czwartek, 12 kwietnia 2012

Jimahl di Fiosa "A Voice in the Forest"






" ... Pytania nadchodziły z grupy tak szybko, jak szybko Alex udzielał odpowiedzi. Ktoś pyta - "Jak to jest po tym jak się umrze?"

SEN

- Masz na myśli surrealistycznie?

TAK

[...]" 


Nie ma chyba człowieka, który nie chciałby wiedzieć, co go czeka po przejściu w stan goth (to pojęcie padło w jednej z książek recenzowanych wcześniej na tym blogu, choć nie wspominałem o nim w poście). 

Od wielu tysiącleci człowiek zadaje sobie pytanie, co jest po tej "drugiej stronie"? I tak w kółko słyszy historie o zaświatach,  o reinkarnacji, o tym, że nie ma życia po śmierci to tylko iluzja naszych umysłów... 

Najciekawsze z tego wszystkiego wydawały mi się historie ludzi pojawiających się w snach i oznajmujących, że pod dostatkiem mają chleba, lecz brakuje im mięsa ... Albo sny, w których człowiek odpływał łodzią za rzekę tudzież ocean. A doświadczenia regressingu czy "Out of Body Experience"? Nieocenione. 

Do spirytyzmu nie miałem zaufania jak do tej pory. Czytałem kiedyś o fałszerstwach ze strony osób, które przyczyniły się do powstania współczesnego ruchu spirytystycznego. Potem w jednej z ezoterycznych publikacji czytałem o grupie mediów, którym dwie osoby zleciły wywołać zmyśloną przez nich postać zmarłego przed latami lorda i kazać mu odpowiedzieć na postawione pytania. Jak się okazało duch przybył i odpowiadał. Sprawdzenie wszelkich źródeł potwierdziło, że nie istniał nigdy taki lord, ani nikt podobny. Naukowcy doszli do wniosku, że to nie żadne duchy, a ludzka podświadomość steruje tym mechanizmem.
Od czasu przeczytania książki Gerald Gerald: Witch Jacka Bracelina (czyt. Idriesa Shaha) po rozdziale dotyczącym seansów spirytystycznych miałem sprzeczne myśli. No, oczywiście liczę na fakt, że opisane w tej książce wspomnienia Gardnera były prawdziwe, a nie zupełnie zmyślone jak to czasem bywa.
Czy w takim razie doświadczenia spirytystyczne są tylko działaniem naszych mózgów czy może faktycznie, za ich pomocą kontaktujemy się ze światem zmarłych? Myślę, że z tym jest identycznie jak z regressingiem. Jeśli przejdziemy przez hipnozę odpowiednio, to ujrzymy swoje poprzednie wcielenia. W przeciwnym razie ujrzymy siebie jako Kleopatrę, Juliusza Cezara, Napoleona Bonaparte albo egipskiego kapłana ...

Od razu warto zaznaczyć, że i w tej książce wszystkie możliwości są brane pod uwagę, nie jest to bezmyślna zabawa za pomocą wrodzonych umiejętności. 

A teraz wracając do sedna sprawy. Czytając książkę Jimahla di Fiosy A Voice in the Forest, Spirit conversations with Alex Sanders już po kilku stronach miałem ochotę sobie włączyć utwór "Ressurection Stone" ze ścieżki dźwiękowej do ostatniej części ekranizacji Harrego Pottera, który to idealnie wprowadza nas w klimat tej lektury. Wyciszenie połączone z poczuciem cudowności ...

Książka jest zapisem doświadczeń spirytystycznych dokonanych przez autora i grupę aleksandrian, którzy w trakcie kilku świąt w leśnej głuszy przywoływali, nie byle kogo, lecz samego Króla Czarownic - Alexa Sandersa, którego to duch odpowiadał im na różne postawione pytania za pomocą tablic, przeznaczonych do tego typu zabiegów. Oprócz tego przeprowadzone są wywiady z osobami, które brały udział w tych rytuałach (Phoenix, Jack, Willow, Morven, Asha, Paul - jak zaznaczył autor na wstępie, pewne dane osobowe zostały tutaj celowo zmienione na życzenie bohaterów), jest też wywiad z Alexem z lat 70., a także rozdział o "tulkusach" osobach ponownie wcielonych w buddyzmie tybetańskim, autorstwa "Willow". Oprócz seansów grupowych, autor opisuje też własne przekazy od Alexa, za pomocą metody automatycznego pisma. 

Dokładny opis wszystkich szczegółów, a także towarzyszących im sytuacji, sprawia, że książka jest wręcz niesamowita. Czyta się ją z wypiekami na twarzy. 

Większość pytań zadawanych Alexowi dotyczy prywatnych spraw i porad, są też jego sugestie i jedna zagadka, która pozostała mi w pamięci. Zapytany o inicjację Alex odpowiada, że pierwszy stopień otrzymał od "Freda". Nie wiadomo o kogo chodzi. Jedynym znanym gardnerianinem z tej epoki o takim imieniu był Fred Lamond, ale żadne źródło nie potwierdza by to właśnie Lamond przewodził inicjacji Alexa. 

Ciekawy jest przekaz od Alexa, zapisany za pomocą automatycznego pisma. Zacytuję fragment:

"...Widzę, że drogi magii nie są już dłużej ukryte i można znaleźć sekrety stuleci na każdej półce w każdej księgarni. Są tak dostępne, że niebezpieczeństwo odwrotu jest ewidentne - jest w tym tendencja do brania wszystkiego dla zapomogi, do postrzegania jako wspólnych rzeczy, które nie mają żadnej wagi. To jest pułapka dla umysłu i trzeba jej unikać. Misteria bogini są silniejsze i głębsze niż czas. Opierają się czasowi. [...]" (strona 81, tł. Siliniez) 

Ciekawe są wzmianki o sytuacji jaka miała miejsce po rytuale (Paul upada nagle na zdrowiu, pojawia się obawa, że część duszy Alexa ulokowała się w jego ciele), opisy wizji, historie o śnie w którym Alex oznajmia, że przepływa przez czarne morze, opisuje stan po śmierci jako ciemne miejsce, rodzaj "czyśćca", a jego reinkarnacja ma mieć miejsce w 2000 roku, w jednej z wiccańskich rodzin poza Wielką Brytanią. Co ciekawsze Alex przywoływany jest także później w 2002 roku, jak dochodzą do tego uczestnicy rytuału, jest on w stanie uczestniczyć w rytuale, kiedy śpi jako ziemskie dziecko. Rozdział o tulkusach lekko wyjaśnia ten fenomen. 

Książka jest niesamowita.  Pozytywne recenzje zebrała od wielu osób, które to przedstawione na wstępie w jednym z nowszych wydań. 

Warto! Gorąco polecam! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz