poniedziałek, 15 października 2018

Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona "Mitologia słowiańska"


"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to kolejna obok "Księgi Tura" Czesława Białczyńskiego czy "Drzewa. Mitów słowiańskich i innych opowieści" Łukasza Wierzbickiego literacka wizja słowiańskich mitów. 

Oczywiście na samym wstępie należy zaznaczyć, że chociaż autorzy twierdzą, że podstawą napisania tej pracy była wiedza na temat dawnej mitologii odtwarzanej przez badaczy to w rzeczywistości dalekie jest to od prawdy. Przykładowo Swarożyc i Dadźbóg to tutaj dwie, inne postacie. Opisane dalej historie zawierają słownictwo importowane (np. chram). Przedstawione w następnych rozdziałach legendy również sprawiają wrażenie widzianych współcześnie, a nie oddających realia starych, pogańskich czasów.

Wniosek nasuwa się sam - jest to kolejna próba zaskarbienia serca rodzimowierców słowiańskich i napisania czegoś pod publikę.

Miłośnikom słowiańskich klimatów polecam, acz zaznaczam, że nie jest to punkt wyjścia do czegokolwiek. Literackie Rodnover Fiction.

czwartek, 11 października 2018

R. Andrew Chesnut "Santa Muerte. Święta Śmierć"


... Czary to broń słabych, magiczna próba przejęcia przez pozbawione władzy i pieniędzy jednostki kontroli nad wydarzeniami, otoczeniem i pozostałymi ludźmi, których nie da się kontrolować w innych sposób. [...]" (s. 141)

Dawniej zastanawiałem się, co to za dziwne wyobrażenia Maryi są w niektórych kościołach na filmach. Teraz już wiem, że to nie Maryja lecz Santa Muerte czyli Święta Śmierć. Wielkie Brawa! 


Interesująca religia rodem z Meksyku i okolic. Zasadniczo porównać ją można z europejską adoracją św. Guineforta we Francji, św. Mikołaja w Rosji czy np. św. Demetry w Grecji. W Polsce pewne podobieństwo dostrzec można w kulcie Matki Boskiej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej. Oczywiście mam tu na myśli nie samą postać lecz pewien unikatowy charakter wierzeń  - jest to dosyć specyficzne połączenie pogańskiego bóstwa z późniejszymi naleciałościami chrześcijańskimi dającymi w sumie oryginalną, synkretyczną postać. W tym konkretnym przypadku czczoną jako anioł śmierci. 


Przypisuje się jej niezwykłą moc i skuteczność w spełnianiu próśb. Opiekuje się więźniami, przemytnikami, handlarzami narkotyków, spełnia miłosne życzenia, karze niewiernych kochanków, wzbogaca czy uzdrawia. Niezwykła postać o olbrzymiej popularności. 


Chesnut opisuje nie tylko jej kult, ale również historię, relacje wiernych, skandale związane z powstaniem jej Kościoła. Co złożyć jej w ofierze? Kiedy się do niej modlić? Kim są jej najgorętsi wyznawcy? O tym wszystkim w niniejszej lekturze.

Zdziwiły mnie trochę te historie. Nigdy nie podejrzewałem, że handlarze narkotyków są tak religijni i to w tak specyficznym kierunku.


Cała ta cześć Białej Siostry jak ją czasami się nazywa przypomina mi do złudzenia pogaństwo współczesne - ołtarze, ofiary, modły, zaklęcia ... Autor próbuje wykazać, że to Ponury Żniwiarz stoi u legendarnych początków adoracji Potężnej Pani lub przynajmniej wywarł na to największy wpływ. Moim zdaniem ewidentnie czuć w tym wszystkim boginię Mictecacihuatl o czym książka także napomina. Tak jak Europejczycy nie rozstali się ze swoimi dawnymi bogami czyniąc z nich świętych tak i Meksykanie zachowali swojego anioła przez kolejne stulecia, a teraz w dobie współczesności pozwalają jej wraz z innymi ludowymi świętymi wysuwać się na piedestał. Chesnut poświęca także trochę uwagi jej męskim odpowiednikom - Reyowi Pascualowi i San La Muerte, wielbionym w sąsiednich krajach. Mamy kolejny dowód na to, że ludziom ciężko się rozstać z religią przodków. 


Książka świetna pomimo, że autor co chwila powtarza w niej te same zdania. Niemniej gorąco ją wszystkim polecam!

środa, 3 października 2018

Urszula Jakubowska "O naturze preferencji politycznych. Perspektywa psychologiczna"


Jak najprościej sprowokować konflikt? Rozpocząć dyskusję o polityce! 

Nie od dziś wiadomym mi było, że ludzie w rzeczywistości nie kłócą się o to, kto ma rację, czy o to, który polityk będzie lepszy, tylko o różnice w sposobie wychowania, jakie ich spotkało za młodu. Czy tylko tyle? Teraz już wiem, że nie.

"O naturze preferencji politycznych" to niedługie acz wciągające opracowanie na temat wyborów światopoglądów politycznych. Na początku autorka mierzy się z problematyką klasyfikacji tego zjawiska.

Niestety nie jest łatwo dzielić umownie ludzi na prawicę i lewicę gdyż jak wiemy, zarówno pod względem wizji gospodarki jak i norm obyczajowych wszystko się maksymalnie wymieszało. Czasem jest to tylko kwestia tego, kto chce dojść do władzy i czyje głosy mu będą potrzebne. Ponadto pojęcia różnie są definiowane; Jakubowska podkreśla m.in., że amerykański liberalizm to odpowiednik europejskiej socjaldemokracji.

Następnie poruszone zostają dalsze kwestie celem rozwikłania tej zagadki - na poglądy polityczne może mieć wpływ nie tylko wychowanie i najbliższe środowisko domowe, ale i grupy rówieśnicze, geny, doświadczenia ... Wszystko by tutaj pasowało.

Podoba mi się to, że Jakubowska opisuje temat od A do Z stroniąc od pokazywania pewnych wzorców jako tych "dobrych" a innych jako tych "złych" co nagminnie czynią dzisiejsze propagandowe media. Wykorzystanie dobrego, obfitego stanu badań umożliwiło autorce dojście do odpowiednich wniosków i omówienie temat kompleksowo.

Dużo ciekawostek, a to dla nich czytamy przecież książki.

Mam wrażenie, że autorka jak wielu innych stosuje pojęcie "faszyzm" jako synonim nazizmu. Nie cierpię tego!

Interesujące, jeśli ktoś ma uprzedzenia do Żydów, ma je też do innych nacji (s. 26). No ze swojej strony przyznam, że nie do aż tak wielu. oprócz Cyganów reszta to już całe rasy, grupy religijne czy mniejszości odstające od norm. Mało w tym innych narodów.

Tak się czasem zastanawiam, wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że mój światopogląd polityczny jest bardzo synkretyczny. Wszystkie odcienie konserwatyzmu (90%), trochę tego o czym tutaj nie napiszę (nie chcę, żeby moi wrogowie to wykorzystali przeciwko mnie), trochę nawet humanizmu (nie sprzeciwiam się aborcji, daleki jestem od Kościoła katolickiego) ... To teraz jakie ja mam geny, doświadczenia, grupę rówieśniczą?
Stwierdzono, że im większe nasilenie orientacji na dominację społeczną, tym m.in. większe nasilenie postaw rasistowskich, nacjonalistycznych, niechęci do imigrantów, seksizmu, poparcia kulturowego elitaryzmu i ideologii merytokratycznej, polityczno-ekonomicznego konserwatyzmu, opresyjnego prawa  (surowych kar za przestępstwa i kary śmierci), militaryzmu, niechęci wobec polityki rządu zmniejszającej dyskryminację osób homoseksualnych, polityki wyrównującej szanse grup upośledzonych społecznie itp. (s.94-95).
No i spoko. Tylko czy ja dążę do jakiejś dominacji społecznej? Po prostu borykam się z problemami codzienności, które powyższa lista świetnie by rozwiązała. Chociaż może:
Orientacja na dominację społeczną jest skutkiem wychowania "zimnego", zdystansowanego (unaffectionate) i osobowości nazwanej za Eysenckiem (1954) twardością umysłową, która w ujęciu Duckitta charakteryzuje się takimi cechami, jak brutalność, cynizm, niezdolność do wybaczania, bezwzględność itp. Świat jest postrzegany przez takich ludzi jako rywalizacyjny, w którym panuje prawo silniejszego na podobieństwo darwinowskich praw dżungli. Główny cel motywacyjny to osiągniecie wyższości i dominacji w relacjach społecznych. Ludzie ci są nadwrażliwi na zagrożenia dotyczące potencjalnej zmiany struktury społecznej - układu sił, jak również statusu społecznego.  (s.101)
No nieźle! Siliniez w pastylce politycznej. Ale zaraz, dalej czytamy:
Ich przeciwieństwem są osoby zorientowane na równościowe relacje społeczne. Jest to efekt wychowania w ciepłej atmosferze uczuciowej, okazywaniu miłości i akceptacji. W takich warunkach kształtuje się osobowość nazwana zgodnie z typologią Eysencka (1954) umysłowością miękką, wyrażającą się w cechach uprzejmości, współczucia, opiekuńczości, wybaczania itp. osoby te charakteryzują się przekonaniem, że świat jest oparty na współpracy i harmonii. Ich główny cel motywacyjny to altruistyczna troska o innych (Duckitt, 2001). (s. 101)
Acha! To już wiem, co jest przyczyną choroby lewackiej - zbyt dobre życie i zbyt wysoka uczuciowość. Tylko, że z tego się właśnie rodzi marazm i bezmyślność, która cechuje zachodnie narody. Na efekty długi czekać nie trzeba. Widzimy po statystykach gwałtów, terroru itp.

Psueodkonserwatyzm - ciekawe pojęcie (s.26-27), pasowałoby do mnie, podobnie jak konserwatywny-liberalizm, konserwatyzm, Alt-Right. Podobnie jak wyznawanie wartości sprzecznych -  wolność i równość, ale nie nazwałbym ich pro-systemowymi.

Nie zwróciłem uwagi, że "lewicowcy" są niby bardziej tolerancyjni dla pewnych zjawisk, ale mniej tolerują opozycję polityczną. Gdzie ta Wasza tolerancja lewaki?

Z książki dowiedziałem się też, że tylko prawicowcy są autorytarni, ale im większy poziom wiedzy na temat historii i polityki to i większy poziom autorytaryzmu. No i właśnie, kto się zna - ten wie. Kto się nie zna żyje wyimaginowanymi wizjami rzeczywistości.
 
Nie znałem pojęcia "postawy punitywne" oznaczające czynności dążące do zmniejszenia zagrożenia obywateli. Dobrze je znać, bo przydatne w dyskusjach.

Cóż dla prawicowców świat ma strukturę pionową góra, środek, dół. Dla lewicowców świat ma strukturę poziomą. I weź teraz wszystkie zwierzęta umieść w jednej sferze ... Co z tego będzie? Nic dobrego.

Książka rewelacyjna, podobnie jak inne z tej serii. Gorąco polecam!

piątek, 28 września 2018

Robert L. Leahy "Pokonaj depresję, zanim ona pokona ciebie"


Ze mną już nie wygra. Jej dobre chęci spełzły na niczym. Zdrowie zwyciężyło. Tylko, czy aby na pewno? W sumie to nie kupowałbym tej książki gdyby wszystko grało jak należy. 

Depresja to przerąbana sprawa, a kto przez nią przeszedł na pewno moim słowom nie zaprzeczy. Stan jak we śnie - nic nie możesz, każde wyjście z domu to kłopot, jesteś wiecznie rozkojarzony, nie możesz się skupić nad czytanym zdaniem, pamięć ci siada do tego stopnia, że kiedy idziesz do sklepu to po wejściu już nie wiesz po co przyszedłeś, budzisz się w nocy i nie śpisz, separujesz się od znajomych ... Wyrwanie się z tego to po prostu makabra, bo zasadniczo nie wiesz co się dzieje i jak to pokonać. Ale udało się! 

LAUVIAHU PROWADŹ! 

"Pokonaj depresję, zanim ona pokona ciebie" to poradnik dla osób cierpiących na to ***** (cenzura nakazuje, nie nazywać rzeczy po imieniu w tym miejscu) jak radzić sobie z tym ****** (tu też) i stopniowo wracać do mentalnej kondycji umysłu. 

