piątek, 12 października 2012

Aidan Kelly "Inventing Witchcraft. A Case Study in the Creation of a New Religion"



Aidan Kelly należy niewątpliwie do bardziej znanych amerykańskich czarowników XX w. Właściwie to idealnie wpasowuje się on w schemat, w którym mieści się przeciętna, amerykańska wiedźma-celebrytka. Bo żeby stać się Witch Celebrity trzeba po prostu spełnić cztery warunki: 
  •  Zostać inicjowaną/ym w co najmniej dwóch istniejących tradycjach czarownictwa (tutaj mamy wicca gardneriańską i tradycję Feri). 
  •  Założyć swoją własną tradycję  (w tym przypadku The New Reformed Orthodox Order of the Golden Dawn).
  •  Napisać kilka książek, udzielić masę wywiadów, zrobić niejeden show medialny etc. (Jak choćby to rzeczone dzieło, plus inna publiczna działalność, którą można przeczytać choćby w znanej pracy Margot Adler).
  • Założyć własną organizację walcząca o prawa pogan (wpływy w The Covenant of the Goddess).
Tak więc obok Starhawk, Gwyddiona Pendderwena, Zsuzanny Budapest, Kelly jest raczej znaną osobą. O ile dobrze pamiętam, oprócz tego, że jest czarownikiem, wstąpił on do Kościoła katolickiego, twierdząc że można być i czarownikiem, i rzymskim katolikiem. 
Tutaj się jednak wolę nie zarzekać, bo moja cholerna pamięć różne figle potrafi płatać, a nie chcę należeć do grona osób, które koniecznie planują Kelly'ego dyskredytować. Z drugiej strony może i by sobie zasłużył na to ... 

Cóż możemy o jego książce w skrócie powiedzieć?

Duża ilość ciekawostek. Generalnie opowiada ona o powstaniu i ewolucji gardneriańskiej wicca. Świetnie opisuje skąd Gardner czerpał inspiracje. Tutaj pojawiła się dla mnie pewna nowość co do kilku nazwisk oraz wpływu Hermetycznego Zakonu Złotego Świtu, o czym wcześniej nie wiele wiedziałem (podstawowe źródła o tym wspominały, ale nigdy nie podawały szczegółów). Kelly zwraca uwagę, że ruch gardneriański jest bardzo niejednolity, po zmianach, które Gardner wprowadzał przy i po współpracy z Valiente. W przeciągu kilku lat powstały właściwie dwa odmienne od siebie pod wieloma względami w swoich praktykach nurty gardneriańskie. (Jest to pewne przeciwieństwo tradycji aleksandriańskiej, która pomimo zmian dokonywanych czy to przez Alexa i Maxine na przestrzeni lat, czy to założycieli poszczególnych aleksandriańskich linii, jednak zachowuje silny rdzeń). 

Oprócz ciekawostek, są też "śmieszne ciekawostki". Połowa książki jest na temat masochistycznych skłonności Gardnera, niemalże motyw przewodni w rozważaniach nad jego tematem. Jest trochę o najstarszej historii wicca, jednak uważam, że autor za długo dochodzi do czegoś co i tak było już mi wcześniej wiadome, m.in. kim była "Ameth"? Jest oczywiście trochę o Starym George'u Pickingillu, którego sens, podobnie jak i istnienie covenu z New Forest Kelly neguje jak tylko może. Cóż, w dobie tego co opisał Heselton, podając kilka nazwisk, trudno myślę podważać fakt istnienia tego covenu, a nawet jego wcześniejszych protoplastów. 

Osobiście uważam, że nawet jeśli Gardner stworzył wicca, wykorzystał wiedzę zdobytą od ko-masonów, różokrzyżowców, O.T.O., Towarzystwa Teozoficznego, Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, Ancient Keltic Church, druidów, Klubu Czterech Akrów, Stowarzyszeń Zaklinaczy Koni, Zakonu Rycerstwa Puszczańskiego etc. bla, bla, bla ... To i tak oparł się w założeniach ideowych na tym, co poznał u wiedźm z New Forest. Nawet jeśli czciły one "Diabła" (jak czasem w pewnych nurtach tradycyjnego czarownictwa nazywano Rogatego Boga, utożsamiajac go z chrześcijańskim Szatanem), co udowodnione nie zostało, to na pewno wprowadzone przez niego zmiany odwróciły stworzony przez niego kult wicca w zupełnie inną stronę. To tak jak czasy PRL miały się do dzieł Marksa i Engelsa, albo wizji ideowych prekursorów komunizmu. Czyli nijak. Tak jak Ordo Templi Orientis było stowarzyszeniem quasi-masońskim, a dopiero po reformach Crolweya stało się zakonem thelemicznym. Jakiś wątek zaczerpnięty i przekształcony w zupełnie coś innego.

Jest też wiele dziwnych informacji spośród których rozbawiła mnie ta na temat Alexa Sandersa, że rzekomo nie był on inicjowany na drugi i trzeci stopień... Czasami Kelly ewidentnie pokazuje, że nie żywi sentymentu do tradycji gardneriańskiej. Może jest to z jego strony próba zareklamowania swojego nurtu? Krytycznie odniósł się do wielu poglądów Gardnera, a jednak na nim się wzoruje. Hipokryta z niego. Na końcu książki jest trochę jego własnych poglądów na temat nowych ruchów religijnych. Podawane są ciekawe statystyki np. o 6 milionach Gardnerian w USA. Jakoś w to niezbyt wierzę... Ponadto te aneksy to czyste wodolejstwo.

Ale książkę gorąco polecam wszystkim sympatykom tematu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz