupia nie jest, ale trawi się ją równie dobrze jak słoik grzybów przed snem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz