piątek, 17 listopada 2017

Ronald Hutton „The Witch. A History of Fear from Ancient Times to the Present”



Ronald Hutton należy do pierwszoligowej elity badaczy tematów neopogaństwa i czarownictwa. Dzięki swoim tezom zyskał reputację osoby bardzo kontrowersyjnej. Należy jednak do autorów, wobec których trudno przejść obojętnie. W szczególności komuś takiemu jak ja.

 „The Witch. A History of Fear from Ancient Times to the Present” to duża i wnikliwa przekrojówka przez postać czarownicy w minionych stuleciach. Zaczynamy od szamanizmu i wiedźm plemiennych na całym świecie, by następnie poprzez Antyk (Egipt, Grecja, Rzym) wylądować w Epoce Stosów. Poznajemy temat procesów czarownic,  wróżek fairies, chowańców, dzikiego gonu, jego przywódców i przywódczyń. Wędrujemy przez Szwajcarię, Anglię, Szkocję, Katalonię i po trochu innych krajach Europy. Temat Epoki Prześladowań od deski do deski. 


Wprawdzie już kiedyś o tym czytałem, ale skoro wątek znowu został wspomniany zadam pytanie:  dlaczego współczesne, lewicowe, ojkofobiczne czarownice tak nie lubię rządów apartheidu?  Przecież ten sympatyczny system zabraniał polowań na wiedźmy plemienne w RPA. Gdy tylko Nelson Mandela doszedł do władzy zaraz znowu zaczęły się mas mordy i krwawe rozprawianie się z czarownicami …  Jakie tu jeszcze ciekawostki zapadły mi w pamięci? Rumuńskie czarownice grupowały się w oddziały i tłukły między sobą na przemian. No proszę! Dziś wystarczą dyskusje na forach internetowych. 


A chorwackie czarownice dla odmiany formowały coś na wzór wojskowych szyków. Wychodzi na to, że amerykańskie, pogańskie oddziały nie są czymś tak nowym jak nam się wszystkim wydaje. 


Książka oczywiście szczegółowo omawia historię, choć Hutton skupia się na określonych konkretach. Nie ma tu powtarzania dennych statystyk typu „ ile wiedźm zamordowano”, tylko klasyczne zapisane przypadki historyczne i ich analiza w świetle ludowych wierzeń. Pewne rzeczy oczywiście dobrze znamy z innych prac; postacie jak Isobel Gowdie, Alice Kyteler etc. 

Moim patriotycznym obowiązkiem jest zwrócenie uwagi na temat Polski w całej tej historii. Hutton kilkakrotnie napomina o naszym kraju jednak na ogół wymienia Polskę wśród państw gdzie dokonywano okrutnych rzęzi wiedźm nie wchodząc w detale. Instynkt mi podpowiada, że wymienia Polskę w negatywnym cieniu historii. Oczywiście jedyny szczegół dotyczący polskiego czarownictwa to sprawa kradzieży mleka, nagminnej w naszych wiedźmińskich dziejach. Tak to jak zwykle historia dotyczy reszty krajów Europy, głównie Zachodniej i Północnej. Swoją drogą pisząc o „Holdzie” autor wymienia jedno niemieckie źródło, a nie bierze pod uwagę, że nasz śląski „Katalog Magii” Rudolfa z Rud Raciborskich również wspomina o dodatkowym talerzu dla Królowej Nieba Holdy. Wychodzi na to, że „Holda” to faktyczna postać, a nie czasownik jak w rozważaniach przedstawia to autor w jednej ze swoich hipotez. 

Książka ciekawa, porządna praca dla wszystkich koneserów Epoki Stosów i postaci czarownicy na tle minionych wieków! 

Polecam!

czwartek, 26 października 2017

“Witches in Holland: A Glance at Wicca in The Netherlands”


Dużo jest książek o wicca tradycyjnej, jej historii, rytuałach, wierzeniach, ale mało jest prac o samych wiccanach. Na pewno wielu z nas chciałoby ich bliżej poznać, dowiedzieć się: co akurat skierowało ich w tym, a nie w innym kierunku? Jak trafili na wicca i jak zaczęła się ich duchowa wędrówka? Jedną z niewielu publikacji na ten temat jest praca Jimahla di Fiosy „Wszystkie dzieci króla”, która zawiera autobiografie wiedźm z wielu krajów. W podobnym stylu napisane są dzieła Maxine Sanders oraz historia czarownicy „Heather” w książce Hansa Holzera. Ku mojej radości kolejna lektura w tym klimacie ujrzała światło dzienne. 

Wkładamy ciżemki, wsiadamy na łopaty do chleba (jak na porządne polskie, pogańskie czarownice płci obojga przystało) i udajemy się z misją dyplomatyczną do swoich sióstr i braci mieszkających w Holandii. Nie zawahamy się poinformować o tym istotnym fakcie wszystkich na Facebooku.  Międzynarodowa Kooperacja Magiczna musi działać, a skoro świat zwyczajny to nie świat baśniowy jak w Harrym Potterze, ktoś musi zadbać o to wszystko. I to właśnie w tym celu odwiedzamy kraj kojarzony z wiatrakami, położeniem pod poziomem morza, tulipanami i wszelkim liberalizmem ...  także tym duchowym. 

Powodów wydania „Niderlandzkich wiedźm: Spojrzenia na wicca w Holandii” dostrzegłem kilka. Pierwszy to 25-lecie istnienia gardneriańskiej linii Silver Circle, której założycielami i jednymi z pionierów rozwoju wicca w Holandii byli Morgana i Merlin Sythove. Drugi powód, to uczczenie pamięci współzałożyciela wspomnianej linii, który odszedł do Krainy Wiecznego Lata na początku 2012 roku. 


Książka ma także jeszcze dodatkowe korzyści – przedstawia nam historię rozwoju wicca w Holandii, tamtejszych wyznawców (gardnerian, aleksandrian i innych) oraz ich opinie na wiele tematów. W końcu pokazuje jak linia Silver Circle i Międzynarodowa Federacja Pogańska przeniosły się do innych krajów szerząc wicca i działając na rzecz współczesnych pogan na całym świecie. Ostatnim, ale często poruszanym tematem w „Niderlandzkich wiedźmach” jest ewolucja wymiany informacji, jak to od periodyków na przestrzeni lat Internet okazał się silniejszy. 


Na początku Morgana Sythove opowiada nam czym jest wicca. Śliczne, poetyckie wprowadzenie skupione na szczegółach, a jednocześnie bardzo przystępne. Dobra robota! Historia o toczeniu jajek wydała mi się bardzo znajoma. W dalszej części wypowiadają się także inni wiccanie. Wywiad z Mauricem i Jetske; aleksandrianami z Alkmaar przeprowadziła wiccanka Jana. Bardzo rzetelne odpowiedzi. Do gustu bardzo przypadła mi opinia arcykapłanów na temat tworzonego w obrębie współczesnego czarownictwa „kultu świętych” jakimi nieraz otacza się czy to Doreen Valiente czy to innych znanych postaci (jeszcze za życia). To samo mnie osobiście irytuje; zwłaszcza ołtarzyki z wizerunkiem Aleksa. Ludzie! To ma być kult Bogini i Rogatego Boga, a nie gardnerianowierstwo czy sandersowierstwo. Oddajmy arcykapłanom to co arcykapłańskie, a bogom to co boskie! Parafrazą jakiegokolwiek religijnego źródła by to nie było ... Następnie czytamy ciekawy esej o współczesnym pogaństwie osoby podpisującej się jako Alder Lyncurium. Dalej Gwiddon Harveston, gardnerianin, koordynator PFI Rosja przedstawia historię Silver Circle; biografię Sythove’ów, parę słów o Eleanor Bone i historii linii, której jest przedstawicielem. Kolejny to esej anonimowego autorstwa opowiadający o doświadczeniach z pozycji arcykapłanów. Bardzo ciekawy. Kilka porządnych zdań o wicca dodaje Marian Green. Marriëlle, aleksandrianka z pierwszego aleksandryjskiego covenu holenderskiego uzupełnia temat o kilka informacji od siebie. Ósmy rozdział dotyczy Merlina Sythove, jego biografii i działalności. Na końcu krótki przegląd zespołów muzycznych i artystów, powiązanych bardziej lub luźniej z pogańską Holandią (The Dolmen, L.E.A.F., Femke Bloem, Maya Fridman). 

Ale, żeby tego nie było za mało – do książki dołączona jest płyta z półtoragodzinnym dokumentalnym filmem. I to również uważam, za olbrzymi plus dla tego przedsięwzięcia. Kilka wywiadów, a w międzyczasie pokazanie wiccańskiego koła roku w pejzażach holenderskich. Występują m.in. Morgana Sythove, Rhianne Sythove, Gwiddon Harveston, Rufus i Melissa Harringtonowie, Nicole Groenendijk, Sietske, Anne, Lady Bara, Jake i Ko Lankester, Jana, Mae, Elenna, Ellen Meuwsen, Geraldine Beskin. Historia poganionej Holandii, powstanie i rozwój PFI. Ponieważ ulwielbiam tego typu dokumentalne nagrania, oglądnąłem z przyjemnością. 

Jako Polacy mieszkający w Polsce powinniśmy zwrócić uwagę jak powinna wyglądać adaptacja wicca w innych krajach. Dobrze jest poznawać historię wicca, wiccan i sytuacji nowego pogaństwa na terenie całej Europy. Z tej racji, że popyt na tego typu źródła uważam za ogromny; gorąco wszystkim polecam zarówno tę książkę jak i film

PS.

I teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko publicznie zrypać polskich wiccan! Dlaczego nikt z Was nie zrobi mi na złość i nie wyda podobnej pracy z autobiografiami? Nawet jeśli pominiecie mnie jako pomysłodawcę to sama idea takiej lektury byłaby genialna. Ciągle te rywalizacje i walki covenów, spory, kłótnie, potem sojusze, potem znowu kłótnie ...  Jest o czym pisać. Gdyby dodatkowo kapłanki pokazały się w pełnym wiedźmim rynsztunku skyclad to myślę, że książka rozeszłaby się niczym świeże bułeczki. Zastanówcie się nad tym! Czekam na książkę z autografami, choć jako były aleksandrianin też mógłbym coś wnieść do niej od siebie.

poniedziałek, 23 października 2017

Tomasz Formicki „Walka informacyjna i zarządzanie przekazem informacyjnym. Antologia wybranych analiz i artykułów z lat 2008-2017”


Znawcy astrologii przekonują, że od dłuższego czasu wkraczamy w Erę Wodnika. Według ekspertów, ta epoka będzie okresem głębokich przemian społecznych, tworzenia państw bez granic, świadomości planetarnej. Co jest dla nas istotne - Wodnik ma w kwadraturze Bliźnięta. A skoro tej konstelacji przypisuje się władzę nad informacją, to oznacza, że wywiera ona olbrzymi wpływ na naszą rzeczywistość.  Widać to gołym okiem; od społeczeństw rolniczych, przez okres prac w fabrykach, przesiedliśmy się na etaty w korporacjach, z laptopami przed nosem. Władza maszyn, skomplikowanych technologii, mało obiektywnych mediów  i pogoń za pieniądzem, konkluduje oczywisty  wniosek – kto ma informację, ten ma władzę!
I tym astrologicznym akcentem przechodzimy do książki Tomasza Formickiego pt. „Walka informacyjna i zarządzanie przekazem informacyjnym. Antologia wybranych analiz i artykułów z lat 2008-2017”. Jak wskazuje podtytuł, niniejsza praca stanowi zbiór esejów autora opublikowanych m.in. w „Gazecie finansowej”, Militarnym Magazynie Specjalnym „KOMANDOS”, Ogólnopolskim Magazynie Zawodowców „OCHRONIARZ” oraz na kilku popularnych portalach.
Na początku Formicki wprowadza do tematu dużą ilością usystematyzowanych pojęć. Ciężkie do przejścia, ale już w następnych rozdziałach lektura wciąga – autor opisuje wiele ciekawostek historycznych na temat wywiadu, jego struktur i postaci. Potem dokładnie opisuje wpływ mediów i efektów medialnej propagandy na społeczeństwa, by następnie przejść do technologii informacyjnych rewolucji politycznych XXI w. Następną część stanowią badania nad służbami specjalnymi, geopolityką i terroryzmem. Ostatni epizod to krótkie historie osób, które opracowały szereg najlepszych strategii w działaniu m.in. wywiadowczym.
            Nie jestem ekspertem od spraw od agentury (W ABW wbrew krążącym plotkom nigdy nie działałem, choć byli i tacy co w to wierzyli … ) i technik wywiadowczych, a już tym bardziej nie zajmuję się historycznymi aspektami tego zagadnienia. Książkę przeczytałem z czystej ciekawości, ponieważ nie jest tajemnicą, że dziś my, „Pokolenie Facebooka” często nieświadomie wpadamy w sidła zastawianych na nas pułapek, z których zdecydowana większość z nas kompletnie nie zdaje sobie sprawy. Nie jednemu z nas udało się udostępnić w swoich strumieniach fałszywe informacje, np. apokryficzne japońskie prawa antymuzułmańskie, które w rzeczywistości nigdy nie istniały. Niedawno prym wiódł jeden chłopiec z Holandii, który w programie dla dzieci zaśpiewał piosenkę o swoich dwóch ojcach. Wszyscy tym żyli. Ale żeby było zabawniej, ostatnio na swojej facebooowej stronie składał serdeczne życzenia urodzinowe swojej matce … Udostępnialiśmy historię pana doktora z Akademii Rolniczej, który rzekomo planował wysadzić siedzibę rządu. Wszystko to było ustawką. Itd. Itd. Media głównego nurtu przestały już rosnąć w siłę, zatem propagandziści przenoszą się do sieci.
Z poruszanymi przez Formickiego zagadnieniami stykamy się na co dzień – stronnicza propaganda w mediach głównego nurtu, sianie dezinformacji poprzez rozmaite „fejki” w sieci. Walki informacyjne i ich psychologiczne oddziaływanie, które jak widzimy przynoszą zamierzone skutki. Autor opisuje zjawiska, z którymi na co dzień obcujemy, a większość z nas nawet nie wie jak je poprawnie nazwać. Dużym atutem „Walki Informacyjnej” jest zatem przedstawienie czytelnikowi wielu nowych terminów, np. rojenie (namnażanie jako sposób prowadzenia walki zbrojnej, uderzenia z różnych stron rozproszonych, wyspecjalizowanych jednostek połączonych w sieć), solipsystyczna introjekcja (budowanie sobie obrazu spamującego trolla na bazie życzeniowości), dysocjacyjna wyobraźnia (poprzez Internet tracimy kontakt z rzeczywistością i wydaje się nam, że to tylko gra), owczy pęd (wszyscy członkowie danej grupy akceptują program czy idee propagandzisty), piękne ogólniki (opisywanie wydarzeń określeniami ogólnymi budzącymi pozytywne skojarzenia) czy skąpcy poznawczy (osoby, które nie weryfikują źródeł danej informacji przyjmując ją za pewnik). Formicki szczegółowo omówił tematy o których wprawdzie echa krążą, a szczegółów dobrze nie znamy. Tutaj szczególnie zaciekawił mnie problem demograficzny Rosji i wpływ tego zjawiska na rosyjskie wojsko. Dobrze przedstawił historię Rotschildów. Podobnie jak i strategię działania III Rzeszy i jej czysto lewackiej polityki względem Polaków, podczas okupacji. Tu się zastanawiam, dlaczego polscy geje tak nie lubią nazistów, skoro wykorzystywali oni tolerancję dla homoseksualizmu, jako jedną z metod osłabienia demografii narodu polskiego? To jest kolejnym przykładem dziwnej logiki określonych środowisk, a przy okazji czytelną wskazówką na mechanizmem działania tolerancji w XXI w. oraz skutków jakie sprowadzają na ludzkość na całym świecie. Oczywiście ludzkość zapatrzona „dobrymi serduszkami” tego nie widzi … A fakty jasno świadczą o pewnych metodach.  
Praca składa się z wielu ciekawostek. Warto je poznać, bo mogą się przydać w życiu. „Walka informacyjna” stanowi nie tylko świetne opracowanie ale i niemal  wyczerpujące kompendium wiedzy o temacie. Obowiązkowa lektura dla wszystkich hejtoholików, hejterów, turbosłowian (choć oni i tak nie uwierzą w żadną propagandę, oprócz niemiecko-watykańskiej), badaczy sieci i nieostrożnych internetowych surferów.

Gorąco polecam!

sobota, 14 października 2017

Radomir Ristic „Balkan Traditional Witchcraft”




“Pogańska w żyłach płynie krew,

Kapłanki, wino, taniec, śpiew

Zasadę w życiu mam full fill –

if You harm none do what thou wilt”

Fragment utworu pt. “Wiccanica”, który już tutaj raz zaprezentowałem. Tak gwoli przypomnienia, po moich tegorocznych wakacjach w Bułgarii czuję stale klimat Bałkanów.


Po ciekawym wykładzie znanej artystki, Mariny Abramovic możemy kontynuować temat z jednej strony nam daleki, z drugiej bardzo bliski. 

Z dumą mogę w końcu to napisać - jestem wśród swoich! Odnalazłem coś, czego stale szukam - magię Słowian, którą można zaadoptować do współczesnego czarownictwa. A może nawet nie musimy iść w stricte wiccańskim kierunku? Może pójdziemy w stronę SlavicCraft? Letz fajnd ałt! Jakkolwiek mało słowiańsko by to zabrzmiało:

In the most potent and powerful names of Tartor and Muma Padura!

Wiem, ale nie tylko gimby „nie wiedzo o co ranuje...”

Praca „Balkan Traditional Witchcraft” Radomira Ristica to opis czegoś co zaliczylibyśmy do jednej z podgrup współczesnego czarownictwa znanego jako czarownictwo tradycyjne. Pod lupę wzięty został bałkański obszar geograficzno-kulturowy. Autor opisał głównie praktyki Serbów, Wołosów (głównie Arumunów), ale wspomina także o innych Słowianach (Chorwatach, Bośniakach, Bułgarach, Słoweńcach) i pozostałych mieszkańcach tego regionu (m.in. Albańczyków). Na piedestale stoją Serbowie. 

Praca pełna ciekawostek. Nie wiedziałem, że południowosłowiańsie czarownice były też wampirzycami. Może współczesne fluffy bunny gothki nie są tak oryginalne jak im się to wydaje. Dzięki Risticowi poznajemy bałkańskie miejsca sabatów czarownic: Klerk, Slivnicę, Grintavec czy Rogaskę. Już chyba wiem gdzie się wybrać w przyszłe lato na wakacje. Pierwszy raz spotkałem się z opisem rytuału z wykorzystaniem czarnego kocura, ale nie polecam nikomu go praktykować. Nie wiedziałem, że łowcy wampirów nosili bycze skóry. By wilk nas nie zjadł prosimy go by został naszym „ojcem chrzestnym”. Czarny koń nie przeskoczy nad grobem wampira. By samemu nie stać się wampirem po tym jak inny nieboszczyk nas użarł wystarczy dotyk miotłą z jałowca. Czytamy o pogańskich korzeniach święta Andrzejek, które autor łączy z Welesem. Trudno mu racji nie przyznać nawet z naszego regionalnego punktu widzenia. Jest też ciekawa rozkminka na temat symboliki liczby 44 – niby prezentować ma magiczną liczbę prawosławnych świętych. A więc prawdopodobnie nie tylko rymy do  „bohatery” odgrywały u Mickiewicza ważną rolę. A już najstraszniejszą jak dla mnie ciekawostką było to, że dzieci urodzone w sobotę będą widziały czarownice, duchy i inne tego typu istoty. Kurcze, nie ukrywam, że podobno w ten dzień tygodnia się urodziłem. No czarownicę nie jedną w życiu widziałem. Z duchami bywało różnie. A już historie o nagich kowalach w liczbie dziewięciu kłujących razem amulety czy nagich kobiet odprawiających rytuały płodności nasuwają pewne skojarzenia. Podobnie jak rytualne tańce w prawą i w lewą stronę. Historie o sabatach, na czele których stał człowiek z żółtą brodą. Albo postać ubrana na zielono z czerwoną czapką ... Dawniej miałem problem z pogodzeniem pewnych zachodnich wzorców czarownictwa z lokalnym słowiańskim pierwiastkiem duchowym, teraz widzę, że wszystko do siebie pasuje jak ulał. Czyżbyśmy mieli podstawy do stworzenia nowego religijnego systemu?

Przejdźmy do meritum sprawy. Widzimy siebie w drewnianej chacie, gdzie na środku znajduje się palenisko, a nad nim łańcuch. Siedzimy przed ogniem nago, przypięty mamy tylko pasek, a na nim przyczepioną kusturę; rytualny nóż z czarną rękojeścią zrobioną z rogu barana. Na łańcuchu widzimy głowę koguta. Nasze rekwizyty rytualne oczekują nas w torbie zrobionej z koziej lub rzadziej owczej  skóry (alternatywa dla „magicznej szafeczki”, o której istnieniu nie tak dawno temu się dowiedziałem ...).

No cóż, nie mam w domu paleniska, a przed mikrofalówką robić tego samego nie zamierzam. No na upartego może, włożę kogoś do kuchenki na tradycyjne, trzy zdrowaśki i na wszelki wypadek ustawię czas grzania na 20 minut. Mkrofale robią swoje w takiej magii ... A już tak zupełnie poważnie. Interesujące są szkoły magii prezentowane przez Radica. Branie pod uwagę tylko dwóch z czterech kierunków świata, silny synkretyzm kulturowy i religijny. Autor niejednokrotnie porównuje praktyki bałkańskie ze znanym nam współczesnym, zachodnim czarownictwem co w moim odczuciu jest olbrzymim plusem dla tego przedsięwzięcia. Ma to jednak pewną wadę, np. inicjacje wiccańskie, na które się powołał przypominają te w starogardneriańskim stylu. Od czasów Gardnera wiele się zmieniło. Urocze jest doszukiwanie się wspólnych elementów kultu Boga i Bogini z wicca w kulcie Tartora czy Mumy Paduri. Tyle, że to bardziej duchy natury niż bogowie. Ale gdyby się tak dobrze przyjrzeć im i porównać z Hernem w takiej postaci jakiej znamy go z serialu o „Robinie z Sherwood” w interpretacji Pana Richarda Carpentera to koncepcje gdzieś tutaj się nachodzą na siebie. 

Praca pełna jest ciekawostek, które nam Polakom z jednej strony powinny być jako Słowianom bliskie, z drugiej jako praktyki z oddalonego o ponad półtora godziny lotu samolotem drogi są praktycznie odległe, a przez to bardzo egzotyczne. Uważam dzieło Ristica za jedno z ciekawszych opracowań tematu współczesnego czarownictwa, które dla nas Polaków i dla naszych czarownic może stać się jednym z głównych źródeł inspiracji rozwijania nowej, słowiańskiej duchowości. Lektura obowiązkowa. Także dla wiccan.