Przyznam szczerze, że o ile teraz jestem w stanie to przeczytać to wiele lat temu nie byłoby prostym zadaniem tak się po prostu z tego leczyć ćwicząc to czego Leahy uczy. Warto jednak próbować. 

Kluczem jest poznanie przyczyn depresji. Każdy klucz coś otwiera w tym przypadku bramy świadomości.
W swojej pracy Leahy przytacza wiele ciekawostek.
Psycholog Jean Twenge odkryła, że wzrost zachorowań na depresję w ciągu ostatnich 50 lat ma związek z postępującą indywidualizacją jednostek i rozluźnieniem więzi społecznych. W XIX w. prawie nikt nie mieszkał sam. Dzisiaj prawie 26% gospodarstw domowych to gospodarstwa jednoosobowe. (s. 13)
Jednym z niefortunnych zjawisk w społeczeństwie amerykańskim w okresie ostatnich 30 lat jest spadek zainteresowania organizacjami, takimi jak kościoły, związki wyznaniowe, kluby, koła zainteresowań. Stajemy się narodem jednostek odizolowanych od siebie nawzajem. (s. 214)
No i właśnie. Postęp i idee współczesności. Nic dodać, nic ująć. 

Uwielbiam to stwierdzenie:
... w nauce zawsze znajduje się coś, czego się akurat nie szuka. (s. 19)
Urocza historia:
Wiele lat temu profesor Uniwersytetu Yale wysłał artykuł do pewnego czasopisma naukowego. Otrzymał recenzję od redaktora, który twierdził, że tekst jest przeciętny i bezużyteczny.  Nie zmieniwszy ani słowa, profesor wysłał artykuł do innego czasopisma, którego redaktor odpisał: "To będzie klasyk w swojej dziedzinie". (s. 127)
Typowe!

Prawdą jest, że chorzy na depresję prowadzą niezdrowy styl życia. Pamiętam kilka butelek coli dziennie, do tego kakao, dwie tabliczki czekolady ... Dzień bez tego byłby dniem straconym. 

Przywracanie negatywnych myśli to tzw. ruminacja. Dobrze, nie znałem tego pojęcia. 

Prawdą jest też, że przy depresji trudno jest nam dokonać jakichkolwiek wyborów i podjąć decyzję o czym także wspomina Leahy. 

Wadą książki jest to, że zaczyna się robić nudna, średnio co dwadzieścia stron przerwa wskazana. Na początku też nagminne "ta książka pomoże ci jak ...". Można cholery dostać.

Pytanie tylko czy da się wyrwać z tego stanu samemu? Moim skromnym zdaniem (a mam w tym zakresie odpowiednie doświadczenie) - nie! Robert L. Leahy przytacza niby jakieś przykłady, że może być na odwrót. Osobiście uważam, że bez odpowiedniej psychoterapii, a potem zmiany stylu życia i przekonań to raczej mało wykonalne. 

piątek, 21 września 2018

Zuza Malinowska "Przemilczenie"


"Przemilczenie" to pierwszy oficjalnie wydany tomik poezji Zuzy Malinowskiej. Do gustu przypadł mi sposób w jakim autorka napisała dwie powieści. Stwierdziłem, że warto będzie przeczytać jej inne dzieło choć nie ukrywam, interpretowanie poezji idzie mi na ogół kiepsko. 

Czytając wydane wiersze na myśl przychodziły mi konkretne zagadnienia. 

W "Przemilczeniu" wyczuwam eskapizm, mizantropię, głębokie pragnienie odnalezienia czegoś, poczucie bliskości połączane z poczuciem totalnego oddalenia, zranienie, problem śmierci i przemijania oraz losu. 

Autorka za pośrednictwem swojej twórczości wyraża problemy codzienności z jakimi borykamy się jako ludzie XXI w. Choć zaszliśmy daleko cywilizacyjnie wciąż nie znajdujemy odpowiedzi na wiele pytań jakie niesie nam codzienność. Uczucia, przeczucia czy wręcz ich doświadczanie dają nam lekcje, z których nie zawsze wyciągniemy stosowne wnioski lub nie zawsze możemy to uczynić. Gubimy się próbując poznać sprawy nam z jednej strony bliskie, z drugiej odległe. Te pozorne sprzeczności są naszą codziennością pomimo, że starając się rozwikłać zagadki rzeczywistości - zapętlamy się w coraz to większych pytaniach, które próbujemy rozszyfrować intuicyjnie z braku innych narzędzi. Nie zawsze jednak odpowiedzi płynące z naszego wnętrza prowadzą do wyciągnięcia słusznych wniosków. 

Twórczość ciekawa, choć moja interpretacja może być całkowicie błędna.

Jednakże tomik polecam!

Paweł Szczepanik "Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity"


 " [...] leciał książę ciemności z nieba, z nim 9 zastępów aniołów od lewicy, którzy się odtąd z woli Boga Ojca stali ciemnymi duchami, czy diabłami (...)" 
Fragment pochodzący z pracy Oskara Kolberga cytowany w omawianej w niniejszym poście książce na stronie 47.

No trudno żeby cokolwiek z lewicy nie było ciemne ...

"Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity" Pawła Szczepanika to jedna ze świeżych wycieczek po religii dawnych Słowian. Choć tytuł sugeruje, że na piedestale staną zaświaty, praca wbrew pozorom porusza wiele ogólnych kwestii na temat wierzeń naszych przodków. 

Na samym początku powtórka z teorii mitu. Stare, dobre nazwiska od Cassirera po van Gennepa. Dalej autor przechodzi do popularniejszych zagadnień - jaja kosmicznego, boskich postaci, mitu wyłonienia etc. Wszystko po kolei jak bogowie przykazali. 

Osobiście wrogiem jestem tezie Witczaka, który widzi w Nyji boginię zaświatów nie zaś męskiego boga. Myślę, że Długosz nie bez powodu stosując interpretatio romana przyrównał go do Plutona a nie do Prozerpiny. Ponadto używał słowa "deum" a nie "deam". W innych źródłach też mówi się o "bożku" a nie "bogini". Szczepanik przyjął opcję "żeńską", co niespecjalnie przypadło mi do gustu. Ponadto już w następnym rozdziale autor pisze o Marzannie i wyszczególnia jej cechy jako chtonicznej bogini. Czyżby więc dwie panie piastowały te same urzędy? Z tym nie mogę się zgodzić. 

Zainteresowała mnie wzmianka o wielkim, czarnym kogucie jako wierzchowcu diabłów i czarodziejów. Coś czuje, że to kolejne echo pogańskich wierzeń znajdujące swoje odbicie w lokalnej wersji legendy o Diable i Kowalu czy w dziejach mistrza Twardowskiego. Ciekawe są też rozważania na temat rytualnych masek.


Książka oparta jest o znane i mniej znane opracowania naukowe. Z tego co zauważyłem Szczepanik nie pomija żadnych ważniejszych teorii - odnosi się do większości znaczących tez. Nie szczędzi też niektórym z nich krytyki. W przypadku Aleksandra Brücknera jest to rzecz jasna wręcz wskazane i obligatoryjne w pracach z XXI w. Nie brakuje tradycyjnych porównań do mitów innych ludów. 

Co zaś do osobistych tez autora, to myślę, że miejscami na siłę brnie on w kierunku, w którym już żadna osoba błądzić nie zamierza. Pewne rozważania uznałbym za zbędne, choć oparte na ciekawych źródłach przeanalizowanych z ciekawych horyzontów.

Dużo solidnego materiału, dobra kompilacja. Obowiązkowa lektura dla wszystkich słowianofili, religioznawców, rodzimowierców oraz pogan różnych ścieżek.

Gorąco polecam!

czwartek, 13 września 2018

Linda Howe "Wędrówka Twojej duszy poprzez wcielenia. Poznaj prawdę zapisaną w Kronikach Akaszy"


Dalej idąc tropem tematu Śmierci natrafiłem w sklepie na książkę  Lindy Howe "Wędrówka Twojej duszy poprzez wcielenia. Poznaj prawdę zapisaną w Kronikach Akaszy". O czym to? Wbrew moim oczekiwaniom to stek dennych porad napisanych przez ewidentną neurotyczkę o tym jak radzić sobie ze stresem tyle, że pod pokrywką duchowości. Wchodzimy w Kroniki Akaszy, akceptujemy rzeczywistość, doświadczamy łaski, uwalniamy się od błędnej świadomości. I w sumie w tylu słowach można by tę pozycję streścić. 

Nasze dusze wybierają te sytuacje jako okazje do rozwoju w postaci poszerzenia świadomości i pogłębienia doświadczenia miłości. Poziom świadomości duszy przychodzącej na ten świat determinuje optymalne dla jej duchowego przebudzenia warunki rodzinne i sytuacje życiowe; jednocześnie rodzice w swym otoczeniu reprezentują podobny poziom. Nie jest to rodzaj kary, lecz okazja do przekroczenia starych poglądów. Dusze często wybierają sytuacje ekstremalne pozbawione miłości, by osiągnąć mistrzostwo w miłości do siebie. jest to wybór charakterystyczny dla starszych dusz (s. 124).  

To ja muszę mieć bardzo starą duszę. Zastanawiam się tylko jak dusze się rodzą i jak umierają? Na czym polega to, że jedne są starsze, a inne młodsze? 

A już to "mistrzostwo w miłości do siebie" - to raczej prędzej doprowadzi do nienawiści do siebie. Tudzież próżnego egoizmu, który też będzie zawierał pewne nienawistne siły względem samego siebie.

Co to w ogóle za brednie? 

Napisała to Pani, która ma partnerkę i wychowała syna. Widać gołym okiem, że problemy z psychiką nie mogły być jej obce, a sama książka to sposób na radzenie sobie z problemami przez osobę po przejściach. Nic nie bierze się z niczego. Zwłaszcza współczesna duchowość. 


Wbrew wszelkim Internetowym mądrościom przypisywanym różnym autorom, duchowość to często sypanie soli na gojące się rany. Może bardziej zaszkodzić niż pomóc. 

Muszę poszukać lepszych książek o reinkarnacji, śmierci i sensie życia, bo w końcu umrę z nudów i doświadczę wszystkiego "na martwo" (no bo przecież nie "na żywo") nie znajdując odpowiedzi na zadane sobie pytania w stosownym czasie. W tym konkretnym przypadku przynajmniej człowiek chcąc nie chcąc skonfrontuje się z tym czego próbuje się dowiedzieć, nawet jeśli się nie dowie. Ironia losu.

Nie polecam!

wtorek, 4 września 2018

dr Paul Gibier "Spirytyzm. Studium historyczno-krytyczne i doświadczalne"



 A jednak dziwactwa podobne bardziej są niebezpieczne, aniżeli się wydają i przekonani jesteśmy, że niewiele by potrzeba czasu, ażeby przywrócić  pod ich wpływem czasy diabelskiego sabatu, bo jeśli nawet spirytyzm odrzuca teorię wchodzenia w czyjeś ciało i przeczy istnieniu diabła, to z drugiej strony przyjmuje fakt, iż dusza chwilowo opuszczać może ciało, a to jest właśnie istotnym i wystarczającym warunkiem nowych wędrówek i podróży na miotle 
(fragment  z zamieszczonego w omawianej w niniejszym poście książce tłumaczenia cytatu Dechambre'a "La doctrine spirite", s. 101).

Coś mi tu zgrzyta ...

Wracamy do kontaktów żywych z umarłymi. dr Paul Gibier "Spirytyzm. Studium historyczno-krytyczne i doświadczalne" to najkrócej pisząc stara książka wydana na nowo po ponad stu latach. Ogólnie tematem książki jest spirytyzm; szerzej autor pisze o fakirach, nawiedzonych domach, piśmie automatycznym, sesjach mediumicznych czy czymś co nazwalibyśmy dziś channelingiem. Psychotronika full wypas - jej wiele twarzy, problemy z interpretacją naukową. 

Czy to wszystko szarlataneria czy rzeczywiście ludzie kontaktują się ze zmarłymi? Gibier niby próbuje rozstrzygnąć ten temat, ale przyznam z perspektywy osoby żyjącej w XXI w., że idzie mu to bardzo ciężko. Dziś dysponujemy o ponad 100-letnim od niego stanem badań i rozmaitych rozważań na ten temat. Sam osobiście nie mam żadnego zaufania do Tablicy Ouija, channelingu, pisma automatycznego etc. Wszystko to działanie podświadomości płynące z naszego niezbadanego w pełni mózgu. Ale cóż, dawniej nie wszystko wydawało się to tak oczywiste jak dziś. Ba! Nawet teraz niektórzy wpadają w pewne duchowe pułapki.
Mówią też, że duchy białych, wyższej czując się natury, odrzucają powtórne wcielanie się dlatego, iż zdarzyć by się mogło, że ich duch zamieszkałby w ciele kolorowym, co byłoby zbyt poniżające. (s. 58)
Szczerze powiem, że często zdarza mi się krytykować współczesne koncepcje wizji społeczeństwa za ich polityczną poprawność. Zasadniczo ludzie udowadniają, że czarne jest białe pomimo tego, że jest czarne, ale z czasem i tak wszyscy się zorientują, że tak nie jest. 

Nigdy za to nie myślałem tymi kategoriami w sprawach życia pozagrobowego. Niektórzy wierzą, że człowiek może odrodzić się tylko człowiekiem, a zwierzę zwierzęciem. Inni stwierdzą, że dusza może przyjąć każdą postać. Spoko, jeśli przyjąć pierwszy wariant, że dusza gromadzi karmę i rozwija się od form prymitywnych do bardziej złożonych ... to w sumie odrodzenie się w ciele kolorowym mogę uznać za niemożliwe przy swoim obecnym stanie egzystencji. Uff! Coraz mniej się boję śmierci.
Powiedziano, iż tłum zawsze będzie oszukiwany, bo chce być oszukiwanym: vulgus vult decipi. (s. 78)
Nie mam pytań. Jak w spirytyzmie, tak w całym społeczeństwie. Pars pro toto.

Nudna, marna pozycja, wydaje się z perspektywy czasu namiastką tematu. Przydałyby się dodatkowe komentarze z ostatniego stuletniego apdejta w temacie. 

Nie polecam!

piątek, 31 sierpnia 2018

Chris Columbus & Ned Vizzini "Dom tajemnic"


Chrisa Columbusa zapamiętałem jako najlepszego z reżyserów "Harry'ego Pottera". Stwierdziłem, że skoro sprawdził się jako filmowiec to może i warto przeczytać to co napisał wraz z Nedem Vizzini. Tym bardziej, że lektura sama wpadła mi w rękę. A czytałem ją na raty na plaży w Kryspinowie, Słonecznym Brzegu, a nawet na Adzie Bojanie przez [łącznie z przerwami] co najmniej dwa lata. Wniosek jeden - dobra na lato, piaszczyste plaże i bezchmurne niebo. 

Przenosimy się do Ameryki, a następnie do bajkowego świata. Walczymy z piratami, rycerzami, wielkim wilkiem, olbrzymem, Wichrową Wiedźmą. Świat współczesny i wyimaginowany. Razem dają nam możliwość oderwania się od rzeczywistości i codzienności celem poprawienia sobie słownictwa i rozwinięcia wyobraźni w świecie dziecięcej fantazji. 

Dało się to przeczytać chociaż szczerze powiem, że po Columbusie spodziewałem się lepszych pomysłów i obrazów. Może gdyby tę pozycję nakręcić byłaby czymś znacznie lepszym? Tego się pewnie za szybko nie dowiemy. 

A póki co, trzeba się zastanowić nad zapoznaniem się z treścią kolejnych części. Tylko, że paradoksalnie kończy się właśnie lato ... No nic to. Może zaczniemy na wiosnę?

wtorek, 21 sierpnia 2018

Piotr Szarota "Od Facebooka do post-przyjaźni. Współczesne przeobrażenia bliskich relacji"


Świat się zmienia. Czujemy to w powietrzu. Czujemy to w wodzie. Czujemy to w cyberprzestrzeni. Co on nam jednak przynosi w relacjach z innymi ludźmi? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Piotr Szarota, autor pracy "Od Facebooka do post-przyjaźni. Współczesne przeobrażenia bliskich relacji". 

Książka opisuje wiele tematów, mniej lub bardziej poruszanych przez badaczy współczesności. Na piedestale stoi kwestia przyjaźni. I faktycznie, jak to zjawisko się zmienia! Dążymy coraz bardziej do bycia samotnymi, skazanymi wyłącznie na swój telefon/ laptop. Ludzi zastępujemy zwierzętami, robotami, sztucznymi lalkami ... Tworzymy awatary i funkcjonujemy w wirtualnym świecie zaniedbując wszystko dookoła. Spada przyrost naturalny, spada ilość małżeństw ... Co się z tą rzeczywistością dzieje i w jaki kierunku ona w ogóle dąży? 

Szarota omawia szczegółowo ten temat prognozując nam nieciekawą przyszłość. Problemy natury seksualnej, ucieczki od rzeczywistości, zmiany obyczajowe ... Tak, tak drogie dzieci, ciągle to powtarzam, że ucieczka od konserwatywnej rzeczywistości do niczego dobrego nas nie zaprowadzi. Nowoczesność i postęp to w rzeczywistości zacofanie, skrzywienie i degrengolada. Gadające lalki, umierające zwierzaki w tamagotchi, agencje do wynajmu przyjaciół ... 

Człowiek jest zwierzęciem stadnym a wszelkie próby zmiany tego będą jak usilne udowadnianie, że 2+2=5. Błąd! Tak nigdy nie będzie. Ludzie noszą pampersy, żeby nie musieli przerywać gry i tracić czasu na wizytę w toalecie ... W Korei rodzice tak byli zaangażowani w świat wirtualny, że zaniedbali dziecko, które zmarło z głodu. Inny człowiek choć miał żonę i dziecko to dodatkowo "żonaty był z inna osobą z sieci, z którą żyje w alternatywnej rzeczywistości", z którą non-stop był w kontakcie. Z kolei jeden ojciec nie mógł zaakceptować faktu, że jego syn miał sztuczna lalkę zamiast żywej partnerki. Wyimaginowani przyjaciele to niby domena dzieci, a okazuje się, że i dorośli je tworzą. To nieliczne przypadki degrengolady, które Szarota przedstawia jak przykłady rzeczywistości współczesnej.
Cacioppo przekonuje, że potrzeba kontaktów społecznych jest w nas na tyle silna, że osoby samotne dążą do tworzenia relacji tzw. relacji paraspołecznych, których przykładem może być przywiązanie do bohaterów seriali, mogą też traktować jak ludzi swoje psy czy koty. Wyniki prowadzonych przez jego zespół badań przekonują, że konsekwencje samotności w wieku dojrzałym są dramatyczne. Poczucie izolacji od innych wpływa na pogorszenie funkcjonowania poznawczego, powoduje zaburzenia snu, podnosi ciśnienie krwi, zwiększa poziom kortyzolu (hormonu stresu), zaburza funkcjonowanie układu odpornościowego, zwiększa ryzyko depresji i obniża samopoczucie (s. 5).
To już mówi samo za siebie.

Na pewne rzeczy człowiek nie zwracał dawniej uwagi np. serial "Przyjaciele", który przedstawia dorosłych ludzi używających życia zamiast dążenia do klasycznego kierunku. 

Zastanawia mnie też kwestia gejsz, którą przy okazji omawiania kultury Japonii autor pomija zwracając uwagę na tradycjonalizm w życiu tego narodu, a omawia problem agencji przyjaciół.

Książka pełna jest ciekawostek, miejscami wręcz przeraża wizją nowoczesności. Zebrane kompendium rozmaitych ciekawostek, których dobrą cechą okazuje się być fakt, że zdajemy sobie sprawę z tego co się dzieje z ludzkością. Ale czy to się kiedyś skończy? Czy wrócimy do dawnej rzeczywistości? Sam wstęp pracy dał mi jasno do zrozumienia, że warto było ją kupić. Oczywiście co chwila pada nazwisko znanego badacza współczesności prof. Zygmunta Baumana (Rest In Piss!) jednak jego wnioski wydają się tutaj sensowne. 

Gorąco polecam!