sobota, 6 stycznia 2018

Bartłomiej Grzegorz Sala "Legendy zamków świętokrzyskich"


"Legendy zamków świętokrzyskich" Bartłomieja Grzegorza Sali ilustrowane dzięki współpracy z Witoldem Vargasem i Pawłem Zychem to kolejna podróż po polskich dziejach i legendach pełnych duchów, najeźdźców z Północy i Wschodu, królów, możnowładców itd. Autor stosując charakterystyczną narrację przenosi nas na teren Gór Świętokrzyskich; omawia historie zamków, przytacza ludowe podania na ich temat i rozkminia czy mogą być one prawdziwe czy raczej, jak to w tym świecie bywa - na jeden wątek nałożyło się kilka innych. Dodatkowym atutem tej pracy jest to, że po przeprowadzeniu "badań terenowych" Sala nie poskąpił uwag pod kątem zaniedbania wielu zabytkowych budowli i czytając pomiędzy wierszami uważam, że słuszną krytykę pod adresem władz wprowadza.

Spodobała mi się historia "Pioruna". Takie to trochę w popielidzkim stylu rozgromienie wrogów niemniej najprostsze rozwiązania nieraz okazują się być najlepszymi. Legenda o Czerwonym Panku nasuwa mi jakieś skojarzenia z Nyją. Kto wie? Może to echo jakichś miejscowych wierzeń. Nie przypadła mi do gustu historia o Jawornickich. Takiej motywacji to bym w życiu nie chciał. Zaciekawiły mnie też na samym końcu pewne plotki na temat naszego króla Władysława Warneńczyka. Czy faktycznie zginął on pod Warną czy uciekł jak chce tego tradycja? Temat godny dalszego zgłębienia. Jest też kilka zdań na temat zainteresowania kabałą i magią wśród warstw wyższych.

Ciekawe opracowanie, pisane przystępnie, zawierające dużo ciekawostek o mniej znanych kartach historii. Warto o niej zgłębiać wiedzę podobnie jak i o demonologii, bo kto wie, może któregoś dnia uda nam się znaleźć ukryte skarby ... 

Książkę polecam!

czwartek, 4 stycznia 2018

„Księga Smoków Polskich”


Wracamy z wnętrza umysłu na ziemie polskie. Tym razem na piedestał wystawimy sympatyczne lub mniej sympatyczne, jedno lub wielogłowe gady, które terroryzują okolice, w jakiej się zagnieździły. Dokładnie jak dresiarze. Spotykamy śmiałków, którzy sprytnymi sposobami je pokonali. Najczęściej było to podrzucanie im barana zatrutego różnymi chemicznymi składnikami. 

Już chyba wiem dlaczego trudno spotkać smoka w XXI w. – wszystkie od razu by wyginęły od zatrutego jadła. Nawet dziewice skażone są chemią do tego stopnia, że mają problem z rozrodczością. A co ze smokami wegetarianami lub weganami? Rolnictwo padło w naszym kraju więc czym niby się gadziny mogłyby raczyć? Na szczęście (lub raczej nieszczęście) w naszym kraju są mężczyźni, których trudno od dziewic odróżnić ... może sam wygląd powoduje, że omyłkowo bierzemy ich za dziewice. Te kiteczki na głowach ...  

„Księga Smoków Polskich” to kolejny legendarz z ilustracjami Witolda Vargasa i Pawła Zycha oraz tekstami autorstwa Bartłomieja Grzegorza Sali o smokach, a także ich krewnych: gryfach, meluzynach, olbrzymich niedźwiedziach, pająkach i rybach. Nakładem wydawnictwa Bosz twórcy zabierają nas w świat legend o smoczych królach, śmiałkach, spryciarzach, królach, książętach czy innych „herosach”. 

Niektóre historie wydawały mi się bardzo polskie, kiedy czytając je znajdowałem spore aluzje do baśni, klechd z jakimi zapoznawałem się będąc dzieckiem. Podróżujemy zatem po naszym kraju i jego historycznych obszarach i walczymy ze smokami, próbujemy ukraść im skarby, uciekamy przed wężami, wcielamy się w bohatera Reszka i walczymy ze zbójami, przywracamy do życia umarłych. Rewelacyjny polski folklor opatrzony charakterystyczną, baśniową narracją i ślicznymi obrazkami. 

Warto posiadać egzemplarz w swojej domowej demonotece! Praca do przeczytania na raptem dwie godziny. Gorąco polecam!

środa, 3 stycznia 2018

Christine Preißmann "Asperger. Życie w dwóch światach."


Kilka razy w życiu zdarzyło mi się, że pewne osoby zapytały mnie wprost czy jestem "Aspergerowcem"? Hmmm ... Przyznam, że pytanie to zaskakiwało mnie przez dłuższy czas, bo niby dlaczego? Co w ich opinii łączy mnie z tym czymś?

Asperger to jakaś odmiana autyzmu - a czy ja sprawiam wrażenie osoby autystycznej? Nie tak dawno temu oglądnąłem sobie wszystkie odcinki "Atypowego" dostępne na Cda.pl. Pewne cechy Sama zdecydowanie bym u siebie dostrzegł, ale do ciężkiej cholery - no już może bez przesady!
  • Uśmiechać się potrafię. Patrzeć w oczy ... no w sumie też, acz nie zawsze. Miałem takie dni że nie wychodziło mi to łatwo. Czasem coś mnie blokowało nawet przed podaniem ręki. 
  • Ludzie zastanawiają się dlaczego np. nie mam w sobie empatii do innych? Dlaczego potrafię mijać umierającą osobę na chodniku i się tym nie przejmować? 
  • Dlaczego jestem taki aspołeczny? 
  • Dlaczego wolę popołudnia spędzać sam w domu i dlaczego nie mogę długo przebywać w czyjejś obecności. 
  • Nie cierpię jak się mnie dotyka, albo moich rzeczy. 
  • Lubię tylko jeden temat w życiu jakim jest pogaństwo we wszystkich jego odcieniach. Mało na jakikolwiek inny potrafię dyskutować. Albo zawsze zmierzam w jego kierunku w jakiejkolwiek rozmowie. 
  • Zastanawiam się także, dlaczego muzyka tak rozprasza moją uwagę i powoduje problemy z pamięcią i koncentracją przez następnych kilka dni? 
  • A już czytanie wyrazów twarzy innych ludzi? Jak mi ktoś czegoś nie powie wprost to trudno jest mi się domyśleć. Zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. 
  • A związki? To już w ogóle nie temat dla mnie. Przytulanie mnie wkurza. Nie lubię mieć kogoś przy sobie zbyt długo. Bliżej mi do żywota pustelnika. 
  • Nie lubię publicznych wystąpień. 
  • Musi być tak jak ja chcę! Tu moja bezkompromisowość się odzywa.
I teraz nie wiem czy pewne cechy mam wrodzone czy nabyte na drodze negatywnych życiowych doświadczeń?

Ostatnio zrobiłem sobie Internetowy test, w którym na 50 pytań uzyskanie 33 punktów już mogło świadczyć o Zespole Aspergera. Uzyskałem ich aż 37. Ale to wciąż tylko test. Z takich testów można wiele wywnioskować a diagnoza może być zupełnie nietrafiona.

No i kurde jak jest w końcu? Mam Aspika czy nie mam Aspika? Oto jest pytanie.


Gros moich problemów wynika niby z zupełnie innych powodów. A może jednak ich podstawą jest Zespół Aspergera lub przynajmniej jego umiarkowana postać?

Od niedawna zacząłem drążyć temat szerzej. Teraz sięgnąłem po książkę  "Asperger. Życie w dwóch światach" autorstwa Christine Preißmann. Są to krótkie biografie kilku aspergerowców i praktyczne rady jak pomagać takim ludziom. Próbowałem w tym dziele przede wszystkim znaleźć refleksję siebie i generalnie różnie z sukcesami na tym polu bywało. Muszę przyznać, że dalej tkwię w punkcie wyjścia - niby tak, a niby nie.

Też mam straszną awersję do przebywania długo z innymi ludźmi. Przez lata borykałem się z problemem ciasnego pokoju i niemożliwością wręcz posiadania własnej przestrzeni. W sumie to do dzisiaj marzę tylko o własnym domu. Wszyscy mi życzą żony, miłości i innych rzygowin. Chyba bym żonę zamordował po kilku dniach życia pod wspólnym dachem. Dlaczego mi zatem wszyscy życzą tak źle? Choć i aspergersony żyją w związkach i podobno żyje im się dobrze. 

Awersja do większości sportów? W sumie podobnie do bohaterów książki też jedynie kręci mnie pływanie, jazda na rowerze bo do siłowni się wręcz przymuszam (ataki podagry zrobiły swoje - nikt mnie tak nigdy solidnie nie zmobilizował). 

Co do porad to znowu widzimy różnicę w mentalności Niemców i Polaków. Kto się w naszym kraju przejmuje jakimś Zespołem Aspergera? Traktują Cię wszyscy jak zwyczajnego obywatela i tradycyjnie wymagają więcej niż jesteś w stanie osiągnąć. To raczej powinno być usuwane z polskiego tłumaczenia by nie drażnić polskich aspików jeszcze bardziej. Drugą wadą pracy Preißmann jest to, że używa ona pojęć "autyzm" i "Asperger" zamiennie, niczym synonimów, przez co do końca nie wiem czy to jedno i to samo, czy raczej jedno to skrajna postać drugiego. 

Niczego konkretnego się nie dowiedziałem, a porady jak zwykle nie na nasze nerwy. Książki nie polecam, uważam to za typowe porady, z którymi nie wiadomo co robić, zdecydowane obce naszej mentalności.

piątek, 29 grudnia 2017

„The Paganism Reader” edited by Chas S. Clifton and Graham Harvey



Kiedy będę już wielki, bo na razie jestem co najwyżej wysoki (no może dwa metry w stanie spoczynku to nie wiele, ale jak wiadomo, człowiek jest z rana wyższy około centymetra niż z wieczora) i będę na studiach prowadził kurs z wicca, to zmuszę swoich nieszczęsnych studentów do przeczytania książki „The Paganism Reader”. 

Jestem bezlitosny! Będę oblewał najpiękniejsze studentki! Jak to dlaczego? Żeby móc się z nimi zobaczyć na sesjach poprawkowych. Od przybytku głowa nie boli. A przynajmniej tak mawiają ... 

Dlaczego akurat tę książkę? „The Paganism Reader” pod redakcją Chasa S. Cliftona i Grahama Harveya to antologia głównych tekstów, które przeczytać powinna każda osoba interesująca się poważnie tematem współczesnego pogaństwa. Są tutaj wykrojówki z klasyki literatury (m.in. Księga Jeremiasza, „Jemioła” Piliniusza Starszego, anonimowe dzieła: „Hymn do Matki Bogów i Hymn do Księżyca”, „Piorun – perfekcyjny umysł”, fragment listu do księdza Juliana Apostaty), teksty, na bazie których powstała wicca lub, które miały duży na nią wpływ  (m.in. Apulejusz, Charles Leland, Aleister Crowley, Rudyard Kipling, Margaret Murray, Kenneth Grahame, C.R.F. Seymour, Robert Graves), prace autorstwa pierwszych wiccan i ich najbardziej znanych kontynuatorów i naśladowców (m.in. Gerald Gardner, Robert Heinlein, Paul Huson, Hans Holzer, Raymond Buckland, June Johns, Doreen Valiente oraz jej dzieło napisane wraz z Evanem J. Jonesem),  teksty na temat późniejszego pogaństwa (m.in. Michael McNierney, Heather O’Dell, Judy Harrow, Tony Kelly, Asphodel Long, Marion Bradley, Wren Sidhe). Do tego doszła jeszcze klasyka literatury pogańskiej zarówno w starej, jak i w nowej wersji (m.in. Marie Heaney, fragmenty z Eddy), rozważania na temat pogaństwa autorstwa redaktorów, teksty o wróżkach faeries Gordona MacLellana i o Genuis Loci Barry’ego Pattersona. Jednym równoważnikiem zdania pisząc: wszystko co najważniejsze oraz kilka pobocznych uzupełnień. 

Dobre odświeżenie tematu dla kogoś, kto nie raz czytał klasykę pogańskiego gatunku. Nowościami jak dla mnie były filozoficzne rozważania w tekście McNierney’ego, choć męczą jak to z ta nauką bywa. To co napisał C.R.F. Seymour jako jeden z pierwszych wydaje się być powtarzane w następnych dekadach przez kolejne pokolenia czarownic. I pomyśleć, że takie truizmy znane były już prawdopodobnie w Covenie z New Forest. Ciekawie wypada nieżyjący już Raymond Buckland, którego poglądy ewidentnie ewoluowały (lub może powinniśmy z perpektywy osób inicjowanych w wicca tradycyjną pisać „de-ewoluowały”) od ścisłej ortodoksji do ostrego liberalizmu. Feministyczna tealogia jak zwykle pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pozostawię temat bez komentarza. Podobają mi się ciekawe uwagi Chasa S. Cliftona na temat pogaństwa miejscowego i pogaństwa przodków. Stały problem amerykańskich wiedźm. Choć przyznam, że polskie czarownice też potrafią imponować (a przynajmniej mnie) swoim „sercowym pogaństwem”. Ale militarni poganie i ich problemy na temat zabijania i wojen opisani przez Harrow ... Obłuda jakiej mało. Chyba jestem zbyt inteligentny, żeby nabrać się na ich moralne problemy i ocenę sytuacji. 

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tematu neopogaństwa, neopogan oraz badaczy. 

Kupić, przeczytać, położyć na półce! No i korzystać w miarę potrzeby od czasu do czasu.

środa, 6 grudnia 2017

Kamil Kajkowski "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian"


Przenosimy się myślami w czasie i w przestrzeni nad teren Bałtyku. Konkretnie do czasów przedchrześcijańskich Pomorców. W podróż zabiera nas praca "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian" Kamila Kajkowskiego. Generalnie jest to kompilacja wcześniejszych artykułów autora wydana  w formie książki. Czytamy m.in. o bogach, rytualnej dekapitacji, dzikach, psach, pochówkach, diabelskich kamieniach, ofiarach z ludzi etc. Na piedestale stoi archeologia i znaleziska z obszaru Pomorza. Kajkowski porusza także inne bliskie fanom dawnej Słowiańszczyzny zagadnienia.

Przyznam szczerze, że od kilku lat trochę opuściłem się w studiach nad religią "Pra-Polaków" więc pewne teorie i źródła, na które powołał się autor były dla mnie poniekąd czymś nowym. Nie jestem w stanie wszystkiego zweryfikować, choć pracę oceniam jako bardzo rzetelną, napisaną na solidnych fundamentach. 

Jedyną wadą jaką dostrzegam w tekście (oprócz nagminnego "niemniej jednak") jest lekkie pominięcie przez Kajkowskiego wielu teorii. Autor jak to bywa (bo inaczej się prawdopodobnie nie da), porównuje znaleziska i informacje z kronik na temat Pomorza do wszystkiego co znamy z innych części Słowiańszczyzny. Jako miłośnik Panteonu Długosza stwierdzam, że nie uwzględnione zostało porównanie Białoboga do lechickiego Jessy i wschodniosłowiańskiego Peruna. Osobiście uważam, że jest to jedno bóstwo, a "biały bóg" to po prostu określenie Jessy. Zdaje się, że ten dualizm dokładnie omawiał Andrzej Szyjewski w "Religii Słowian". Podobnie np. przy Trygławie-Welesie można by trochę popisać o św. Mikołaju jako o folklorystycznej pozostałości po dawnym kulcie. Takie braki trochę osłabiają wartość merytoryczną pracy - autor sprawia wrażenie jakby na siłę próbował stworzyć nowe teorie, pomimo, że wiele starych przekonało zarówno środowisko badaczy jak i rodzimowierców i są na dobrą sprawę nie do obalenia. Jest to jak dla mnie na siłę próba stworzenia nowej wizji dawnej religii naszych przodków. 

Czytało się przyjemnie, choć książki z zakresu archeologii nie wpływają korzystnie na moją grupę krwi. Jest za to dużo ciekawostek na temat historii, religii i obyczajowości przedchrześcijańskich Słowian. Dobre odświeżenie tematu. 

Polecam jako ciekawostkę!

czwartek, 30 listopada 2017

Christopher Penczak "Gay Witchcraft. Empowering the Tribe"


Po zapoznaniu się z treścią książki Christophera Penczaka dochodzę do wniosku, że autor to taka sama amerykańska, pięcioramienna gwiazda wolnej neopoganki jakich tam wiele. "Gay Witchcraft. Empowering the Tribe" to nic innego jak typowy, komercyjny podręcznik wicca eklektycznej, tyle, że w tym konkretnym przypadku adresowany do gejów. Wymienieni są bogowie o tendencjach homoseksualnych, zwierzęta totemiczne, pomysły na rytuały, praca z czakrami, magia kamieni etc.

Podstawy i to w typowym wydaniu dla mas, które dopiero co usłyszały, że jest coś takiego jak współczesne czarownictwo często nazywane po prostu "wicca". Wszystko jak na mój gust bardzo okrojone, np. jak to zwykle bywa czytamy o Grecji, Rzymie, Celtach, Wikingach i tutaj się nagle Europa kończy. I to jeszcze człowiek z polskim nazwiskiem tak dużo pomija. Może mamy powody, żeby się do niego nie przyznawać ale czy on do nas też?

Jedyną nowością dla mnie jest wykorzystywanie totemicznych zwierząt jako strażników czterech stron świata. Ponadto jest trochę ciekawostek na temat historii, np. Zakonu Chareonea i tradycjach gejowskiego czarownictwa w Stanach Zjednoczonych. Jest też kilka pomysłów na unikatowe rytuały np. gejowski coming-out. Pozostałe informacje to typowe powierzchowne, komercyjne przedstawienie tematu. Nic specjalnego. Identycznie, jak nie gorzej niż w pracy Forda. Bogowie gejów też wrażenia na mnie nie robią, zdecydowanie lepiej temat opisał Endsjø. Nie wiem już nawet czy Patrokles był kochankiem Achillesa czy kuzynem ... 

Cóż rzec? Nie polecam! Straszne homoseksualstwo! 

PS.

Spodziewam się, że za niedługo zaczną do mnie przychodzić anonimowe maile lub komentarze typu:
"Siliniez! Co ty ostatnio tak ciągle z tymi gejami? Wyszło szydło z worka czy zamieniasz się w końcu w swoje własne przeciwieństwo i zaczynasz bawić w polityczną poprawność? Może zamiast tego zaprezentujesz na swoim zacnym blogu coś co podoba się normalnym ludziom?"
Postanowiłem wyprzedzić tego typu komentarze i przedstawić Wam wszystkim Jessicę odzianą tylko w panterkowe bikini.


Jessica bardzo lubi przyrodę, ceni dobre towarzystwo, dlatego postanowiła przyprowadzić dwie inne koleżanki: Leilę i Jaime, które uwielbiają tortowe przyjęcia i projektowanie kostiumów kąpielowych z samej tylko bitej śmietany ... (^^) ...

sobota, 25 listopada 2017

Maria Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna”


Powróćmy na ziemie słowiańskie. A dokładnie do Polski. W „Niesamowitej Słowiańszczyźnie” Maria Janion omawia uwielbiane przeze mnie sprawy – „lokalną pogańskość w wersji soft od czasów chrystianizacji”. Czytamy o naszej zabytkowej literaturze i zawartych w niej swojskich, słowiańskich motywach – m.in. o Masławie, o wampirze. Autorka omawia romantycznych twórców – Mickiewicza i jego kultowe „Dziady”, wspomina o Słowackim i „Królu-Duchu”. Jest dużo o Zorianie Dołędze-Chodakowskim, o obchodzie z trupem wampira Sicińskiego, stosunku i relacjach z  Rosją, szlacheckiej dumie, problemie latynizacji słowiańskiej Polski w przeciwieństwie do tego co dokonało prawosławne chrześcijaństwo etc. Poznajemy polską wersję Elżbiety Batory i pełno frenezji romantycznej zawartej w pracach Krasińskiego, Kraszewskiego i innych polskich klasyków. Głównym motywem pracy jest nasza rodzima, urocza kultura, której zarówno podstawowe jak i mniej znane aspekty zostają omówione od innej niż to uczono w szkołach strony. 

Zasadniczo „Niesamowitą Słowiańszczyznę” czyta się jak sielankę, ale trzeba uważać na zastawione w tekście sidła. Janion zdradzają już przypisy – nagminna ilość artykułów z Wybiórczej jasno pokazuje, po której stronie barykady autorka się usadawia. Mało tego, ostatni rozdział to typowe antypolskie pierdoły bez ładu i składu cytowane dla udowodnienia własnych odczuć. Tak więc czytamy o wadach Polaków. O tak! Każdy je widzi, zanim nie pojedzie do obcych krajów i zobaczy wady innych nacji. Cóż, szkoda, że Pani Janion nie bierze tego pod uwagę i nie czyni takiego porównania. Za to doskonale przytacza cytaty m.in. obcych (ciekawe, że obcych, skoro im z reguły nie zależy na tym, żeby Polska była silna, mocna tylko słabsza od innych) twórców marudząc, jaka ta Polska i Polacy są źli, ksenofobiczni, zachłyśnięci polo-katolicyzmem, pełni pogardy dla innych etc. 

Jako Polak-poganin bardzo sobie cenię konserwatyzm polskiego społeczeństwa czy niechęć do obcych (zwłaszcza tych nacji, ras czy grup, które najwięcej problemów stwarzają, bo do pozostałych generalnie nic nie mam). Da się w łatwy sposób udowodnić, że im bardziej jesteśmy ksenofobicznym krajem tym mniej borykamy się z problemem terroryzmu popularnym w krajach o dużym nasileniu stopnia tolerancji, której Janion tak bardzo brakuje w naszym społeczeństwie. Ostatnie rozdziały psują strasznie jakość książki. Te wywody o wolnym rynku bazujące na pracy Scrutona ... Cóż, takiego „wolnego rynku” to chyba nawet najgorszym wrogom nie życzę... A popieram  bardzo agresywny kapitalizm. A już te mądrości o miłości braterskiej, inwersji seksualnej, męskich pożądaniach homo-społecznych doprowadzają mnie do wniosku, że każdy miłośnik natury, który lubi chodzić po lesie, górach czy łąkach musi być skrytym dendrofilem ... Przynajmniej logika do tego prowadzi. Ale nad logiką pewnych osób czy środowisk nie zamierzam się głowić. Inteligencja mi na to nie pozwala. 

Książkę polecam, ale nie należy czytać jej bezkrytycznie. Zawiera dużo ciekawostek na temat historii czy literatury, niemniej polityczna ocena faktów przez autorkę zdecydowanie psuje zawartość merytoryczną całości.