niedziela, 9 września 2012

Thea Sabin "Wicca dla początkujących. Religia czarownic."


Książka Thei Sabin świetnie odpowiada nam na pytanie: "czym jest religia wicca?" Doskonale się z niej dowiemy wszystkiego o misteriach, przekazie wiccańskim, poznajemy odtajone po dziesięcioleciach prawdy i sekrety. Wzorując się na portalu Chamsko.pl dodam jeszcze jedno zdanie: Żartowałem, bo ta książka jest o cztery litery rozbić! Przynajmniej pod tym względem, bo szczerze powiem, że czytając ją miałem z rozdziału na rozdział "huśtawkę opiniotwórczą". 

Zacznijmy może od samego początku. Kim jest Thea Sabin? Słyszałem, że to nawet nie jest prawdziwe nazwisko autorki. Niby pod koniec tekstu deklaruje się ona jako tradycyjna wiccanka, jednakże pisząc to swoje wiekopomne dzieło nie sprecyzowała dokładnie co pod tym pojęciem rozumie? Chyba nie jest ani gardnerianką, ani aleksandrianką. Nie wskazuje na to treść. No chyba, że jesteśmy świadkami dziwacznej mody, w której to wiccanki tradycyjne piszą podręczniki wicca eklektycznej skażonej do bólu światopoglądem holistycznym, albo stawiają za wzór autorytety tego nurtu jak np. Scotta Cunninghama. Cóż, wiek XXI jest w ogóle wiekiem paradoksów, ale o tym już nie tutaj ... 

Dalej idąc. Słyszałem opinie, że jest to kolejny amerykański podręcznik New Age'u, którego głównym celem będzie uświadomienie po raz dziesięciotysięczny prostemu jak cep czytelnikowi "czym jest religia wicca?" Oczywiście! Czym jest wicca według wszystkich tradycji tylko nie rdzennie-wiccańskich. No i w sumie jestem w stanie się z tą opinią zgodzić. Właściwie pod tym względem niewiele się ta pozycja różni od dostępnych na naszym rynku od kilkunastu lat książek m.in. takich autorów jak Scott Cunningham, Ellen Dugan, T.Thorn-Coyle, Francesca de Grantis, Gerina Dunwich etc. Z polskich wymieniłbym Celestynę Puziewicz oraz Agnieszkę Mojmirę Antonik. W sumie nawet z pokrewnych nurtów można śmiało dodać Al G. Manninga czy Alicję Chrzanowską. Najbliżej jej jednak do Scotta Cunninghama, Raymonda Bucklanda, Alana Abyssa czy Agnieszki Mojmiry Antonik. Nie śmiejmy się jednak z pani Sabin tak, jak to czyniliśmy z panią Antonik. Ta przynajmniej nie nadrabia braków w treści emotikonami, marnymi zdjęciami na których widać tylko przysłowiowe "pół pupy zza krzaka", a opisując różne tradycje współczesnego czarownictwa nie popełnia aż tylu błędów merytorycznych. Chwała jej za dotarcie do porządnych informacji. 

Dużo o medytacjach, wizualizacjach, transach, uziemieniach. Potem robi się trochę ciekawiej: są rekwizyty rytualne, święta, szaty etc. 

Z jednej strony ta publikacja jest dobra dla osób pasjonujących się czarownictwem eklektycznym. Na  dobrą sprawę wykłada "kawę na ławę", bez zbędnego jak to do tej pory bywało balastu, na który składały się emocjonalne wspomnienia autorek czy autorów z ich osobistymi akcentami. Sabin kładzie nacisk na ogrom możliwości, ponadto sugeruje własną inwencję (coś istotnego dla wielu młodych ludzi, którzy odprawiają rytuały z książek jak leci, "od A do Ż"). Więc konkretnie na temat. Jest też wiele rozsądnych wskazówek i sugestii. W przeciwieństwie do innych tego typu książek autorka kieruje się większa dozą obiektywizmu i tego o czym wie, niż tego co sama odstawia. Większość "pięcioramiennych gwiazd wolnej neopoganki" tak niestety czyni wyrażając ekspresje swych doświadczeń. Nie ma tu "Księgi Cieni Stojących Kamieni" czy "Modlitwy Ha", ani porad w stylu "jak rozwiązałam konflikt w covenie", "jak poradziłam sobie z wampirzycą energetyczną w pracy". Autorka powołuje się na dzieła Campbella, Crowleya i kilku innych znanych osobistości. To też na jej korzyść świadczy. 

Z drugiej strony książka ma wiele wad, jak to zazwyczaj w tego typu literaturze bywa.
1. Jak zwykle słowo "wicca" jest źle przedstawione. A przynajmniej w typowo amerykańskiej wersji, czyli niewiele mającej wspólnego z europejskim oryginałem.
2. Tłumaczenie ciekawe. Znowu "Jul", a do tego "puszyste króliczki", "dni ćwierciowe" czy "ścieżkowanie".
3. Różnice pomiędzy eklektyzmem a wicca tradycyjną są również bardzo ciekawie opisane ... W szczególności motyw tego, że będąc wiccaninem tradycyjnym nie trzeba nic nowego układać na kolejny rytuał. Co za leniwy nurt? Ręce opadają ... 
4. Pomysł pracy w grupie i wspólnym decydowaniu o pewnych kwestiach ... Jako wróg demokracji znowu pozwolę sobie zauważyć, że jest to rada beznadziejna ... 
5. A już pomysły o kółkach studenckich, opisywaniu pogańskich tradycji czarownictwa i umieszczaniu w ich skład np. Asatru (bez wyszczególnienia konkretnych nazwisk czy kierunków) lub innych grup....

Generalnie książkę można przekartkować i znaleźć w niej kilka ciekawych elementów. Na szerszą metę jest to jednak zatruwanie głowy ludziom dobrej woli pierdołami.

Pół na pół. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz