czwartek, 31 stycznia 2019

Bartłomiej Grzegorz Sala "Bestie i potwory mitologii greckiej"

"Bestie i potwory mitologii greckiej" to leksykon znanych bardziej oraz mniej demonicznych postaci z wierzeń starożytnych Greków. Sturęcy, smoki, tytany i inne potwory o wężowych ogonach pokazują nam wspaniały świat mitycznych postaci. 

Na ogół w księgarniach znajdziemy multum przepisywanych jeden od drugiego słowników mitologii antycznej. Wszystkie one nie różnią się niczym specjalnie od siebie; ich autorzy to profesorowie, którzy muszą mieć publikacje. Stąd też wydają totalne gnioty za unijne (czyli nasze) pieniądze, tak aby ich CV naukowe błyszczało zawartością dokonanej, ciężkiej, naukowej pracy. A potem to leży w taniej książce za 2 złote, bo nikt tego nie zamierza kupić ... Co innego, że często uczy się nas o pogańskich bogach, a postacie demoniczne pozostają na drugim planie.

Tutaj jak widzę Sala wyróżnił mniej znane postacie, które słabo znamy. To sprawia, że leksykon jego autorstwa napisany został z duszą; zamiast tradycyjnego podawania tych samych informacji w komercyjny sposób widać, że celem książki jest nacisk na ciekawostki.  Dowiedziałem się kilku nowych, ciekawych rzeczy, pomimo, że praca nie ma naukowego charakteru.

Bogato ilustrowane opracowanie tematu stanowi ciekawą pigułkę, choć zastanawiają mnie te genderowe ilustracje, jak ta postać na okładce.

Jako fan książek Bartłomieja Grzegorza Sali polecam i tę pozycję!

środa, 23 stycznia 2019

Daniel Kalinowski, Tomasz Górecki "Bestiariusz pomorski"


"Bestiariusz pomorski" to do przeczytania raptem w pół godziny krótki, ilustrowany leksykon bogów, demonów i postaci z folkloru terenów Pomorza, od Kaszub po Rugię. 

Kilka informacji rzuciło mi się w oko:
Trzeba przy tym wszystkim pamiętać, że w porządku najdawniejszych wierzeń słowiańskich i germańskich nie było fatalizmu i pesymizmu, zaś Dobro utrzymywało się ze Złem w równowadze. (s. 8)
W ostatniej przeczytanej przez siebie książce znalazłem coś z deka innego - przynajmniej w kwestii przeznaczenia u Germanów. Ponadto pojęcie "Dobro" i "Zło" też inaczej były widziane wśród dawnych pogan niż wśród chrześcijan. 

O Świętowicie:
Róg świadczyłby, że było to bóstwo urodzaju; włócznia, iż mógł być kojarzony z grzmiącymi i błyskającymi piorunami niebiosami. (s.12)
Po pierwsze skąd ta włócznia u posągu Świętowita z Arkony? Włócznie z tego co wiem wykorzystywano głównie przy hippomancji. Po drugie, dlaczego niby włócznia miałaby mieć związek z piorunami? 

O Rugiewicie:
To bóg wojny i świata podziemnego. (s. 14)
Wojny na pewno, ale dlaczego świata podziemnego? Dalej autor twierdzi, że jego kult znajdował się w obecnym Barth. Z tego co wiem, czczono go w Gardźcu, a to obecnie Garz. Czy to jest to samo miejsce? 

O Morlawie czytam, że to:
... słowiańska bogini śmierci. Blada, chuda, kobieta w czarnej szacie. (s. 15)
Słowianie widzieli raczej śmierć w bieli. Czarny kolor to chrześcijańska naleciałość. 

Potem czytam o Perunie:
... litewsko-słowiańskie bóstwo kojarzone z ogniem i piorunem. (...) Jest władcą zaborczym, nieznoszącym sprzeciwu, wszechwiedzącym i wszechmocnym. (s. 15)
Za dużo skrótów myślowych. Raczej ogniem zajmował się inny bóg, choć są badacze, którzy ich ze sobą utożsamiali. Ale dlaczego litewsko-słowiańskie? Wśród Bałtów istniał Perkunas, odpowiednik Peruna. I skąd te jego cechy charakteru zostały wzięte? 

Przez moment myślałem, że może pracę będę mógł polecić przynajmniej dla ilustracji, które jak zwykle obrazują nam wiele. Niestety jak mówi przysłowie "diabeł tkwi w szczegółach", a autorzy zupełnie je pominęli. Przecież posąg arkońskiego Świętowita miał równo podstrzyżone włosy, na co nawet badacze zwrócili uwagę. Tutaj widzimy Świętowita zarośniętego z długą brodą. 

Marna komercha.

wtorek, 22 stycznia 2019

Leszek Paweł Słupecki "Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów"


Dawno, dawno temu miałem przyjemność przeczytać "Wilkołactwo" oraz "Mitologie skandynawską w epoce wikingów" prof. Leszka Pawła Słupeckiego. Przyszedł czas na "Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów". 

Przenosimy się zatem do czasów wikińskich. Poznajemy m.in. tajemnice kleromancji, hippomancji, nekromancji, seidr, czytania snów etc.

Autor na piedestał wziął głównie sagi z Północy oraz mitologię skandynawską we wszystkich znanych jej wariantach. Nie zabrakło porównań do praktyk znanych pogańskim Słowianom oraz Bałtom. 

Nie ukrywam, moja wiedza w tej dziedzinie nie jest [niestety] najlepsza; pracę przeczytałem głównie, żeby powtórzyć sobie podstawy wierzeń dawnych Germanów. Zwróciłem uwagę, że Słupecki korzysta z wielu ważnych opracowań, od klasyków po czasy współczesne. Nie stroni od tekstów źródłowych. Widać więc, że praca jest bardzo rzetelnie napisana, a autor kruczym okiem łączy wiele faktów, na które przeciętna osoba nie zwróci uwagi. 

Jedyną wadą książki, jak dla mnie jest to, że przytoczonych jest wiele cytatów napisanych w różnych językach, a nie zawsze podane jest ich tłumaczenie. No cóż, kiedy się np. łaciny nie zna trochę utrudnia to zapoznanie się z głównymi myślami badacza. 

Solidna pozycja, którą polecę wszystkim osobom poważnie interesującym się pogańskimi wierzeniami. Zaznaczę jednak, że nie jest to łatwe w odbiorze dla osób, które nie przeczytały sag oraz nie znają dobrze podstawowych opracowań na temat wierzeń nordyckich.

Obowiązkowa lektura w domowej biblioteczce każdego poganina!

sobota, 22 grudnia 2018

dr Jeffrey Long, Paul Perry "Życie po śmierci. Świadectwa tych, którzy wrócili ..."


Ostatnio nie miałem szczęścia co do książek o tematyce życia pozagrobowego. Trafiły mi się głównie socjologiczne opracowania problemu umierania i jego osobistego odbioru przez ankietowanych. W końcu natrafiłem na coś ciekawszego. 

 "Życie po śmierci. Świadectwa tych, którzy wrócili ..." dr J. Longa i P. Perry'ego to zarchiwizowane relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną, i które dzielą się z nami swoimi doświadczeniami po powrocie "stamtąd".

Wiem, że kiedyś do rejestru wyznań w Polsce chciała się wpisać grupa, której praktyką religijną było zapadanie w śmierć kliniczną. Z niejasnych dla mnie powodów odmówiono jej rejestracji. Co za dyskryminacja?

Na wstępie autor zapewnia czytelników, że popełnienie samobójstwa to olbrzymi błąd. Super! Choć jeden wpis mnie przekonuje, że nie zawiodłem tłumów, przynajmniej dwa razy w życiu byłem temu bardzo bliski. Żałować? Sam już nie wiem. Rzekłbym osądźcie mnie sami, ale książka generalnie uczy żeby unikać osądzania. [Tłumy wiccan, wiem, co robicie, kiedy to czytacie:]


Potem poznajemy relację osób, które przeszły przez near-death experience. I co ciekawsze częściowo napawają one optymizmem, częściowo pesymizmem.  

Generalnie większość opisów wygląda bardzo podobnie:
  • wyjście z ciała (doświadczenia OOBE),
  • widok światła, białego, jasnego niczym milion gwiazd, często identyfikowanego z Bogiem lub boskim źródłem, które jednak nie razi oczu,
  • podróż przez "tunel".
  • jaskrawe, niesamowite kolory, niemożliwe do opisania,
  • widok tęczowego światła i niejasnych postaci identyfikowanych z aniołami,
  • widok zaświatowych miast, pól, źródeł, bram,
  • spotkanie Boga, często widzianego jako starca z białymi włosami, siedzącego na tronie,
  • poczucie "miłości", bezpieczeństwa, cudowności, której nie sposób opisać ziemskimi słowami,
  • spotkanie przewodnika identyfikowanego z Jezusem,
  • spotkanie zmarłych krewnych, 
  • w rzadszych przypadkach zejście do piekła, miejsca cierpienia, z którego jednak czasem udaje się wyjść,
  • poczucie jedności z wszystkim, włącznie z Bogiem,
Jakby to krótko podsumować - cały mój pogański światopogląd trafił szlag. Książka naładowała mnie takim pesymizmem, jakiego mało. Zawsze czułem, że walczę o prawdę. Czy to jednak walka o kłamstwo lub ułudę? Czy bogowie śmierci i zaświatów nie są tym za co ich uważamy? Czy znowu muszę częściowo zreformować swój światopogląd?

Opis ten w pełni pasuje do pewnych scenek rodem z chrześcijaństwa. Różni się jednak znacząco. Ludzie wspominali o braku sądu, kary za grzechy, przesłaniu "miłości", braku piekła etc. Nawet powiedziałoby się, że bardzo przypomina ogólną współczesną religijność społeczeństwa polskiego (wiara w Boga jako rodzaj energii, brak wiary w Szatana etc.). Generalnie wynika z niej, że tylko nieliczni odczuli coś w rodzaju piekła i kary, ale nawet stamtąd ich Bóg ręką wyciągnął.

Ale przyjrzyjmy się sprawie uważnie.
1. Jedna z teorii głosi, że człowiek ma w mózgu wmontowany mechanizm, którego celem jest łagodzenie lęku przed śmiercią. W chwili kiedy zapada w śmierć kliniczną jest ryzyko, że ten mechanizm się uruchamia powodując pewne uczucia. Może w niektórych przypadkach tak było.

Tylko pytanie czy potwierdziłyby to doświadczenie wyjścia z ciała? Pewne osoby potrafiły dokładnie opisać lekarzy, ich ubrania, biżuterię etc. Pomimo tego, że byli nieprzytomni widzieli rzeczy, które okazały się być prawdziwymi. Może te dwie sprawy się pokrywają ze sobą?

2. Początkowo myślałem, że warto sprawdzić czy książka nie jest jakąś chrześcijańską propagandówką mająca na celu walkę z konkurencją. Wiadomo, co w takich dziełach należy udowodnić. Dałem sobie z tym spokój. Większość osób opisujących doświadczenia wywodziła się z chrześcijańskiego kręgu kulturowego. To może być trop.

Opisane doświadczenia NDE z tej książki jakoś tak nie wyjaśniają fenomenów znanych z codzienności.

A) Czasem o kimś myślimy ni z tego, ni z owego, a potem się okazuje, że ta osoba zmarła w tym czasie. Miałem takie przynajmniej dwa przypadki.
B) Do tej listy dołączyć mogę widzenia duchów. Często przybierają one postać wiązki tęczowego światła. Niektórzy widzą je w Halloween. Czy te dusze istnieją w jakiś wymiarach czy krążą wokół nas?
C) Jeden opis wskazuje, że Boskość wykracza poza płcie. Wszyscy pozostali widzieli w tym męskiego Boga. A co z Boginią? I dlaczego Bóg nie ma rogów? Ci, co byli w wiccańskim kręgu mają powody, żeby się nad tym zastanawiać. Czy Bóg jest Jednią? Czy przemawiają tylko jakieś jego aspekty? A jeśli tak, to dlaczego ludzie czuli wielką jedność z Nim?
D) Istnienie Krainy Wiecznego Lata jakby pojawia się w postaci kolorowych łąk opisanych przez świadków. Tyle, że to nie jedyne wizje - były też miasta, bramy. Ale coś tu się niby pokrywa.
E) Reinkarnacja. Tylko jedna osoba przytoczyła historię otwartych bram, które mają niby kierować duszę do nowego wcielenia. Ale ludzie też mogą zostać w zaświatach jeśli tego pragną.
F) Co z ogólnie znanymi kwestiami zdjęć duchów omawianymi w literaturze ezo? Czasem na fotografiach pojawiały się nieznane nikomu postacie ubrane na biało. Albo części ciała, które dana osoba straciła za życia (np. brak palców). Co z nawiedzeniami czy wizjami, które mają ludzie? To wszystko jakoś się nie łączy w jedną całość.

Przypominają mi się pewne sceny, jak choćby wizja Anioła Stróża z filmu "Mroczna piosenka", przynajmniej jeśli chodzi o tą "boską światłość":


Nie wspominając już o "Egzorcyzmach Emily Rose":


Najbliższa historiom z książki wydawać się może scenka znana z "Harry'ego Pottera i insygniów śmierci (części II)".


Opisane w książce doświadczenia nie udowadniają wiele. Dalej pozostają duże luki. Nie wiem czy tak do tego podchodzę, bo są one sprzeczne z moją dotychczasową wiedzą czy po prostu sceptycyzm zjada moje rozumienie tego fenomenu?

Dawno temu kiedy zaczynałem interesować się magią, parapsychologią, działaniem podświadomości eksperymentowałem wiele. Udało mi się np. obudzić się o określonej godzinie według planu (co do minuty). Mam wrażenie, że jedno z "zejść do piekła" opisanych tutaj nawet mi się kiedyś przyśniło. W każdym razie pamiętam coś podobnego - jestem w jakimś ciemnym miejscu, gdzie jest okropnie, czuję "ból w sercu" proszę Boga o pomoc, i nagle on jakby jednym szarpnięciem ręki mnie stamtąd wyciąga. Ale to był sen. A może nawet nie sen, tylko podświadome otworzenie tego mechanizmu łagodzącego lęk przed śmiercią? To przecież wydaje się całkiem możliwe.

Cóż, kiedy przebadamy temat doświadczeń Groffa, pracę z halucynogenami to wszystko nam się porąbie jeszcze bardziej.

Książkę polecam! Uważam, że jest bardzo ciekawa, choć może powodować gnicie w pogańskich umysłach.

A jak będzie z nami po śmierci? Pożyjemy, umrzemy, zobaczymy.

środa, 19 grudnia 2018

Tadeusz Linkner "Słowiańskie bogi i demony"


Wszyscy chcielibyśmy, żeby mitologia dawnych Słowian była znana nam ze szczegółami niczym germańska z islandzkiej "Eddy". Niestety na dzień dzisiejszy pozostaje to tylko marzeniem tłumu. Od lat trwają prace nad jej pełną lub przynajmniej teoretyczną rekonstrukcją. Efekty tego są rozmaite, od ciekawszych teorii po odrodzony sceptycyzm. Nie traćmy jednak wiary! 

Gorszy problem mieli nasi przodkowie w czasach, kiedy zapotrzebowanie na wiedzę o wierzeniach religijnych Słowian stawało się modne. Dało to pole do popisu wielu fałszerzom, artystom czy pisarzom. Pod koniec listopada 2018 r. w Krakowie ruszyła wystawa "Apokryfów słowiańskich"; oprócz znanych Kamieni Mikorzyńskich po raz pierwszy w Polsce mieliśmy okazję zobaczyć  niektóre Idole z Prillwitz. Oprócz samej wystawy odbyła się ciekawa konferencja, na której słuchaliśmy o zapomnianych dziełach Julii Stabrowskiej (wykład prof. Izabeli Trzcińskiej), próbach i problemach związanych z interpretacją znalezisk (dyrektor Muzeum Archeologicznego w Krakowie Jacek Górski), a także o apokryficznych bogach i talizmanach, jakie można znaleźć w Internecie (wykład Scotta Simpsona). 

Problem z religią dawnych Słowian jest taki, że już u podstaw nie wiemy czy dawni bogowie byli czczeni czy byli tylko wyobraźnią powstałą na bazie błahych informacji (np. Panteon Długosza rozbity przez Brücknera, Lelum Polelum, Białobóg i Czarnobóg). 

Fakt faktem zapotrzebowanie na mitologię Słowian od kilku stuleci stało się wyzwaniem dla wielu środowisk. Prym wiodą dzieła typowo apokryficzne oraz literackie. Oprócz wspomnianych rzeźb warto wspomnieć duńskiego romantyka Bernhardta Severina Ingemanna, który stworzył dziwne, nieznane światu bogi, m.in. Silinieza. Z nowszych dzieł nie możemy pominąć "Słowiańsko-aryjskich  Wed", w których spotkamy np. Ramhata. W innych pracach panteon słowiański mieszał się z indyjskim jak w "Księdze Welesa". Zofia Stryjeńska namalowała nam Warwasa. Popis wyobraźni dał Czesław Białczyński w swojej "Księdze Tura". Itd. Itd. A już Internet? Poczytajmy o tych wierzeniach na anglojęzycznych portalach ...

Nie brakuje także zwyczajnych, literackich prób odtworzenia mitologii dawnych Słowian, jak "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" Łukasza Wierzbickiego czy "Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony

Niektórzy z twórców pseudomitologii podobnie jak artyści zostają zapomniani przez rodaków. O Bronisławie Trentowskim wspominają już chyba tylko historycy neopogaństwa i nieliczni miłośnicy literatury. Jest on jednym z klasyków mitologii słowiańskiej stworzonej od podstaw. Oczywiście identycznie jak w przypadku wielu innych pisarzy stworzył on panteon na bazie podstawowych, dostępnych mu informacji o religii Słowian łącząc go z wiedzą o folklorze i własną wyobraźnią. 

"Słowiańskie bogi i demony. Z rękopisu Bronisława Trentowskiego" to leksykon bogów, demonów, świąt jakie swoją wyobraźnią dał światu polski filozof z XIX w. Opracowany w postaci leksykonu przez prof. Tadeusza Linknera przystępnie obrazuje nam jak w minionych wiekach próbowano przedstawić, wyobrazić sobie nasze pra-wierzenia. Boskie rody, demony, rytuały przejścia. Czyta się to jak typową sielankę. Oczywiście mam tutaj na myśli miłośników kultury słowiańskiej, którzy uwielbiają klimaty inspirowane dawnym folklorem. Spoglądając na to współcześnie musimy powiedzieć jasno - nie wiele ma to wspólnego z faktycznymi wierzeniami i przeczy oficjalnej nauce. Pamiętajmy jednak, że w XIX w. nie wszystko było takie proste jak dziś. Książka więc niejako streszcza nam zabytkowe rozważania i koncepcje nad starymi wierzeniami. Możemy na tę pracę spojrzeć jak na historyczne rozważania nad myślą romantyzmu. Uważam, że prof. Linkner odstawił kawał dobrej roboty, a świetnym pomysłem było wydanie tego i przedstawienie młodemu pokoleniu, które za bardzo nie zna dawnych wyobrażeń o kulcie Peruna, Rugiewita oraz pozostałych bogów. Co ciekawsze, często w Internecie znajdujemy jakieś specyficzne pojęcia lub postacie, których pochodzenie nie są znane. Jak się okazuje mogą one właśnie pochodzić z dzieł apokryficznych. Dlatego warto przynajmniej poznać koncepcje wysnuwane przez dawnych myślicieli by móc oddzielić ziarno od plew, poznać dawne próby rekonstrukcji mitologii czy ich źródła.

Uważam, że każdy miłośnik tematu neopogaństwa, religii Słowian powinien się zapoznać z treścią tej książki. Gorąco polecam! 

wtorek, 11 grudnia 2018

"Superpamięć" Trening z Kevinem Trudeau


"Superpamięć" Trening z Kevinem Trudeau to jedna z propozycji rozwijania zmysłu zapamiętywania. Co by dużo nie pisać, oparta o metody skojarzeniowe. Z jednej strony ma sens, z drugiej jakby wszystko komplikuje. Dobrym atutem tej pracy jest zwrócenie uwagi, jakie artykuły spożywcze szkodzą pamięci - zwłaszcza, że są to cukry i produkty z mąki pszennej. 

Zalecanego treningu nie wykonywałem w pełni; przyznam się szczerze, bo chyba nigdy bym tej książki nie przeczytał. Ale faktycznie podstawowe rady pierwszych rozdziałów uświadomiły mi, że pamięć mam lepszą niż myślałem.

Trudeau pomija wiele wątków ważnych dla funkcjonowania umysłu i sprawia wrażenie, jakby podchodził do tematu bardzo ogólnie. Mam tu na myśli np. unikanie nadmiaru światła monitorów. W sumie praca adresowana jest do przeciętnego zjadacza chleba, więc zbyt wiele kwestii pobocznych autor nie rozwija.

Kojarzenie czarownicy z liczbą 13 to obraza moich byłych uczuć osobistych. Chociaż może coś jest na rzeczy? To faktycznie pechowy temat. A już powiązanie jej z kołowrotkiem podczas zalecanych ćwiczeń prowadzi mnie w jakiś obsesyjny trans wizualny. 

Pół na pół!

niedziela, 25 listopada 2018

Dion Fortune "Mistyczna kabała"


To uczucie, kiedy kupisz sobie książkę, a przez kilka lat leży ona na półce, bo co chwila wpadają inne nowości w to samo miejsce, a ty przez co nie masz kiedy zacząć. Nadeszła wiekopomna chwila! Z "Samoobroną psychiczną" autorstwa Dion Fortune zapoznałem się dawno temu. Czas przyszedł na "Mistyczną kabałę". 

Ogólnie jest to bardzo wyczerpująca pozycja przedstawiająca każdy detal w tym dziwnym systemie religijnym. Przyznam, że obok pracy Fratera Barrabbasa uważam ją za jedną z lepszych, z którymi miałem okazję się zapoznać. Jest ona świetnie dopasowana do pogańskiego światopoglądu. Nie jest dla mnie też tajemnicą, że z prac Fortune korzystał Gerald Gardner tworząc swoją religię wica. Nie trzeba więc głowić się nadto żeby dopasować kabałę do potrzeb duchowych politeistów. Z resztą, pisali o tym Farrar i Bone, praktykują to też aleksandrianie, więc krótko pisząc - da się. 

Fortune reprezentuje czasy kiedy okultyzm osiągał swoje apogeum. Reprezentantów tamtej epoki żywię szczególnym sentymentem; w przeciwieństwie do wiedźm naszych czasów oscylowali oni w ciut innym światopoglądzie polityczno-społecznym. To były czasy! Czytając "Mistyczną kabałę" w oczy rzucają się pewne namiętne sformułowania:
Nadmiar dobroczynności to oznaka głupoty, nadmiar cierpliwości to cecha tchórza. Potrzeba nam sprawiedliwej i mądrej równowagi, która zapewni szczęście, zdrowie fizyczne oraz psychiczne wszystkim wokół nas, a także zrozumienia, że ofiary są konieczne, by to wszystko osiągnąć. (s. 254)
Dobrze jest to powiedzieć głośno w czasach współczesnych. Zwłaszcza zwolennikom multi-kulti.
Zmorą chrześcijaństwa jest jednostronność, odpowiada ona za wiele patologicznych zjawisk w naszym życiu narodowym i osobistym. Jednak nie możemy zapominać, że chrześcijaństwo jest odtrutką na świat pogański, śmiertelnie zatrutego własnymi jadami. Potrzeba nam tego, co chrześcijaństwo nam daje, ale niestety nie potrafimy się obejść bez tego, czego w nim brak. (s. 244)
I tu się zasadza esencja współczesnego pogaństwa - jest ono dobitnie skażone chrześcijańskimi wpływami, których np. niektórzy rodzimowiercy nie biorą pod uwagę.
Młodzieniec, pozbawiony podniety rywalizacji, opuszcza się w pracy, gdyż niewielu będzie pracować po prostu w imię pracy. Podobnie ma się rzecz z narodami - monopol, pozbawiony bodźca konkurencji, zawsze okaże się nieudolny. Wolne od konkurencji zawody zawsze cierpią na umysłową otyłość. (s. 251).
Socjaliści, kolektywiści z szeregu wystąp! Jakie to smutne, że tak mądrych słów nikt po dziesiątkach lat nie pamięta.
Potulność, miłosierdzie, czystość i miłość stały się cechami idealnego chrześcijanina, a jak słusznie zauważa Friedrich Wilhelm Nietzsche, są to cnoty niewolnika. (s. 250)
Nie mam pytań.  Podobnie jak do kwestii wykorzystywania swastyki w sefirze Kether. Już wiem, dlaczego co poniektórzy zabraniają propagowania tego symbolu.
W żadnym wypadku nie jest to homoseksualizm - zboczony i patologiczny przejaw tego zjawiska, zaburzenie emocji seksualnych, kiedy prawo przemiennej biegunowości jest błędnie pojmowane. (s. 208)
No proszę! A kto we wspomnianych przeze mnie kręgach tak lubi i praktykuje kabałę? Jak to się wszystko wyzuło z pierwotnej nauki. 

Książka bardzo szczegółowa, choć sama autorka miejscami zdradza, że nie poznała pewnych aspektów kabały w pełni. No, ale cóż w oko rzuca się zdobyta i przedstawiona wiedza, która bez najmniejszego cienia wątpliwości przeradza się w wysoką jakość tej książki. Polecam!

niedziela, 18 listopada 2018

Dariusz Andrzej Sikorski "Religie dawnych Słowian"


Aleksander Brückner (Damnatio Memoriae!) wprowadził zamęt do badań nad religią Słowian praktycznie na samym początku istotnej dla  Polaków epoki. Od tego czasu, nasi czcigodni badacze robili co w ich mocy, żeby jak najrzetelniej przywrócić nam obraz wierzeń naszych przodków i udowodnić, że Słowianie czcili bogów tak jak inne ludy. I w sumie szło to wszystko w dobrym kierunku, przez ostatnie lata nawet Brückner doczekał się ostrej krytyki swoich osiągnięć. Wydawałoby się, że uda nam się w końcu odnaleźć zaginione. Tylko, że z kolei teraz na drodze pojawia nam się praca Dariusza Andrzeja Sikorskiego "Religie dawnych Słowian", która znowu wprowadza ferment do całokształtu. 


Autor nie tyle rozwodzi się nad samą religią Słowian co raczej podchodzi krytycznie do źródeł i sposobów badań interesującego nas zagadnienia. Ma to swoje plusy. Dziś bardzo często powielamy jakieś znaleziony w sieci informacje i bezkrytycznie budujemy puzzle historii, z czego czasem wyjdzie coś sensownego, a czasem nie. 

Ciekawe, że rodzimowiercy słowiańscy drą łacha z TurboSłowian, ale tak na prawdę chyba nikt z nich nie miał w ręku oryginalnych źródeł, na których bazowała w późniejszych latach nauka. Odpisy, kopie cytowane w pracach badaczy ... to wręcz pokazuje, że wiedza o oryginale nie jest łatwa do zdobycia, a przez to jej nie znamy. Wszyscy czytamy tylko opracowania, w których są cytaty, ale nie wiemy jak z tym było na samym początku. 

Sikorski bardzo krytycznie podszedł do tego tematu. Zwrócił uwagę, że bardzo często informacje z jednych źródeł są prawdopodobnie kalką innych.Tylko czy aby tak było na pewno?

Tym sposobem znowu powracamy do punktu wyjścia w rozważaniach nad kultem Peruna i Swarożyca. 

Książka naturalnie ma też pewne minusy. Widać, że autor na piedestale ustawia wyjściowych, starych badaczy i mało odnosi się do wielu innych, mniej znanych współcześnie źródeł. W oko rzuca mi się także ogląd na sprawę typu - nie mamy informacji o kapłanach z terenów obecnej Polski, znaczy to jednoznacznie, że owych kapłanów musiało tu nie być. Brak źródeł nie wyklucza przecież istnienia jakiegoś fenomenu religijnego. Autor uważa, że chrześcijaństwo było atrakcyjniejsze dla ludzi od pogaństwa, które zakładało, że życie kończyło się wraz z momentem śmierci, co najwyżej po zgonie ludzie zostawiali upiorami lub innymi demonami. Na pewno istniała jakaś wizja życia po śmierci, w końcu dusze czczono i wierzono, że powracają. Słabo chce mi się wierzyć, że chrześcijaństwo było atrakcyjniejsze. Jeśli już to jedynie dla elit. Dziwi mnie też fakt, że autor twierdzi, że w późnym średniowieczu mało było już przeżytków pogaństwa. Niektórzy spekulują, że Polacy byli chrześcijanami nie wcześniej niż w XV w. Wcześniej wiarę tę wyznawały tylko elity. Ile w naszych czasach zachowało się dawnych zwyczajów? Mam uwierzyć, że pewne obyczaje znane w różnych częściach Europy (jak toczenie jajek z góry) są przypadkowe? A ile elementów kultu Welesa znajduje w kulcie świętego Mikołaja Borys Uspienski na Wschodzie? 

Pewne rzeczy mnie zaskoczyły. Teraz już wiem, że "kąciny" to za pewne nie tylko określenia świątyń, ale generalnie "domów". Przynajmniej w kwestii innych wyrazów jak np. chram pozostanę semper fidelis swoim założeniom. Zaciekawiła mnie wzmianka o kulcie bogini "Trigli". Gdyby powiązać to z kultem Matki Boskiej Trzykroć Przedziwnej z Góry Chełmskiej to znajdziemy dowody na to, że Trzygłów był kobietą ... Tego już inne źródła nie potwierdzają (kojarzy mi się to z Białoboginią i Czarnogłowem stworzonymi przez Czesława Białczyńskiego). Pozostaje mieć nadzieję, że to inna postać - triady bogiń są znane, głównie w wierzeniach celtyckich. Choć i u nas Zórz, rodzanic nie brakuje. Albo i może Sikorski pogonił własny ogon i sam oparł się na błędnych  informacjach z późniejszych opracowań?

Ostry wstrząs mózgu dla rodzimowierców słowiańskich.

Niemniej warto zapoznać się z treścią tej książki.

Polecam! Ale też nie warto czytać bezkrytycznie.

poniedziałek, 22 października 2018

Nicholas Kardaras, Ph.D. "Dzieci ekranu. Jak uzależnienie od ekranu przejmuje kontrolę nad naszymi dziećmi - jak wyrwać je z transu."


"... Co więcej, nieustannie rosnąca liczba badań klinicznych wiąże technologię ekranu z takimi zaburzeniami psychiatrycznymi jak ADHD, uzależnienia, niepokój, depresja, nadmierna agresja czy nawet psychoza. Najbardziej jednak może szokować fakt, że najświeższe badania techniką neuroobrazowania ponad wszelką wątpliwość pokazują, że nadmierna styczność z ekranem może neurologicznie zniszczyć rozwijający się mózg młodej osoby w taki sam sposób jak uzależnienie do kokainy. 
Otóż to - mózg dziecka pod wpływem tej technologii (jarzących się ekranów) wygląda jak mózg pod wpływem narkotyków. (s. 14)."

Zdaje się, że odkryłem kolejny element układanki przedstawiającej mój niedoskonale działający umysł. Ten budzi jednak grozę bardziej niż inne. 

Bardzo często zastanawiamy się, jak to jest, że ciągle siada nam koncentracja? Jesteśmy pobudzeni i jednocześnie wykończeni. Nie możemy się nad niczym skupić. Mamy niekontrolowane napady złości.

Do tej pory byłem przekonany, że to pewien natłok informacji płynący z portali społecznościowych typu Facebook jest za to odpowiedzialny. Teraz już wiem, że nie tak do końca. 

W pracy doktora Nicholasa Kardarasa poznajemy rewelacyjny opis życia młodego pokolenia i jego następstwa. Warto jednak zwrócić uwagę, że do starszych ludzi, którzy tylko siedzą z laptopem na kolanach pasuje on równie idealnie.


Winę za nasze problemy z uczeniem się, zapamiętywaniem ponoszą monitory. Telewizor, gry komputerowe, laptopy, tablety, telefony komórkowe ... Ich hipnotyczne, jarzące światło wyżera z nas energię niczym pasożyt. A co gorsza, nie jesteśmy tego w pełni świadomi. Podobnie jak i tego, że nieustanne korzystanie z nich to zwyczajny nałóg porównywalny z uzależnieniem od narkotyków, hazardu czy alkoholu.

Przerażające jest dla mnie to, że jadąc na wakacje widzę ludzi, którzy zamiast korzystać z plaż, chodzić po miastach i zwiedzać to siedzą w hotelach i spoglądają w błyszczące smartfony. Ja jadąc za granicę nawet nie szukam dostępu do sieci - podróżuje, żeby od tego wszystkiego odpocząć. 

Kultowy film pt. "Zwiedzanie Wenecji". 

Kardaras pokazuje przykłady uzależnień od telefonów, omawia eksperymenty z odłączeniem się od współczesnej technologii. Przedstawia przypadki maniaków gier komputerowych, którzy zatracili kontakt z rzeczywistością lub pozabijali rodzinę. Nie pominął hejtu. Zwraca także uwagę na podatność poszczególnych ludzi na ten problem i to, że czasem Internet przyczynia się do rozwoju depresji, osamotnienia i metamorfozy kontaktów z rówieśnikami by nie rzec - jej rozpadu.

Okazuje się, że technologia wcale nie jest taka cudowna jak  nam się wydaje.
  • Autor dowodzi, że absolutnym błędem jest wprowadzanie tabletów czy komputerów do edukacji dzieci. Prawda jest taka, że inaczej czyta nam się teksty wydrukowane na papierze, a inaczej wszelkie z monitorów. 
  •  Nie jest prawdą w pełni to co piszą niektóre portale, że "jako ludzkość debilniejemy i nie potrafimy przeczytać dłuższych artykułów w sieci ograniczając się tylko do nagłówków". Prawdą jest to, że ekrany męczą nasze umysły w specjalny sposób, przez co przeczytanie tego samego online co w wydaniu papierowym jest trzy razy bardziej męczące. Dziwne? A tak to po prostu jest.
  • Nie jest prawdą, że tablety czy urządzenia do klikania są dobre. Rozwijamy inne partie mózgu pisząc dłonią a zupełnie inaczej nasz mózg funkcjonuje kiedy tylko pstrykamy palcem w jeden punkt. Jak niby w ten sposób mają rozwijać się dzieci w szkole?  

Mnóstwo intrygujących ciekawostek. Karadaras opisuje jak rannego żołnierza leczono grami co działało jak morfina. Spodobał mi się cytat "wcześnie robi się późno". Nowym pojęciem jest dla mnie Efekt Tetrisa, sytuacja, w której na skutek nadmiernej ilości godzin grania w gry, braku snu, człowiek traci kontakt z rzeczywistością. Ludzie sikają do słoików lub noszą pieluchy, żeby nie odchodzić od gier. Podobne kwestie omówione zostały w książce Piotra Szaroty "Od Facebooka do post-przyjaźni. Współczesne przeobrażenia bliskich relacji". Co się okazuje, dzieci wynalazców chodzą do szkół m.in. waldorfowskich, a ich rodzice celowo nie wprowadzają ich w arkana stworzonej przez siebie technologii gdyż doskonale zdają sobie sprawę z tego, do czego ona prowadzi. Autor wprowadza także terminy "zombiefikacja" oraz "dystopijne społeczeństwo", które moim zdaniem mówią same za siebie w precyzyjnym opisie ludzkości. Dzieci seksualizowane a dorośli zachowujący się jak quasi-nastolatkowie to także ciekawa wzmianka. Cytacik:
" ... Dr Dunckley zaobserwowała, że wszystkie dzieci ulegają wpływowi na pewnym poziomie. Nawet te z tak zwanym "umiarkowanym" obcowaniem z ekranem wykazują oznaki "subtelnego uszkodzenia", takiego jak chroniczna drażliwość, zaburzenia koncentracji, ogólny marazm, apatia czy często stan bycia "podłączonym i zmęczonym" (czyli pobudzonym, ale zmęczonym). (s. 160-161)
Nic dodać, nic ująć.

Teraz pozostaje inny problem. Co zrobić skoro technika weszła nam tak głęboko w krew? Ciężko jest nam nie sprawdzać e-maili, zaglądać co u znajomych na Facebooku czy nie wchodzić na YouToube'a. Myślę, że wszystko jest stworzone dla ludzi, ale, żeby nie kisnąć w sobie, nie zwariować należy ograniczać życie internetowe do minimum. 

Moje nowe wyzwanie - unikać technologii nawykowo czy nałogowo. Chwila rano, chwila wieczorem. Nie więcej niż godzina. Znajomi zapraszają mnie do udziału w życiu forów, stron etc. Niestety czuję, że muszę im odmawiać. Stopniowo będę musiał rakiem się od tego oddalać. Może pewnego dnia, uda się to w ostateczności? Ciort wie.

Książkę polecam wszystkim! Zwłaszcza bystrym inaczej politykom, dyrektorom szkół i innym wielce oświeconym ludziom, którzy publicznie głoszą, że "dzieci powinny od najmłodszych lat poznawać tablety w szkołach". Każdy szanujący się nauczyciel absolutnie nie przyjmie takiej opinii bezkrytycznie.

Klasyczne metody nauczania okazują się być najlepszymi! Powróćmy do nich, starych programów nauczania. Precz z postępem! Viva conservativia!

poniedziałek, 15 października 2018

Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona "Mitologia słowiańska"


"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to kolejna obok "Księgi Tura" Czesława Białczyńskiego czy "Drzewa. Mitów słowiańskich i innych opowieści" Łukasza Wierzbickiego literacka wizja słowiańskich mitów. 

Oczywiście na samym wstępie należy zaznaczyć, że chociaż autorzy twierdzą, że podstawą napisania tej pracy była wiedza na temat dawnej mitologii odtwarzanej przez badaczy to w rzeczywistości dalekie jest to od prawdy. Przykładowo Swarożyc i Dadźbóg to tutaj dwie, inne postacie. Opisane dalej historie zawierają słownictwo importowane (np. chram). Przedstawione w następnych rozdziałach legendy również sprawiają wrażenie widzianych współcześnie, a nie oddających realia starych, pogańskich czasów.

Wniosek nasuwa się sam - jest to kolejna próba zaskarbienia serca rodzimowierców słowiańskich i napisania czegoś pod publikę.

Miłośnikom słowiańskich klimatów polecam, acz zaznaczam, że nie jest to punkt wyjścia do czegokolwiek. Literackie Rodnover Fiction.