piątek, 27 kwietnia 2012

Oriana Fallaci "Wściekłość i duma"




"Także dlatego właśnie (jeśli nadal pozostaniemy bezczynni) będzie ich coraz więcej. Będą żądać coraz więcej, będą nas drażnić i dyrygować nami coraz bardziej. Aż nas sobie podporządkują. A zatem pertraktowanie z nimi jest niemożliwe. Próba dialogu - nie do pomyślenia. Okazywanie pobłażliwości - samobójcze. A ten, kto myśli inaczej, jest głupcem [...]" s. 92-93


Słyszałem, że autorka ściągana była przez muzułmańskie środowiska terrorystyczne za to co napisała.  Że też te środowiska się nie wstydzą... 

Z Arabami jest jak z pszczelim ulem, lepiej nie drażnić bo użądlą, hodując ich można mieć "miód i wosk", ale zasiedlając własny dom pszczołami - katastrofa, która zakończyć się może nawet śmiercią. 

Książka Oriany Fallaci to wielki głos do tłumów, by w końcu przejrzeli na oczy z czym mają do czynienia. Czym jest islam? Jaka to brutalna kultura, która dziewczynkom wycina łechtaczki, kobiety wysadza w powietrze dla przyjemności?

Nie istnieje liberalny islam, muzułmanie gardzą naszą kulturą, wartościami i zależy im tylko na unicestwieniu nas, do czego otwarcie się przyznają. Szok. Normalnie nowość jak dla przeciętnego Europejczyka ... Nawet mieszkającego z dala od tego wszystkiego. 

Praca pani Fallaci jest emocjonalnym, rozhisteryzowanym wykładem, przepełnionym wulgaryzmami i traumatycznymi wydarzaniami z życia autorki (przeżyła włoski faszyzm, a jej ojciec walczył z nim). Jako argumentami autorka posługuje się obiegowymi historycznymi faktami, czasem badając je głębiej odnieślibyśmy wrażenie, że lekko przesadza lub nie zna ich tak perfekcyjnie jak to możliwe. Fallaci gubi się we własnych przekonaniach - raz wychwala Amerykę, raz Włochy skąd pochodzi. Raz chwali kulturę współczesną, raz ją potępia.

Gdyby nie zaznaczyła, że jest Włoszką, pomyślałbym, że jest typową zakamuflowaną Żydówką, która widzi tylko dobrą Ameryką i jej wartości, a zły świat islamu. Głównym złym jest Bin Laden, dobrym jest Dalaj Lama, wież WTC nie wysadził Mossadh tylko muzułmańscy terroryści...

Cóż tu powiedzieć jeszcze? Książka oczywiście ma wiele plusów i swoistych truizmów, których Fallaci nie pominęła. Zwraca uwagę, jaką "kulturą" jest islam, ile wniósł do światowego życia (nic poza zerżnięciem pewnych rzeczy od ludów sąsiednich), że tylko wszystko niszczy ... O tym jak słowo "rasista" staje się kneblem do zamykania ludziom mord, kiedy walczą z przestępcami. 

Podobały mi się też rozważania o Włochach, którzy swoją mentalnością do złudzenia przypominają Polaków, tj. nie potrafią się jednoczyć w imię wspólnej sprawy. Przeciwieństwem tego mają być solidarni patrioci amerykańscy, wspaniały kraj wolnych ludzi ... blablabla ... Ale jak napadają na wolne arabskie państwa to wszystko jest ok. Tego pani Fallaci jakoś nie rozważa. 

Książka jest pełna przesady. Zdecydowanie bardziej polecam jeden rozdział "Salonu" Waldemara Łysiaka, którego to autor jadąc po wszystkim "co wspaniałe" we współczesnym świecie (Żydzi, Arabowie, murzyni) opiera się na samych faktach i nie napełnia treści idiotyczną histerią, jak nie zawahała się uczynić pani Fallaci.

Zbyt wiele rzeczy, które dostrzegam ja, nie dostrzega autorka. 

Krótko pisząc, książka wiele warta nie jest - nie polecam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz