piątek, 23 listopada 2012

Patricia Crowther "Witchcraft in Yorkshire"



No to realizując stare przysłowie "dwie pieczenie przy jednym ogniu" - za jednym zamachem przeczytałem kolejne dzieło Pat Crowther pt. "Witchcraft in Yorkshire" (z dodatkiem w tytule"Collectors 35th Anniversary Facsimile Edition", czyli krótko pisząc jedno z nowszych wydań). W przeciwieństwie do wcześniej omawianych dzieł autorki, to nazwałbym broszurą, gdyby nie fakt, że objętościowo lekko przekracza dopuszczalną ilość. Książka ma ponad 70 stron. Mimo to jest typowym dziełem spod ręki starego pokolenia wiccan - czyli jak powszechnie wiadomo, cennego.


"Witchcraft in Yorkshire" od razu budzi we mnie wspomnienia. Tak, urzędując w Anglii przez pół roku plądrowałem okolice West Yorkshire, gdzie rezydowałem. Byłem w Wakefield, Dewsbury, Leeds, Ossett, Huddersfield, Halifaxie, Knaresborough, Morley. Zwiedzałem całą okolicę, kiedy pozwalał mi na to czas i pieniądze. Zawitałem do Nottingham, Manchesteru, ale to już inna historia. Tak więc obszar ten jest mi znany i generalnie miło wspominany, choć uważałem to całe West Yorkshire za totalną dziurę. Wyjątkiem było jedno miejsce, o którym zaraz coś więcej dodam od siebie.

Autorka oczywiście pisze w swojej pracy o historycznych procesach czarownic, znanych wiedźmach z Yorkshire, wspomina o Robin Hoodzie, o Królowej Maja, wywód kończy zielarstwem i właściwościami ziół. Nie brakuje akcentów typu Braterstwo Czerwonej Podwiązki, Matthew Hopkins, sprzedaż wiatrów, familiary, czy szpilki, które wbijano kobietom, żeby sprawdzić czy są czarownicami.

Najbardziej zauroczył mnie temat znanej wizjonerki Mother Shipton, której miejsce urodzenia pojechałem odwiedzić niezwłocznie po tym, kiedy się dowiedziałem, że znajduje się ono w regionie, w którym mieszkam. Pat opisuje legendę tej sympatycznej osoby w pełnej okazałości. Miałem problem z przeczytaniem nazwy "Knaresbourough", ale na szczęście kierowca autobusu okazał się Polakiem i udzielił mi odpowiednich wskazówek. 









To jedyne zdjęcia, które udało mi się wykonać moim telefonem. Petryfikująca Studnia przypominająca ludzką twarz, która potrafi zamienić w kamień (dlatego nie należy się do niej zbliżać, jak mówi lokalny folklor). Nie jest to kłamstwem, bo zawieszone na niej rzeczy kamienieją po kilku miesiącach. A są tam powieszone różne buty, torebki, akcesoria należące do gwiazd i dziennikarzy. Poniżej tabliczka informacyjna. Potem wejście do Groty w której się urodziła, w końcu wewnątrz jej posąg w grocie. Na samym dole muzeum (chyba nie wpisywałem się do Księgi Wieczystej, nie znajdziecie mnie tam). W każdym razie, gdybyście tam kiedyś byli to polecam to miejsce - Grota Mother Shipton.

Inna wzmianka dotyczyła pewnych postaci z Wakefield, a jeszcze inna czarownicy z Huddersfield. Tam też bywałem, stąd sentymenty. Tajemnicza śmierć Robin Hooda na terenie Kirklees też ma swój klimat - w końcu nie raz autobusem tamtędy przejeżdżałem.

W książce dodatkowo zaintrygowała mnie sztuka robienia wywarów z myszy, które znane były jeszcze w latach 30. XX w. Jeden to myszy gotowane w mleku, a drugi to mouse pie (coś jak Hot Apple Pie z McDonalda, albo to co robiła pani Lovett ze Sweeneyem Toddem z ludzi). Nie wiedziałem też, że 28 grudnia to Childermas lub Holly Innocent Day, najbardziej nieszczęśliwy dzień w roku.

A tak to na kilka godzin jak znalazł. Bardzo dobra praca, polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz