poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Hastings Donnan & Thomas Wilson "Granice tożsamości, narodu, państwa"




Dla zmiany klimatu postanowiłem przeczytać książkę Hastingsa Donnana & Thomasa Wilsona "Granice tożsamości, narodu, państwa", Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2001. Myślałem, że umrę - podobnie jak czytając książkę Fritha ... Do połowy typowy naukowy bełkot, ale już za chwilę, pojawiają się ciekawe rzeczy. 

Do tych ciekawych rzeczy niewątpliwie zaliczyłbym wzmianki o pojęciu "nation" w języku angielskim. Tam to pojęcie równa się z pojęcia "państwa", a narodowości, które nie mają swojego państwa nie są "nejszyn" - stąd też Polacy przed uzyskaniem niepodległości, nie uchodzili za naród. Ale to jak zwykle dowodzi, że my Polacy mamy więcej - u nas pojęcia państwa kojarzy się z narodem, etnosem, językiem, kulturą. U Brytyjczyków to już tylko formalny status oparty na tym, co lokalnie wyhodowane i co na wyspę przygarnięte i w mniejszym czy większym stopniu zasymilowane. Ale cóż, jako nacja lubiąca ideały amerykańsko-zachodnie, będziemy zmierzać w kierunku punktu widzenia brytyjskiego, na czym jak zwykle wszyscy wyjdziemy jak "Zabłocki na mydle" ... Dobra! Dosyć tych odezw do narodu. 

Inne ciekawostki, które niewątpliwie wciągają i przemawiają za tym, by tę książkę przeczytać, to wzmianki o sytuacjach na granicach Meksyku i Stanów Zjednoczonych, Irlandii Północnej i Irlandii Południowej (jest tego znacznie więcej, ale tu było najciekawiej, zwłaszcza w przypadku handlu i niższych cen w Irlandii Północnej). Jest rozdział o ciele (i polityce ciała), przewożeniu AIDS, przemocy i prostytucji przygranicznej. Trochę o nielegalnym handlu, złych chłopakach tureckich, którzy zgrywają macho, o wrażliwych Meksykanach, którzy emocje na stadionach pokazują jak chłopcy emo ... O izraelskich dziewczynach, które lecą na wszystkich (zupełna nowość jak dla mnie!). Wciąga rozdział o hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej i tamtejszym tanatomaniackim kulcie (i rytuale) śmierci w Melilli (motto "Umrzeć to największy honor", zawołanie "Niech żyje śmierć!" czy hymn "Schadzka ze śmiercią"). Gorzej niż w amerykańskiej armii. Podobały mi się rozdziały o radzeniu sobie z mniejszościami etnicznymi. Cenię silne rządy, które wiedzą, że pozwalanie mniejszościom etnicznym wchodzić sobie na głowę, nie przynosi dobrych rezultatów, żadnej ze stron. 

Rozdział o polityce ciała rządzi. A dla smaku taki fragmencik, który autorzy cytują z pracy Malkki:

"... Usta, mózg oraz głowa w całości, a także odbyt to te miejsca na ciałach mężczyzn, na których oprawcy szczególnie się koncentrowali. O ciałach kobiet mówiono, że były niszczone głównie przez pochwę i macicę.  Kiedy złapana kobieta była w ciąży, brutalność koncentrowała się nieodłącznie na jej łonie, a szczególnie na połączeniu matki z dzieckiem. W przypadku dziewczynek w wieku szkolnym stosowanie przemocy zaczynano od pochwy. Zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn [...] tworzono systematyczne połączenia między pochwą i odbytem  a głową  za pomocą bambusowych tyczek [...]. Penetracja głowy przez odbyt, a także inne sposoby rozgniatania głów były postrzegane jako dekapitacja intelektu i, na bardziej ogólnym poziomie, miały na celu uczynienie Hutu bezbronnymi, politycznymi impotentami. [...]"(tamże, strony 187-188).

Polecam! Świetna książka! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz